Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest problem
Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest problem
Cześć. Mam 28 lat i właśnie zostawiła (?) mnie kobieta. Zupełnie przestałem funkcjonować, bo daję sobie rękę odciąć, że to była ta jedyna. P. była moją trzecim poważnym związkiem, z czego pierwszym, w którym... kochałem. Wyda wam się to dziwne, ale miałem już żonę, młodzieńcza fanaberia, duży błąd, bez znaczenia - ślub był tylko cywilny, bez dzieci, bez kredytów, rozstaliśmy się definitywnie po trzech latach małżeństwa w 2011 roku. Nigdy jej nie kochałem, tylko tak mi się zdawało. Cierpiałem po rozstaniu, bo wyszło od niej, ale nie da się tego porównać do cierpienia obecnego. Drugą dziewczynę miałem tylko jako pocieszenie po pierwszej kobiecie - nie umiałem być wtedy sam. Rozstałem się z nią w sierpniu 2012. Wtedy postanowiłem być sam, przez jakiś czas, zadbać o siebie.
P. podobała mi się zawsze. Pracujemy w jednej firmie, jej pokój jest "przechodni" w kierunku kuchni i wc, więc codziennie ją widywałem. Ale nie znaliśmy się. Wreszcie w grudniu 2012 nasza firma zorganizowała wielką imprezę dla pracowników. Szedłem na nią z zamiarem poznania P. Udało się to błyskiem, w pół godziny. Tańczyliśmy pół nocy, drugie pół gadaliśmy. Nie było jakiegoś kopnięcia, po prostu okazała się miłą kobietą. Nie zainteresowałem się nią jednak, stwierdziłem "nie ma tego czegoś".
Ale ona zainteresowała się mną. Dodała na facebooku, zaczęła zagadywać itp itd. Ja - wyjątkowo złośliwie - poznałem inną dziewczynę dokładnie tydzień po imprezie firmowej. I to nią się zainteresowałem. Więc P. sobie odpuściłem. Ona próbowała - ja byłem niewzruszony. Przez równy miesiąc chodziliśmy razem na herbaty w pracy, gadaliśmy mnóstwo przez neta... W lutym zaprosiła mnie do kina, ale stwierdziłem, że nie mogę z nią iść, zdobywając inną. Więc odmówiłem, jako powód podając chęć obejrzenia akurat wtedy meczu reprezentacji Polski. Po rozmowach z koleżankami (przyznała mi się do tego później), olała mnie. Nie było przez 3 tygodnie żadnego kontaktu z wyjątkiem "cześć" w pracy. Aż na początku marca z nudów zagadałem do niej na facebooku. Gadaliśmy całą noc, mieliśmy miliard wspólnych tematów. Dotarło do mnie: facet, gonisz za jakąś dziwną laską, a pod ręką masz kogoś takiego. P. jakby moje myśli przeczytała i... zaprosiła mnie na piwo, w niedzielę 10 marca. Oczywiście tym razem się zgodziłem. Było świetnie - zero sztuczności. Po wyjściu ona spytała, czy się jeszcze spotkamy na takim piwie. Powiedziałem, że tak i dam znać, co do terminu. Umówiliśmy się na 10 dni później, w środę 20 marca. Im dłużej siedzieliśmy, tym bardziej się czuło, że związku ze sobą już nie unikniemy. Chciałem ją pocałować, ale nie chciałem robić tego w barze. Więc się rozeszliśmy, obiecując sobie następne spotkanie. Zaproponowała je ona - u niej w mieszkaniu (ma własne mieszkanie, dostała od bogatych rodziców), w sobotę, przy winie. Idąc tam wiedziałem, że od dziś będziemy parą. Atmosfera gorąca od początku, my piękni (ja marynarka, koszula, dżinsy; ona zwiewna sukienka plus jej ogromna uroda), uśmiechnięci... O 23 chwyciliśmy się za ręce, o północy ona położyła mi się głową na kolanach, wzrokiem na moją twarz, o 0:30 całowaliśmy się namiętnie. Ehh, najpiękniejszy dzień w moim życiu sad(( do rzeczy...
Zaczęliśmy być ze sobą. Czułem się już pierwszej nocy najszczęśliwszy na świecie. Spaliśmy w łóżku ze sobą, ale nie było seksu - tylko całowanie. Zasnęliśmy nad ranem, o 13 zakończyliśmy randkę, bo ona była umówiona z rodzicami na obiad. W jego trakcie napisała mi, że rodzice nie mogą uwierzyć w to, jak szczęśliwie dziś wygląda...
Zaczęliśmy się spotykać regularnie, co 2-3 dni. Kino, znajomi, ale przede wszystkim jej mieszkanie. Po jakimś niedługim czasie zaczęliśmy uprawiać seks (najlepszy w moim życiu; po niej widziałem, że podobnie), brać wspólne kąpiele... po miesiącu czułem, że jestem totalnie zakochany, uwierzcie - to już nie było zauroczenie. Właśnie podczas kąpieli pierwszy raz powiedzieliśmy sobie "kocham Cię" - ja powiedziałem pierwszy, ona stwierdziła, że czekała na to, że nie mogła się doczekać aż wreszcie to usłyszy.
Życie toczyło się pięknie - ona polubiła moich znajomych, ja polubiłem jej. Świrowała na moim punkcie, nigdy nie czułem się tak kochany. Zacząłem u niej spędzać 6 nocy w tygodniu, zostawiając jedną na spanie u siebie - dla zdrowego rozsądku. Mówiłem jej, że mam też znajomych, których nie mogę stracić, ona to rozumiała, choć dodawała, że gdy zmienię zdanie, mogę do niej na noc wrócić. Powiedziała, że chce być ze mną na zawsze i że NIGDY mnie nie zostawi. Spytała, czy jestem gotów na podobną deklarację. Byłem. Napisałem jej na karteczce, że świadom odpowiedzialności i tych słów, chcę być z nią na zawsze. Podpisałem datą, imieniem i nazwiskiem. Karteczkę ze łzami w oczach schowała do portfela.
Oczywiście poznaliśmy też swoich rodziców, choć przy naszej miłości wydawało mi się, że nie będą oni mieli żadnego znaczenia. Jej - bardzo bardzo bogaci (dzięki dwóm firmom taty), w dodatku mama arystokratka z dobrego domu, oczytana nauczycielka języka polskiego, moi - prości ze wsi, bez wielkich pieniędzy, ale też nie biedni jak myszy kościelne. Ojciec w towarzystwie jest ok, matka - będę obiektywny - jest wieśniaczką. Na grillu u mojej babci, na który pojechaliśmy z P. kiełbasę jadła paluchami, aż tłuszcz ściekał po dłoni (obrzydliwe). Modliłem się, by jak wszyscy wzięła widelec, ale tego nie zrobiła. Mnie to brzydziło, P. pewnie też. Do tego potrafiła raz do mnie dzwonić sześć razy a jak nie odbierałem (nie słyszałem telefonu), po przyjeździe do niej zrobiła mi przy P. wielką awanturę, jak to się martwiła (byliśmy umówieni na 20, dzwoniła od 18. My punkt 20 przyjechaliśmy do niej). Widziałem, że P. ma moją matkę za lekką wariatkę, dlatego chciałem się od niej (matki) odciąć. To dobra kobieta, chce zawsze jak najlepiej, tyle, że nie wychodzi jej. Moja była żona właśnie ją podała za powód rozstania - że szlag ją trafiał na samą myśl kontaktu z nią.
Zacząłem rozmawiać z P., że ciężko będzie, gdy nasi rodzice kiedyś się spotkają. Dwa różne światy, to byłby koszmar. Usłyszałem "czym Ty się martwisz, ważne, że my się kochamy. To spotkanie jakoś się przetrwa". Byłem zatem spokojny, bo P., w przeciwieństwie do mojej byłej żony, nie krytykowała mojej matki otwarcie. I nie sugerowała nawet, że ma ją za wariatkę ze wsi.
Było więc idealnie. W czerwcu zaplanowaliśmy wspólne mieszkanie, ale dopiero od lipca 2014. Daliśmy sobie jeszcze rok pozornej wolności, bo i tak niemal każdą noc spędzaliśmy razem. Życie miało być piękne i bezproblemowe - nieźle zarabiamy (ja 3000 na rękę, ona 2100 - plus oboje wysokie premie raz na trzy miesiące). Mojemu przyjacielowi powiedziałem: to koniec mojej drogi, to jest kobieta, z którą zawsze będę. Uwierzył, bo widział, co się dzieje. Nie znał mnie do tej pory takiego - tak zakochanego.
Niestety. 28 czerwca, w piątek, ona wyjechała w 10-dniową delegację. Oczywiście płakała wyjeżdżając, że nie wytrzyma tyle beze mnie. Mieliśmy być 650 km od siebie. Powiedziałem jej: w piątek za tydzień przyjadę do Ciebie, a w niedzielę wrócimy razem. Ty będziesz pracować, ja sobie jakoś poradzę. Zwariowała ze szczęścia na ten pomysł. Dokupiliśmy miejsce dla mnie w jej hotelu na dwie noce.
Codziennie dzwoniliśmy do siebie, pisaliśmy smsy, wyznając sobie miłość. W nocy z wtorku na środę (więc 3 dni przed moim przyjazdem) dostałem smsa o treści: "Tak bardzo Cię kocham. Odliczam już godziny do Twojego przyjazdu. Nie mogę doczekać się, kiedy wreszcie ze sobą zamieszkamy. Dzień, w którym mi się oświadczysz będzie najpiękniejszym dniem mojego życia". Kochałem ją, chciałem tego, co ona...
Przyjechałem do niej w nocy z 5 na 6 lipca. Przed hotelem rzuciła mi się na szyję. Błyskawicznie wylądowaliśmy w łóżku i zaczęliśmy się kochać. W sobotę rano zjedliśmy śniadanie, a koło południa znów się kochaliśmy. Pojechała w teren do pracy. Mieliśmy spotkać się znów koło 20, o 22 miał być wspólny koncert znanego zespołu... Ale koło 20 mi napisała, że się nie wyrobi z robotą i się przeciąga, że jest na to wściekła... czekałem, czekałem, czekałem, między czasie pisała mi "nie tak to miało wyglądać, przepraszam sad ". O 22:10 - gdy koncert już trwał - napisała mi "dopiero teraz skończyłam". Ale nie przychodziła, mówiła, że w tym tłumie, gdzie stałem, nie odnajdzie mnie. A stałem w bardzo konkretnym miejscu - takim, że z każdego innego by do niego dotarła i mnie spotkała. Olała to, zobaczyliśmy się dopiero o 23:50. Po koncercie, który oglądałem sam.
Byłem bardzo zawiedziony - nie tylko jej długą pracą, ale przede wszystkim tym, że nie wykazała nawet chęci dotarcia do mnie. Widziała, jak jestem zawiedziony. Ale jej powiedziałem - Kochanie, nie Tobą (skłamałem), tylko tą sytuacją. Wróciliśmy do hotelu, bez nastroju od razu poszedłem spać.
Wstaliśmy w niedzielę w nieco lepszych humorach, ruszyliśmy w 8-godzinną podróż do domu. Było... fantastycznie. Znów mieliśmy uśmiechy na twarzach, w dodatku ona była na mnie totalnie napalona (ręka jej uciekała...). Oczywiście po drodze miliard wyznań miłości i całowania na każdym postoju. Szaleństwo. No ale od 18 matka (którą po drodze mieliśmy o 20 odwiedzić - sytuacja opisana trochę powyżej) zaczęła do mnie wydzwaniać, czego ja nie słyszałem. O 20 zrobiła mi przy P. awanturę. No nic, byliśmy u niej 10 minut, pojechaliśmy do... jej mamy. Wychodząc od niej przed 22, zagadała P. "odwiedzisz mnie jutro?". P. odpowiedziała, że miała inne plany (mnie oczywiście), ale jej mama nalegała. Więc P. się zgodziła. Wróciliśmy tego wieczora do niej, wspólna kąpiel, seks, rozmowa, wyznanie miłości, spanie.
Następnego dnia umówiliśmy się, że odbiorę ją od mamy o 17:30. Ale o 16:30 napisała mi, żebym był o 20, że rozmowa się przedłuży. Więc byłem o 20. P. stała się "elektryczna" - czepiała się mnie o wszystko (pierwszy raz w związku), a gdy włączyliśmy film u niej w mieszkaniu, siadła na facebooku i zaczęła gadać sobie z ludźmi (nigdy jej się to nie zdarzało, zawsze oglądała film wtulona do mnie, z przerwami na pocałunki). Nie było nastroju na seks - spytałem, czy coś się stało. Powiedziała, że głupi jestem, jak tak myślę. Poszliśmy spać.
We wtorek powiedziała mi "dziś się nie spotkamy. Muszę mieć czas dla siebie. Rozmawiałam z mamą i ona się martwi, jak się zaniedbałam - poświęcam się tylko Tobie, a np już od dawna książki żadnej nie przeczytałam". Powiedziałem - dobrze, masz dziś ode mnie wolne, nigdy do niczego Cię nie zmuszałem (mało tego - sam w maju zaproponowałem ograniczenie spotkań, bo bałem się, że jej się znudzę. Powiedziała, że to nigdy nie nastąpi, przekonała mnie wtedy, że zawsze będę jej ideałem i że już na zawsze będziemy ze sobą, że jak myśli o innych facetach, to czuje obrzydzenie). Umówiliśmy się zatem na środę. Ale już we wtorek PIERWSZY raz od początku związku nie napisała mi sama z siebie "kocham Cię". Potrafiła jedynie odpisać "ja Ciebie też", gdy napisałem to pierwszy.
Środa. Jesteśmy u niej, leżymy na łóżku, miziam ją po twarzy, ale nie chcę całować w usta. Modlę się, by ona mnie pocałowała. Patrzymy na siebie z odległości centymetra - nie całuje, jednocześnie mnie też miziając. Nagle mówi - wstańmy i chodźmy na spacer. Poszliśmy, za rękę, siedliśmy na ławce. Pytam o co chodzi. Powiedziała, że to się dzieje za szybko, że po rozmowie z mamą zaczęła być przerażona, jak to galopuje. Że przemyślała i wcale nie chce za rok ze mną jeszcze zamieszkać. Ja jej mówię: dobrze, spotykajmy się rzadziej, sam o to kiedyś prosiłem. Ale ona mi dodała, że nie tylko o to chodzi, że ona nie wie, czy my w ogóle do siebie pasujemy, że zasugerowała jej to mama, że na początku nie chciała tego słuchać, a z każdym kolejnym argumentem... zaczynała wierzyć. Spytałem o te argumenty. Nie chciała powiedzieć, ale przyciśnięta mocno, przed snem, powiedziała. "Nasze rodziny są na zupełnie różnych poziomach". Pomyślałem, że mówi o pieniądzach, więc zacząłem mówić, że ani ja, ani moja rodzina nie chcemy ani złotówki, że ja ją kocham i tylko tyle. Ale ona, że nie o to chodzi. No to ja: "a o co?". Nie mogła z siebie tego wydusić, aż wreszcie wypaliła: "bo ja chciałabym móc np z teściową o książkach porozmawiać. W ogóle nie wyobrażam sobie, by nasi rodzice kiedyś się spotkali...". Powiedziała, że mogę u niej zostać na noc, ale spała w ubraniu (zawsze do tej pory nago), a rano wyszła ubierać się do drugiego pokoju (zawsze robiła to przy mnie). W czwartek mieliśmy się nie widzieć. Napisałem jej po 16, że ją kocham, odpisała "wybacz, ale nie odpowiem nic, bo nawet nie wiem, co miałabym powiedzieć...". W emocjach odpisałem "Jak ona mogła tak wyprać Ci mózg?! NO JAK?!". Miałem na myśli jej matkę. Odpisała: "Nie mów tak! Mam własny rozum i niektóre decyzje podejmuję sama!". Wieczorem napisałem jej tylko "Dobranoc :*". Nie odpisała.
Piątek. Nie radzę sobie w pracy, trzęsą mi się ręce, nie śpię już drugą noc z rzędu. Umawiamy się na popołudnie, ale już mi zaznacza - wieczorem jedzie na noc do mamy. Jesteśmy u niej o 16, zaczynam robić obiad, ona siedzi na fejsie. O 17 podaję - je, nie dziękuje, nie mówi, że smakował. O 17:30 ja siadam na kanapie, ona dalej na fejsie. Niby coś do mnie gada, ale nie patrzy się na mnie w ogóle, ma mnie w dupie. Nie wytrzymuję, ale spokojnie, bardzo spokojnie mówię o 18:30: jedźmy już do Twojej mamy, podrzucę Cię. Wychodząc z jej bloku chciałem złapać ją za rękę, bo nie powiedziała jeszcze, że to już skończone. Odrzuciła subtelnie mówiąc: wolałabym, byśmy w obecnej sytuacji nie zachowywali się jak para. Powiedziałem spokojnie: w takim razie nie spotykajmy się jakiś czas. Zachowujemy się jak kumple, a tego nie zniosę. Zgodziła się bez żadnych problemów.
W drodze do jej mamy spytałem: czy widzisz w ogóle szansę na uratowanie tego, na powrót do tego, co było. Powiedziała, że nie umie mi odpowiedzieć. Ani tak, ani nie. Spytałem o to "nie" - czy nie umie powiedzieć już teraz, że "nie, to jest nie do uratowania, nigdy nie chcę z Tobą już być". Powtórzyła: nie odpowiem Ci, ani tak, ani nie... Powiedziałem jej, że jak coś się zmieni, to numer ma...
Od tego czasu nie mam z nią kontaktu. Ja nie napisałem nic, bo to bez sensu, tylko ją zrażę do siebie, ona nie napisała nic, bo ma mnie gdzieś. A jeśli nie ma, pewnie zwierza się mamie i ta ją przekonuje, żeby mieć mnie i moją rodzinę gdzieś.
Teraz pytanie: jak ją odzyskać. Od razu mówię - nie przepadam za swoją rodziną, wcale nie zależy mi na kontakcie z nimi. Dla P. jestem w stanie zerwać z nimi kontakt i nie przekonujcie mnie, że to bez sensu, tylko uwierzcie, że P. jest miłością mojego życia i nie chcę już nikogo innego. Rozstawałem się z żoną i mimo doła wiedziałem, że spotkam kogoś dużo lepszego. Rozstawałem się z drugą dziewczyną i było mi lżej. Ale teraz NIE DAJĘ SOBIE RADY. Mam za sobą czwartą z rzędu noc, w której nie śpię. Zaniedbałem bieganie, co było moją pasją (nie jestem w stanie biegać, blokuje mnie, gdy włącza się głowa). Gdy P. jeszcze się kiedyś do mnie odezwie, wyjdzie z propozycją spotkania, co jej odpisać? Co jej na tym spotkaniu powiedzieć? Jak się zachowywać? Tu napiszę, że zrobiłbym dla niej wszystko, ale wiem, że nie mogę tego jej powiedzieć, bo to zadziała zupełnie odwrotnie... POMÓŻCIE!
P. podobała mi się zawsze. Pracujemy w jednej firmie, jej pokój jest "przechodni" w kierunku kuchni i wc, więc codziennie ją widywałem. Ale nie znaliśmy się. Wreszcie w grudniu 2012 nasza firma zorganizowała wielką imprezę dla pracowników. Szedłem na nią z zamiarem poznania P. Udało się to błyskiem, w pół godziny. Tańczyliśmy pół nocy, drugie pół gadaliśmy. Nie było jakiegoś kopnięcia, po prostu okazała się miłą kobietą. Nie zainteresowałem się nią jednak, stwierdziłem "nie ma tego czegoś".
Ale ona zainteresowała się mną. Dodała na facebooku, zaczęła zagadywać itp itd. Ja - wyjątkowo złośliwie - poznałem inną dziewczynę dokładnie tydzień po imprezie firmowej. I to nią się zainteresowałem. Więc P. sobie odpuściłem. Ona próbowała - ja byłem niewzruszony. Przez równy miesiąc chodziliśmy razem na herbaty w pracy, gadaliśmy mnóstwo przez neta... W lutym zaprosiła mnie do kina, ale stwierdziłem, że nie mogę z nią iść, zdobywając inną. Więc odmówiłem, jako powód podając chęć obejrzenia akurat wtedy meczu reprezentacji Polski. Po rozmowach z koleżankami (przyznała mi się do tego później), olała mnie. Nie było przez 3 tygodnie żadnego kontaktu z wyjątkiem "cześć" w pracy. Aż na początku marca z nudów zagadałem do niej na facebooku. Gadaliśmy całą noc, mieliśmy miliard wspólnych tematów. Dotarło do mnie: facet, gonisz za jakąś dziwną laską, a pod ręką masz kogoś takiego. P. jakby moje myśli przeczytała i... zaprosiła mnie na piwo, w niedzielę 10 marca. Oczywiście tym razem się zgodziłem. Było świetnie - zero sztuczności. Po wyjściu ona spytała, czy się jeszcze spotkamy na takim piwie. Powiedziałem, że tak i dam znać, co do terminu. Umówiliśmy się na 10 dni później, w środę 20 marca. Im dłużej siedzieliśmy, tym bardziej się czuło, że związku ze sobą już nie unikniemy. Chciałem ją pocałować, ale nie chciałem robić tego w barze. Więc się rozeszliśmy, obiecując sobie następne spotkanie. Zaproponowała je ona - u niej w mieszkaniu (ma własne mieszkanie, dostała od bogatych rodziców), w sobotę, przy winie. Idąc tam wiedziałem, że od dziś będziemy parą. Atmosfera gorąca od początku, my piękni (ja marynarka, koszula, dżinsy; ona zwiewna sukienka plus jej ogromna uroda), uśmiechnięci... O 23 chwyciliśmy się za ręce, o północy ona położyła mi się głową na kolanach, wzrokiem na moją twarz, o 0:30 całowaliśmy się namiętnie. Ehh, najpiękniejszy dzień w moim życiu sad(( do rzeczy...
Zaczęliśmy być ze sobą. Czułem się już pierwszej nocy najszczęśliwszy na świecie. Spaliśmy w łóżku ze sobą, ale nie było seksu - tylko całowanie. Zasnęliśmy nad ranem, o 13 zakończyliśmy randkę, bo ona była umówiona z rodzicami na obiad. W jego trakcie napisała mi, że rodzice nie mogą uwierzyć w to, jak szczęśliwie dziś wygląda...
Zaczęliśmy się spotykać regularnie, co 2-3 dni. Kino, znajomi, ale przede wszystkim jej mieszkanie. Po jakimś niedługim czasie zaczęliśmy uprawiać seks (najlepszy w moim życiu; po niej widziałem, że podobnie), brać wspólne kąpiele... po miesiącu czułem, że jestem totalnie zakochany, uwierzcie - to już nie było zauroczenie. Właśnie podczas kąpieli pierwszy raz powiedzieliśmy sobie "kocham Cię" - ja powiedziałem pierwszy, ona stwierdziła, że czekała na to, że nie mogła się doczekać aż wreszcie to usłyszy.
Życie toczyło się pięknie - ona polubiła moich znajomych, ja polubiłem jej. Świrowała na moim punkcie, nigdy nie czułem się tak kochany. Zacząłem u niej spędzać 6 nocy w tygodniu, zostawiając jedną na spanie u siebie - dla zdrowego rozsądku. Mówiłem jej, że mam też znajomych, których nie mogę stracić, ona to rozumiała, choć dodawała, że gdy zmienię zdanie, mogę do niej na noc wrócić. Powiedziała, że chce być ze mną na zawsze i że NIGDY mnie nie zostawi. Spytała, czy jestem gotów na podobną deklarację. Byłem. Napisałem jej na karteczce, że świadom odpowiedzialności i tych słów, chcę być z nią na zawsze. Podpisałem datą, imieniem i nazwiskiem. Karteczkę ze łzami w oczach schowała do portfela.
Oczywiście poznaliśmy też swoich rodziców, choć przy naszej miłości wydawało mi się, że nie będą oni mieli żadnego znaczenia. Jej - bardzo bardzo bogaci (dzięki dwóm firmom taty), w dodatku mama arystokratka z dobrego domu, oczytana nauczycielka języka polskiego, moi - prości ze wsi, bez wielkich pieniędzy, ale też nie biedni jak myszy kościelne. Ojciec w towarzystwie jest ok, matka - będę obiektywny - jest wieśniaczką. Na grillu u mojej babci, na który pojechaliśmy z P. kiełbasę jadła paluchami, aż tłuszcz ściekał po dłoni (obrzydliwe). Modliłem się, by jak wszyscy wzięła widelec, ale tego nie zrobiła. Mnie to brzydziło, P. pewnie też. Do tego potrafiła raz do mnie dzwonić sześć razy a jak nie odbierałem (nie słyszałem telefonu), po przyjeździe do niej zrobiła mi przy P. wielką awanturę, jak to się martwiła (byliśmy umówieni na 20, dzwoniła od 18. My punkt 20 przyjechaliśmy do niej). Widziałem, że P. ma moją matkę za lekką wariatkę, dlatego chciałem się od niej (matki) odciąć. To dobra kobieta, chce zawsze jak najlepiej, tyle, że nie wychodzi jej. Moja była żona właśnie ją podała za powód rozstania - że szlag ją trafiał na samą myśl kontaktu z nią.
Zacząłem rozmawiać z P., że ciężko będzie, gdy nasi rodzice kiedyś się spotkają. Dwa różne światy, to byłby koszmar. Usłyszałem "czym Ty się martwisz, ważne, że my się kochamy. To spotkanie jakoś się przetrwa". Byłem zatem spokojny, bo P., w przeciwieństwie do mojej byłej żony, nie krytykowała mojej matki otwarcie. I nie sugerowała nawet, że ma ją za wariatkę ze wsi.
Było więc idealnie. W czerwcu zaplanowaliśmy wspólne mieszkanie, ale dopiero od lipca 2014. Daliśmy sobie jeszcze rok pozornej wolności, bo i tak niemal każdą noc spędzaliśmy razem. Życie miało być piękne i bezproblemowe - nieźle zarabiamy (ja 3000 na rękę, ona 2100 - plus oboje wysokie premie raz na trzy miesiące). Mojemu przyjacielowi powiedziałem: to koniec mojej drogi, to jest kobieta, z którą zawsze będę. Uwierzył, bo widział, co się dzieje. Nie znał mnie do tej pory takiego - tak zakochanego.
Niestety. 28 czerwca, w piątek, ona wyjechała w 10-dniową delegację. Oczywiście płakała wyjeżdżając, że nie wytrzyma tyle beze mnie. Mieliśmy być 650 km od siebie. Powiedziałem jej: w piątek za tydzień przyjadę do Ciebie, a w niedzielę wrócimy razem. Ty będziesz pracować, ja sobie jakoś poradzę. Zwariowała ze szczęścia na ten pomysł. Dokupiliśmy miejsce dla mnie w jej hotelu na dwie noce.
Codziennie dzwoniliśmy do siebie, pisaliśmy smsy, wyznając sobie miłość. W nocy z wtorku na środę (więc 3 dni przed moim przyjazdem) dostałem smsa o treści: "Tak bardzo Cię kocham. Odliczam już godziny do Twojego przyjazdu. Nie mogę doczekać się, kiedy wreszcie ze sobą zamieszkamy. Dzień, w którym mi się oświadczysz będzie najpiękniejszym dniem mojego życia". Kochałem ją, chciałem tego, co ona...
Przyjechałem do niej w nocy z 5 na 6 lipca. Przed hotelem rzuciła mi się na szyję. Błyskawicznie wylądowaliśmy w łóżku i zaczęliśmy się kochać. W sobotę rano zjedliśmy śniadanie, a koło południa znów się kochaliśmy. Pojechała w teren do pracy. Mieliśmy spotkać się znów koło 20, o 22 miał być wspólny koncert znanego zespołu... Ale koło 20 mi napisała, że się nie wyrobi z robotą i się przeciąga, że jest na to wściekła... czekałem, czekałem, czekałem, między czasie pisała mi "nie tak to miało wyglądać, przepraszam sad ". O 22:10 - gdy koncert już trwał - napisała mi "dopiero teraz skończyłam". Ale nie przychodziła, mówiła, że w tym tłumie, gdzie stałem, nie odnajdzie mnie. A stałem w bardzo konkretnym miejscu - takim, że z każdego innego by do niego dotarła i mnie spotkała. Olała to, zobaczyliśmy się dopiero o 23:50. Po koncercie, który oglądałem sam.
Byłem bardzo zawiedziony - nie tylko jej długą pracą, ale przede wszystkim tym, że nie wykazała nawet chęci dotarcia do mnie. Widziała, jak jestem zawiedziony. Ale jej powiedziałem - Kochanie, nie Tobą (skłamałem), tylko tą sytuacją. Wróciliśmy do hotelu, bez nastroju od razu poszedłem spać.
Wstaliśmy w niedzielę w nieco lepszych humorach, ruszyliśmy w 8-godzinną podróż do domu. Było... fantastycznie. Znów mieliśmy uśmiechy na twarzach, w dodatku ona była na mnie totalnie napalona (ręka jej uciekała...). Oczywiście po drodze miliard wyznań miłości i całowania na każdym postoju. Szaleństwo. No ale od 18 matka (którą po drodze mieliśmy o 20 odwiedzić - sytuacja opisana trochę powyżej) zaczęła do mnie wydzwaniać, czego ja nie słyszałem. O 20 zrobiła mi przy P. awanturę. No nic, byliśmy u niej 10 minut, pojechaliśmy do... jej mamy. Wychodząc od niej przed 22, zagadała P. "odwiedzisz mnie jutro?". P. odpowiedziała, że miała inne plany (mnie oczywiście), ale jej mama nalegała. Więc P. się zgodziła. Wróciliśmy tego wieczora do niej, wspólna kąpiel, seks, rozmowa, wyznanie miłości, spanie.
Następnego dnia umówiliśmy się, że odbiorę ją od mamy o 17:30. Ale o 16:30 napisała mi, żebym był o 20, że rozmowa się przedłuży. Więc byłem o 20. P. stała się "elektryczna" - czepiała się mnie o wszystko (pierwszy raz w związku), a gdy włączyliśmy film u niej w mieszkaniu, siadła na facebooku i zaczęła gadać sobie z ludźmi (nigdy jej się to nie zdarzało, zawsze oglądała film wtulona do mnie, z przerwami na pocałunki). Nie było nastroju na seks - spytałem, czy coś się stało. Powiedziała, że głupi jestem, jak tak myślę. Poszliśmy spać.
We wtorek powiedziała mi "dziś się nie spotkamy. Muszę mieć czas dla siebie. Rozmawiałam z mamą i ona się martwi, jak się zaniedbałam - poświęcam się tylko Tobie, a np już od dawna książki żadnej nie przeczytałam". Powiedziałem - dobrze, masz dziś ode mnie wolne, nigdy do niczego Cię nie zmuszałem (mało tego - sam w maju zaproponowałem ograniczenie spotkań, bo bałem się, że jej się znudzę. Powiedziała, że to nigdy nie nastąpi, przekonała mnie wtedy, że zawsze będę jej ideałem i że już na zawsze będziemy ze sobą, że jak myśli o innych facetach, to czuje obrzydzenie). Umówiliśmy się zatem na środę. Ale już we wtorek PIERWSZY raz od początku związku nie napisała mi sama z siebie "kocham Cię". Potrafiła jedynie odpisać "ja Ciebie też", gdy napisałem to pierwszy.
Środa. Jesteśmy u niej, leżymy na łóżku, miziam ją po twarzy, ale nie chcę całować w usta. Modlę się, by ona mnie pocałowała. Patrzymy na siebie z odległości centymetra - nie całuje, jednocześnie mnie też miziając. Nagle mówi - wstańmy i chodźmy na spacer. Poszliśmy, za rękę, siedliśmy na ławce. Pytam o co chodzi. Powiedziała, że to się dzieje za szybko, że po rozmowie z mamą zaczęła być przerażona, jak to galopuje. Że przemyślała i wcale nie chce za rok ze mną jeszcze zamieszkać. Ja jej mówię: dobrze, spotykajmy się rzadziej, sam o to kiedyś prosiłem. Ale ona mi dodała, że nie tylko o to chodzi, że ona nie wie, czy my w ogóle do siebie pasujemy, że zasugerowała jej to mama, że na początku nie chciała tego słuchać, a z każdym kolejnym argumentem... zaczynała wierzyć. Spytałem o te argumenty. Nie chciała powiedzieć, ale przyciśnięta mocno, przed snem, powiedziała. "Nasze rodziny są na zupełnie różnych poziomach". Pomyślałem, że mówi o pieniądzach, więc zacząłem mówić, że ani ja, ani moja rodzina nie chcemy ani złotówki, że ja ją kocham i tylko tyle. Ale ona, że nie o to chodzi. No to ja: "a o co?". Nie mogła z siebie tego wydusić, aż wreszcie wypaliła: "bo ja chciałabym móc np z teściową o książkach porozmawiać. W ogóle nie wyobrażam sobie, by nasi rodzice kiedyś się spotkali...". Powiedziała, że mogę u niej zostać na noc, ale spała w ubraniu (zawsze do tej pory nago), a rano wyszła ubierać się do drugiego pokoju (zawsze robiła to przy mnie). W czwartek mieliśmy się nie widzieć. Napisałem jej po 16, że ją kocham, odpisała "wybacz, ale nie odpowiem nic, bo nawet nie wiem, co miałabym powiedzieć...". W emocjach odpisałem "Jak ona mogła tak wyprać Ci mózg?! NO JAK?!". Miałem na myśli jej matkę. Odpisała: "Nie mów tak! Mam własny rozum i niektóre decyzje podejmuję sama!". Wieczorem napisałem jej tylko "Dobranoc :*". Nie odpisała.
Piątek. Nie radzę sobie w pracy, trzęsą mi się ręce, nie śpię już drugą noc z rzędu. Umawiamy się na popołudnie, ale już mi zaznacza - wieczorem jedzie na noc do mamy. Jesteśmy u niej o 16, zaczynam robić obiad, ona siedzi na fejsie. O 17 podaję - je, nie dziękuje, nie mówi, że smakował. O 17:30 ja siadam na kanapie, ona dalej na fejsie. Niby coś do mnie gada, ale nie patrzy się na mnie w ogóle, ma mnie w dupie. Nie wytrzymuję, ale spokojnie, bardzo spokojnie mówię o 18:30: jedźmy już do Twojej mamy, podrzucę Cię. Wychodząc z jej bloku chciałem złapać ją za rękę, bo nie powiedziała jeszcze, że to już skończone. Odrzuciła subtelnie mówiąc: wolałabym, byśmy w obecnej sytuacji nie zachowywali się jak para. Powiedziałem spokojnie: w takim razie nie spotykajmy się jakiś czas. Zachowujemy się jak kumple, a tego nie zniosę. Zgodziła się bez żadnych problemów.
W drodze do jej mamy spytałem: czy widzisz w ogóle szansę na uratowanie tego, na powrót do tego, co było. Powiedziała, że nie umie mi odpowiedzieć. Ani tak, ani nie. Spytałem o to "nie" - czy nie umie powiedzieć już teraz, że "nie, to jest nie do uratowania, nigdy nie chcę z Tobą już być". Powtórzyła: nie odpowiem Ci, ani tak, ani nie... Powiedziałem jej, że jak coś się zmieni, to numer ma...
Od tego czasu nie mam z nią kontaktu. Ja nie napisałem nic, bo to bez sensu, tylko ją zrażę do siebie, ona nie napisała nic, bo ma mnie gdzieś. A jeśli nie ma, pewnie zwierza się mamie i ta ją przekonuje, żeby mieć mnie i moją rodzinę gdzieś.
Teraz pytanie: jak ją odzyskać. Od razu mówię - nie przepadam za swoją rodziną, wcale nie zależy mi na kontakcie z nimi. Dla P. jestem w stanie zerwać z nimi kontakt i nie przekonujcie mnie, że to bez sensu, tylko uwierzcie, że P. jest miłością mojego życia i nie chcę już nikogo innego. Rozstawałem się z żoną i mimo doła wiedziałem, że spotkam kogoś dużo lepszego. Rozstawałem się z drugą dziewczyną i było mi lżej. Ale teraz NIE DAJĘ SOBIE RADY. Mam za sobą czwartą z rzędu noc, w której nie śpię. Zaniedbałem bieganie, co było moją pasją (nie jestem w stanie biegać, blokuje mnie, gdy włącza się głowa). Gdy P. jeszcze się kiedyś do mnie odezwie, wyjdzie z propozycją spotkania, co jej odpisać? Co jej na tym spotkaniu powiedzieć? Jak się zachowywać? Tu napiszę, że zrobiłbym dla niej wszystko, ale wiem, że nie mogę tego jej powiedzieć, bo to zadziała zupełnie odwrotnie... POMÓŻCIE!
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
To miłe czytać, że na świecie istnieją jeszcze mężczyźni, którzy tak bardzo potrafią kochać kobietę jednak...
Jak możesz chcieć wyrzec się własnej rodziny dla drugiej osoby?! W ogóle jak możesz wstydzić się własnej matki?
Co z tego, że nie jest arystokratką i nie zachowuje się jak "teściowa"? Nie powinieneś patrzeć na swoją rodzinę niskimi poziomami, bo ta rodzina oddałaby Ci serce gdybyś tylko potrzebował. Spójrz na swoją matkę a na "teściową". Która jest bardziej wartościowym człowiekiem? Która potrafi patrzeć na świat nie pod kątem "wyższych sfer" i kasy? Która doceni drobnostki w człowieku? "Teściowa"? Nie sądzę.
Czy Twoja matka namawia Cię do rozstania? NIE. Sam widzisz jak "teściowa" usiłuje rozwalić wasz związek i Ty przed kimś takim wstydzisz się za swoją rodzinę? Ogarnij się, nie każdy ma rodziców bogatych i idealnych, doskonałych -ale przynajmniej tacy potrafią docenić drugiego człowieka i nie oceniają nikogo z góry, nie rozpieprzają związków, bo "zięć" czy "synowa" nie zarabia miesięcznie 3-4 tysi minimum.
Myślisz, że dlaczego zaczęła się mieszać? Ślepa nie jest, matka widzi kiedy córka jest szczęśliwa. Myślisz, że ona robi to dla niej? Nie, Ty po prostu nie spełniasz kryteriów na jej zięcia.
Wybij sobie z głowy odcięcie się od rodziny, bo popełnisz ogromny błąd. Jeszcze będziesz w potrzebie i kto Ci wtedy pomoże? Kto Ci poda rękę? "Teściowa", która najchętniej by się Ciebie pozbyła? Kobieta Twoja, która póki co jest sterowana przez rodziców? Nie licz na to, bo się przeliczysz. Pierwsze co to miałbyś pomoc ze strony matki, ale niestety gdy odrzucisz rodzinę dla "wyższego poziomu" to zostaniesz z problemami SAM.
Nie możesz dotrzeć do kobiety, którą kochasz to spróbuj dotrzeć do głównego problemu -do "teściowej".
A swoją drogą to gdyby Twoja kobieta nie była odseparowana od innych wartości to dostrzegłaby w Twojej rodzinie drobnostki, które mogłyby się okazać tak samo interesujące jak książki, które czyta.
Jak możesz chcieć wyrzec się własnej rodziny dla drugiej osoby?! W ogóle jak możesz wstydzić się własnej matki?
Co z tego, że nie jest arystokratką i nie zachowuje się jak "teściowa"? Nie powinieneś patrzeć na swoją rodzinę niskimi poziomami, bo ta rodzina oddałaby Ci serce gdybyś tylko potrzebował. Spójrz na swoją matkę a na "teściową". Która jest bardziej wartościowym człowiekiem? Która potrafi patrzeć na świat nie pod kątem "wyższych sfer" i kasy? Która doceni drobnostki w człowieku? "Teściowa"? Nie sądzę.
Czy Twoja matka namawia Cię do rozstania? NIE. Sam widzisz jak "teściowa" usiłuje rozwalić wasz związek i Ty przed kimś takim wstydzisz się za swoją rodzinę? Ogarnij się, nie każdy ma rodziców bogatych i idealnych, doskonałych -ale przynajmniej tacy potrafią docenić drugiego człowieka i nie oceniają nikogo z góry, nie rozpieprzają związków, bo "zięć" czy "synowa" nie zarabia miesięcznie 3-4 tysi minimum.
Myślisz, że dlaczego zaczęła się mieszać? Ślepa nie jest, matka widzi kiedy córka jest szczęśliwa. Myślisz, że ona robi to dla niej? Nie, Ty po prostu nie spełniasz kryteriów na jej zięcia.
Wybij sobie z głowy odcięcie się od rodziny, bo popełnisz ogromny błąd. Jeszcze będziesz w potrzebie i kto Ci wtedy pomoże? Kto Ci poda rękę? "Teściowa", która najchętniej by się Ciebie pozbyła? Kobieta Twoja, która póki co jest sterowana przez rodziców? Nie licz na to, bo się przeliczysz. Pierwsze co to miałbyś pomoc ze strony matki, ale niestety gdy odrzucisz rodzinę dla "wyższego poziomu" to zostaniesz z problemami SAM.
Nie możesz dotrzeć do kobiety, którą kochasz to spróbuj dotrzeć do głównego problemu -do "teściowej".
A swoją drogą to gdyby Twoja kobieta nie była odseparowana od innych wartości to dostrzegłaby w Twojej rodzinie drobnostki, które mogłyby się okazać tak samo interesujące jak książki, które czyta.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Ars, nie możesz tego zrobić! Odwrócić się od rodziców? Dlaczego, bo P ma taki kaprys? Ja rozumiem że możesz nie mieć dobrego kontaktu z rodzicami, nie mieć takiej więzi z nimi jak ona ze swymi. Ale dlaczego masz karać rodziców? Nie rozumiem Cię, wiem że człowiek z miłości w stanie jest poświęcić wiele... ale nie najbliższych ludzi... nie w taki sposób Ars... 
Myślę że nie Twoja mama jest tutaj problemem,sądzę że to tylko wymówka. Przecież wiążecie się Wy nie ona z Twoją mamą. I rzeczywiście to straszny problem że ktoś książek nie czyta. Ja czytam bo lubię ale jest wiele osób zamożnych wykształconych które jak czytają tylko to co muszą bo im jest to do pracy niezbędne.Więc nie wiem o czym ona chce z Twoją mamą rozmawiać o rachunkowości? marketingu? Zabawne. Z teściową rozmawia się o pieczeniu ciasta, przetworach, ogródku. O tym jak jej się udało wychować tak wspaniałego człowieka jakim jest jej syn
O książkach też ale przecież książka to tez pasja, każdy ma inną...
Rozumiem że jesteś nią oczarowany , sposób w jaki spędzaliście czas, jak bardzo potrzebowaliście swojej bliskości był na prawdę wyjątkowy. Miłość okazywana z każdym gestem, słowem... do tego można sie bardzo szybko przyzwyczaić, a nawet uzaleznić. Nie dziwię się więc tobie że tak to teraz przeżywasz. Takie nagłe odcięcie od tego co miłe zazwyczaj boli
Ja myslę że to Ty powinieneś uciekać od niej, żeby nie stać się takim samym egoistą i materialistą jak jej matką.
Powiem ci jeszcze odnośnie Twojego pytania jak ją odzyskać a mianowicie: gdyby mi ktos powiedział że dla mnie zostawi swoich rodziców to byłby bezpowrotnie skreślony, bardziej bym doceniała gdybyś również był za swymi rodzicami i stanął w ich obronie. No ale sytuacja dotyczy Ciebie ,nie mnie więc zrobisz jak czujesz. W każdym razie ja nie wierze że problemem jest Twoja mama, chodzi o coś innego.
p.s. Tez mam taką karteczkę
Myślę że nie Twoja mama jest tutaj problemem,sądzę że to tylko wymówka. Przecież wiążecie się Wy nie ona z Twoją mamą. I rzeczywiście to straszny problem że ktoś książek nie czyta. Ja czytam bo lubię ale jest wiele osób zamożnych wykształconych które jak czytają tylko to co muszą bo im jest to do pracy niezbędne.Więc nie wiem o czym ona chce z Twoją mamą rozmawiać o rachunkowości? marketingu? Zabawne. Z teściową rozmawia się o pieczeniu ciasta, przetworach, ogródku. O tym jak jej się udało wychować tak wspaniałego człowieka jakim jest jej syn
Rozumiem że jesteś nią oczarowany , sposób w jaki spędzaliście czas, jak bardzo potrzebowaliście swojej bliskości był na prawdę wyjątkowy. Miłość okazywana z każdym gestem, słowem... do tego można sie bardzo szybko przyzwyczaić, a nawet uzaleznić. Nie dziwię się więc tobie że tak to teraz przeżywasz. Takie nagłe odcięcie od tego co miłe zazwyczaj boli
Ja myslę że to Ty powinieneś uciekać od niej, żeby nie stać się takim samym egoistą i materialistą jak jej matką.
Powiem ci jeszcze odnośnie Twojego pytania jak ją odzyskać a mianowicie: gdyby mi ktos powiedział że dla mnie zostawi swoich rodziców to byłby bezpowrotnie skreślony, bardziej bym doceniała gdybyś również był za swymi rodzicami i stanął w ich obronie. No ale sytuacja dotyczy Ciebie ,nie mnie więc zrobisz jak czujesz. W każdym razie ja nie wierze że problemem jest Twoja mama, chodzi o coś innego.
p.s. Tez mam taką karteczkę
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
miłość to piekna rzecz która zdaza się tylko raz
ale człowiek który wyzeka się swych rodzicow jest nic nie wart .
rodzicow ma się jednych , a to , ze ktoś nie jada nozem i widelcem to nie powod aby się ich wstydzić .
w prostocie można wiele znalesc , a w bogactwie i arystokracji coz sa to ludzie zadufani w sobie i niewidza nic poza czubkiem własnego nosa niedostrzegaja tego co człowiek ma w srodku
ale człowiek który wyzeka się swych rodzicow jest nic nie wart .
rodzicow ma się jednych , a to , ze ktoś nie jada nozem i widelcem to nie powod aby się ich wstydzić .
w prostocie można wiele znalesc , a w bogactwie i arystokracji coz sa to ludzie zadufani w sobie i niewidza nic poza czubkiem własnego nosa niedostrzegaja tego co człowiek ma w srodku
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Problem w tym, że moja mama - naprawdę dobra kobieta - ma w sobie jakiś defetyzm odpychający moje kobiety. Pierwsza wskazała ją jako absolutnie najgłówniejszą przyczynę naszego końca i jak widać, P. też zraziła. Mam dość! Ja wiem, że ona nie chce źle, że dla mnie dałaby się pokroić, ale już nie wytrzymuję z myślą, że całkowitym przypadkiem kończy właśnie mój drugi związek! Myśl, żeby następnej dziewczyny nie przywozić do mojej matki jest już musztardą po obiedzie, bo ja nie chcę następnej dziewczyny, a nawet gdy ją będę miał - nie będzie nią P. Gadanie, że P. nie jest ideałem jest błędem. Dlatego tak długo i dokładnie opisywałem nasz związek, by najlepiej oddać, kim byliśmy dla siebie, jakie to było piękne i unikatowe. Nie chcę nikogo innego.
A swoją drogą właśnie od P. dostałem krótką wiadomość. "cześć. zostanę jeszcze dzisiaj w domu, ok?" Chodzi oczywiście o dom jej rodziców. Nie jest to objaw tęsknoty za mną, a odpowiedź na moje piątkowe słowa, że mam niedzielę wolną i jak będzie chciała się spotkać, niech pisze.
A swoją drogą właśnie od P. dostałem krótką wiadomość. "cześć. zostanę jeszcze dzisiaj w domu, ok?" Chodzi oczywiście o dom jej rodziców. Nie jest to objaw tęsknoty za mną, a odpowiedź na moje piątkowe słowa, że mam niedzielę wolną i jak będzie chciała się spotkać, niech pisze.
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Żadne z nas rodzicow sobie nie wybiera mamy ich takich jakich mamy . Ale należy im się szacunek za to chociażby , ze urodzili nas wychowali . Nie wszystko można przeliczać na pieniądze .
Tak milosc zdaza się jedna jedyna w swym rodzaju . Najlepiej wina obarczyć jest kogos bo tak najłatwiej i najprościej .
Chciałbys w przyszłości gdy ty już będziesz miał dzieci aby one wyzekły się ciebie ??
Jeśli się kocha szczerze i jest to naprawdę miłość to akceptuje się rodzicow takimi jakich się ma bo to nie z nimi układa się zycie i to nie z nimi chce się spedzic reszte zycia .
Tak milosc zdaza się jedna jedyna w swym rodzaju . Najlepiej wina obarczyć jest kogos bo tak najłatwiej i najprościej .
Chciałbys w przyszłości gdy ty już będziesz miał dzieci aby one wyzekły się ciebie ??
Jeśli się kocha szczerze i jest to naprawdę miłość to akceptuje się rodzicow takimi jakich się ma bo to nie z nimi układa się zycie i to nie z nimi chce się spedzic reszte zycia .
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
No to ja nie wiem co za kobiety przyciągasz skoro zamiast patrzeć na uczucia względem Ciebie, sugerują że związek się nie udaje przez Twoją mamę, która jak sam piszesz jest dobrą kobietą. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem takich wymówek, ponieważ to nie z Twoją mamą się wiążą tylko z Tobą a prawda jest taka, że nie każda teściowa jest wspaniała i czasem nie można mieć takiego kontaktu jakiego by się chciało, ale jak się teściowej nie akceptuje to można ją unikać. Nawet nie wiesz ile kobiet ma teściowe z piekła rodem, które zatruwają im życie i nie są takie jak Twoja mama, że jedyną wadą według kogoś mógłby być prosty styl bycia, nie czytanie książek czy nie używanie sztućców przy grillu.
Jakby ludzie tak patrzyli na rodziców swoich połówek to żadnych związków by nie było albo byłoby tylko wyjątki.
Tak jak Ela napisała, rodziców się nie wybiera, są tacy jacy są a Twoi nie są ani tyranami, ani alkoholikami którzy zatracają się w wódce i nic poza nią nie widzą -bo wtedy faktycznie można się za nich wstydzić, bo tacy ludzie nie nadają się do "rodzinnego" życia.
Jakby ludzie tak patrzyli na rodziców swoich połówek to żadnych związków by nie było albo byłoby tylko wyjątki.
Tak jak Ela napisała, rodziców się nie wybiera, są tacy jacy są a Twoi nie są ani tyranami, ani alkoholikami którzy zatracają się w wódce i nic poza nią nie widzą -bo wtedy faktycznie można się za nich wstydzić, bo tacy ludzie nie nadają się do "rodzinnego" życia.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
to by nikt z nikim się nie związał bo rodzice stali by na drodze och koszmar .
widać nie natrafiły te twoje panie jeszcze na teściowe z piekła rodem
widać nie natrafiły te twoje panie jeszcze na teściowe z piekła rodem
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Miłość miłością, fakt -przedstawiona przez Ars'a wygląda jak z bajki. Ale co to za uczucie gdy nie akceptuje się czyiś rodziców, którzy tak naprawdę źli nie są?
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
tak to prawda . a to nie jest ich wina , ze sa prostymi zwykłymi ludzmi . bo to nie powod do wstydu . ani nie powod do rozstania .
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Myślę, że powodem jest "teściowa". Pewnie nie odpowiada jej "zięć" ani "poziom".
Zamożni ludzie tak przeważnie mają, że uważają że ktoś komu wiedzie się inaczej zaraz pożre im cały majątek a co najważniejsze nie wzbogacą się na "zięciu". A wrażenie odnośnie kobiety, z którą był/ jest mam takie, że to typowa księżniczka, która zbyt wiele sobie wyobraziła o życiu. Bo najlepiej jest mieć cudowne życie, w którym nic nie brakuje, być przez nie rozpieszczaną, mieć wspaniałego faceta, który zrobi dla niej wszystko (nawet odwróci się od rodziny) i teściów -najlepiej sztywniaków z wyższych sfer, którzy będą używać widelców.
Szczerze? Pasowałoby w końcu zejść na ziemię, bo facet ma wartościowych rodziców i nie wierzę, że nie da się znaleźć ciekawych tematów, o których można by było porozmawiać. Więcej o życiu wiedzą niż jej rodzina i wiele mogłaby się od nich nauczyć. Ubabrać się przy grillu to nie tragedia. Szczerze? Co to za życie wśród sztywnych ludzi, którzy nie potrafią się cieszyć z drobnostek i swobodnie, prosto się zachować? To jemu współczuję przyszłych teściów jeżeli im się uda dotrzeć do siebie.
Ars, skoro piszesz że jej matka odciąga ją od Ciebie to może zdecydujesz się właśnie z nią porozmawiać? Szczera rozmowa, o tym co czujesz do jej córki, jakie masz plany i co zamierzasz w życiu robić, jak Ty to widzisz i kawa na ławę -że masz wrażenie, że Ciebie nie akceptują ani Twojej rodziny. Udowodnij babie, że nie jesteś od nich wcale gorszy.
Zamożni ludzie tak przeważnie mają, że uważają że ktoś komu wiedzie się inaczej zaraz pożre im cały majątek a co najważniejsze nie wzbogacą się na "zięciu". A wrażenie odnośnie kobiety, z którą był/ jest mam takie, że to typowa księżniczka, która zbyt wiele sobie wyobraziła o życiu. Bo najlepiej jest mieć cudowne życie, w którym nic nie brakuje, być przez nie rozpieszczaną, mieć wspaniałego faceta, który zrobi dla niej wszystko (nawet odwróci się od rodziny) i teściów -najlepiej sztywniaków z wyższych sfer, którzy będą używać widelców.
Szczerze? Pasowałoby w końcu zejść na ziemię, bo facet ma wartościowych rodziców i nie wierzę, że nie da się znaleźć ciekawych tematów, o których można by było porozmawiać. Więcej o życiu wiedzą niż jej rodzina i wiele mogłaby się od nich nauczyć. Ubabrać się przy grillu to nie tragedia. Szczerze? Co to za życie wśród sztywnych ludzi, którzy nie potrafią się cieszyć z drobnostek i swobodnie, prosto się zachować? To jemu współczuję przyszłych teściów jeżeli im się uda dotrzeć do siebie.
Ars, skoro piszesz że jej matka odciąga ją od Ciebie to może zdecydujesz się właśnie z nią porozmawiać? Szczera rozmowa, o tym co czujesz do jej córki, jakie masz plany i co zamierzasz w życiu robić, jak Ty to widzisz i kawa na ławę -że masz wrażenie, że Ciebie nie akceptują ani Twojej rodziny. Udowodnij babie, że nie jesteś od nich wcale gorszy.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Dobra, mówimy o rodzicach, a jakby nie było - to temat poboczny. Przez 4 miesiące żyłem w niebie i chcę tam wrócić. Pytanie jest - jak.
W środę zdarzyły się jeszcze dwie rzeczy - nie wytrzymałem i się rozpłakałem - bardzo tego nie chciałem :/ (nie histerycznie, poszło mi kilka łez z oczu, głos się na moment złamał) oraz poprosiłem ją o 100% szczerości, zaznaczając, że i tak już wystarczająco dużo usłyszałem i że może tutaj nie patrzeć w ogóle na "oszczędzanie mnie", i spytałem "Czy wciąż, choć trochę jeszcze, mnie kocha". Odpowiedziała "tak" (oczywiście nie wiem, czy była szczera...).
Poza tym wcześniej w środę popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem, że jeśli mamy się rozstać, niech zrobi to teraz, w tej sekundzie. Trwało to 10 sekund, jak się na siebie patrzyliśmy, ona powiedziała wreszcie "nie"... Ale wtedy jeszcze chodziliśmy za rękę, w piątek już mi nawet ręki nie dała.
Co o tym wszystkim sądzić i jak ją odzyskać? Tylko to mnie obchodzi...
W środę zdarzyły się jeszcze dwie rzeczy - nie wytrzymałem i się rozpłakałem - bardzo tego nie chciałem :/ (nie histerycznie, poszło mi kilka łez z oczu, głos się na moment złamał) oraz poprosiłem ją o 100% szczerości, zaznaczając, że i tak już wystarczająco dużo usłyszałem i że może tutaj nie patrzeć w ogóle na "oszczędzanie mnie", i spytałem "Czy wciąż, choć trochę jeszcze, mnie kocha". Odpowiedziała "tak" (oczywiście nie wiem, czy była szczera...).
Poza tym wcześniej w środę popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem, że jeśli mamy się rozstać, niech zrobi to teraz, w tej sekundzie. Trwało to 10 sekund, jak się na siebie patrzyliśmy, ona powiedziała wreszcie "nie"... Ale wtedy jeszcze chodziliśmy za rękę, w piątek już mi nawet ręki nie dała.
Co o tym wszystkim sądzić i jak ją odzyskać? Tylko to mnie obchodzi...
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Jeśli zrobię to bez wiedzy i zgody P., ta pewnie się wścieknie, uzna to nawet za nękanie jej rodziny. A już ją w środę spytałem, czy mogę porozmawiać z jej mamą. Powiedziała, że nieBlackfox pisze:Ars, skoro piszesz że jej matka odciąga ją od Ciebie to może zdecydujesz się właśnie z nią porozmawiać? Szczera rozmowa, o tym co czujesz do jej córki, jakie masz plany i co zamierzasz w życiu robić, jak Ty to widzisz i kawa na ławę -że masz wrażenie, że Ciebie nie akceptują ani Twojej rodziny. Udowodnij babie, że nie jesteś od nich wcale gorszy.
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Ciężka sprawa i Ci współczuję całej tej sytuacji.
W ogóle nawet ciężko jest odgadnąć o co w tym wszystkim chodzi. Nie do końca przekonuje mnie to, że tylko mama jest całym powodem. Da się przeżyć, właśnie najważniejszy powinien być wasz związek, dopiero później osoby trzecie.
Jej matka dolewa oliwy do ognia, bo nie chce waszego związku. Tak to wygląda. No, ale gdyby tylko też to było na rzeczy to Twoja P. zachowywałaby się nieco inaczej. Ewentualnie... Może faktycznie jest rozdarta między gadaniem swojej matki a Tobą? Wszystko dzieje się za szybko? No bez przesady, powinna się cieszyć że złapała szczęście i tak wam się układało wspaniale. Nie mam pojęcia o co chodzi tak naprawdę.
Jeśli rozmowa z "teściową" odpada to może powinieneś otwarcie porozmawiać z P., bo oboje się męczycie.
Zadecydujcie coś w reszcie. W sumie niech ona się określi, bo ucieka od Ciebie a za chwilę znowu jest blisko. Przecież to człowiekowi serducho rozrywa takie zachowanie. W dodatku nie zawiniłeś z tego co piszesz, więc wydaje mi się że nic nie zrobisz więcej. Sama musi podjąć decyzję odnośnie was.
W ogóle nawet ciężko jest odgadnąć o co w tym wszystkim chodzi. Nie do końca przekonuje mnie to, że tylko mama jest całym powodem. Da się przeżyć, właśnie najważniejszy powinien być wasz związek, dopiero później osoby trzecie.
Jej matka dolewa oliwy do ognia, bo nie chce waszego związku. Tak to wygląda. No, ale gdyby tylko też to było na rzeczy to Twoja P. zachowywałaby się nieco inaczej. Ewentualnie... Może faktycznie jest rozdarta między gadaniem swojej matki a Tobą? Wszystko dzieje się za szybko? No bez przesady, powinna się cieszyć że złapała szczęście i tak wam się układało wspaniale. Nie mam pojęcia o co chodzi tak naprawdę.
Jeśli rozmowa z "teściową" odpada to może powinieneś otwarcie porozmawiać z P., bo oboje się męczycie.
Zadecydujcie coś w reszcie. W sumie niech ona się określi, bo ucieka od Ciebie a za chwilę znowu jest blisko. Przecież to człowiekowi serducho rozrywa takie zachowanie. W dodatku nie zawiniłeś z tego co piszesz, więc wydaje mi się że nic nie zrobisz więcej. Sama musi podjąć decyzję odnośnie was.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Gdy mi dziś rano napisała, że zostaje u rodziców, odpisałem "dobrze
miłej niedzieli", ona "wzajemnie
"... po chwili dopisałem, przy okazji, bo pierwszy za cholerę nie zagadam: "tak w ogóle to wydaje mi się, że zdiagnozowałem cały problem - chodzi pewnie o to, że moja mama jest... irytująca (ostrzegałem) mówiąc szczerze i nie wdając się w szczegóły. Już postanowiłem, że jeśli z Tobą się nie zejdę, następnej dziewczyny w ogóle do niej brać nie będę - żałuję, że dopiero teraz to dotarło". Odpisała "To też tak nie jest. Ale nie ma mnie teraz przy komputerze i nie mam warunków do rozmowy dobrych."
Czemu Wy, kobiety, musicie być aż tak skomplikowane?! Czemu nie ma kawy na ławę "chodzi mi o to i o to"? Domyślam się, że w tym przypadku odpowiedź, czemu nam się posypało może być naprawdę hardcorowa, bo P. ewidentnie coś ukrywa.
Szczerze, nie mam już chyba nawet 1% nadziei na ponowne zejście. Jakaś tam jest, ale zdecydowanie mniejsza. Jak dla mnie, w jej głowie teraz jestem materiałem do wykreślenia. I w tym problem, że pracujemy w jednej firmie, bardzo blisko siebie.
To niepojęte, że takie historie kończą się (jak sądzę) w ten sposób. Żebym chociaż ją zdradził czy zrobił jakąkolwiek krzywdę - miałbym czego żałować i za co się biczować, miałbym z czego wyciągnąć wnioski. A tak? Siedzę na tym forum, piszę te swoje opowiadania i się wściekam - dlaczego jestem tutaj, a nie u niej w mieszkaniu? Dlaczego ona trzeci dzień siedzi u rodziców, czego nigdy nie robiła? Odkąd jesteśmy ze sobą spała u nich tylko raz - gdy ja byłem w delegacji 1100 km od niej. Wtedy nawet napisała mi, że jej mama ZMARTWIŁA SIĘ, że mamy kryzys, skoro ona do niej na noc wpadła. I że jak jej powiedziała o delegacji, to się uspokoiła.
O co chodzi? Czemu ona mnie w tej chwili tak nie znosi?
Czemu Wy, kobiety, musicie być aż tak skomplikowane?! Czemu nie ma kawy na ławę "chodzi mi o to i o to"? Domyślam się, że w tym przypadku odpowiedź, czemu nam się posypało może być naprawdę hardcorowa, bo P. ewidentnie coś ukrywa.
Szczerze, nie mam już chyba nawet 1% nadziei na ponowne zejście. Jakaś tam jest, ale zdecydowanie mniejsza. Jak dla mnie, w jej głowie teraz jestem materiałem do wykreślenia. I w tym problem, że pracujemy w jednej firmie, bardzo blisko siebie.
To niepojęte, że takie historie kończą się (jak sądzę) w ten sposób. Żebym chociaż ją zdradził czy zrobił jakąkolwiek krzywdę - miałbym czego żałować i za co się biczować, miałbym z czego wyciągnąć wnioski. A tak? Siedzę na tym forum, piszę te swoje opowiadania i się wściekam - dlaczego jestem tutaj, a nie u niej w mieszkaniu? Dlaczego ona trzeci dzień siedzi u rodziców, czego nigdy nie robiła? Odkąd jesteśmy ze sobą spała u nich tylko raz - gdy ja byłem w delegacji 1100 km od niej. Wtedy nawet napisała mi, że jej mama ZMARTWIŁA SIĘ, że mamy kryzys, skoro ona do niej na noc wpadła. I że jak jej powiedziała o delegacji, to się uspokoiła.
O co chodzi? Czemu ona mnie w tej chwili tak nie znosi?
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
W cale nie jesteśmy aż takie skomplikowane. Przy waszych nie raz zachowaniach jesteśmy jak pikuś.
Hmm...Widocznie jej matka użyła bardzo twardych argumentów żeby wybić jej Ciebie z głowy. Wiesz, ludzie bywają bardzo fałszywi i to nawet tacy, których uważamy za bliskich.
Niestety Twoja P. nie powinna aż tak sugerować się słowami matki z resztą dla mnie to w ogóle jakieś nieporozumienie. Nie wiem jak można z dnia na dzień zacząć się wahać w takim związku. Nie pojmuję, dziewczyna miała fajnego faceta (z resztą myślałam, że tacy już wymarli) była mega szczęśliwa ... a tu nagle dziwaczne przemyślenia.
Według mnie dałeś jej wszystko albo nawet i za dużo. Jest Ci winna tą szczerą rozmowę, bo wydaje mi się że nic więcej nie zrobisz. Pozostaje tylko takie głupie czekanie aż się określi.
Hmm...Widocznie jej matka użyła bardzo twardych argumentów żeby wybić jej Ciebie z głowy. Wiesz, ludzie bywają bardzo fałszywi i to nawet tacy, których uważamy za bliskich.
Niestety Twoja P. nie powinna aż tak sugerować się słowami matki z resztą dla mnie to w ogóle jakieś nieporozumienie. Nie wiem jak można z dnia na dzień zacząć się wahać w takim związku. Nie pojmuję, dziewczyna miała fajnego faceta (z resztą myślałam, że tacy już wymarli) była mega szczęśliwa ... a tu nagle dziwaczne przemyślenia.
Według mnie dałeś jej wszystko albo nawet i za dużo. Jest Ci winna tą szczerą rozmowę, bo wydaje mi się że nic więcej nie zrobisz. Pozostaje tylko takie głupie czekanie aż się określi.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
-
paula
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
niestety w wielu związkach teściowa (ze strony partnera lub partnerki) jest tą osobą, która psuje cały związek.
Ja Ci powiem tak - powinieneś ją na trochę zostawić z tym wszystkim samą. Oczywiście nie szukaj teraz sobie pocieszenia u innej panienki. Ja wiem że to bardzo trudna sytuacja, zwłaszcza że coś się popsuło w jednej sekundzie, ale ona musi mieć troszeczkę czasu do namysłu. W ogóle super by było gdyby została teraz bez własnej matki - wtedy sama zostałabym ze swoimi problemami i rozterkami.
Ona tak naprawdę musi wybrać między miłością a tym, jaka jest Twoja mama. Bo argument "nie będę mogła z teściową nawet o książkach pogadać" jest taki dość średnio inteligentny. Bo szczerze? ja wolałabym mieć teściową zwykłą, prostą kobietę z którą nie miałabym większego kontaktu i na którą bym oficjalnie lała, aniżeli taką, która się do wszystkiego wtrąca, jej zdanie musi być najważniejsze, a synuś byłby pod jej wpływem.
Takie całkowite rezygnowanie z kontaktów z rodziną uważam też za nie najlepsze. Bo jeśli Ty z czegoś rezygnujesz, to ona również powinna. Nie możesz sobie czegoś odmawiać, jeśli ona to coś ma i nawet nie chce słyszeć by to choćby ograniczyć.
Jej mama jest typową teściową: jeśli coś jej się nie podoba to potrafi tak namieszać w głowie córuni, że ta córunia zmieni szybciutko zdanie i będzie tak, jak mamusia chce. A to bardzo nieprzyjemne jest..
I pytasz jak ją odzyskać..
cóż.. jeśli jest pod dużym wpływem matki (a tak jest), to sprawa nie ma się najciekawiej. Ale najważniejsze - daj jej trochę odpoczynku. Nie ważne na ile jej ta matka w głowie poprzewracała, to jeśli ona Cię gdzieś tam w głębi serca kocha, to wróci do Ciebie. Bo nie Ty zawiniłeś, tylko jakby nie było Twoja P.
A gdy ona będzie chciała pogadać, to proponowałabym się nie rozklejać. A raczej przygotować sobie coś na obronę. Zapewne będzie atakować Twoją matkę - to możesz powiedzieć że ją ostrzegałeś, ze sama nie miała nic przeciwko, że przecież w ciągu kilku sekund nie można zniszczyć czegoś tak pięknego zwłaszcza, że to NIE TWOJA wina jaka mama jest.
Jeśli ją w końcu odzyskasz, to proponuję maxymalnie ograniczyć kontakt między P. a Twoją matką. Jeśli już musisz do niej jechać - to jedź sam, nie zabieraj P., bo ona będzie ciągle widziała tylko tą (przepraszam..) wieśniacką teściową..
Ja Ci powiem tak - powinieneś ją na trochę zostawić z tym wszystkim samą. Oczywiście nie szukaj teraz sobie pocieszenia u innej panienki. Ja wiem że to bardzo trudna sytuacja, zwłaszcza że coś się popsuło w jednej sekundzie, ale ona musi mieć troszeczkę czasu do namysłu. W ogóle super by było gdyby została teraz bez własnej matki - wtedy sama zostałabym ze swoimi problemami i rozterkami.
Ona tak naprawdę musi wybrać między miłością a tym, jaka jest Twoja mama. Bo argument "nie będę mogła z teściową nawet o książkach pogadać" jest taki dość średnio inteligentny. Bo szczerze? ja wolałabym mieć teściową zwykłą, prostą kobietę z którą nie miałabym większego kontaktu i na którą bym oficjalnie lała, aniżeli taką, która się do wszystkiego wtrąca, jej zdanie musi być najważniejsze, a synuś byłby pod jej wpływem.
Takie całkowite rezygnowanie z kontaktów z rodziną uważam też za nie najlepsze. Bo jeśli Ty z czegoś rezygnujesz, to ona również powinna. Nie możesz sobie czegoś odmawiać, jeśli ona to coś ma i nawet nie chce słyszeć by to choćby ograniczyć.
Jej mama jest typową teściową: jeśli coś jej się nie podoba to potrafi tak namieszać w głowie córuni, że ta córunia zmieni szybciutko zdanie i będzie tak, jak mamusia chce. A to bardzo nieprzyjemne jest..
I pytasz jak ją odzyskać..
cóż.. jeśli jest pod dużym wpływem matki (a tak jest), to sprawa nie ma się najciekawiej. Ale najważniejsze - daj jej trochę odpoczynku. Nie ważne na ile jej ta matka w głowie poprzewracała, to jeśli ona Cię gdzieś tam w głębi serca kocha, to wróci do Ciebie. Bo nie Ty zawiniłeś, tylko jakby nie było Twoja P.
A gdy ona będzie chciała pogadać, to proponowałabym się nie rozklejać. A raczej przygotować sobie coś na obronę. Zapewne będzie atakować Twoją matkę - to możesz powiedzieć że ją ostrzegałeś, ze sama nie miała nic przeciwko, że przecież w ciągu kilku sekund nie można zniszczyć czegoś tak pięknego zwłaszcza, że to NIE TWOJA wina jaka mama jest.
Jeśli ją w końcu odzyskasz, to proponuję maxymalnie ograniczyć kontakt między P. a Twoją matką. Jeśli już musisz do niej jechać - to jedź sam, nie zabieraj P., bo ona będzie ciągle widziała tylko tą (przepraszam..) wieśniacką teściową..
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Sytuacja jest beznadziejna, a ja nie umiem się z tym pogodzić. Zapisałem się na to forum, bo chciałem poznać opinie różnych kobiet, bo wiem, że ja - facet - nie zrozumiem. Dotarło do mnie właśnie, że ona nawet nie chce ze mną rozmawiać. Zwyczajnie NIE CHCE. Wczoraj podczas wymiany dwóch zdań na facebooku, o której napisałem w jednym z postów wyżej, napisała co miała do napisania i od razu, bez ceregieli rzuciła: "nie mam warunków do rozmowy, siedzę na komórce". Napisałem, że "Ok, ja też wychodzę właśnie z domu", żeby nie pozostać gorszym, ale sam fakt - nie chce ze mną gadać.
Dodam tylko, że gadanie przez komórkę na fejsie NIGDY jej nie przeszkadzało. Czasem rozmawialiśmy w ten sposób nawet 5 godzin.
Czemu ja jej zbrzydłem?
Kolejna sprawa. Jak było dobrze, powiedziała mi, że we wtorek (jutro) jesteśmy umówieni na piwo ze znajomą parą (znajomi z jej strony). Powiedziałem, że super. Wtorek jest jutro, ona unika mnie jak ognia. Mam sam jutro zagadać, choćby w pracy, co z tym piwem, czy odpuścić? Czy jeśli na nie pójdę (gdy stwierdzi np. chcesz to przyjdź), to więcej zyskam (jak zobaczy mój luz na spotkaniu z nimi, żarty itd), czy stracę samym faktem, że spytałem, czy mam z nią iść?
Pomóżcie, sam już nie umiem podejmować decyzji. Mój piękny związek stał się jakąś misterną grą, gdzie każdy ruch musi być przemyślany 10 razy...
Dodam tylko, że gadanie przez komórkę na fejsie NIGDY jej nie przeszkadzało. Czasem rozmawialiśmy w ten sposób nawet 5 godzin.
Czemu ja jej zbrzydłem?
Kolejna sprawa. Jak było dobrze, powiedziała mi, że we wtorek (jutro) jesteśmy umówieni na piwo ze znajomą parą (znajomi z jej strony). Powiedziałem, że super. Wtorek jest jutro, ona unika mnie jak ognia. Mam sam jutro zagadać, choćby w pracy, co z tym piwem, czy odpuścić? Czy jeśli na nie pójdę (gdy stwierdzi np. chcesz to przyjdź), to więcej zyskam (jak zobaczy mój luz na spotkaniu z nimi, żarty itd), czy stracę samym faktem, że spytałem, czy mam z nią iść?
Pomóżcie, sam już nie umiem podejmować decyzji. Mój piękny związek stał się jakąś misterną grą, gdzie każdy ruch musi być przemyślany 10 razy...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
dla mnie rodzicow się niewybiera . a wspołczuje wam takiego myslenia o rodzicach bo gdy w orzyszłosci na was to się odbije i wasze dzieci się was wyrzekną i jak wy będziecie się czuc
dziewczyna jest uzalezniona całkowicie od rodzicow i tu nieda się nic zmienić bo niestety kontrola będzie nawet wtedy gdy będzie miała już swoja rodzine . to sa tak zwane nieporadne osoby życiowo bo nie sa odpowiedzialne za samych siebie i panna P jest taka osoba ze mamusia nia kieruje jest tak zwana corcia mamusi
dziewczyna jest uzalezniona całkowicie od rodzicow i tu nieda się nic zmienić bo niestety kontrola będzie nawet wtedy gdy będzie miała już swoja rodzine . to sa tak zwane nieporadne osoby życiowo bo nie sa odpowiedzialne za samych siebie i panna P jest taka osoba ze mamusia nia kieruje jest tak zwana corcia mamusi
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Ja w takiej sytuacji dałabym spokoj , jeśli sama będzie chciała to się sama odezwie . A nie nazucałabym się .
jest to trudne bo razem pracujecie , a i uczucia sa wiec jest to tez walka wewnetrzna . dasz rade jak kocha i jej uczucia sa szczere i uczciwe to powinna cos przemyslec
jest to trudne bo razem pracujecie , a i uczucia sa wiec jest to tez walka wewnetrzna . dasz rade jak kocha i jej uczucia sa szczere i uczciwe to powinna cos przemyslec
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Elżbieto, odstawmy na chwilę temat rodziców. Zaczynam dopuszczać do siebie myśl, że może to być temat zastępczy dla prawdziwych powodów niechęci do związku ze mną. Kobieca logika jest bardzo pokręcona. Powtórzę więc mój poprzedni post, żeby nie uciekł:
Ars pisze:Sytuacja jest beznadziejna, a ja nie umiem się z tym pogodzić. Zapisałem się na to forum, bo chciałem poznać opinie różnych kobiet, bo wiem, że ja - facet - nie zrozumiem. Dotarło do mnie właśnie, że ona nawet nie chce ze mną rozmawiać. Zwyczajnie NIE CHCE. Wczoraj podczas wymiany dwóch zdań na facebooku, o której napisałem w jednym z postów wyżej, napisała co miała do napisania i od razu, bez ceregieli rzuciła: "nie mam warunków do rozmowy, siedzę na komórce". Napisałem, że "Ok, ja też wychodzę właśnie z domu", żeby nie pozostać gorszym, ale sam fakt - nie chce ze mną gadać.
Dodam tylko, że gadanie przez komórkę na fejsie NIGDY jej nie przeszkadzało. Czasem rozmawialiśmy w ten sposób nawet 5 godzin.
Czemu ja jej zbrzydłem?
Kolejna sprawa. Jak było dobrze, powiedziała mi, że we wtorek (jutro) jesteśmy umówieni na piwo ze znajomą parą (znajomi z jej strony). Powiedziałem, że super. Wtorek jest jutro, ona unika mnie jak ognia. Mam sam jutro zagadać, choćby w pracy, co z tym piwem, czy odpuścić? Czy jeśli na nie pójdę (gdy stwierdzi np. chcesz to przyjdź), to więcej zyskam (jak zobaczy mój luz na spotkaniu z nimi, żarty itd), czy stracę samym faktem, że spytałem, czy mam z nią iść?
Pomóżcie, sam już nie umiem podejmować decyzji. Mój piękny związek stał się jakąś misterną grą, gdzie każdy ruch musi być przemyślany 10 razy...
-
paula
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Nikt Ci nie odpowie, prócz Twojej P., dlaczego (zacytuję) "jej się zbrzydłeś". Musisz ją o to zapytać.
Choć swoją drogą zapewne niezręcznie wam teraz pracować wspólnie. Miałam kiedyś takie doświadczenie że pracowałam w mieście, w którym mieszkał mój były facet. Niestety rozstaliśmy się w dość nieprzyjemnych okolicznościach, więc jak go spotkałam gdy przyszedł do mojego miejsca pracy i MUSIAŁ ze mną rozmawiać (bo tylko ja byłam wtedy w biurze), to naprawdę było to krępujące i bardzooo nerwowe.
Już chyba jest za późno na jakiekolwiek rady dla Ciebie, co powinieneś zrobić z jutrem, ale i tak powiem
otóż ja bym to zostawiła. Nie wiesz czy ona teraz nagle na złość Tobie nie zacznie podrywać innych facetów w knajpie, nie wiesz czy w ogóle będzie miała ochotę Cię widzieć jeszcze poza pracą. Na Twoim miejscu bym nawet na ten temat nie rozmawiała z nią - jeśli będzie chciała, to sama zaproponuje.
Choć swoją drogą zapewne niezręcznie wam teraz pracować wspólnie. Miałam kiedyś takie doświadczenie że pracowałam w mieście, w którym mieszkał mój były facet. Niestety rozstaliśmy się w dość nieprzyjemnych okolicznościach, więc jak go spotkałam gdy przyszedł do mojego miejsca pracy i MUSIAŁ ze mną rozmawiać (bo tylko ja byłam wtedy w biurze), to naprawdę było to krępujące i bardzooo nerwowe.
Już chyba jest za późno na jakiekolwiek rady dla Ciebie, co powinieneś zrobić z jutrem, ale i tak powiem
otóż ja bym to zostawiła. Nie wiesz czy ona teraz nagle na złość Tobie nie zacznie podrywać innych facetów w knajpie, nie wiesz czy w ogóle będzie miała ochotę Cię widzieć jeszcze poza pracą. Na Twoim miejscu bym nawet na ten temat nie rozmawiała z nią - jeśli będzie chciała, to sama zaproponuje.
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Dla mnie jej zachowanie to straszna dziecinada. Przeszło mi przez myśl że może matka zagroziła odcięciem wszelakiej pomocy gdyby jej się sytuacja życiowa pogorszyła.Ale to tylko domysły, jak jest na prawdę tylko ona wie. Słuchaj mój facet kiedy próbuje zakończyc z nim związek, a zdarza mi się to średnio 2 razy w roku, daje mi luz max 2 tygodnie,żadnych telefonów itd a potem nie daje mi żyć. Gdzie ja tam i on, przyjeżdza, dzwoni, pisze. My jesteśmy razem i koniec, w końcu mięknę... Może i Ty daj jej czas na przemyślenia, na to żeby za Tobą zatęskniła? Bez żadnego szukania kontaktu przez tydzień chociaż, a potem Walcz, jeśli się nie odezwie. No, ten mój ma sposób na mnie, może i na P zadziala 
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Re: Drogie Panie: jak ją odzyskać kiedy nie we mnie jest pro
Wszystko dalej nie ma logiki - była bardzo zakochana, teraz nie ma nawet namiastki tego... Zachowuje się tak, jakbyśmy zawsze byli kumplami, a nigdy wcześniej parą. Do rzeczy...
W poniedziałek nie wytrzymałem i namówiłem przyjaciółkę P. na rozmowę. Nie liczyłem, że mi powie o powodach takiego działania mojej kobiety, bardziej chciałem usłyszeć wprost: P. twierdzi, że już nigdy nie chce być z Tobą. Od samej P. tego bym nie usłyszał, bo (nomen omen) pewnie nie chciałaby mnie ranić.
Czy do P. dojdzie nasza rozmowa, to nie wiem. Ustaliliśmy z nią (z przyjaciółką), że nie - dla dobra wspólnej sprawy - przecież przyjaciółka też widziała, jak byliśmy oboje szczęśliwi. Nie chciałem, by P. zabrała mnie za psychopatę nękającego jej znajomych.
Usłyszałem, że tak naprawdę powód rozstania jest jeden - przerażenie tak galopującym związkiem. P. to nie przeszkadzało, dopóki oczu nie otworzyła jej mama - że przegapiliśmy okres zakochiwania się w sobie, poznawania siebie, a od razu wskoczyliśmy na level wielka miłość bez zahamowań, z planami wspólnego mieszkania i nawet oświadczyn. Dla mnie nic w tym złego - rękę daję uciąć, że bylibyśmy ze sobą do końca życia, taka dziewczyna nigdy by mi się nie znudziła (wspólne tematy, identyczne poczucie humoru, ZABÓJCZO się sobie podobaliśmy fizycznie). Można było zwolnić, zostawiając identyczny układ. Po prostu widzieć się rzadziej, przestać deklarować wspólne zamieszkanie za rok.
Ale P. po rozmowie z mamą się wystraszyła (od jej przyjaciółki nie usłyszałem nic o mojej mamie - jakby ten temat gdzieś umknął, a przecież był... hmm...). I postanowiła to przerwać. Powiedziałem jej, że nie potrafię patrzeć na nią jak na kumpla, że nie potrafię iść ulicą i nie złapać jej za rękę. Że z tego powodu nie możemy być kumplami, że tego nie zniosę...
Więc ona urwała kontakt (wciąż nie rozumiem jak to możliwe - problem moim zdaniem był z d...). Od jej przyjaciółki dowiedziałem się jednak (tu będzie cytat):
" - "rozwalanie śmiechem" uznałem za najlepszą drogę do jej odzyskania. Krótka, bardzo krótka, wstawka o tym, że ochłonąłem, że chciałbym spróbować pospotykać się w relacji kumpelskiej - zaakceptowana przez nią (ona: myślę, że to najlepsze rozwiązanie; myślę, że nabranie dystansu było potrzebne nam).
Dziś w pracy znów sama do mnie zagadała, rozmawialiśmy jak kumple. Ani pół tematu naszego związku. Wewnętrznie mnie to boli, bo wcale nie mam pewności, że znów nie jestem oszukiwany - że ona wcale tego nie chce, a egoistycznie chce mieć mnie za kolegę. Spytałem jej, czy ma jakieś plany na dziś wieczór. Powiedziała, że nie. Ja spotkania nie zaproponowałem - nie będę się narzucał. Choć marzyłem, by ona to zrobiła... Spytałem jednak, czy możemy razem iść na spotkanie ze znajomą parką w środę (pisałem o tym wcześniej, że miało być we wtorek, ale zostało przełożone). TOTALNIE bez entuzjazmu, ale się zgodziła (odebrałem to tak: zgodzę się, by nie robić mu przykrości). Mam w planie na tym spotkaniu znów rozwalać ją śmiechem (z nią jest o tyle łatwo, że mamy podobne poczucie humoru), ładnie wyglądać (moja stylówa wyjściowa - sama mówiła - uwielbiana przez nią: koszula, marynarka garniturowa i dżinsy - tak byłem też ubrany jak pierwszy raz byłem u niej w domu, gdy zaczęliśmy być ze sobą), wypachnić się jej ulubionymi moimi perfumami. Po wszystkim odprowadzić ją na przystanek i pożegnać przez buzi w policzek. Modlę się, by wracając do mieszkania myślała o mnie - jak wyglądałem, jak pachniałem, jak było jej dobrze, gdy po takich spotkaniach zawsze wracaliśmy razem.
Ale wszystko wyjdzie w praniu. Kusi mnie tylko spróbować ją wyciągnąć jeszcze dziś do jakiejś kawiarni, ale boję się, że to może wszystko zepsuć.
Aha, jeszcze jedna sprawa. P. zaczęła być w pracy jakby nadambitna. Zapisuje się absolutnie na wszystkie możliwe wyjazdy służbowe. W najbliższy weekend Poznań, następny Warszawa, dzień po Warszawie dwa dni w Berlinie, później 4 dni w Katowicach na przełomie lipca i sierpnia, następnie Kraków (2 dni)... zawsze była ambitna, ale nigdy aż tak. I co więcej (a co mnie strasznie irytowało) - dziś w pracy na skajpie bez przerwy pisała, jak to się cieszy, że jedzie do tego Berlina, do tego Poznania itd... wcześniej było "ja nie przeżyję bez Ciebie tygodnia" i łzy w oczach...
Tak więc - odzyskaliśmy kontakt, jest czysto kumpelski... nie widzę w jej wzroku jakiegoś pożądania, tęsknoty... A to widać! Jestem w stanie jeszcze trochę poczekać, ale przerażają mnie jej wyjazdy - jakby próba odzwyczajenia się ode mnie, totalnego uniezależnienia...
Co myślicie kobiecym okiem?
W poniedziałek nie wytrzymałem i namówiłem przyjaciółkę P. na rozmowę. Nie liczyłem, że mi powie o powodach takiego działania mojej kobiety, bardziej chciałem usłyszeć wprost: P. twierdzi, że już nigdy nie chce być z Tobą. Od samej P. tego bym nie usłyszał, bo (nomen omen) pewnie nie chciałaby mnie ranić.
Czy do P. dojdzie nasza rozmowa, to nie wiem. Ustaliliśmy z nią (z przyjaciółką), że nie - dla dobra wspólnej sprawy - przecież przyjaciółka też widziała, jak byliśmy oboje szczęśliwi. Nie chciałem, by P. zabrała mnie za psychopatę nękającego jej znajomych.
Usłyszałem, że tak naprawdę powód rozstania jest jeden - przerażenie tak galopującym związkiem. P. to nie przeszkadzało, dopóki oczu nie otworzyła jej mama - że przegapiliśmy okres zakochiwania się w sobie, poznawania siebie, a od razu wskoczyliśmy na level wielka miłość bez zahamowań, z planami wspólnego mieszkania i nawet oświadczyn. Dla mnie nic w tym złego - rękę daję uciąć, że bylibyśmy ze sobą do końca życia, taka dziewczyna nigdy by mi się nie znudziła (wspólne tematy, identyczne poczucie humoru, ZABÓJCZO się sobie podobaliśmy fizycznie). Można było zwolnić, zostawiając identyczny układ. Po prostu widzieć się rzadziej, przestać deklarować wspólne zamieszkanie za rok.
Ale P. po rozmowie z mamą się wystraszyła (od jej przyjaciółki nie usłyszałem nic o mojej mamie - jakby ten temat gdzieś umknął, a przecież był... hmm...). I postanowiła to przerwać. Powiedziałem jej, że nie potrafię patrzeć na nią jak na kumpla, że nie potrafię iść ulicą i nie złapać jej za rękę. Że z tego powodu nie możemy być kumplami, że tego nie zniosę...
Więc ona urwała kontakt (wciąż nie rozumiem jak to możliwe - problem moim zdaniem był z d...). Od jej przyjaciółki dowiedziałem się jednak (tu będzie cytat):
Po tym wszystkim porzuciłem mój pomysł nie odzywania się do niej. Ona przecież się nie odezwie, jeśli wychodzi z założenia takiego, jak mi przedstawiła jej przyjaciółka. Zagadałem na facebooku - najpierw rozmawiała ze mną bezpłciowo, urywała wszystko przy początku zdania. Po jakiś 20 minutach zaczęła gadać chętniej, jak zauważyła, że gadam bez spiny, bez "to wrócisz do mnie, czy nie?!" Po kolejnych 20 min rozmowa się zakończyła - kończyłem pracę (ona miała tego dnia urlop jednodniowy). Ale zagadała do mnie ponownie wieczorem i tym razem rozmawialiśmy już 2h - identycznie jak wtedy, gdy całą noc (wspominam o tym w pierwszym moim poście). Kupa żartów, ona bez przerwy coś typu "Hahaha, rozwalasz mnieP. ma wątpliwości i to jest normalne i w porządku, w końcu to bardzo poważne sprawy i wielkie zaangażowanie i czasem lepiej się dłużej pozastanawiać i rozważyć wszystko. Bo potem ogrom zniszczeń może być jeszcze bardziej dotkliwy. (...) Może powinniście cofnąć się parę kroków wstecz i poeksplorować potencjał jaki jest między Wami. Wiem, że jesteś przeciwny "relacji kumpelskiej", z kolei P. właśnie nie chciałaby urywać tego i tracić z Tobą kontaktu, ale nie chciałaby też udawać, że jest dokładnie tak jak było. Pewnie czułaby się nie fair, że daje Ci nadzieje, zwodzi Cię, chociaż wcale nie jest pewna dokąd to zmierza i czego naprawdę chce. Myślę, że stąd jej niechęć do kontaktu. (...) I to nie jest kwestia tego, że Ty ją będziesz prosił, błagał, przekonywał. Nie o to chodzi i P. tego nie chce, a wręcz przeciwnie. Twoje tłumaczenia nie sprawią, że jej wątpliwości znikną. Ona musi do tego sama dojść i dojrzeć. Jeśli coś jej w tym pomoże to prędzej opcja, że pospędzacie ze sobą czas bardziej na luzaku, kumpelsko, bez presji i dramatyzowania. P. też była szczęśliwa i żywi do Ciebie uczucia, ale to też normalne, że po tak zwanej fazie zakochania przychodzi trochę otrzeźwienia, racjonalnego myślenia i człowiek się zastanawia nad przyszłością tego. I powinniście to razem robić, żeby się potem nawzajem nie skrzywdzić. (...) Więc musisz zdecydować czy jesteś gotowy podejść do tej relacji na innych warunkach, zreformować ją. Nie powinieneś stawiać sprawy na ostrzu noża, tak zero-jedynkowo.
Dziś w pracy znów sama do mnie zagadała, rozmawialiśmy jak kumple. Ani pół tematu naszego związku. Wewnętrznie mnie to boli, bo wcale nie mam pewności, że znów nie jestem oszukiwany - że ona wcale tego nie chce, a egoistycznie chce mieć mnie za kolegę. Spytałem jej, czy ma jakieś plany na dziś wieczór. Powiedziała, że nie. Ja spotkania nie zaproponowałem - nie będę się narzucał. Choć marzyłem, by ona to zrobiła... Spytałem jednak, czy możemy razem iść na spotkanie ze znajomą parką w środę (pisałem o tym wcześniej, że miało być we wtorek, ale zostało przełożone). TOTALNIE bez entuzjazmu, ale się zgodziła (odebrałem to tak: zgodzę się, by nie robić mu przykrości). Mam w planie na tym spotkaniu znów rozwalać ją śmiechem (z nią jest o tyle łatwo, że mamy podobne poczucie humoru), ładnie wyglądać (moja stylówa wyjściowa - sama mówiła - uwielbiana przez nią: koszula, marynarka garniturowa i dżinsy - tak byłem też ubrany jak pierwszy raz byłem u niej w domu, gdy zaczęliśmy być ze sobą), wypachnić się jej ulubionymi moimi perfumami. Po wszystkim odprowadzić ją na przystanek i pożegnać przez buzi w policzek. Modlę się, by wracając do mieszkania myślała o mnie - jak wyglądałem, jak pachniałem, jak było jej dobrze, gdy po takich spotkaniach zawsze wracaliśmy razem.
Ale wszystko wyjdzie w praniu. Kusi mnie tylko spróbować ją wyciągnąć jeszcze dziś do jakiejś kawiarni, ale boję się, że to może wszystko zepsuć.
Aha, jeszcze jedna sprawa. P. zaczęła być w pracy jakby nadambitna. Zapisuje się absolutnie na wszystkie możliwe wyjazdy służbowe. W najbliższy weekend Poznań, następny Warszawa, dzień po Warszawie dwa dni w Berlinie, później 4 dni w Katowicach na przełomie lipca i sierpnia, następnie Kraków (2 dni)... zawsze była ambitna, ale nigdy aż tak. I co więcej (a co mnie strasznie irytowało) - dziś w pracy na skajpie bez przerwy pisała, jak to się cieszy, że jedzie do tego Berlina, do tego Poznania itd... wcześniej było "ja nie przeżyję bez Ciebie tygodnia" i łzy w oczach...
Tak więc - odzyskaliśmy kontakt, jest czysto kumpelski... nie widzę w jej wzroku jakiegoś pożądania, tęsknoty... A to widać! Jestem w stanie jeszcze trochę poczekać, ale przerażają mnie jej wyjazdy - jakby próba odzwyczajenia się ode mnie, totalnego uniezależnienia...
Co myślicie kobiecym okiem?
Ostatnio zmieniony wt lip 16, 2013 3:57 pm przez Ars, łącznie zmieniany 2 razy.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości