Rozum kontra serce: być albo nie być
Rozum kontra serce: być albo nie być
Witam wszystkie Forumowiczki i wszystkich Forumowiczów!
Spotykam się z pewnym chłopakiem od 6 miesięcy, jest to dość krótki okres, jednakże dla mnie dość długi. Jest on reprezentantem gatunku powoli wymierającego. To dobry, szczery, inteligentny, młody chłopak. Ma niewiele wad, a przynajmniej jeszcze się nie uwidoczniły. Ma ciekawe zainteresowania - rekonstrukcje historyczna. Z tego wynika między innymi jego światopogląd oraz wizja świata, związków, romantyczna, średniowieczna miłość rycerza do białogłowy. Poznaliśmy się na jednym z pokazów i razem układaliśmy walkę na miecze, lecz przyznam, że to nie jest moja pasją.
Lubię jego charakter, lubię jego, lubię rozmowy z nim. Nie traktowałam go jako przyjaciela to było coś innego, chociaż z początku nie myślałam, że on się we mnie zakocha, zauroczy, ja tego nie zrobiłam. Ja kochałam innego. Byłam z tym "innym" szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, jednakże moja rodzina polubiła tego obecnego, przez co zaczęła wywierać na mnie presję, której uległam...Było mi ciężko po rozstaniu z "innym", lecz się już z tym pogodziłam, musiałam.
Spotykamy się bardzo często, troszczy się o mnie, kocha za to że jestem jest trochę jak wierny pies(przepraszam za porównanie, ale właśnie tak go widzę). Zawsze w jakiś ciekawy sposób spędzamy czas, ogromnym minusem jest to, że on ponosi większość kosztów, ja tego nie chce, nie lubię gdy on płaci za mnie, ale moje protesty nic nie zmieniają.
Jestem jego pierwszą „poważną dziewczyną”, więc jego „nieśmiałość” tłumaczę właśnie tym faktem. Nie całuje mnie nigdy pierwszy, przyznam szczerze, ze na początku musiałam się przekonywać do pocałunków, dalej nie przepadam za pocałunkami z nim, źle się z tym czuje, ponieważ pocałunki w zawiasku są czymś ważnym, mają jakąś magie…. Czar pryska również kiedy dochodzi między nami do zbliżenia, które ja również inicjuję. Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja, gdyż uważam, że seks to sfera życia, w której nieznacznie, ale jednak powinien dominować facet. Dodatkowo on jest bardzo zestresowany, albo to coś zupełnie innego, zawsze staram się by się rozluźnił, nie krytykuje, a wręcz chwalę, lecz na dłuższą merę jest to męczące. Cały akt trwa kilka minut, a on nigdy nie dochodzi, może to przez ten stres, lecz przez to ja nie mam przyjemności z tego, a tym bardziej on. Nadmienię jeszcze, że nie jest on zbytnio w moim typie. Nie jest super przystojniakiem, ale nie jest też brzydki. Wcześniej nie podobał mi się, teraz się już przyzwyczaiłam. Człowiek jest zdolny przywyknąć do wielu rzeczy.
Zastanawia mnie jeszcze jedno, czy to co on czuje to miłość czy zwykłe zaślepienie. Pokłóciłam się z nim kiedyś, powiedziałam, ze nie wiem co czuję, że go nie kocham, nie chciałam go ranić i okłamywać. Byliśmy na czterodniowym festiwalu, więc byliśmy skazani na siebie przez kolejne trzy dni. Jego zachowanie mnie bardzo zdziwiło, następnego dnia zrobił mi śniadanie, mówiąc, ze wszystko to przeszłość, która się nie liczy, a on mnie kocha i wciąż będzie się starał. Poczułam się wtedy jak bezwartościowy ktoś. Od tamtego wydarzenia minęło dwa miesiące i wiąż jesteśmy razem.
Może to coś ze mną jest nie tak? Jak można nie kochać kogoś kto tak bardzo kocha?! No jak?! Nie chcę go unieszczęśliwić, nie chce żeby cierpiał, a trwając z nim ,sprawiam, ze oboje się męczymy. Chciałabym go pokochać, ale nie wiem czy to jeszcze możliwe… Podobno miłość może przyjść z czasem, to prawda? Miłość budowana małymi kroczkami, jest lepsza od tej burzliwej i nagłej. Nie czuję takiej chemii, ale chemia to podobno zauroczenie, nie mówię o „motylach w brzuchu”, to dziecinne, ale o tej fascynacji, chęci przebywania ze sobą, namiętnością, on chyba coś takiego odczuwa, a ja już sama nie wiem co czuję. Wiem, że zachowuje się niedojrzale i okrutnie w stosunku do niego, lecz jeszcze liczę, że pokocham… może warto? A może lepiej odjeść, będzie go mniej bolało jak teraz odejdę? Czy był ktoś w podobnej sytuacji?
Mój problem polega na tym, ze zbytnio kieruję się rozumem, nie cierpię przez uczucia jak wiele kobiet, a przez zimną kalkulacje, chciałabym dać się ponieść emocjom, tylko jest to dla mnie bardzo odległe.
Pisze na tym forum, gdyż chciałabym zasięgnąć porady kogoś bardziej doświadczonego oraz dojrzalszego ode mnie, a przede wszystkim obiektywnego. W realnym życiu nie mam z kim o tym porozmawiać, wszystkie rady sprowadzają się do: ”trzymaj go za nogi, żeby nie uciekł, bo takiego faceta, to ze świecą szukać”. Wiem, ze mają rację …ale czy to wystarczy?
Pozdrawiam
Spotykam się z pewnym chłopakiem od 6 miesięcy, jest to dość krótki okres, jednakże dla mnie dość długi. Jest on reprezentantem gatunku powoli wymierającego. To dobry, szczery, inteligentny, młody chłopak. Ma niewiele wad, a przynajmniej jeszcze się nie uwidoczniły. Ma ciekawe zainteresowania - rekonstrukcje historyczna. Z tego wynika między innymi jego światopogląd oraz wizja świata, związków, romantyczna, średniowieczna miłość rycerza do białogłowy. Poznaliśmy się na jednym z pokazów i razem układaliśmy walkę na miecze, lecz przyznam, że to nie jest moja pasją.
Lubię jego charakter, lubię jego, lubię rozmowy z nim. Nie traktowałam go jako przyjaciela to było coś innego, chociaż z początku nie myślałam, że on się we mnie zakocha, zauroczy, ja tego nie zrobiłam. Ja kochałam innego. Byłam z tym "innym" szczęśliwa, bardzo szczęśliwa, jednakże moja rodzina polubiła tego obecnego, przez co zaczęła wywierać na mnie presję, której uległam...Było mi ciężko po rozstaniu z "innym", lecz się już z tym pogodziłam, musiałam.
Spotykamy się bardzo często, troszczy się o mnie, kocha za to że jestem jest trochę jak wierny pies(przepraszam za porównanie, ale właśnie tak go widzę). Zawsze w jakiś ciekawy sposób spędzamy czas, ogromnym minusem jest to, że on ponosi większość kosztów, ja tego nie chce, nie lubię gdy on płaci za mnie, ale moje protesty nic nie zmieniają.
Jestem jego pierwszą „poważną dziewczyną”, więc jego „nieśmiałość” tłumaczę właśnie tym faktem. Nie całuje mnie nigdy pierwszy, przyznam szczerze, ze na początku musiałam się przekonywać do pocałunków, dalej nie przepadam za pocałunkami z nim, źle się z tym czuje, ponieważ pocałunki w zawiasku są czymś ważnym, mają jakąś magie…. Czar pryska również kiedy dochodzi między nami do zbliżenia, które ja również inicjuję. Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja, gdyż uważam, że seks to sfera życia, w której nieznacznie, ale jednak powinien dominować facet. Dodatkowo on jest bardzo zestresowany, albo to coś zupełnie innego, zawsze staram się by się rozluźnił, nie krytykuje, a wręcz chwalę, lecz na dłuższą merę jest to męczące. Cały akt trwa kilka minut, a on nigdy nie dochodzi, może to przez ten stres, lecz przez to ja nie mam przyjemności z tego, a tym bardziej on. Nadmienię jeszcze, że nie jest on zbytnio w moim typie. Nie jest super przystojniakiem, ale nie jest też brzydki. Wcześniej nie podobał mi się, teraz się już przyzwyczaiłam. Człowiek jest zdolny przywyknąć do wielu rzeczy.
Zastanawia mnie jeszcze jedno, czy to co on czuje to miłość czy zwykłe zaślepienie. Pokłóciłam się z nim kiedyś, powiedziałam, ze nie wiem co czuję, że go nie kocham, nie chciałam go ranić i okłamywać. Byliśmy na czterodniowym festiwalu, więc byliśmy skazani na siebie przez kolejne trzy dni. Jego zachowanie mnie bardzo zdziwiło, następnego dnia zrobił mi śniadanie, mówiąc, ze wszystko to przeszłość, która się nie liczy, a on mnie kocha i wciąż będzie się starał. Poczułam się wtedy jak bezwartościowy ktoś. Od tamtego wydarzenia minęło dwa miesiące i wiąż jesteśmy razem.
Może to coś ze mną jest nie tak? Jak można nie kochać kogoś kto tak bardzo kocha?! No jak?! Nie chcę go unieszczęśliwić, nie chce żeby cierpiał, a trwając z nim ,sprawiam, ze oboje się męczymy. Chciałabym go pokochać, ale nie wiem czy to jeszcze możliwe… Podobno miłość może przyjść z czasem, to prawda? Miłość budowana małymi kroczkami, jest lepsza od tej burzliwej i nagłej. Nie czuję takiej chemii, ale chemia to podobno zauroczenie, nie mówię o „motylach w brzuchu”, to dziecinne, ale o tej fascynacji, chęci przebywania ze sobą, namiętnością, on chyba coś takiego odczuwa, a ja już sama nie wiem co czuję. Wiem, że zachowuje się niedojrzale i okrutnie w stosunku do niego, lecz jeszcze liczę, że pokocham… może warto? A może lepiej odjeść, będzie go mniej bolało jak teraz odejdę? Czy był ktoś w podobnej sytuacji?
Mój problem polega na tym, ze zbytnio kieruję się rozumem, nie cierpię przez uczucia jak wiele kobiet, a przez zimną kalkulacje, chciałabym dać się ponieść emocjom, tylko jest to dla mnie bardzo odległe.
Pisze na tym forum, gdyż chciałabym zasięgnąć porady kogoś bardziej doświadczonego oraz dojrzalszego ode mnie, a przede wszystkim obiektywnego. W realnym życiu nie mam z kim o tym porozmawiać, wszystkie rady sprowadzają się do: ”trzymaj go za nogi, żeby nie uciekł, bo takiego faceta, to ze świecą szukać”. Wiem, ze mają rację …ale czy to wystarczy?
Pozdrawiam
Dante Lupus
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Nie rozumiem jak moglas rozstac sie z kims na kim ci zalezalo i zwiazac sie z mezczyzna do ktorego nic nie czujesz? Zrobilas ro pod presja rodziny, czy ty nie masz wlasnego rozumu? Dlaczego pozwalasz innym aby dyktowali ci jak masz zyc? Cz jestes az tak zimna i wyrachowana, bo tak jest wygodnie, bo zapewnia ci wszystko? A gdzie jest tu miejsce na uczucie? Uwazam ze postepujac w ten sposob krzywdzisz siebie i jego. Odbierasz mu szanse na to aby byl z kims komu bedzie na nim zalezalo i kto go pokocha. Jest to zwyczajnie nieuczciwe. Nie akceptuje tego, ze ktos wiaze sie z kims dla pewnych korzysci, bez uczuc. Jest to sprzedawanie siebie. Ja osobiscie wole byc sama niz z kims kogo nie kocham. Oczywiscie pewna doza rozsadku przy wyborze partnera jest wskazana ale podstawa powinny byc UCZUCIA, MILOSC. Przemysl to.
Ani z Toba ani bez Ciebie
Na moj bol nie ma lekarstwa..
Z Toba bo mnie zabijasz
Bez Ciebie bo umieram..
Na moj bol nie ma lekarstwa..
Z Toba bo mnie zabijasz
Bez Ciebie bo umieram..
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Tellinee powiem Ci tak,... nie wiem czy miłość przychodzi z czasem.. prędzej przychodzi przyzwyczajenie...
Wg, mnie.. powinnaś się poważnie zastanowić.. czy tak ma wygladać Wasza przyszłość ??
Bo dogadywanie się w życiu to jednak, jednak i strefa intymna jest ważna....
nie zawsze to co pasuje naszemu otoczeniu, musi być dobrym partnerem dla Ciebie...
to Ty się będziesz z nim męczyć jak coś...
Wg, mnie.. powinnaś się poważnie zastanowić.. czy tak ma wygladać Wasza przyszłość ??
Bo dogadywanie się w życiu to jednak, jednak i strefa intymna jest ważna....
nie zawsze to co pasuje naszemu otoczeniu, musi być dobrym partnerem dla Ciebie...
to Ty się będziesz z nim męczyć jak coś...
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Kiedyś jako nastolatka, a mianowicie miałam wtedy 16 lat dałam się namówić towarzystwu w jakim przebywałam do "spróbowania" związku z chłopakiem z którym miałam w tamtym czasie świetny kontakt. Widziałam w jego zachowaniu zauroczenie moją osobą, a ja też odczuwałam jakąś fascynację. Niemniej jednak do czego zmierzam początek był naprawdę okej, ale niestety później zaczęłam się dusić w tym związku i się rozstaliśmy. Nie można być z kimś z kim jest tylko fajnie, a nie ma tej chemii, bliskości itd. Ty się męczysz, a on coraz bardziej się zakochuje
Szkoda że nie miałam wtedy własnego rozumu, bo przez intrygi "pseudo przyjaciół" straciłam naprawdę dobrego kumpla, a i sama musiałam odejść z tamtego towarzystwa gdyż byłam postrzegana jako zła i nie dobra
. Po kilku dobrych latach kilku następnych śmiesznych i dość poważnych związkach mogę Ci powiedzieć, że nie uszczęśliwisz kogoś na siłę. Musisz sama ze sobą czuć się dobrze w związku inaczej ciągle będziesz odczuwała tylko ból,niechęć, obrzydzenie nie dość że do partnera to i do siebie.
Ranisz nie tylko siebie, ale również jego bo pozwalasz mu się coraz bardziej w sobie zakochać. Także przemyśl sobie na spokojnie czy aby na pewno to jest facet przy którym chcesz spędzić następne pół roku. Pamiętaj tylko, że tego straconego czasu Ci nikt nie odda. A miłość skoro już nie przyszła to przyjdzie jedynie przyzwyczajenie
Ranisz nie tylko siebie, ale również jego bo pozwalasz mu się coraz bardziej w sobie zakochać. Także przemyśl sobie na spokojnie czy aby na pewno to jest facet przy którym chcesz spędzić następne pół roku. Pamiętaj tylko, że tego straconego czasu Ci nikt nie odda. A miłość skoro już nie przyszła to przyjdzie jedynie przyzwyczajenie
- Serduszko27
- Miła Kobietka
- Posty: 62
- Rejestracja: pt maja 17, 2013 6:55 pm
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
hm...masz troszke nieciekawą sytuacje, tak sobie mysle ze nie masz co na siłe siedziec w tym zwiazku skoro go wogole nie kochasz wiadomo seks jest wazny ale nie az tak bardzo wszystkie elementy i niedociagniecia dałoby sie dopracowac poprzez rozmowe i pokazanie jak to ma wygladac.Jestes jego pierwsza kobieta wiec nie dziw sie ze on czegos nie potrafi z biegiem czasu by sie tego nauczył, tylko poprostu po co masz go oszukiwac lepiej zakoncz to predzej niz chłopak naprawde sie zaangazuje a napewno nie chcesz zeby cierpiał.
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Żeby była choc jedna rzecz która mogłaby Cie przy ni zatrzymać, coś wyjątkowego co bardzo ci się w nim podoba. Z doświadczenia wiem że nie motylki w brzuchu są najważniejsze , bo one szybko mijają. Szczerze mówiąc według mnie lepsze są związki "na trzeźwo", z rozsądku. Bo wiesz w co wchodzisz, nie oszukujesz siebie patrząc przez różowe okulary. Skoro sama inicjujesz sex to znaczy że Cie pociąga, czujesz pożądanie. to prawda, sama też pomyślałam o nim że koleś z wyginietego gatunku sie zachował.Gdzie ty jeszcze takiego znajdziesz dziewczyno... zobaczysz jak przyjdzie przyzwyczajenie to dopiero zrozumiesz o jakie wartości w życiu chodzi 
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Owszem, coś mnie przy nim trzyma. Mam u niego dług w wysokości 500 zł. Nie mam za co mu go oddać, w zasadzie on twierdzi, że nie muszę mu oddawać, bo to była w dużej mierze jego wina, lecz wiem, że on tak mówi tylko z tego względu, ze mu na mnie zależy. Echhh
To że inicjuję sex nie znaczy, że go "pożądam". Bardziej robię to dla samego faktu. Pierwszy raz przespałam się z nim "bo nie miałam nic innego do zaoferowania", ech, żenua, dostrzegam to i wcześniej byłam takim zachowaniom przeciwna, dalej jestem, ale już nie jestem biernym widzem.
A może sama wszystko komplikuję?
Przyzwyczajenie i przywiązanie już się zaczyna pojawiać. Ale czy o to chodzi w życiu, by ktoś kogoś kochał? Chyba obie strony muszą darzyć się uczuciem, przywiązanie to wyznacznik?
Nie widzieliśmy się przez ostatni weekend, on pisał SMSy, ja nie odpisywałam, nie miałam środków na koncie. Dziś przelotnie się z nim zobaczyłam, nie było euforii, radości, ze zobaczyłam go od trzech dni. Uśmiechnęłam się co prawda, jakąś przyjemność jego widok mi sprawił.
Nie chcę go krzywdzić, już to robię, świadomie! Boję się odejść, gdyż boję się, ze to będzie błąd....że pożałuję tego i zostanę sama przez wybrzydzanie. Zawsze coś mi nie pasowało w poprzednich chłopakach, doprowadzałam, że ze mną zrywali, nie żałuje tego, bo żadnego z nich nie kochałam (prócz ostatniego), a z tym obecnym jest inaczej. On nie zamierza odejść, toleruje moje zachowania i nawet zaczął się odchudzać dla mnie i zmienił styl ubioru, żeby się mi podobał...
Nie jestem zła, tak naprawdę nie chcę go ranić. Tylko mam strasznie spaczoną psychikę. Nie chce powtórzyć błędu matki i to mną kieruje.
To że inicjuję sex nie znaczy, że go "pożądam". Bardziej robię to dla samego faktu. Pierwszy raz przespałam się z nim "bo nie miałam nic innego do zaoferowania", ech, żenua, dostrzegam to i wcześniej byłam takim zachowaniom przeciwna, dalej jestem, ale już nie jestem biernym widzem.
A może sama wszystko komplikuję?
Przyzwyczajenie i przywiązanie już się zaczyna pojawiać. Ale czy o to chodzi w życiu, by ktoś kogoś kochał? Chyba obie strony muszą darzyć się uczuciem, przywiązanie to wyznacznik?
Nie widzieliśmy się przez ostatni weekend, on pisał SMSy, ja nie odpisywałam, nie miałam środków na koncie. Dziś przelotnie się z nim zobaczyłam, nie było euforii, radości, ze zobaczyłam go od trzech dni. Uśmiechnęłam się co prawda, jakąś przyjemność jego widok mi sprawił.
Nie chcę go krzywdzić, już to robię, świadomie! Boję się odejść, gdyż boję się, ze to będzie błąd....że pożałuję tego i zostanę sama przez wybrzydzanie. Zawsze coś mi nie pasowało w poprzednich chłopakach, doprowadzałam, że ze mną zrywali, nie żałuje tego, bo żadnego z nich nie kochałam (prócz ostatniego), a z tym obecnym jest inaczej. On nie zamierza odejść, toleruje moje zachowania i nawet zaczął się odchudzać dla mnie i zmienił styl ubioru, żeby się mi podobał...
Nie jestem zła, tak naprawdę nie chcę go ranić. Tylko mam strasznie spaczoną psychikę. Nie chce powtórzyć błędu matki i to mną kieruje.
Dante Lupus
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Niech zgadnę Twoi rodzice nie są wzorem do nasladowania ;> musialas sie wiele napatrzec,nasluchac i teraz nie chcesz byc tak samo traktowana ? Nie mozesz na siłę dać się uszczęsliwić, moze bedziesz miala przy nim dobre zycie, ale czy zycie z kims na sile jest okej ? Zycie masz tylko jedno, a ono ucieka Ci wlasnie przez palce bo sama nie wiesz czego chcesz,stoisz w martwym punkcie.
Jesli sie do kogos nic nie czuje to po co tracic czas ? Po co marnujesz sobie i jemu zycie?
Jestes troche egoistka...jestes z nim bo masz u niego dlug, bo nie znajdziesz drugiego takiego 'osla' ktory bedzie Ci nadskakiwał, a Ty jedyne co potrafisz to stękać ze cos jest nie tak. Obudz sie z tego pieknego snu ksiezniczko
i zacznij zmierzać we wlasciwym kierunku 
Jesli sie do kogos nic nie czuje to po co tracic czas ? Po co marnujesz sobie i jemu zycie?
Jestes troche egoistka...jestes z nim bo masz u niego dlug, bo nie znajdziesz drugiego takiego 'osla' ktory bedzie Ci nadskakiwał, a Ty jedyne co potrafisz to stękać ze cos jest nie tak. Obudz sie z tego pieknego snu ksiezniczko
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
nie ma miłości z bajek...
ale mimo wszystko są związki które nie mogą wytrzymac bez siebie ani chwili...
po kazdej rozłące jest przyśpieszone bicie serca....
gdzie wspólnie patrzycie w przyszłość i sprawia Wam to przyjemność....
więc podstawowe pytanie czego Ty tak własciwie chcesz??
ale mimo wszystko są związki które nie mogą wytrzymac bez siebie ani chwili...
po kazdej rozłące jest przyśpieszone bicie serca....
gdzie wspólnie patrzycie w przyszłość i sprawia Wam to przyjemność....
więc podstawowe pytanie czego Ty tak własciwie chcesz??
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Prawdę mówiąc, chcę być sama. Jeżeli kogoś unieszczęśliwiam to tylko siebie.
Albo chciałabym tak kochać, żeby czuć. Po prostu czuć. Uśmiechać się, kochać za nic, tylko za to że ktoś jest obok.
Albo chciałabym tak kochać, żeby czuć. Po prostu czuć. Uśmiechać się, kochać za nic, tylko za to że ktoś jest obok.
Dante Lupus
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
wiec moze to po prostu nie ten...
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Nie ma w tym nic zlego, ze kobieta jest sama. Nie oznaczato ze jest gorsza albo niepelnowartosciowa. Tkwiac w nieszczesliwym zwiazku mozna przegapic cos prawdziwego.
Ani z Toba ani bez Ciebie
Na moj bol nie ma lekarstwa..
Z Toba bo mnie zabijasz
Bez Ciebie bo umieram..
Na moj bol nie ma lekarstwa..
Z Toba bo mnie zabijasz
Bez Ciebie bo umieram..
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Lepiej jak kobieta jest sama niż jak ma być w toksycznym wziąsku bo taki związek nie moze sie dobrze ksoczyć . A tak mozę poznać kogos ciekawego 
Moja strona
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Już nie wiem co mam myśleć, robić.
Chciałam z nim zerwać. Kiedy już zaczynałam mówić, język grzązł mi w ustach...nie mogłam dokończyć.
Teraz już nie do końca wiem co czuje. W sumie jest mi z nim dobrze, mam poczucie bezpieczeństwa, oparcia, pewność, że ktoś mnie kocha, dba o mnie ,troszczy się, razem organizujemy wspaniale czas...Ostatnio spędzamy ze sobą jeszcze więcej czasu...Nawet czasami chcę, żeby przyjechał.
Boję sobie wyobrazić, że znów zostanę sama. Nie będę miała z kimś wyjść, pogadać. Dla nikogo nie będę tak ważna....Nosz kurde, nie chcę być egoistką. Wiem co on czuje/poczuje, bo kiedyś byłam w podobnej sytuacji co on....
On tak strasznie za mną jest i jestem pewna, że drugiego takiego jak on, nie znajdę. Boję się zerwać, boje się kolejnych łez, boję się że go bardzo skrzywdzę. Nie wyobrażam go sobie z kimś innym...
Może to tylko głupie, samolubne wątpliwości, strach przed samotnością, tym co będzie dalej. Chociaż najbardziej boje się tego, ze popełnię błąd zrywając z nim...
Proszę nie krytykujcie mnie, sama wiem, że źle robię, to nie jest fair w stosunku do niego. Ale czy ktoś może był kiedyś w podobnej sytuacji? Czy to pomieszanie uczuć jest spowodowane przywiązaniem, przyzwyczajeniem do "wygody", jaką on mi daje? Cze może jednak zaczyna budzić się miłość?
Chciałam z nim zerwać. Kiedy już zaczynałam mówić, język grzązł mi w ustach...nie mogłam dokończyć.
Teraz już nie do końca wiem co czuje. W sumie jest mi z nim dobrze, mam poczucie bezpieczeństwa, oparcia, pewność, że ktoś mnie kocha, dba o mnie ,troszczy się, razem organizujemy wspaniale czas...Ostatnio spędzamy ze sobą jeszcze więcej czasu...Nawet czasami chcę, żeby przyjechał.
Boję sobie wyobrazić, że znów zostanę sama. Nie będę miała z kimś wyjść, pogadać. Dla nikogo nie będę tak ważna....Nosz kurde, nie chcę być egoistką. Wiem co on czuje/poczuje, bo kiedyś byłam w podobnej sytuacji co on....
On tak strasznie za mną jest i jestem pewna, że drugiego takiego jak on, nie znajdę. Boję się zerwać, boje się kolejnych łez, boję się że go bardzo skrzywdzę. Nie wyobrażam go sobie z kimś innym...
Może to tylko głupie, samolubne wątpliwości, strach przed samotnością, tym co będzie dalej. Chociaż najbardziej boje się tego, ze popełnię błąd zrywając z nim...
Proszę nie krytykujcie mnie, sama wiem, że źle robię, to nie jest fair w stosunku do niego. Ale czy ktoś może był kiedyś w podobnej sytuacji? Czy to pomieszanie uczuć jest spowodowane przywiązaniem, przyzwyczajeniem do "wygody", jaką on mi daje? Cze może jednak zaczyna budzić się miłość?
Dante Lupus
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Byłam w podobnej sytuacji ale reprezentuję stronę Twojego chłopaka... Mój były przechodził coś co Ty teraz... Nie całkiem to samo, ale też dopadły Go wątpliwości. Przez miesiąc bił się z uczuciami przede mną udając, ze wszystko jest w porządku... I tak ze mną zerwał... Jeśli masz aż takie wątpliwości lepiej zakończyć to teraz, niż trwać dalej w takim związku. A może potrzebujesz czasu? Tutaj kluczem wg mnie jest szczera rozmowa. Nie bój się z Nim o tym porozmawiać. Niewiedza jest najgorsza, a rozmawiając wyjaśnicie sobie wszystko i może razem spróbujecie rozwiązać ten problem.
Where you invest your love, you invest your life...
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Ja z nim rozmawialam nie raz. Zawsze odpowiadal, ze on mnie kocha,ale przeciez on nie moze kochac za nas dwoje! Gdy chcialam odejsc, upil sie, dostal mandat,policjanci sie zlitowali nad nim, ze ma taka okropna dziewczyne i dostal tylko stowe. Za kolejnym razem, kiedy uswiadomilam go ze nie wiem co czuje, nie moge powiedziec "kocham", nawet sie nie przejal..przeszliy do porzadku dziennego.
Teraz on wysyla mi kazdego dnia wiadomosci z opisem jak bardzo mnie kocha oraz jak bardzo mu mnie zalezy. Jest to mile, lecz nie potrafie sie z tego do konca cieszyc. Przerazaja mnie jego deklaracje.
Teraz on wysyla mi kazdego dnia wiadomosci z opisem jak bardzo mnie kocha oraz jak bardzo mu mnie zalezy. Jest to mile, lecz nie potrafie sie z tego do konca cieszyc. Przerazaja mnie jego deklaracje.
Dante Lupus
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Bo próbuje Ci uświadomić, że Cie dalej kocha i tak dalej... Ja robiłam to samo, przez pierwsze kilka dni, pisałam ze Go kocham, prosiłam żeby wszystko przemyślał... Teraz wiem, ze było to zupełnie niepotrzebne, nie można nikogo zmusić do miłości. Jeżeli z Twojej strony nie ma miłości po prostu skończ z tym...Męczysz się z tym coraz bardziej. Musisz znaleźć w sobie tą siłę żeby zakończyć to wszystko. Może podświadomie obawiasz się jak On to wszystko przyjmie itd. Ale naprawdę, lepiej teraz niż później, bo cierpienie będzie jeszcze większe.
Where you invest your love, you invest your life...
Re: Rozum kontra serce: być albo nie być
Tellinee nikt Cię nie będzie oceniał... sama musisz podjąć decyzję... i do końca trzymać się podjętej decyzji....
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość