Otóż to, masz racje. Tylko, że po prostu nie uważam, ze postawienie wojsk na granicy jest proporcjonalnym działaniem do sytuacji, która aktualnie ma miejsce na wschodzie Ukrainy. Polska ogranicza się do nawoływania do sankcji i aktywnego poparcia jednej ze stron. To już jest działaniem bynajmniej nie świadczącym o bierności i słabości państwa.Brak jakiejkolwiek reakcji dla odmiany jest oznaką polityki "chowania głowy w piasek" świadczącej o słabości państwa.
Co innego jakby "separatyści" (czyli rosyjskie wojska) zaczęli działać np. koło Lwowa i Łucka. Wtedy postawienie wojsk w pobliżu granic byłoby odpowiednim działaniem.
A proszę bardzoTym niemniej dziękuję za twoją uwagę zawsze lepiej wiedzieć więcej niż mniej![]()
Cały czas próbuje wytłumaczyć Ci pewien mechanizm działania funkcjonujący w polityce. Przecież nigdzie napisałam, że jedni mogą manewrować wojskiem gdzie im się to podoba, a inni tego nie mogą robić, bo zostanie to uznane za prowokacje.To czekaj, Rosja i Białoruś, mogą wg Ciebie dowolnie manewrować swoimi wojskami, nawet na granicy, a jak my się uwatwimy to prowokacja ??
To już bym raczej powiedziała że Rosja i Białoruś działają prowokacyjnie.
Chodziło mi o to, że każda taka akcja wywołuje reakcję.
Jeśli Polska wprowadzi swoje wojska na granice to Rosja i Białoruś zinterpretują takie działanie jako możliwa agresja. I jeśli te państwa zmobilizują swoje oddziały na ich granicy to Polska również odczyta to jako potencjalne zagrożenie.
W pierwszym przypadku takie działanie będzie prowokacją Polski wobec Rosji, w drugim Rosji wobec Polski. Obie sytuacje mają wspólny mianownik - umieszczenie wojsk przy granicy swojego sąsiada spotka się z jego reakcją.
Chyba nie potrafię tego jaśniej wytłumaczyć.