wiem ze kazda z nas
ma lub miala podobny
przypadek w swoim
zyciu ale w ostatnim
czasie moje zycie
przerodzilo sie w
koszmar. Moja historia
jest bardzo dluga i
chcialabym aby ktoras
z Was mi doradzila i
przeczytala to co czuje
gdyz nikt inny ani ja
sama nie umiem sobie
pomoc. Bylam 6 lat ze
swoim facetem, w
pewnym momencie
naszego zwiazku on
wyjechal za granice i
zmienil sie, Zamieszkal
tam, mialam do niego
z czasem wyjechac ale
do tego nie doszlo.
Ogolnie to przezylam z
nim najpiekniesze
chwile mojego zycia.
Byl to moj "pierwszy".
Wszedzie razem
jezdzilismy, kazda
rocznice spedzalismy
razem, nasze urodziny
swieta.. wyjezdzalam
do niego na urlopy do
Niemiec. Bylismy
idealna para,
przysiegam ze nikogo
nie kochalam tak jak
jego nad zycie, bylam
w stanie oddac za
niego wszystko i
wskoczyc w ogien. on
zapewnial ze kocha
mnie nad zycie, ze
nigdy nie znajdzie
takiej kobiety jak ja. z
Czasem zaczelismy sie
od siebie oddalac, on
zrobil sie dla mnie
zimny, juz nie
przyjezdzal do mojego
domu i do moich
rodzicow tak czesto
jak wczesniej... czulam
ze to nie jest ta osoba
co kiedys. ze cos sie z
nim stalo az w koncu
pewnego dnia oznajmil
mi ze z nami koniec
bo cos sie w nim
wypalilo i ze to nie ma
sensu.Przezylam
depresje, nie moglam
jesc ani spac, bylam
wrakiem czlowieka,
czulam ze umieram i
sama sie wykanczam.
nikt nie umial mi
pomoc. rozstal sie ze
mna w listopadzie a w
grudniu mielismy isc
razem na zaplaconego
juz za nas Sylwestra.
odszedl ode
mnie.dokaldnie
miesiac po naszym
rozstaniu on zaczal
miec kogos. okazalo
sie ze poznal ta
dziewczyne na
studiach w czasie gdy
spotykal sie ze mna a
ja nawet nie
wiedzialam ze kogos
poznal, dowiedzialam
sie o tym i peklo mi
serce, wtedy
powiedzial do mnie ze
juz mnie nie kocha,
zebym nie pisala i nie
dzwonila bo ma kogos
i mam sie nie wtracac
w jego nowe
zycie,dowiedzialam sie
ze na tego Sylwestra
ktorego mielismy isc
razem zabral ta
dziewczyne i ona
nocowala u niego
potem w domu. ja tego
Sylwestra spedzalam
zaplakana sama
myslac o nim cala noc
i teskniac, myslalam ze
spedza go z kolegami
a okazalo sie ze
swietnie sie bawil.
dopiero potem po
czasie wyszlo. przez
kilka miesiecy nie
utrzymywalam z nim
kontaktu bo go zerwal
ze mna calkowicie.
staralam sie stanac na
nogi ale nie moglam.
po kilku miesiacach
odezwal sie do mnie i
przyjechal do mnie
proszac i pytajac czy
jest szanasa o
rozmowe. Nie chcialam
lecz zgodzilam sie.
wtedy to powiedzial mi
ze ta dziewczyna to
nie jest jednak to , ze
on z nia nie spal, ze
za mna bardzo tesknil
i zrozumial ze mnie
kocha nad zycie i juz
nigdy wiecej nie chce
mnie stracic.
powiedzial ze chce
miec ze mna dziecko i
wziac slub i prosil czy
wybacze mu to
wszystko i czy do
siebie wrocimy. nie
macie pojecia jak ja go
za to nienawidzilam.
ale serce mowilo jedno
a rozum drugie. po
dlugiej rozmowie
wybaczylam mu i bylo
miedzy nami pieknie,
kochalismy sie tak jak
kiedys, nasze rozmowy
byly szczere , czas
spedzony razem byl
cudowny. z czasem
dowiedzialam sie ze
on jednak sypial z ta
dziewczyna u niej w
domu na studiach,
bolalo mnie ze mowil
ze tak nie bylo a
czulam jednak ze tak
sie dzialo. serce mi
pekalo. kochalam sie z
nim i myslalam o tym
ze inna go dotykala i
calowala. nie umialam
zyc bez niego. tak oto
po tym powrocie
bylismy ze soba rok i
znowu zaczelo sie
sypac. Mam takiego
kolege ktory mieszka
w Anglii i znamy sie 6
lat a moj wtedy
chlopak jeszcze go nie
nawidzil. prosil bym
nie utrzymywala z nim
kontakt, mowilam ze
znajomych tez trzeba
miec i ze moje relacje
z tym kolega opieraly
sie tylko do czesc, do
zyczen z okazji swiat
czy urodzin. ten
kolega zawsze o mnie
pamietal. dokladnie w
te swieta Bozego
narodzenia 2015
wyslalam zyczenia
temu mojemu koledze
o tresci" Wesolych
Swiat" . nic wiecej.
moj chlopak to
zobaczyl i powiedzial
mi ze zlamalam dane
mu slowo bo
napisalam do jego
wroga a mialam tego
nie robic. mowie ze to
tylko kolezenskie
zyczenia bez
znaczenia bo tak
naprawde tylko moj
chlopak sie dla mnie
liczyl-nikt inny. on sie
wsciekl, powiedzial ze
dalej nas nie widzi.
powiedzial ze jestem
niewierna i nielojalna,
ze nie wyobraza sobie
zycia zkims kto pisze
do jego wrogow a
potem bym pewnie z
tym moim kolega
poszla do lozka. serce
mi pekalo, ze tak
mowil. czulam sie jak
ostatnie zero. nawet
tak naprawde nie wiem
czy moj chlopak pisal
z jakimis kobietami,
nie czytalam jego
smsow, nie mialam
hasla na jego portale.
staralam sie mu ufac.
On ponownie ode mnie
odszedl. Powiedzial ze
nie chce kogos takiego
jak ja i ze zrozumial ze
jednak naprawde mnie
nie kocha i ze to sie
wypalilo. powiedzial ze
nie chce miec nikogo i
ze z nami to koniec na
zawsze bo to nie jest
to samo co kiedys ,
prosil bym dala mu
spokoj , blagalam by
mnie zrozumial, ze
kocham go nad zycie,
ze chcialam naszego
dziecka. sluchajcie
wykanaczalam sie.! on
nie umial docenic i
zrozumiec tego ze
kocham go nad zycie i
oddala bym za niego
wszystko.! moja
depresja wrocila
ponownie, juz mija 4
miesiac od naszego
rozstania a ja nie
moge spac czesto i
moj kazdy dzien jest
walka o przetrwanie,
ciagle o nim mysle
24h na dobre i tesknie
strasznie. Kocham go
nad zycie a on calkiem
sie ode mnie odcial,
nie odzywa sie i nie
odpisuje na moje
smsy, nie oddzwania.
powiedzial mi tylko ze
mnie juz nie kocha i ze
na nas nie ma juz
szans zadnych . zero
powrotu. ze nie czuje
tego samego co ja.
powiem wam ze nie
wiem co dalej zrobic
ze soba bo kazdej
nocy gdy usypiam nie
mam czasem nawet
sily by oddychac,
wszyscy dookola
mowia ze umarlo we
mnie zycie i nie jestem
ta osoba co kiedys. ze
sie wykanczam. ja
poprostu go kocham
nad zycie i juz zadne
moje slowa nie
pomagaja by docenil
jaki dla mnie jest
wazny, Najgorsze jest
to ze tak przez tyle lat
zylismy na odleglosc,
on w Niemczech ja w
Polsce, czesto zjezdzal
ale wiem ze mial swoje
tajemnice. pewnego
dnia nakrylam go ze
bedac ze mna zalozyl
sobie konto na
niemieckim portalu
randkowym i znalazlam
go tam przez
przypadek. serce mi
peka ze szukal
przygod bedac ze mna
, nie wiedzialam o tym.
zdarzylo mi sie
nerwach do niego
czasem przeklnac, ale
nigdy bym go nie
zdradzila, zaluje
swoich bledow bardzo
i wiem ze oddala bym
za niego wszystko co
mam. on bardzo mnie
nie szanowal, czesto
do mnie klął mowiac
ze ja nie zasluguje na
szacunek bo go
prowokuje do tego by
mnie nie szanowal. raz
gdy byl na studiach
nie wrocil na noc a
czekalam na niego,
potem tlumaczyl sie ze
telefon mu sie
rozladowal i musial
pomoc rodzinie, ciezko
bylo mi uwierzyc. po
naszym rozstaniu
dowiedzialam sie ze
on czasami ćpa mimo
ze mowil ze tego nie
robi i dodam ze bral
dopingi na silownie.
ogolnie nie umiem sie
odciac od mysli o nim
i wyrzucic go z
swojego serca, bardzo
chcialam naszego
slubu i dziecka, 6 lat
przepadlo a ja tak
tesknie ze nie umiem
normalnie
funkjonowac, mysle
ciagle nad tym co
zrobilam zle, moze za
bardzo sie
doczepialam, moze nie
staralam sie mu na
maxa ufac... nie wiem.
wiem oddala bym
wszystko by byl .
pomozcie prosze i
doradzcie co mam
dalej robic bo czuje ze
wykanczam sie
psychicznie! nie wiem jak mozna
zakonczyc zwiazek
przez to ze napisalam
do znajomego
Wesolych Swiat.
przykre jest to ze ja
bym za nim wskoczyla
w ogien a on skresla
mnie takim czyms. jak
mysliscie gdzie
popelnilam blad? nie wiem juz
sama co
mam myslec...
naprawde. tesknie za
nim bardzo i to
wszystko wraca do
mnie, ciagle mysle czy
sobie znajdzie kogos
lepszego niz ja, mysle
o tym czy on sie
zmieni i bedzie dla
kogos lepszy niz dla
mnie.. moze wina tkwi
we mnie? wiem ze zrobilam blad
swojego zycia dajac
mu szanse po tym jak
odszedl do tamtej
kobiety, boli mnie to
wszystko bo tyl lat
razem, wychodzi na to
ze
zmarnowane....przykro
mi jest bo mnie nie
szanowal, ja robilam
dla niego wszystko co
tylko moglam by byl ze
mna szczesliwy a w
zamian dostalam kopa
w d**e.
Chcialabym sie z tego
wyleczyc ale za
kazdym razem gdy go
widze serce mi peka.
Boli mnie to ze
obwinial mnie o
wszystko, nie moglam
miec kolegow bo byl
mega zazdrosny.. z
czasem wyszlo ze on
ćpa a ja nawet o tym
nie wiedzialam ze mu
sie zdarzy to robic. Najgrosze jest
to ze
wtedy kiedy odszedl
do innej i wrocil bo
tamta go kopnela w
d**e to ja go
przyjelam, wtedy to on
obiecal mi ze juz nigdy
nie odejdzie, ze
zamieszkamy razem,
bedziemy miec
dziecko, ze docenil jak
wielki skarb stracil, ze
kocha mnie nad zycie i
z tamta nie bylo mu
tak jak ze mna i ze wie
ze lepszej kobiety w
zyciu nie znajdzie.
nawina bylam ze dalam
sie nabrac na takie
slowa.. pluje sobie w
brode za to... a po
takich slowach on
szuka byle pretekstu i
odchodzi za to ze
wyslalam koledze
zyczenia na swieta
tlumaczac sie ze
pewnie bym z tym
moim kolega poszla
kiedys do lozka....
chcialabym naprawde
uwierzyc ze to nie
moja wina, nie winic
siebie za wszystko ale
te mysli wracaja... raz
jest lepiej raz
gorzej...chcialabym sie
z niego wyleczyc i
najlepiej go nie
widziec... nie
spodziewalam sie ze
czlowiek moze tak
ranic drugiego
czlowieka.ja robilam
dla niego wszystko a
on teraz potrafi
powiedziec mi ze to
koniec, ze juz mnie nie
kocha i ze mam dac
sobie spokoj i usunac
jego numer bo
zrozumial ze jednak po
6 latach bycia razem
nie jestem tym czego
on szuka... serce mi
sie kraja jak mozna tak
ranic drugiego
czlowieka...
powiedzcie dziewczyny
dlaczego on mi to robi
i mnie tak niszczy? Boli mnie to
ze spedzilismy razem
tyle pieknych lat i
chwil a on tak
poprostu odchodzi i
zostawia mnie sama
przekreslajac
wszystko.. mam ciagle
w glowie wszystko co
razem robilismy, dzis
wszystko jest inne...
robilam dla niego
wszystko co moglam,
bylam gdy byl chory,
gdy bylo mu zle,
sprzatalam ,
gotowalam mu, bylam
na kazde jego
skinienie... wiem ze
zrobilam blad .
poswiecajac sie cala...
Nawet nie wiecie jak
wiele bym oddala by
stanac na nogi i byc ta
osoba ktora kiedys
bylam, bardzo bym
chciala z tego sie
wyleczyc ale nie
potrafie. wspomnienia
mnie zabiaja, mam zle
mysli i ogolnie
wszystko dla mnie jest
ciezarem, ze czuje ze
odsuwam sie od
ludzi... mysle o tym
dlaczego on sie nie
odzywa.. nie teskni,
nie kocha? jak
myslicie ? ciekawe co
jest w jego glowie
teraz... tez mysle ze
poznal jakas
Panienke... ze znowu
zrobil mi to co kiedys.
Wiem ze nie bylam
idelana, robilam bledy;
zdarzylo mi sie byc
niemila dla niego, ale
nie oszukiwalam go,
nie ranilam tak jak on
mnie a moje zle
zachowanie wobec
niego bralo sie ztego
ze on postepowal zle...
powiedzcie czemu ja
za wszystko sie winie?
jak mozna w jeden
dzien przekreslic tyle
lat? dzis przypomnialo
mi sie jak moj byly
kiedys nie wrocil na
noc bedac na studiach
a ten dzien mielismy
spedzic razem i
czekalam na niego z
utesknieniem a gdy
zadzwonilam zapytajac
gdzie jest to odebral
sluchawke i powiedzial
" jak wroce to bede " i
po tym sie rozlaczyl...
wtedy tego dnia nie
wrocil na noc a ja cala
noc nie spalam
zastanawiajac sie czy
wszystko z nim dobrze
i gdzie jest...
wiem ze teraz odkad
nie jestesmy razem to
on bedac tu w Polsce
nie wraca na noc do
domu ... wiem ze
kumplom swoim
opowiedzial ze jestem
niewierna i nielojalna..
za to ze napisalam na
swieta smsa koledze
ktorego on uwaza za
swojego wroga. Wiecie
co dziewczyny , na
koniec probowalam z
nim pogadac, wyjasnic
ze jest dla mnie
wszystkim co mam, ze
kocham go nad zycie a
wiecie co on mi
odpowiedzial?
powiedzial do mnie : "
a co Ty teraz k**wa
myslisz ze sie rzuce na
Ciebie i powiem Ci ze
Cie kocham czy co? Ja
Cie juz nie kocham i
nie ma dla nas juz
szans, wyleczysz sie z
tego i nie interesuj sie
tym co u mnie "
myslalam ze mi serce
peknie.... definitywny nasz
koniec byl pod koniec
marca, od tego czasu
on calkowicie zerwal
ze mna kontakt i prosil
bym tez nie pisala, nie
dzwonila bo mnie nie
kocha.. ja bylam w
czarnej rozpaczy i
dzownilam i pisalam
do niego, ostatni nasz
kontakt byl w majowke
i jeden dzien w swieta
wielkanocne. ale wtedy
to ja wyszlam z
propozycja spotkania a
nie on. Byl zly na
mnie, krzyczal i mowil
ze nie chce byc ze
mna, do tej pory
cisza.... widuje go u
mnie w miescie jak
przyjezdza z Tych
Niemiec i jedzie
autem.. serce mi wtedy
peka. ciezka mam
sytuacje bo moj
rodzony brat mieszka z
nim w Niemczech w
jednym domu, oboje
pracuja tam i razem
dom wynajmuja...
chcialabym by moj brat
nie mieszkal z nim bo
bylo by mi latwiej ale
nie mam na to
wplywu... zawsze jakos
sie zacznie temat
mojego bylego w domu
u nas nawet gdy
prosilam aby tak nie
bylo.
Czuje sie jak taki
Kod: Zaznacz cały
