Różne charaktery...
Różne charaktery...
Witam. Ja i mój partner stanowimy zupełne przeciwieństwa siebie; ja jestem typem domatorki, lubię kapcię, kocyk, jedzonko i TV, dobrą książkę, on natomiast jest dosyć towarzyski. Próbujemy to jakoś pogodzić, ale czasami jest dziwnie...
Np. rok temu byliśmy na festynie. Pojechaliśmy na tę imprezę około godziny 15 czy 16. Może przez 2 lub 3 godziny nie było nic do robienie jak oglądanie, jak banda facetów ugania się za piłką. Festyn kończył się o 4 rano, a on wcześniej nie mówił, że będzie chciał zostać do końca.
Około godziny 22 czy 23 zapytałam się, czy wracamy. On powiedział, że bardzo chce zostać do końca, zgodziłam się z bólem serca, ale nie chciałam tańczyć. Byłam głodna,zmęczona, bolały mnie nogi i było mi w dodatku zimo, co więcej nie było tam żadnych moich znajomych, tylko pełno jego. Później on strzelił focha, że nie chcę tańczyć, zostawił mnie samą bo aucie (Byliśmy tam przez jakiś czas, bo było mi zimno.) Przyszedł jego kolega, żeby mnie namówić, żebym tańczyła z moim chłopakiem. Dla świętego spokoju zgodziłam się. Kiedy mojego chłopaka kumpel zapytał się o 2 nad ranem, czy wracamy (Bo wracał z nami), minuta i już nas nie było. Często jest tak, że jesteśmy u jego znajomych; raz że jestem nieśmiała, a dwa że nie mam z nimi o czym rozmawiać, a trzy to to, że jestem raczej małomówna i nie otwieram się przed obcymi. Po prostu na takich spotkaniach strasznie się nudzę i tylko czekam konca... Ja czasami też mam ochotę na imprezę, wypić coś mocniejszego, iść do klubu nocnego. To nie jest tak, że siedzę w domu jak stara babcia. Co o tym sądzicie? Macie podobne problemy w związku? Pozdrawiam.
Np. rok temu byliśmy na festynie. Pojechaliśmy na tę imprezę około godziny 15 czy 16. Może przez 2 lub 3 godziny nie było nic do robienie jak oglądanie, jak banda facetów ugania się za piłką. Festyn kończył się o 4 rano, a on wcześniej nie mówił, że będzie chciał zostać do końca.
Około godziny 22 czy 23 zapytałam się, czy wracamy. On powiedział, że bardzo chce zostać do końca, zgodziłam się z bólem serca, ale nie chciałam tańczyć. Byłam głodna,zmęczona, bolały mnie nogi i było mi w dodatku zimo, co więcej nie było tam żadnych moich znajomych, tylko pełno jego. Później on strzelił focha, że nie chcę tańczyć, zostawił mnie samą bo aucie (Byliśmy tam przez jakiś czas, bo było mi zimno.) Przyszedł jego kolega, żeby mnie namówić, żebym tańczyła z moim chłopakiem. Dla świętego spokoju zgodziłam się. Kiedy mojego chłopaka kumpel zapytał się o 2 nad ranem, czy wracamy (Bo wracał z nami), minuta i już nas nie było. Często jest tak, że jesteśmy u jego znajomych; raz że jestem nieśmiała, a dwa że nie mam z nimi o czym rozmawiać, a trzy to to, że jestem raczej małomówna i nie otwieram się przed obcymi. Po prostu na takich spotkaniach strasznie się nudzę i tylko czekam konca... Ja czasami też mam ochotę na imprezę, wypić coś mocniejszego, iść do klubu nocnego. To nie jest tak, że siedzę w domu jak stara babcia. Co o tym sądzicie? Macie podobne problemy w związku? Pozdrawiam.
-
paula
Re: Różne charaktery...
to, że jesteś w towarzystwie jego znajomych, wcale nie oznacza że masz się jakoś niesamowicie przed nimi otworzyć. Najlepszym i najbardziej neutralnym tematem będąc w towarzystwie innych jest opowiadanie o hmm.. np. waszych ostatnich wakacjach na których coś tam się wydarzyło.
Ja nie mam za dużo znajomych, raczej jestem nie tyle domatorką, co po prostu nigdy nie szukałam znajomych. Poza tym szkoda mi kasy na np. kręgle czy piwo, bo zarabiam ale niezbyt dużo.
Mój facet natomiast ma kilku kumpli z którymi się spotyka itd. Ja nie chodzę na te spotkania bo miałabym potem problem z powrotem do domu. Ale to wcale nie zmienia faktu że będąc czasem w towarzystwie mojego faceta i ich znajomych, mam się czuć skrępowana. Co prawda nie mam z nimi za wiele tematów wspólnych, ale jak mówię - najczęściej opowiadamy o jakichś tam sytuacjach które nas spotkały.
Jeśli chodzi o to że nie chcesz chodzić z nim do znajomych.. cóż.. nie chcesz, to nie chodź
przecież nikt Cię nie zmusza. Ale jednocześnie postępuj jak ja - czyli ja nie chodzę z nim i nie mam o to pretensji że on sobie wychodzi a ja siedzę w domu
wtedy jest i wilk syty i owca cała
Ja nie mam za dużo znajomych, raczej jestem nie tyle domatorką, co po prostu nigdy nie szukałam znajomych. Poza tym szkoda mi kasy na np. kręgle czy piwo, bo zarabiam ale niezbyt dużo.
Mój facet natomiast ma kilku kumpli z którymi się spotyka itd. Ja nie chodzę na te spotkania bo miałabym potem problem z powrotem do domu. Ale to wcale nie zmienia faktu że będąc czasem w towarzystwie mojego faceta i ich znajomych, mam się czuć skrępowana. Co prawda nie mam z nimi za wiele tematów wspólnych, ale jak mówię - najczęściej opowiadamy o jakichś tam sytuacjach które nas spotkały.
Jeśli chodzi o to że nie chcesz chodzić z nim do znajomych.. cóż.. nie chcesz, to nie chodź
wtedy jest i wilk syty i owca cała
Re: Różne charaktery...
Może pewniej byś się czuła gdyby imprezy z jego znajomymi odbywały się u Was? Taki grill np, ze 2 razy chociaż na początek, na "swoim terytorium" będziesz troche śmielsza w dodatku będziesz czuła się w obowiązku zagadywać trochę gości żeby się czasem nie poczuli że są przez ciebie nie mile widziani. Ja tez jestem nieśmiala, ale to taki mój wypróbowany sposób
Potem z kolei będąc u nich już jest lepiej 
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Re: Różne charaktery...
Nie mam podobnych problemów bo nie jestem w żadnym związku ale myślę tak jak dziusia że grill u ciebie był by dobrym rozwiązaniem na początek, po to żeby poznać jego znajomych. Jak wiadomo czym ludzi lepiej znasz to jest więcej tematów do rozmów i przede wszystkim się bardziej do nich otworzysz.
Adrian

Re: Różne charaktery...
Tylko chodzi o to, że to nie jest jakaś grupka np. 3 czy 6 najlepszych znajomych, z którymi on się spotyka. On ma bardzo wielu znajomych, a poza tym mieszkam w bloku, więc o grill byłoby tu trudno. I co z tego, że coś tam zorganizuje, jak za 2 dni mi wyskoczy, że jedziemy do zupełnie kogos innego? I wprzypadku tych ''innych'' będzie znów ten sam problem.
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Różne charaktery...
jeśli nie potrafisz zaakceptować tego po prostu pomysl o rozstaniu bo nadajecie na innych falach ty się meczysz a to niewrozy udanego związku .
-
Basia1994
Re: Różne charaktery...
Muszą oboje znaleźć kompromis, bo faktycznie ustępstwa tylko z jednej strony nic dobrego nie wróżąelzbieta45 pisze:jeśli nie potrafisz zaakceptować tego po prostu pomysl o rozstaniu bo nadajecie na innych falach ty się meczysz a to niewrozy udanego związku .
Re: Różne charaktery...
Dokładnie. W związku jakieś kompromisy muszą być. Nie powinno się robić za każdym razem czegoś, czego się nie lubi po to żeby tylko jedna osoba w związku była zadowolona.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Różne charaktery...
To nie jest tak, że u nas w ogóle nie ma żadnych kompromisów. Ostatnio kiedy byliśmy w klubie nocnym na imprezie po kilku drinkach chciało mi się spać itd., kiedy to dostrzegł mój partner, od razu pojechaliśmy do domu( zaznaczam, że nie byłam pijana). Albo ja czasami proponuje jakiś wypad na imprezę. Problem stanowi również to, że on zarabia,ja natomiast właśnie skończyłam szkołe,praktycznie nie mam żadnych pieniędzy i często nie zgadzam się na jakiś wypad, bo głupio mi, że on musi mi wszystko fundować, chociaż sam wstęp gdzieś tam, bo nie mam śmiałości, żeby prosić go o jakieś tam fanaberie. On często chce mi coś kupić, a ja się nie zgadzam, wystarczająco dużo wydaje pieniędzy na sam dojazd do mnie...
Re: Różne charaktery...
To nieprawda, że za każdym razem, robimy to, na co on ma ochotę. Często mówię mu wprost, że mi się nie chce gdzieś jechać, że nie mam o czym rozmawiać z jego znajomymi (głównie facetami) itd... Czasami odpuszcza, a czasami nie...Blackfox pisze:Dokładnie. W związku jakieś kompromisy muszą być. Nie powinno się robić za każdym razem czegoś, czego się nie lubi po to żeby tylko jedna osoba w związku była zadowolona.
Re: Różne charaktery...
Ok. Niestety nie z każdym złapie się wspólny temat i nie każde towarzystwo pasuje. Też są osoby ze strony mojego faceta, z którymi nigdy nie będę mieć wspólnego tematu i przy spotkaniach z nimi odechciewa mi się odzywać, ale od czasu do czasu można to przetrawić. Nie musisz się otwierać przed znajomymi swojego faceta. Ja nigdy nie przejmowałam inicjatywy w rozmowie ze znajomi połówka, których np. pierwszy raz widziałam na oczy, później drugi, trzeci, czwarty. Po jakimś czasie znajomości same zaczęły się rozwijać. Oczywiście nie wszystkie, bo o czym można rozmawiać z kimś kto nadaje na zupełnie innych falach albo nie stara się nawiązać rozmowy? Ktoś będzie chciał z Tobą złapać lepszy kontakt to, to zrobi -nie, to nie. Ważne, że wtedy masz przy sobie swojego faceta, z którym rozmowa się klei i do którego możesz odezwać w każdej chwili żeby nie było "cicho".female20 pisze:To nieprawda, że za każdym razem, robimy to, na co on ma ochotę. Często mówię mu wprost, że mi się nie chce gdzieś jechać, że nie mam o czym rozmawiać z jego znajomymi (głównie facetami) itd... Czasami odpuszcza, a czasami nie...
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
-
Basia1994
Re: Różne charaktery...
Ja to widzę tak że czujesz się niedowartościowana, chciałabyś mieć większy wpływ na wasz związek, żeby więcej od ciebie zależało. Może idź do pracy, zacznij się realizować to na pewno ci pomoże. A on będzie wtedy bardziej o ciebie zalegał jak zobaczy że nie jesteś od niego zależna 
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość