Moje dziwne zachowanie..

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
paula

Jak mam mu pomóc..?

Post autor: paula »

1.01 br. zmarł ojciec mojego faceta. Bardzo to przeżył. Zanim jako tako się pozbierał minęły 2 miesiące. W marcu już widać było ogromną zmianę jego nastroju, jego ponowną chęć do życia. Jednak dzisiaj dowiedziałam się że znów jest źle, że wpada w jakąś cholerną depresję, że ma wszystkiego dosyć. Chce robić remont domu (elewacji), ale nie widzi efektów bo nie na wszystko ma kasę, chcemy wziąć za rok ślub, ale jeszcze nawet nie zaczął oszczędzać (a przecież to ogromny wydatek). A ja w tym wszystkim jestem sama.. gdy mówię mamie że mój facet znów się załamuje tą sytuacją, to ona twierdzi że jeszcze życie go nie nauczyło tego co powinno. On pracuje w urzędzie, ma naprawdę mnóstwo pracy, ciągle jest zawalony robotą, kierownicy non stop od niego czegoś chcą. To jest jego wymarzona praca. Poznaliśmy się na ostatnim roku jego studiów i zawsze powtarzał że chciałby pracować w urzędzie - i teraz gdy się jego marzenie spełniło, to znienawidził tą pracę.
Powiedział mi dzisiaj że stracił sens życia, że nie ma żadnego celu, że stracił zainteresowanie samym sobą, że to że coś robi jak się ze mną widzi, to robi to tylko dla mnie. Gdy powiedziałam mu że nie musimy brać ślubu za rok, że możemy poczekać, to powiedział że on zgłupieje jak będzie jeszcze dłużej miał wracać do pustego domu (jego mamy co 2 dni nie ma po południu w domu - jeździ na dializy). Powiedział że dzisiaj już miał tak dość wszystkiego (problemy w pracy, jego mama znów przeżywa śmierć jej męża i odreagowuje to zdrowotnie - wymiotuje i ma gorączkę na tle nerwicowym), że chciał wjechać w drzewo.
Ja nie wiem co mam robić... naprawdę się staram. Chcę się odsunąć z moimi problemami gdzieś tam na bok by go nimi nie zadręczać. Od śmierci mojego niedoszłego teścia minęło 5 miesięcy, myślałam że najgorsze już za mną, że jakoś mu pomogłam się pozbierać, że oboje to przetrwaliśmy, ale ja czuję że kiedyś powiem mu że nie mam już siły na to wszystko i go zostawię... naprawdę tego nie chcę, ale nie potrafię nic zrobić. A słysząc, że chciał coś sobie zrobić wjeżdżając w drzewo, to już w ogóle się załamałam...
jestem chyba jeszcze bardziej psychicznie wykończona niż mój facet....
Awatar użytkownika
briserlecoeur
Miła Kobietka
Posty: 66
Rejestracja: pn cze 11, 2012 5:13 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: briserlecoeur »

Jejku... sytuacja jest ciężka, ale pamiętaj, ze razem jest łatwiej. On Cie potrzebuje... mówi CI o tym więc on już sobie nie radzi z tym sam.
Pozbierać się po śmierci kogoś bliskiego jest strasznie ciężko..szczególnie, że jest blisko mamy, która okropnie to przezywa... Widzi ją i jej cierpienie.. to wszystko do niego wraca.
Ty jesteś dla niego odskocznią od tej strasznej rzeczywistości, jesteś dla niego ważna, on chce tego ślubu ...
nie przejmuj się na razie tym oszczędzaniem, on na pewno o tym wie, a przypominanie mu o tym nie działa na niego dobrze.
Może warto porozmawiać z nim o ojcu.. to strasznie delikatna sprawa...ale może jak powie Ci co mu na sercu leży to będzie mu lżej...
Taka rozmowa sprawi, ze człowiek się lekko zdystansuje do sytuacji... Bo teraz on jest w rozsypce...


Wspieraj go... bądź przy nim.. i nie myśl o rozstaniu .

Pozdrawiam ciepło ;)
Briserlecoeur - Jestem ar­tys­tką ulot­nej chwili.
Awatar użytkownika
Despite
Jestem tu nowa :)
Posty: 13
Rejestracja: wt cze 04, 2013 10:22 am

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Despite »

To jest strasznie trudny okres dla niego jak i dla ciebie.
Bądź silna, nie możesz go teraz zostawić, czas przyzwyczai go do bólu, 5 miesięcy to naprawdę krótki okres na pozbieranie się.
Musisz być silna, dasz radę, pomyśl, że jesteś dla niego JEDYNYM wsparciem. Jeżeli mówi Ci co czuje, to Ci ufa i szuka pomocy. Wyciągnij do niego rękę, po prostu bądź blisko. Nie staraj się "wyleczyć" go na siłę, to nic nie da. Potrzebuje czasu i przede wszystkim Ciebie.
A może zamieszkaj z nim?
Każdy z nas, kiedy popada w depresje potrzebuje pomocy, wiele osób nie ma nikogo dlatego stara się uzyskać pomoc tu, na forum. Jestem pewna, że wiele kobiet odzyskało siły i stawiło czoła w chwilach słabości.
Bądź, niech wie że będziesz przy nim zawsze, w gorszych chwilach i lepszych.
staraj się go w delikatny sposób oderwać od rzeczywistości, niech na chwilę zapomni o troskach.

Pokaż mu, że jestes silna! Razem będzie Wam łatwiej.
Najgorsze co możesz teraz zrobić to odejść od niego...
Awatar użytkownika
Jamelia
Moderatorka
Posty: 3270
Rejestracja: ndz sty 06, 2013 2:47 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Jamelia »

Może powinien sie przejść do lekarza? Zagaduj go jakoś na neutralne tematy , zachowuj sie przy nim zwyczajnie, wystarczy że na zdołowana matke patrzy.A takie stany sie udzielają niestety. Faktycznie z tym wspólnym zamieszkaniem to nie jest zły pomysł.wprowadzila byś sobą jakąś radość i normalność przede wszystkim. a tego im brakuje najbardziej.A rozstanie to przysłowiowy gwóźdz... więc nawet o tym nie mysl :|
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Awatar użytkownika
Madlen
Kobietka Expert
Posty: 5766
Rejestracja: śr mar 13, 2013 10:56 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Madlen »

Moim zdaniem powinnaś z nim porozmawiać i namówić go na wizytę u psychiatry albo do psychologa. Nie zebym twierdzila ze z nim coś nie tak ale z depresji ot tak o sie nie wyjdzie, moze byc tak ze ona po wyleczeniu po jakimś czasie powróci.. psychiatra też jest dla ludzi.. a depresja sama nie minie, uwierz mi..
456
Kobietka Expert
Posty: 3949
Rejestracja: wt sty 08, 2013 11:05 am

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: 456 »

Zgadzam się z Madlen. Poza tym nie trzeba się wstydzić depresji... Depresja potrafi dopaść każdego to nie znaczy, że ktoś jest gorszy. Spróbuj go namówić na wizytę u terapeuty.

"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
paula

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: paula »

pozostawiłam ten temat bez zakończenia więc..
Porozmawiałam z nim. Wytłumaczyłam mu że jego ojciec żył w naprawdę trudnych czasach, w sklepach nie było nic, a on miał na utrzymaniu żonę (która nie pracowała), dom, mini gospodarstwo, a potem on się urodził. Powiedziałam że nie ma nawet prawa narzekać na to co go spotkało, bo tata miał dużo gorzej.
I wiecie co? chyba zrozumiał!
Mój facet ma w ogóle problem z nadwagą. Niejednokrotnie prosiłam go aby w końcu coś ze sobą zrobił, bo za rok bierzemy ślub, zresztą nie w tym rzecz. I co? dzień po tej rozmowie, która nie była dla mnie łatwa, dowiedziałam się że wyciągnął rowerek do ćwiczeń i DZIENNIE jeździ po godzinie, chce otworzyć swoją mini działalność (o której mówił od kilku miesięcy). Widzę w nim jakąś chęć do życia! Widzę że ma cel, że chce zmienić swoje nastawienie do świata. Mam nadzieję że to nie są tylko pozory które przede mną są odstawiane.
Powiedziałam mu również by z mamą porozmawiał że tak się po prostu już nie da, że nie można co miesiąc w dzień jego śmierci być załamanym itd. Nie wiem czy on ma na tyle odwagi by w ogóle o tacie z nią gadać. Jednak coś czuję że mój facet trochę zrozumiał że już powinien się wziąć w garść :)
Awatar użytkownika
Jamelia
Moderatorka
Posty: 3270
Rejestracja: ndz sty 06, 2013 2:47 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Jamelia »

No oby, ale mniej na niego oko. Wiesz , jak ktoś ma depresje to nie znaczy że cały czas jest smutny, od czasu do czasu nachodzą stany nagłego ożywienia, niemal że euforii, dzień jest piękny...a na drugi dzień przychodzi deprecha ze zdwojoną siłą... a jak byś z nim na tym rowerku posmigała co by sie za szybko nie zniechęcił? :)
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
paula

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: paula »

sęk w tym że my się widzimy tylko w weekendy. Jakoś tak od tych naszych wspólnych 4 lat nauczyliśmy się że tylko w pt, sb i ndz się widujemy. Dlatego jakoś średnio mogę mieć na niego ciągle oko. W każdym razie staram się jak najwięcej z nim rozmawiać przez telefon, smsy itd. Jakoś go tam zagaduję i mimo wszystko często chcę aby mówił o swoim ojcu. Stwierdziłam że od tego tematu nie ucieknie. Oczywiście nie rozmawiamy o śmierci, tylko wtedy gdy zmarł on mi opowiedział jak to było itd, ale nie wracam do tego tematu bo jest on dla niego bardzo przykry. Raczej rozmawiamy jaki tata był za młodu, jakim był mężem i ojcem, jak dbał o rodzinę.
Tak naprawdę to mnie też taka depresja złapała z tego wszystkiego. Każdy myśli że jak ja mam depresję to cały świat ma mi pomóc i już! tylko sęk w tym że on jest dla mnie bardzo bliską mi osobą i nie potrafię obok jego nastrojów przejść obojętnie...
GosiaJ15
Jestem tu nowa :)
Posty: 1
Rejestracja: wt cze 11, 2013 5:31 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: GosiaJ15 »

Błagam pomóżcie dziewczyny. Jak nie zapłace zaległych opłat za mieszkanie to wyrzucą nas na ulice. Chociaż 1 zł a może uzbieram.
Nr.rachunku - 91 2490 0005 0000 4000 8772 9956
Awatar użytkownika
Hadassa
Moderatorka
Posty: 22168
Rejestracja: czw mar 14, 2013 11:43 am

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Hadassa »

sorry, ale to chyba nie jest dobre miejsce na takie prośby.....
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Awatar użytkownika
Adix257
Samiec
Posty: 1665
Rejestracja: sob gru 22, 2012 11:42 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Adix257 »

GosiaJ15 pisze:Błagam pomóżcie dziewczyny. Jak nie zapłace zaległych opłat za mieszkanie to wyrzucą nas na ulice. Chociaż 1 zł a może uzbieram.
Nr.rachunku - 91 2490 0005 0000 4000 8772 9956
Ja wcale ci nie pomogę bo cie po prostu nie znam i nie mam pewności że nie jesteś kolejnym naciągaczem próbującym podstępnie wyłudzić pieniądze
Adrian
:P
Awatar użytkownika
Jamelia
Moderatorka
Posty: 3270
Rejestracja: ndz sty 06, 2013 2:47 pm

Re: Jak mam mu pomóc..?

Post autor: Jamelia »

A ja mogę podać swój nr konta? Też jestem potrzebująca... :o
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
paula

Na utrzymaniu męża..

Post autor: paula »

Jestem studentką. Od października rozpoczynam studia mgr. Nie pracuję, jednak udzielam lekcji prywatnych. Dzięki nim mogę sobie czasem pozwolić na małe szaleństwa wydatkowe.
Za rok wychodzę za mąż. Raczej mało realne są szanse bym w ciągu roku zdobyła pracę. Jestem w stanie zaoszczędzić na wesele, rodzice też na pewno pomogą - o to się nie martwię. Jednak bardzo często myślę o tym, jak to będzie. Mój przyszły mąż pracuje, co prawda nie zarabia Bóg wie ile, ale z jego wypłaty będziemy w stanie się utrzymać. Do tego będziemy mieszkać z teściową która już się zadeklarowała że nie będzie się wtrącać w nasze życie, ale jedzenie i opłaty będziemy robić wspólnie. Tylko ja się chyba w tym wszystkim powoli tracę. Niby fajnie - będę miała swój dom, wyremontujemy go sobie za kasę z wesela, będę miała kochającego męża, stworzymy wspaniałą rodzinę, ale.. czasami myślę że będę w tym wszystkim czuła się jak intruz. Bo w końcu nie będę pracowała, a z korków nie jestem w stanie aż tyle miesięcznie odłożyć, by dać to na życie. Nie jestem osobą która potrafi odmówić sobie wszystkich przyjemności tylko dlatego, że muszę oszczędzać.
Rozmawiałam już z nim niejednokrotnie na ten temat. Powiedział że mam głupot nie gadać, że mam się po ślubie skupić na ukończeniu studiów, a potem wspólnie znajdziemy mi pracę. Tylko czy to wszystko nie jest zbyt kolorowe w planach?
Nie chcę być finansowo uzależniona od męża. On natomiast twierdzi, że będę miała jego kartę do bankomatu i będę z konta brała tyle kasy, ile będę chciała bo w końcu on będzie pracował dla nas, a nie tylko dla siebie. Tylko ja doskonale znam siebie i wiem że oszczędzać nie potrafię, uwielbiam kupować jakieś pierdołki do domu (na komodę ozdoby, ramki na fotki, itd), a jak to będzie jego kasa to po prostu będzie mi głupio ot tak sobie wziąć 50zł i je przewalić na byle durnoty...
Awatar użytkownika
Carina
Kobietka Expert
Posty: 2942
Rejestracja: pt cze 14, 2013 9:19 am

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Carina »

Wiesz jak już bd małżenstwem to bd stanowic jednośc finansową. Wiadomo że z pracą jest ciezko na chwile obecna i pewnie twoj nażeczony sie z tym liczy ;)
A co do wydatków to bedziecie musieli sobie ustalic jak to bd wygladało.I Ile na co mniej wiecej zakładacie wydawac i sie tego trzymac... Reszta wyjdzie Wam jak to mowia 'w praniu'.
Najważniejsze jednak by sie za wczasu nie stresowac, bo to potem może zupelnie niepotrzebnie sie na was odbic.
;) bd dobrze, zobaczysz
"...przez noc droga do świtania -
przez wątpienie do poznania -
przez błądzenie do mądrości -
przez śmierc do nieśmiertelności..."
Awatar użytkownika
Madlen
Kobietka Expert
Posty: 5766
Rejestracja: śr mar 13, 2013 10:56 pm

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Madlen »

Miałam ten sam problem, co pradwa przed ślubem już mieliśmy wspólne konto i pieniądze i Jego i moje wływaly na jedno konto.. No i wtedy jak wiedziałam, że mam swoją kasę to też chodziłam na zakupy i w ogóle. Później zaczęłam oszczęząc bo mielismy wesele, a jak już nie pracowałam to głupio mi też było iśc do banku i wybrać sobie pieniądze.. z czasem jednak do wszystkiego się przyzwyczaiłam i Ty też przestaniesz się zadręczać tą myślą. Wiadomo, że teraz z pracą ciężko i to że dorabiasz sobie jest super. Nic się nie martw, bo w ty przypadku narzeczony ma rację, a jak teściowa Ci powiedziała, że nie będzie się wtrącać to też nie masz się czego obawiać :) nie stresuj się na pewno będzie dobrze :)
paula

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: paula »

to nie tak do końca jest że już się stresuję, po prostu mimo przeszło 4 wspólnych lat (za rok będzie już 5 latek), to mnie byłoby głupio iść do bankomatu, wybrać stówkę i pójść poszaleć na zakupach ;)
jestem młoda, mam dopiero 23 lata. Czuję że jestem gotowa psychicznie do tego, by zawrzeć związek małżeński. Ale bardzo dziwna jest dla mnie myśl, że będziemy małżeństwem, będziemy razem, a ja pracować nie będę. Do tego za ścianą będzie teściowa, a ja zapewne będę sobie wmawiać że ona mnie za moimi plecami obgaduje że nie pracuję (dodam że teściowa to świetna kobitka, która do niczego się nie wtrąca - póki co..) :P
Awatar użytkownika
Carina
Kobietka Expert
Posty: 2942
Rejestracja: pt cze 14, 2013 9:19 am

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Carina »

Ale przecież bd szukac pracy i jak bd to ja podejmiesz. Wiec tesciowa pewnie nie bd miala żadnej okazji obmawiac cie za plecami. Kto wie może nawet bd cie wspierac.
A do wspolnego korzystania sie przyzwyczaisz- tak jak napisała Madlen. ;)
"...przez noc droga do świtania -
przez wątpienie do poznania -
przez błądzenie do mądrości -
przez śmierc do nieśmiertelności..."
paula

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: paula »

boję się jednak że sama będę sobie wmawiać że jestem bezrobotna, że on ma do mnie o to pretensje (mimo że nie będzie nic mówił), a w rezultacie będę wręcz szukała pretekstu by zmusić go do tego aby powiedział że naprawdę jestem "darmozjadem"!

na lekcjach prywatnych w dobrym miesiącu (paźdz, list.) jestem w stanie zarobić ok. 800zł. Tylko że tak jest teraz. Jak się przeprowadzę to mogę kilku uczniów stracić bo jak mają dać za korki 20zł i 5zł za bilet w dwie strony, to rodzice mogą stwierdzić że taki interes jest nieopłacalny i znajdą dzieciom kogoś innego.

Ehh wiem że sama się zapętlam w tym wszystkim ale mam już naprawdę mętlik w głowie.
Bardzo się kochamy z moim facetem, jesteśmy szczęśliwi, chcemy tego ślubu. Tylko że ja mam coraz więcej obaw :(
Awatar użytkownika
Hadassa
Moderatorka
Posty: 22168
Rejestracja: czw mar 14, 2013 11:43 am

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Hadassa »

No to może jeszcze coś poszukać dorywczo ??
Albo coś na pół etatu, albo kilka godzin dziennie poszukac ;)
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
paula

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: paula »

No tak, tylko że od najbliższego października rozpoczynam studia mgr. Trwają one 2 lata. Czyli jak wyjdę za mąż to jeszcze rok będę studiować. W związku że nie chcę studiować zaocznie, to to moje studiowanie też jakąś tam część dnia mi zajmie. Dlatego dla mnie udzielanie w moim domu korepetycji jest najlepszym rozwiązaniem z możliwych.
Awatar użytkownika
Hadassa
Moderatorka
Posty: 22168
Rejestracja: czw mar 14, 2013 11:43 am

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Hadassa »

Wiesz ale jest teraz masa innych możliwości :)
biżuteria hand made, albo torebki....
przerabianie ciuchów, czy jakieś ozdoby do domu...

w cenie, ale i poszukiwane ;)
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Awatar użytkownika
Jamelia
Moderatorka
Posty: 3270
Rejestracja: ndz sty 06, 2013 2:47 pm

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Jamelia »

Oj przestań, nie siedzisz i nie zbijasz bąków tylko sie uczysz żeby Wam obojgu w przyszłości było łatwiej, tak? Wszyscy o tym wiedza tylko Ty szukasz dziury w całym. Przestan mu mówic takie rzeczy bo jeszcze w to uwierzy, no ;p
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Awatar użytkownika
Carina
Kobietka Expert
Posty: 2942
Rejestracja: pt cze 14, 2013 9:19 am

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: Carina »

dziuska pisze:Oj przestań, nie siedzisz i nie zbijasz bąków tylko sie uczysz żeby Wam obojgu w przyszłości było łatwiej, tak? Wszyscy o tym wiedza tylko Ty szukasz dziury w całym. Przestan mu mówic takie rzeczy bo jeszcze w to uwierzy, no ;p
Troche w tym racji jest. NAJGORZEJ TAK SB WMAWIAC...
skonczysz studia i wtedy sie bd martwic. A przez te dwa lata dużo może sie zmienić.Wiem z własnego doświadczenia.I wierz mi, że oferty pracy potrafia sie pojawic w każdej chwili.WAZNE BY BYC DOBREJ MYSLI. ;)
"...przez noc droga do świtania -
przez wątpienie do poznania -
przez błądzenie do mądrości -
przez śmierc do nieśmiertelności..."
paula

Re: Na utrzymaniu męża..

Post autor: paula »

ja mu o tym tylko raz powiedziałam. Ale odpowiedział że się obrazi jak jeszcze raz mu o tym wspomnę. Powiedział również że on sobie zdaje z tego sprawę że ja nie pracuję, jest tego świadomy, związku z czym nie ma w ogóle takiej opcji by się o to gniewał itd.
Muszę jakoś te myśli od siebie odsunąć bo się w to bezsensu zagłębiam :(
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość