Hejka
Tamirko, jednak nie pytaj o te truskawki.... Bo zostalo mi 170zł do następnej wypłaty 500+ a to dopiero za ponad 3 tygodnie, a od meża nie chcę brać (tzn prosić).
Ten Marcela wyjazd mnie trochę kosztował a to jakieś drobne
zakupy tam a to siam i zaraz będę bez kasy.
A w sierpniu książki to też 300zł pójdzie bo podreczniki używane odkupię ale ćwiczenia muszą być nowe.
Daruję sobie truskawki w tym roku... ciast i tak piekę coraz mniej.
Do "Mulka" mówisz? Raz tam pojechaliśmy, ludzi zawsze pełno a ja się zawsze dziwię czemu. Ceny jak z kosmosu a jak zobaczyliśmy kartę to w tym menu nic dla siebie nie znalazłam, Marcel też nie. No i wyszliśmy stamtąd. Za to w Kczewie (koło Przodkowa) jest przepyszne jedzenie, ludzi też zawsze multum ale jedzenie to dla nas tylko tam.
Smużka, wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy
Sasza, no to masz sporo tych krzaków. Porzeczki dziś sobie kupiłam na rynku, szkoda że Marcela nie ma bo on też lubi.
Ale tylko na dwóch stoiskach mieli. Ja kupiłam po 6zł. Nie wiem jak zjem to kilo to będę zakwaszona chyba

Widzialam fragment Projektu Lady..... w ogóle ta ze 101 dalmatyńczyków

jedna strona głowy ciemna, druga jasna

uśmialam się z niej
Halinko, bardzo się cieszę, że Ani podobala się kartka

Przyznam, że to było moje najtrudniejsze zamówienie

Spokojnej drogi do Kalisza
Kasia, no w
pracy to będziesz miala chłodno...
Marcel dziś rano ze mną pisał na fb, ale i zdjecia są na stronie ich drużyny.
Byli wczoraj na kręglach i na zakupach w Biedronce i na spacerze, dwa treningi mieli a wieczorem grali na Plejce w Fifę
Tylko co zła jestem bo była mowa że wodę do picia będą mieli do bólu a dziś Marcel pisze, że muszą kupować w automacie który stoi w szkole. To już mu napisałam żeby sobie kupił dużą butelkę albo dwie w Biedronce i miał na caly dzień. Przecież oni kupę kasy by zostawili w takim automacie. Pół litrowa butelka kosztuje 2 zł jak duża 1,5 a nawet biedronkowa żywca 1.75l kosztuje 2zł a wiadomo jak się chce pić po treningu i w ogóle w upał.
Dziś z rana już byliśmy na rynku, kupiłam sobie czereśnie i porzeczki, wróciłam, odkurzyłam, umyłam łazienkę, teściowa ma ugotowany gulasz a ok 15 jedziemy do tej ich wnuczki co w październiku wyszła za mąż i mieszka w naszej wiosce.
I w ogóle jestem wściekła bo wczoraj zostało trochę mojej zupki pieczarkowej, schowalam do lodówki i mówię, będę miała na dzisiaj.
A dziś przyjeżdżam z rynku, patrzę, a ktoś do niej wrzucił makaron, taki jak do spaghetti długi. No jak mam w zupie ziemniaki to nie daję makaronu a jak chcę makaron to sobie kładę na talerz i zalewam zupą a nie niszczę komuś zupy!!!! Ach jaka wściekła jestem
