Rozmawialam z narzeczonym o przyszłym ślubie, będącym na razie w fazie planów i powiedział, że obrączki mogłyby nawet być za 3 zł z bazarku, bo najważniejsza jest miłość, a zaoszczędzone pieniądze można byłoby przeznaczyć na WAŻNIEJSZE rzeczy... poczułam się jak jakiś śmieć... nie jestem materialistką, na zaręczyny nie dostałam żadnego pierścionka i nie widziałam w tym najmniejszego problemu, podobnie planujemy ślub i nie oczekuję hucznego wesela, a przeciwnie- jak najskromniejsze wszystko. Myślałam jednak, że zaoszczędzone pieniądze choć w części pójdą na wartościowe obrączki, które będą solidną, trwałą i nie byle jaką pamiątką jednego z najważniejszych dnia w moim życiu... Czy mam prawo czuć się rozczarowana takim podejściem faceta, czy jednak to ja mam jakieś fanaberie i przeżywam nie wiadomo, co...
Bo czuję się naprawdę fatalnie, jakbym nie zasługiwała nawet na porządne obrączki, nie chodzi mi tu o samą wartość materialną tylko o to, że w tak ważnej kwestii mój facet chce iść po najmniejszej linii oporu i generalnie wszystko mam na odwal, ze wszystkiego zawsze rezygnuję, nawet ślub będę miała absolutnie minimalistyczny, ale to nie znaczy, że chcę być w ten sposób lekceważona... Piszę tutaj, nie chcę mu nawet mówić o tym, bo wyjdę na jakąś materialistkę, choć, jak opisałam, na pieniądzach mi nie zależy tylko na SZACUNKU... tak tylko się chciałam wyżalić i spytać, czy jestem jakaś dziwna, że mnie to oburzyło...
pozdrawiam