Potrzeba samotności w związku
-
guha
Potrzeba samotności w związku
Pierwszy raz poczułam, że kogoś kocham, nigdy wcześniej nie chciałam się na 100%angażować. Mój partner też pierwszy raz wiązał się na poważnie. Jesteśmy dobrani fizycznie, mentalnie, intelektualnie. Jednak ja nie czuję się szczęśliwa, wręcz przeciwnie. Mimo świadomości, że to Ten, że nie zamieniłabym go na nikogo innego jest mi z nim źle. Po prostu z natury jestem wolnym ptakiem. Ptakiem, który za wszelką cenę będzie walczył do końca o wolność. Czasem zastanawiam się, czy w ogóle się nadaję do poważnych związków, z drugiej strony kocham i jestem kochana. Mam wrażenie, jakbym została zamknięta w złotej klatce. Mój partner zrobiłby dla mnie wszystko, ale to on wie co dla mnie najlepsze, jak żyć, jak pracować, jak odpoczywać. Jego znajomi moimi, jego hobby to przecież moje, a ja mam to gdzieś. Zupełnie gdzieś. Ufam mu, więc nie obchodzi mnie gdzie i z kim wychodzi, jakie są jego zainteresowania i pasje. Przecież nie musimy ich dzielić. Moje pasje, moje środowisko było moje, do czasu... Do czasu, aż się nie związałam. Ba, nawet moje przeżycia duchowe są w zakresie jego zainteresowań, dogłębnych. Do tego stopnia, że jeździ ze mną na spotkania wspólnotowe mimo, iż jest innego wyznania.
Tłumaczyłam raz i usłyszałam odpowiedź "przykro mi, że tak szybko się mną znudziłaś." Próbowałam jeszcze raz dokładnie przedkładać temat, nie pomogło. Wciąż wydawał się bardzo urażony. I mam wrażenie, że albo on tak bardzo się boi rozłąki ze mną i to silnie przeżywa, albo próbuje teatralnymi scenami rodem z tragedii mnie zmiękczyć i jeszcze bardziej przywiązać do siebie, a ja... Im bardziej ktoś próbuje mnie zatrzymać, tym mocniej się wyrywam i oddalam. To czego się boję to to, że ten silny prawdziwy mężczyzna może nie znieść rozłąki i to nie zatrzymuje przed jakimi kolwiek drastycznymi działaniami(ale nie chodzi mi o rozstanie, bardziej terapię szokową).
Może mężczyznom trudno to zrozumieć, bo to kobiety zazwyczaj ich uziemiają, nie na odwrót. Jestem sobą i odkąd pamiętam najlepiej czuję się w towarzystwie... Własnym.
Tłumaczyłam raz i usłyszałam odpowiedź "przykro mi, że tak szybko się mną znudziłaś." Próbowałam jeszcze raz dokładnie przedkładać temat, nie pomogło. Wciąż wydawał się bardzo urażony. I mam wrażenie, że albo on tak bardzo się boi rozłąki ze mną i to silnie przeżywa, albo próbuje teatralnymi scenami rodem z tragedii mnie zmiękczyć i jeszcze bardziej przywiązać do siebie, a ja... Im bardziej ktoś próbuje mnie zatrzymać, tym mocniej się wyrywam i oddalam. To czego się boję to to, że ten silny prawdziwy mężczyzna może nie znieść rozłąki i to nie zatrzymuje przed jakimi kolwiek drastycznymi działaniami(ale nie chodzi mi o rozstanie, bardziej terapię szokową).
Może mężczyznom trudno to zrozumieć, bo to kobiety zazwyczaj ich uziemiają, nie na odwrót. Jestem sobą i odkąd pamiętam najlepiej czuję się w towarzystwie... Własnym.
-
dzo
Re: Potrzeba samotności w związku
a czego Ty tak naprawdę chcesz od życia ??
chcesz być singlem czy być w związku ?
bo nie da się połączyć tych dwóch rzeczy a Ty to próbujesz chyba zrobić
chcesz być singlem czy być w związku ?
bo nie da się połączyć tych dwóch rzeczy a Ty to próbujesz chyba zrobić
-
guha
Re: Potrzeba samotności w związku
Chcę dzielić szczęście z osobą, którą kocham nie tracąc jednocześnie wolności.
-
dzo
Re: Potrzeba samotności w związku
no to jeśli Twój partner ma na ten temat inne zdanie to może lepiej się rozstać
-
guha
Re: Potrzeba samotności w związku
Wydaje mi się, że rozstanie nie jest rozwiązaniem, tak jak wyjściem z problemów małżeńskich nie są rozwody.
-
dzo
Re: Potrzeba samotności w związku
ale skoro Ty masz inne priorytety w życiu a Twój partner inne to jakie widzisz rozwiązanie ?
-
guha
Re: Potrzeba samotności w związku
To nie są prorytety, tylko naturalne potrzeby. Ja nie zamieniam go na babskie wieczory, zakupy, hobby. Gdybym znała rozwiązanie to chyba by mnie tu nie było... Nie chce być zagłaskana na śmierć i trzymana w złotej klatce. Po prostu nie umiem tak żyć, Wydaje mi się, że każdy człowiek ma inne potrzeby odnośnie przestrzeni życiowej.
-
dzo
Re: Potrzeba samotności w związku
to wszystko co napisałaś wyżej powinnaś powiedzieć w takim razie partnerowi
słowo w słowo
słowo w słowo
-
MałaM
Re: Potrzeba samotności w związku
Powinnaś spróbować z nim porozmawiać na takiej zasadzie, że mu na początku wyjaśnisz, że nie jesteś jego wrogiem tylko przyjacielem i żeby on się nie obrażał tylko Cię wysłuchał bo zależy Ci na tym związku i chcesz go naprawić a nie kończyć. W związku potrzebna jest zarówno wspólna przestrzeń partnerów jak i każde z osobna powinno mieć fragment swojego życia w którym ta druga strona nie uczestniczy. On nie powinien aż tak wkraczać w twoje życie, bo przekracza pewne granice, w takim układzie długo nie przetrwacie i szybko Cię straci. Jeśli po tych rozmowach on tego nie zrozumie, to niestety pozostaje tylko rozstanie, bo niestety ale ludzie aż tak się nie zmieniają na dłuższą metę jeśli są przekonani, że wszystko robią dobrze.
-
Kassandra
Re: Potrzeba samotności w związku
Z mojej perspektywy widzę to tak. Jesteś kobietą, która nauczyła się być twardą, dominującą.guha pisze:Pierwszy raz poczułam, że kogoś kocham, nigdy wcześniej nie chciałam się na 100% angażować. (...)
Może mężczyznom trudno to zrozumieć, bo to kobiety zazwyczaj ich uziemiają, nie na odwrót. Jestem sobą i odkąd pamiętam najlepiej czuję się w towarzystwie... Własnym.
I jakoś tak się dzieje, że zwykle dopełniamy się z partnerami na zasadzie: im bardziej ja jestem dominująca, tym On ma mniej miejsca na to. Jeśli chcę mieć więcej wolności, to druga strona chce mi na mniej tej wolności pozwolić. I odwrotnie.
Zwykle to kobietki kurczowo się trzymają facetów i za wszelką cenę chcą im wszystkiego zabronić i kontrolować. I im bardziej to robią, tym faceci bardziej się zrywają. U Was jest, zdaje się, odwrotnie.
Po tym co piszesz, wygląda na to, że to na Tobie spoczywa inicjatywa do zmian. Potrzebujesz przestrzeni. I ja to rozumiem. Może nawet należysz do osób, które kochają być wciąż w ruchu, coś robić, jeździć.
Zwykle ludzie rozstają się, jeśli jedno się zmienia i rozwija, a drugie nie.
Czasami pierwsze związki, a nawet małżeństwa biorą się z błyskawicznej chęci zaspokojenia lęku przed byciem samotną. I z potężnej potrzeby akceptacji przez drugą osobę. A potem okazuje się, że jedno z nich zmieniało się, a drugie stało w miejscu.
Klasycznym momentem próby jest ten, kiedy kobieta rodzi dziecko i bierze się za jego wychowanie, poświęcając się w całości. W tym czasie facet ma komfort rozwijania zainteresowań w pracy czy w swojej firmie. Z jego perspektywy ona stoi w miejscu. To okres w których nawet średniomądra inna baba zamacha cyckami i poświęci mu więcej uwagi i będzie go miała. Bo dała mu swoje zainteresowanie. I to w tym momencie jest nawet ważniejszy afrodyzjak.
Ale wracając do tematu. Przed Wami sporo zmian. I Ty, guha, jesteś za to odpowiedzialna. Chcesz związku i wolności. Znakomicie. Tylko zaryzykuję tezę, że on zupełnie nieświadomie porównuje Cię do swojej apodyktycznej matki.
Zaimponowałaś mu innością. Ale najlepsze dopiero przed Wami. Bo wymykasz się standardom. To jest tak, jak budować dom zupełnie od podstaw, od wykopania fundamentów. Dobrze jest, to robiąc, mieć szczegółowe plany. Umiejętności można się nauczyć.
Musisz go wszystkiego nauczyć. I to najlepiej nieświadomie. Tłumaczenie nie zawsze skutkuje. Chociaż warto komunikować mu o swoich oczekiwaniach.
Gra pod tytułem "przykro mi, że tak szybko się mną znudziłaś" jest niewarta wchodzenia.
Przecież dla Ciebie miłość = wolność, prawda? Dla Ciebie realizacja potrzeby wolności umożliwi Ci rozkwitnięcie w pełni. Także dla niego. Im szybciej go tego nauczysz, tym lepiej dla Was.
Całus,
K.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość