TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
-
prawdepowiedziawszy
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 3
- Rejestracja: ndz kwie 27, 2014 9:58 am
TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Witam,
Moja przygoda zaczęła się w wakacje, przed pójściem do szkoły średniej. Już wtedy poznałam chłopaka, który stał się dla mnie jedną z najważniejszych osób w życiu. Spotkałam go na badaniach lekarskich w przyszłej szkole. Mam problemy z astmą zaawansowaną więc w moim przypadku wizyty u lekarzy szkolnych były konieczne. On boryka się z niewyleczalną, bardzo rzadką chorobą. Mimo to od początku bardzo mi się podobał, wydawał się być szarmancki. Niestety był w stałym związku od półtora roku. Między nami coś zaiskrzyło, a że jego była już dziewczyna kiedyś bardzo źle go traktowała, biła, szybko zmienił frot, dziękując mi za taki ratunek.
Mija 9 miesięcy odkąd jesteśmy razem, więc każda z pań już wie, że jestem bardzo młodą osobą.
W ciągu tych wszystkich miesięcy On bardzo się zmienił. Przestał prawić mi komplementy i mówić czułe słówka a w zamian zaczął wywierać na mnie presje, miałam zawsze robić jak on chce. Doszło do tego, że płakałam codziennie, coraz częściej, a jego to bardzo denerwowało. Przyszedł czas, że nie mogłam się powstrzymać i z tym problemem borykam się do teraz.
W domu mam ojca pijaka, który często groził, że dostanę po mordzie jeśli się jeszcze raz odezwę, grożąc przy tym jakimiś ciężkimi przedmiotami. (zawsze lubiłam bronić swojego zdania)
Pomimo choroby mojego ukochanego i tego, że jego charakter się zmienił, mieliśmy też lepsze dni. Zaczęliśmy współżyć, po pewnym czasie zdecydowałam się na antykoncepcje w obawie przed ciążą. Niestety, przyszedł czas w którym miałam wiele na głowie, do tego dołączyły się problemy w domu i w miłości, zaczęłam zaniedbywać branie tabletek. Boję się, jednak wiem, że pierwsze co, to powinnam złapać za test ciążowy co zapewne zrobię niebawem.
Wczoraj pokłóciliśmy się i powiedział, że jeśli będę w ciąży to On przyjdzie i zabierze mi dziecko a ja nie będę miała nic do gadania i że dziecko będzie z nim, bo ja się do niczego nie nadaję.
Przed kłótnią obiecał, że spędzimy dziś razem dzień, ale nie chciał ze mną rozmawiać i mówił, że nie chce mnie i widzieć po czym napisał, że mam jednak przyjechać, a ja sama już nie wiem, czy tego chcę, czy nie. Nie wiem co powinnam zrobić, miałam kilku chłopaków, ale z żadnym nie zżyłam się tak jak z nim i żadnego nie kochałam tak jak jego. Wiem, że większość osób które by to przeczytały, wyśmiałyby mnie, że to zwykła szczenięca miłość, kiedy ja naprawdę nie potrafiłabym sobie bez niego poradzić.
Mój związek jest toksyczny. To związek z którego nie potrafię się uwolnić i związek w którym nie potrafię być.
I chociaż zawsze staram się sprawić, żeby On był szczęśliwy, ja już nie potrafię.
POMOCY!
Moja przygoda zaczęła się w wakacje, przed pójściem do szkoły średniej. Już wtedy poznałam chłopaka, który stał się dla mnie jedną z najważniejszych osób w życiu. Spotkałam go na badaniach lekarskich w przyszłej szkole. Mam problemy z astmą zaawansowaną więc w moim przypadku wizyty u lekarzy szkolnych były konieczne. On boryka się z niewyleczalną, bardzo rzadką chorobą. Mimo to od początku bardzo mi się podobał, wydawał się być szarmancki. Niestety był w stałym związku od półtora roku. Między nami coś zaiskrzyło, a że jego była już dziewczyna kiedyś bardzo źle go traktowała, biła, szybko zmienił frot, dziękując mi za taki ratunek.
Mija 9 miesięcy odkąd jesteśmy razem, więc każda z pań już wie, że jestem bardzo młodą osobą.
W ciągu tych wszystkich miesięcy On bardzo się zmienił. Przestał prawić mi komplementy i mówić czułe słówka a w zamian zaczął wywierać na mnie presje, miałam zawsze robić jak on chce. Doszło do tego, że płakałam codziennie, coraz częściej, a jego to bardzo denerwowało. Przyszedł czas, że nie mogłam się powstrzymać i z tym problemem borykam się do teraz.
W domu mam ojca pijaka, który często groził, że dostanę po mordzie jeśli się jeszcze raz odezwę, grożąc przy tym jakimiś ciężkimi przedmiotami. (zawsze lubiłam bronić swojego zdania)
Pomimo choroby mojego ukochanego i tego, że jego charakter się zmienił, mieliśmy też lepsze dni. Zaczęliśmy współżyć, po pewnym czasie zdecydowałam się na antykoncepcje w obawie przed ciążą. Niestety, przyszedł czas w którym miałam wiele na głowie, do tego dołączyły się problemy w domu i w miłości, zaczęłam zaniedbywać branie tabletek. Boję się, jednak wiem, że pierwsze co, to powinnam złapać za test ciążowy co zapewne zrobię niebawem.
Wczoraj pokłóciliśmy się i powiedział, że jeśli będę w ciąży to On przyjdzie i zabierze mi dziecko a ja nie będę miała nic do gadania i że dziecko będzie z nim, bo ja się do niczego nie nadaję.
Przed kłótnią obiecał, że spędzimy dziś razem dzień, ale nie chciał ze mną rozmawiać i mówił, że nie chce mnie i widzieć po czym napisał, że mam jednak przyjechać, a ja sama już nie wiem, czy tego chcę, czy nie. Nie wiem co powinnam zrobić, miałam kilku chłopaków, ale z żadnym nie zżyłam się tak jak z nim i żadnego nie kochałam tak jak jego. Wiem, że większość osób które by to przeczytały, wyśmiałyby mnie, że to zwykła szczenięca miłość, kiedy ja naprawdę nie potrafiłabym sobie bez niego poradzić.
Mój związek jest toksyczny. To związek z którego nie potrafię się uwolnić i związek w którym nie potrafię być.
I chociaż zawsze staram się sprawić, żeby On był szczęśliwy, ja już nie potrafię.
POMOCY!
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
I co tak ma wyglądać Twoje życie ?? Tak ma Cię "szanować" i traktować facet ??
Może pora się od niego uwolnić i zwiazac się z kimś bardziej odpowiednim ??
Poza tym, co to za teksty że się dzieckiem nie bedzies potrafiła zająć .??
Kto sie lepiej zajmie dzieckiem niż matka ( no ok bywają wyjątki)
Może pora się od niego uwolnić i zwiazac się z kimś bardziej odpowiednim ??
Poza tym, co to za teksty że się dzieckiem nie bedzies potrafiła zająć .??
Kto sie lepiej zajmie dzieckiem niż matka ( no ok bywają wyjątki)
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Sama piszesz, że to toksyczny związek - to jaki sens tkwić w nim? Moim zdaniem nie warto.
Tym bardziej, że on Cię najwyraźniej nie szanuje.
Tym bardziej, że on Cię najwyraźniej nie szanuje.
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Hej prawda.....
Nie powiem Ci nic bardziej wymownego jak opisały to koleżanki wyżej. Prawda jest taka że czasami trzeba być w związku trochę samolubny i nie dawać w nim za dużo bo druga osobą to szybko zauważy i przestanie się starać. W Twoim wypadku zastanowiłym się czy cche być z człowiekiem, który mnie nie szanuje i traktuję w taki sposób. Nie powinno tak być, ludzie powinni się wzajemnie wspierać i kochać a w waszym przypadku nie widze żednych z tych cech. Jak sama zauważyłaś jesteś młoda więc musisz się mocno zastanowić czy chcesz marnować życie z takim człowiekiem. NIe chce wszystkiego zganiać na jego chorobę ale może ona też ma jakiś wpływ na jego zachowanie.
Jak on będzie Cię traktówał później skoro po 9 miesiaćach już takie rzeczy wyprawia. CO będzie jak zrobi Ci dziecko i Cię zostawi a na dodatek się okaże że jego choroba jest dziedziczna i przekaże ją Twojemu dziecku? Kto Ci wtedy pomoże ojciec?
Nie powiem Ci nic bardziej wymownego jak opisały to koleżanki wyżej. Prawda jest taka że czasami trzeba być w związku trochę samolubny i nie dawać w nim za dużo bo druga osobą to szybko zauważy i przestanie się starać. W Twoim wypadku zastanowiłym się czy cche być z człowiekiem, który mnie nie szanuje i traktuję w taki sposób. Nie powinno tak być, ludzie powinni się wzajemnie wspierać i kochać a w waszym przypadku nie widze żednych z tych cech. Jak sama zauważyłaś jesteś młoda więc musisz się mocno zastanowić czy chcesz marnować życie z takim człowiekiem. NIe chce wszystkiego zganiać na jego chorobę ale może ona też ma jakiś wpływ na jego zachowanie.
Jak on będzie Cię traktówał później skoro po 9 miesiaćach już takie rzeczy wyprawia. CO będzie jak zrobi Ci dziecko i Cię zostawi a na dodatek się okaże że jego choroba jest dziedziczna i przekaże ją Twojemu dziecku? Kto Ci wtedy pomoże ojciec?
Miłość odbiera rozum tym, co go posiadają,
a daje tym, co go nie mają.
a daje tym, co go nie mają.
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Każdy związek kończy etap szaleńczego zauroczenia który występuje przez pierwsze miesiące bycia razem. Młode osoby , które przezywaja swoje pierwsze wielkie miłości sa zazwyczaj zaskoczone takim obrotem spraw, "skoro tyle o niej nie mysle co wczesniej to chyba juz jej nie kocham" I doszukuja się "czegoś" co potwierdzi że miłosć się skończyła. Stąd kłótnie, unikanie spotkań. Ale jeśli taka osoba potrafi posunąć się do ublizania, grożenia i tym podobnym incydentom to niestety ale trzeba zdac sobie sprawę że taki człowiek pokazuje właśnie swoją prawdziwą twarz. Tak będzie Cie traktował juz zawsze, bo największe zauroczenie Toba juz minęło, juz nie masz tych specjalnych względów. Myslę że kiedy partner zachowuje się w zwyczajnie bardzo podły sposób jak w Twoim przypadku to albo jest zlym człowiekiem albo zagubionym.byc może Kris ma racje że jego choroba ma jakis tam wplyw na jego zachowanie. Ale jesli ktos kocha to siada z druga osobą i rozmawia by wszystko wyjaśnic i doprowadzić związek do ładu a nie atakuje.
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
-
prawdepowiedziawszy
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 3
- Rejestracja: ndz kwie 27, 2014 9:58 am
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Zastanawiam się nad tym co piszecie. Znam wyniki jego choroby i wiem, że nie tyle ona mają związek z całą sprawą, co jego psychika, która na tym bardzo ucierpiała. Nie raz krzyczymy na siebie i w złości mówimy sobie różne rzeczy, też bywam na niego cięta i zastanawiam się, czy jego psychika może mieć z tym coś wspólnego.. Niby sama mam przeróżne problemy, bo już teraz zarzucają mi częściowe DDD, jednak on również wychował się nie w pełnej rodzinie, musząc oglądać wszystkie kochanki swojego ojca. Nie raz mi o tym opowiadał i mówił też, że pomimo tego jak czasem go ranię kocha mnie dalej, dlatego nie chciałabym się poddawać, ale fakt, że to co napisałam w emocjach wcześniej faktycznie miało miejsce. Możecie uważać mnie za nienormalną, ale czy to źle, że chcę dalej walczyć? Nie mam pojęcia co z moim problemem odnośnie ciąży, myślę o tym cały czas, jednak na testy jest za wcześnie. Nie chcę myśleć co by było gdyby, ale jeśli jednak moje obawy będą słuszne? A nawet jeśli nie, to czy według was mam szanse to uratować?
Odnośnie ciąży, wszyscy doskonale wiedzą, że nie oddałabym nikomu swojego dziecka, jak każda rozsądna matka. Bez względu na wiek. Niestety dziś, słysząc moją przyjaciółkę, która wyśmiewała się z koleżanki w ciąży z klasy ekonomicznej, nie było mi zbyt miło i bardzo się zawiodłam. To dla mnie trudny okres i czuję, że nie mam w nikim wsparcia.
Za chwilę udam się na praktyki zawodowe, obawiam się, że moje problemy nie pozwolą mi normalnie funkcjonować a szefowa nie będzie zachwycona. Chciałabym rozwiązać je już teraz, tylko nie wiem do końca jak się za to zabrać...
Panie, co na moim miejscu powiedziałybyście moim najbliższym? Zwłaszcza chłopakowi, którego chcę się kurczowo trzymać, w końcu mimo wszystko bardzo mnie otworzył na świat i nie chciałabym tego przekreślać...
Odnośnie ciąży, wszyscy doskonale wiedzą, że nie oddałabym nikomu swojego dziecka, jak każda rozsądna matka. Bez względu na wiek. Niestety dziś, słysząc moją przyjaciółkę, która wyśmiewała się z koleżanki w ciąży z klasy ekonomicznej, nie było mi zbyt miło i bardzo się zawiodłam. To dla mnie trudny okres i czuję, że nie mam w nikim wsparcia.
Za chwilę udam się na praktyki zawodowe, obawiam się, że moje problemy nie pozwolą mi normalnie funkcjonować a szefowa nie będzie zachwycona. Chciałabym rozwiązać je już teraz, tylko nie wiem do końca jak się za to zabrać...
Panie, co na moim miejscu powiedziałybyście moim najbliższym? Zwłaszcza chłopakowi, którego chcę się kurczowo trzymać, w końcu mimo wszystko bardzo mnie otworzył na świat i nie chciałabym tego przekreślać...
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Rzeczywiscie , to co zwalilo Ci sie na ramiona i glowe mozna w 100% nazwac
koszmarem z najgorszych snow.
Ale to nie koszmar tylko ponura i brutalna rzeczywistosc z ktora musisz sie zmierzyc dla
wlasnego dobra.
Milosc do Twojego koszmaru , bo inaczej nie moge tego nazwac , wlozyla Ci na nos
rozowe okulary i nijak nie pozwala Ci ich zdjac, a zreszta jak piszesz sama tego nie chcesz, pomimo, ze masz swiadomosc tego co przyszlosc ma dla ciebie w ofercie.
A ma niestety bol , uczuciowa niestabilnosc , rozczrowanie i desperacje.
To tylko brutalna rzeczywistosc jaka rozposciera sie przed Toba i Twoim chlopakiem.
Uwierz mi, ludzie tak naprawde sie nie zmieniaja , a co najwyzej tylko przystosowuja do wymagan partnera i dopasowuja do okolicznosci z roznych powodow , czasami egoistycznych czy zwyklego wygodnictwa.
Twoj chlopak ,jest moim zdaniem typem despoty ktory zgotuje Ci taki los na jaki Ty mu potulnie /by go uszczesliwiac , prawie ze na sile / dozwalasz.
To tak jakbys swiadomie i celowo godzila sie na przyslowiowe sciecie glowy.
Rozumiem Cie , ze nie chcesz wielu laczacych Was spraw przekreslac , bo jestes mu za cos wdzieczna .
Ale wspolne plany na przyszlosc to decyzje bardzo powazne i rodzace ogromna odpowiedzialnosc .
Czy masz tego swiadomosc , ze podolasz znosic rozne obelgi , upodlenia i ponizania?
A takie sytuacje w perspektywie Twoich decyzji sie niestety rysuja i to bardzo wyraznie.
Jeszcze nie potwierdzilas czy jestes w ciazy , a juz sa ostre targi o nienarodzone dziecko.
To co bedzie jesli rzeczywiscie to sie potwierdzi?
Powiem Ci , ze trzeba byc gruboskornym i psychicznie twardym by dac sobie rade ze zmaganiem sie z takimi powaznymi roznicami powstalymi jeszcze w nieformalnym zwiazku.
Jak dla mnie to bedzie masakra i psychiczna udreka dla Ciebie.
Mysle , ze kazdemu nalezy sie szansa na poprawe , szansa na zmiany .
Ale czy akuratnie w tym przypadku zmiany dot. postepowania i zachowania Twojego chlopaka spowoduja , ze wszystko w Twoim zyciu nagle sie zmieni jak za dotknieciem rozdzki czarodziejskiej?
Watpie bo sadze , ze Twoj koszmar ten najgorszy, jest lub brdzie przed Toba.
Czasami warto sobie odpuscic nawet jesli sie kocha i to mocno , bo perspektywa zformalizowanego zwiazku w takim ksztalcie i przy takich postepowaniach to dopiero koszmarne problemy i klopoty.
Wiele tu zostalo powiedziane , ale decyzje podejmujesz Ty i tylko Ty decydujesz co z Twoja przyszloscia , bo nikt z nas nie chce ingerowac w Twoje zycie , bo ono jest Twoje i tylko Twoje.
Dodam jeszcze, ze milosc jest najpiekniejsza wtedy gdy nie musimy sie poswiecac , ale przezywamy ja w szczesciu a nie koszmarze.
Powodzenia.
koszmarem z najgorszych snow.
Ale to nie koszmar tylko ponura i brutalna rzeczywistosc z ktora musisz sie zmierzyc dla
wlasnego dobra.
Milosc do Twojego koszmaru , bo inaczej nie moge tego nazwac , wlozyla Ci na nos
rozowe okulary i nijak nie pozwala Ci ich zdjac, a zreszta jak piszesz sama tego nie chcesz, pomimo, ze masz swiadomosc tego co przyszlosc ma dla ciebie w ofercie.
A ma niestety bol , uczuciowa niestabilnosc , rozczrowanie i desperacje.
To tylko brutalna rzeczywistosc jaka rozposciera sie przed Toba i Twoim chlopakiem.
Uwierz mi, ludzie tak naprawde sie nie zmieniaja , a co najwyzej tylko przystosowuja do wymagan partnera i dopasowuja do okolicznosci z roznych powodow , czasami egoistycznych czy zwyklego wygodnictwa.
Twoj chlopak ,jest moim zdaniem typem despoty ktory zgotuje Ci taki los na jaki Ty mu potulnie /by go uszczesliwiac , prawie ze na sile / dozwalasz.
To tak jakbys swiadomie i celowo godzila sie na przyslowiowe sciecie glowy.
Rozumiem Cie , ze nie chcesz wielu laczacych Was spraw przekreslac , bo jestes mu za cos wdzieczna .
Ale wspolne plany na przyszlosc to decyzje bardzo powazne i rodzace ogromna odpowiedzialnosc .
Czy masz tego swiadomosc , ze podolasz znosic rozne obelgi , upodlenia i ponizania?
A takie sytuacje w perspektywie Twoich decyzji sie niestety rysuja i to bardzo wyraznie.
Jeszcze nie potwierdzilas czy jestes w ciazy , a juz sa ostre targi o nienarodzone dziecko.
To co bedzie jesli rzeczywiscie to sie potwierdzi?
Powiem Ci , ze trzeba byc gruboskornym i psychicznie twardym by dac sobie rade ze zmaganiem sie z takimi powaznymi roznicami powstalymi jeszcze w nieformalnym zwiazku.
Jak dla mnie to bedzie masakra i psychiczna udreka dla Ciebie.
Mysle , ze kazdemu nalezy sie szansa na poprawe , szansa na zmiany .
Ale czy akuratnie w tym przypadku zmiany dot. postepowania i zachowania Twojego chlopaka spowoduja , ze wszystko w Twoim zyciu nagle sie zmieni jak za dotknieciem rozdzki czarodziejskiej?
Watpie bo sadze , ze Twoj koszmar ten najgorszy, jest lub brdzie przed Toba.
Czasami warto sobie odpuscic nawet jesli sie kocha i to mocno , bo perspektywa zformalizowanego zwiazku w takim ksztalcie i przy takich postepowaniach to dopiero koszmarne problemy i klopoty.
Wiele tu zostalo powiedziane , ale decyzje podejmujesz Ty i tylko Ty decydujesz co z Twoja przyszloscia , bo nikt z nas nie chce ingerowac w Twoje zycie , bo ono jest Twoje i tylko Twoje.
Dodam jeszcze, ze milosc jest najpiekniejsza wtedy gdy nie musimy sie poswiecac , ale przezywamy ja w szczesciu a nie koszmarze.
Powodzenia.
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Kobiety są głupie i lgną do tych aroganckich, chamskich, agresywnych fecetów...
- TuszNaRzęsach
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 21
- Rejestracja: wt kwie 29, 2014 3:52 pm
Re: TO MÓJ NAJGORSZY KOSZMAR W ŻYCIU...
Zastanow sie czy chcesz tak zyc i w takiej atmosferze wychowywac dziecko. Twoj wiek nie ma tutaj zadnego znaczenia, chociaz moim zdaniem ta mlodziencza milosc jest najsilniejsza. Sama od dwoch lat jestem w nieco toksycznej relacji, jednak ciezko jest odejsc od mezczyzny, z ktorym przezylo sie tyle dobrego... Jednak milosc miloscia, jest jeszcze zycie. Skoro teraz Cie tak wlasnie traktuje, jak zabawke, rzecz, ktora bierze kiedy mu sie podoba, a jak nie ma czasu lub ochoty to masz grzecznie siedziec w kacie i czekac na swoja kolej. Nie mozesz do niego jezdzic gdy on napisze 'przyjedz'. Niech sam sie troche postara i okaze ci uczucie. A jesli nie- to chyba bedziecie musieli sie pozegnac. Walka o zwiazek jest bardzo ciezka, musisz byc pewna swoich uczuc i on rowniez. Gdy ty bedziesz dawac, a on brac- to ten zwiazek predzej czy pozniej sie 'jeb*ie'. A lepiej tak na prawde predzej....
Kobiecie łatwiej jest przyznać, że nie ma racji gdy ją ma niż gdy jej nie ma.
(Marylin Monroe)
(Marylin Monroe)
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość