Poznałyśmy go razem na wakacjach, od razu wpadł nam w oko, zarówno mnie jak i mojej przyjaciółce. Los chciał, że to ciacho trafiło się własnie mi i zostało ze mną ( i nadal przy mnie jest
Prawie rok temu udało mi się znaleźć całkiem atrakcyjną pracę, aczkolwiek pochłaniającą ogrom czasu (również w weekend),dlatego nie mogę poświęcić go dla faceta. Pewnego dnia zadzwonił do mnie i skarżył się jak to się bardzo nie nudzi i jak za mną tęskni (mieszkamy w obcym mieście gdzie nie ma znajomych), wtedy ja wspaniałomyślnie zaproponowałam, że może spotkałby się z Gosią, ona aktualnie chyba też jest wolna... ok podłapał pomysł, spotkali się, spotkanie było widocznie udane, więc ostatnio znów to powtórzyli. I wszystko na prawdę byłoby ok, ja nie czułam żadnej zazdrości ( ba, wręcz cieszyłam się, że tak świetnie się dogadują), aż do sytuacji sprzed kilku dni kiedy owa przyjaciółka nocowała u mnie... gadka szmatka, wiadomo jak to babskie wieczorki, winko i te sprawy, nagle nawinął się temat związany z ich ostatnim spotkaniem, no i ona zaczęła go zachwalać, że super facet, że z ambicjami, że można mu się zwierzyć, że coś tam jej doradzał... (już serduszko zaczęło mi bić szybciej, nie miałam pojęcia, że ta relacja jest aż tak bliska !!), no i jakoś tak mimochodem dowiedziałam się, że podczas owego wieczoru leżeli sobie na łóżku (które rozłożyła przy nim i zaproponowała że się położą, jedli ciastka i oglądali teledyski). Wiem, może przesadzam, może to zupełnie normalne, że ludzie którzy się w zupełnie aseksualny sposób lubią zwierzają się sobie, jedzą ciastka i że nie powinnam być zazdrosna, jednak życie chciało inaczej i wpadłam w dziki szał zazdrości. Oczywiście przy niej wszystko ładnie pięknie, wolałam nie reagować jakoś super emocjonalnie, musiałam to sobie przemyśleć, ale jeżeli chodzi o niego to zupełnie się nie szczypałam. Zrobiłam meeeega wielką awanturę, porządnie odświeżyłam łacinę, dałam parę warunków i oczywiście się poryczałam. A jakże ;] on oczywiście, że przesadzam, że furiatka że psychopatka, że kocha tylko mnie bla bla blaaa... ( no tak tak, może i ma rację, cóż... ), ale nie wiem, nic więcej jeżeli chodzi o to spotkanie od niej nie wyciągnęłam, zresztą chyba nie dałbym rady zdzierżyć więcej... i proszę powiedzcie mi czy ja na prawdę przesadzam? czy mam podstawy aby być zazdrosną i ograniczyć im kontakt sam na sam?