opowiem Wam moja historie...

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
jess
Jestem tu nowa :)
Posty: 1
Rejestracja: czw maja 09, 2013 9:59 pm

opowiem Wam moja historie...

Post autor: jess »

pisze, o musze przelac, to co tak dlugo tlamsze w sobie...
od poczatku... kilka lat temu, zaraz po maturze wyjechalam z Polski za granice, wychodzac z zalozenia, ze popracuje chwile, wroce do PL i bede miala na lepszy start, niestety jak to w zyciu bywa, bylo ciezko z praca, jezykiem, mieszkaniem itd, bylam zdana tylko na siebie, na poczatku zarabialam marne grosze pracujaj calymi dniami w jakiejs knajpie jako kelnerka, pozniej calkiem przypadkiem poznalam na imprezie kolesia, ktory jak twierdzil zakochal sie we mnie od pierwszego wejrzenia, bez wzajemnosci z mojej str , ale spotykalam sie z nim, moze dlatego tez, ze nie mialam innych znajomych, po kilku miesiacach zamieszkalismy razem, ja zrobilam to chyba tylko ze wzgledow finansowych, bo tak na prawde nic nie czulam do niego i on dobrze tym wiedzial, jednak w zyciu nikt nie byl dla mnie tak dobry i to mnie chyba przy nim trzymalo, niestety po niedlugim czasie, ujawnilo sie ze pomomo licznych zalet jest alkoholikiem, czego ne moglam przezyc, moj ojcicec tez nim byl i dzieki wspomnieniom z dziecinstwa nie moglam byc z tym czlowiekiem, chociaz nie byl agresywny po akloholu itd , zaczelam szukac innego wyjscia, on zaczal zadawac sie z jakimis nieodpowiednimi ludzmi, narobil sobie dlugow, do dzis pamietam walenie do dzwi i okien w srodku nocy i cigly strach jak wracalam do domu... wiedzialam ze musze z tmtad uciec, poznalam w miedzy czasie innego chlopaka, ktory od razu mi sie spodobal, byl totalnym przeciwnienstwem, taki "niegrzeczny chlopczyk" i ja juz wiedzialam, ze chce z nim byc, po kilku tygodniach znajomosci zamienilismy sie numerami, zaczelismy sie sptykac, ale na gruncie czysto kolezenskim, moj "partner' wiedzial o wszystkim, jasne, ze mu sie to nie podobalo, ale wiedzial, ze ja i tak zrobie to co chce, poza tym byl za bardzo we mnie zakochany, poza tym chlopak strasznie sie pogubil, juz nie potrafilam mu pomoc, ciale pil itd... wiem, jak t brzmi, mozecie mnie oceniac, mam to gdzies, ja tez bardzo zaluje tego co robialam, zalowalam od poczatku, ale wiedzialam, ze nie moge z nim tam zostac ... jak sie pewnie domyslacie, odeszlam od tego pierwszego, przeprowadzilam sie do nowego i na poczatku bylo na prawde fajnie, moze nie tak jak sobie to wymarzylam, ale zawsze cos ... cos lepszego, niedlugo pozniej wynajelam sobie mieszaknie, chcialam sobie radzic sama i to juz byl ten pirwszy symptom, na ktory powinnam zwrocic uwage wtedy, tylko jak sie dowiedzial, strasznie sie poklucilismy, nie mogl zrozumiec tego, ze chce byc samodzielna, coraz bardziej okazywal zazdrosc, zmienial sie i to w nieprzecietnym tepie, nie moglam tego zrozumiec, jednak spotykalismmy sie dalej, ja bylam coraz bardziej zakochana, chcialam dla niego jak najlepiej, ustepowalam na kazdym kroku, zgadzalam sie na wszystko po powiedzial, odwiedzalismy jego przyjaciol, ktorych z reszta za bardzo nie lubilam, ale robilam wszystko, zeby tylko byl zadowolony... wszystko byloby pewnie pieknie, ladnie, gdyby ie to, ze dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy, swiat zawalil mi sie na glowe z podwojnym hukiem! chcialam umrzec, juz wtedy zdalam sobie sprawe, ze mam przejebane, to za malo powiedziane, od razu zaczelam wyszukiwac klinki, albo inneg sposobu, zeby sie pozbyc ciazy, mialam juz nawet umowione spotkanie, chcialam kupic tabletki, jednak cos mi na to nie pozwolilo, pozbieralam sie i powiedzialam mu jaka jest sytuacja, nie oczekiwalam, ze sie ucieszy, ale takiej reakcji takze nie, to bylo cos po prostu jakby dowiedzial sie o zwolnieniu z pracy, no nic przyjemnego, juz wtedy wiedzialam, ze nie bedzie latwo, ale pokochalam to malenstwo pod sercem i obiacalam sobie, ze zrobie szystko zeby bylo szzeasliwe... okres ciazy wspominam jako jednen z najgorszych momentow w zyciu... ten czlowiek uczynil mi pieklo na ziemi, pamietam jak stalam w oknie kamienicy na 6 pietrze juz pogodzona z faktem, ze za chwile umre, juz bylam po drugiej str okna, ale zadzwonila mama i pomyslalam, jakby to bylo jakby sie dowiedziala, oczywiscie nie miala pojecia o ciazy itd. takich zalaman mialam kilka, juz w pozniejszych miesiacach, po "przymusowym" slubie, tylko dla ubezpieczenia, kilka razy wyrzucal mnie z domu, np dlatego, ze na obiad nie bylo miesa, poza tym nie mial sie do czego przyczepiac, ale zawsze znalaz jakis powod, o ktory wszczybak wielkie awantury... okolo 6 miesiaca przestalam pracowac, to tez bylo dla mnie straszne, bo odcielam sie od jedynego zrodla dochodu, od niego dostawalm jakies smieszne grosze, a mialam odlozone kilak groszy na czarna godzine, z dnia na dzien robilo sie coraz gorzej, chociaz byly czasem dobre momenty, nie wiedzialam kiedy znow mu odbije, cieszylam sie jak wychodzil z kumplami na cale noce, nawet mi to nie przeszkadzalo, kilka razy, juz pozniejszej ciazy wyrzucil mnie z domu, na prawde nie mialam do kad isc, przygarnial mnie jego kumpel, jednak zawsze wracalam, nie mialam innego wyjscia, kilka tyg przed porodem, zamknelam sie w sypialni, bo u nas byla cala banda jego kolezkow, cpanie, chlanie, mialam tego juz tak dosyc, a on wywarzyl dzwi kopniakami, tak sie wtedy balam, ucieklam z tmtad bez butow, czulam sie jak w jakims horrorze, wszyscy pobiegli za mna, zaczeki mnie szukac, tak sie balam wtedy, nie wiedzialam co mam robic, nawet teraz jak to pisze i sobie przypominam nie wiem czy bym sobie z tym znow poradzila... uciekalam, slyszalam ich krzyli, wolai mnie, a dla mnie juz bylo wszystko jedno, stalam na krawezniku i chcialam skoczyc pod nadjezdzajacy tramwaj, niestety nie zdarzylam, bo jeden z nich szarpanal mnie za ramie i w ostatnej chwli uratowal, wszyscy byli tacy przerazeni, tylko nie on, znow kazal mi sie wynosic itd jakos dotrwalam do porodu, urodzilam sliczna coreczke i nawet po porodzie mialam wrazenie, ze sie zmienilo cos, ze bedzie w reszcie normalnie, taaa cala glupia i naiwna ja i ta moja wiara w czlowieka ... ja szybko stracilam pokarm, lekarz powiedzial, ze to przez stres, oczywiscie juz za to bylam wyzywana itd.wszystko bylo na mojej glowie, dziecko, dom, zakupy itd, pamietam te nieprzespane noce jak za sciana impreza na maksa, dziecko nie moze spac i to jak strasznie palakalam probujac ja usypiac na rekach, problemy finansowe zaczely sie, kiedy on powaznie zachorowal, byl w szpitalu, pozniej dlugo jeszcze w domu, nie pracowal, jego wielcy przyjaciele, po kolei okazywali sie wielkimi oszustami, fajnie bylo do poki mozna bylo imprezowac, nie bede juz wspominac, ze on nie pomagal mi przy dziecku w cale, po pol roku nie mial pojecia jak przerac pampersa czy zrobic mleko, ale ja sobie radzilam, na szczescie poznalam tez dziewczyne z jego kumpla, ktora podejrzewam, dzieki temu, ze ten ja zstawil dla innej zblizyla sie do mnie, starala mi sie pomoc, duzo jej zawdzieczam, po kilku miesiacach zaczely na jaw wychodzic takie rzeczy np, ze "moj maz" jest nalogowym hazardzistom, i ze przewalenie wszystkich oszczednosci na wprawke dla dzieka nie bylo jednorazowe, przewalal wszystko co zarobil, pozniej zaczal dobierac sie do pieniedzy jakie dostawalam na dzieko od panstwa, dostawalam tylko marne grosze na jedzenie i pampersy z reszta i tak bylo nieraz, ze nie mialam co jej dac jesc, taki przelom nastapil, gdy ona miala ok roku, kolejny raz chcial zabrac mi karte do bankomatu, zeby zabrac pienadze i ja sie postawilam, pamietam wtedy jak mnie pobil, placz dziecka i wszystko jakby sie to dzialo wczoraj, z reszta nie mialam innego wyjscia, uwierzcie, pokiereszowalam mu twarz troche i bylo mu pozniej wstyd w pracy, ale obronilam sie pierwszy raz w zyciu nie bylam bierna i bylam z tego bardzo dumna
w naszym wspolnym zyciu nie wiele sie zmienilo, ale wiedzialam, ze nie pozwole sobie na to, zeby zniszczyl ,mnie czy dziecko, coraz bardziej stawialam na swoim, co jemu sie bardzo nie podobalo, ale we mnie z dnia na dzien rosla nadzieja, na lepsze jutro... gdy mala skonczyla 3 latka dostalam miejsce w przedszkolu, zaczelam szukac pracy, bralam cokolwiek, pracuje juz chwile, odlozyalm sobie troche pieniedzy, moje zycie z nim sie zmienilo, on juz wie, ze nie ma na mnie zadnego wplywu, ze nie moze mna juz sterowac, tak jak robil to do tej pory i wiem, ze mu sie to na maksa nie podoba, ostatnio to nawet ja wywalilam go domu, juz nie jest panem i wladca sytuacji i chciaz nadal tu jestem, wiem, ze w kazdym momenacie moge z tad odejsc, chociaz strasznie sie boje samotnosci, wiem, ze nie potrafie byc sama, ale to juz nie jest to zycie jakie mialam jeszcze 2 lata temu, wszystko sie zmienilo, dzieki mojej wierze, pracy i wytwalosci, wiem, ze pewnie nie jestem iealnym przykladem, pewnie powinnam dawno odejsc, ze wzgledu na dziecko i wielu z Was mnie potepi, ale chce tylko dac nadzieje, matkom w mojej sytuacji, dziewczyny nigdy sie nie poddajcie, mace dla kogo zyc, jest w kazdym z nas ta sila, wola przetrwania, to co Cie nie zabije, to Cie wzmocni
teraz juz tylko do mnie nalezy decyzja co zrobie w zyciu, mam nadzieje, ze zbie te sily na ten decydujacy krok, wiem, ze teraz nie decyduje tylko za siebie, ale za nas dwie, wiem tez ze bedzie dobrze, bo to co najgorsze juz chyba wycierpialamm, wiem, ze zycie przynosi wiele niepodzianek i to w najmiej oczekujacych momenatach, ale ja mam nadzieje, ze teraz to rozwinie sie pozytywnie dla nas obu, pragne teraz normalnego zycia, jak chyba niczego innego, przy boku osoby, ktora bedzie mnie kochac, sznowac i wspierac, wiem tez ze te wszystkie wydarzenia mialy ogromny wplyw na mnie, moj chrakter, nabralam wiekszego szacunku dla siebie, madrosci zyciowej i wiary, ciesze sie, ze jestem tu gdzie jestem i czekam na to lepsze jutro z niecierplioscia, dziewczyny, ja licze na Was, ja Wiem,ze sie uda!
jezeli chcecie sie czyms ze mna prywatnie podzielic podam adres meilowy
456
Kobietka Expert
Posty: 3949
Rejestracja: wt sty 08, 2013 11:05 am

Re: opowiem Wam moja historie...

Post autor: 456 »

Ech, dziewczyno naprawdę przeżyłaś horror. Nie potępiam Cię za nic, ponieważ nie Ty krzywdziłaś ludzi, to oni Cię krzywdzili. Pewnie będąc w Twojej sytuacji również miałabym wątpliwości, też bym chciała "uciekać". Nikt nie jest idealny przecież... Tak się nie raz beznadziejnie układa życie, ale pamiętaj że nadal jesteś jego panią. Ty możesz zapanować nad tym jak będziesz dalej żyła. Teraz masz śliczną córeczkę, masz dla kogo żyć. Nie dawaj się temu facetowi, weź sprawy w swoje ręce, bo to że teraz jesteś górą niczego nie znaczy. Może przyjść taki moment, że już będzie za późno, bo mu po prostu "odwali". Sama wierzysz i wiesz, że stać Cię na kogoś, kto będzie Cię kochać, szanować. Więc dąż do tego, zmieniaj swoje -wasze życie i nie patrz na tego faceta, który tyle czasu Cię krzywdził. Dbaj o siebie i o to, co dla Ciebie najcenniejsze. Z całego serca życzę Ci powodzenia.

"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Awatar użytkownika
Hadassa
Moderatorka
Posty: 22168
Rejestracja: czw mar 14, 2013 11:43 am

Re: opowiem Wam moja historie...

Post autor: Hadassa »

Przeczytałam i mam ciary na rękach... Tak jak mówi Black, to był horror i fakt, to nie Ty krzywdziłaś...
Ech... Masz dziecko, masz jakiś cel.. Masz prace oszczędności...
NA Twoim miejscu postarała bym się o rozwód i jakoś starała sobie ułożyć życie sama...
Podejżewam, że jesteś jeszcze młoda, więc spokojnie jeszcze kogoś znajdziesz..
Kogoś kto Cię i córkę szczerze pokocha i w końcu stworzysz rodzine..
Tego Ci szczerzę życzę...
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
elzbieta45
Kobietka Expert
Posty: 6529
Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am

Re: opowiem Wam moja historie...

Post autor: elzbieta45 »

Nikt cie nie potepi . dzielna z ciebie kobieta . Nie daj się . Co cie nie zabije to cie wzmocni
Awatar użytkownika
CynamonkaZrodzynkiem
Extra Kobietka
Posty: 270
Rejestracja: czw lis 22, 2012 1:20 pm

Re: opowiem Wam moja historie...

Post autor: CynamonkaZrodzynkiem »

Ja trzymam kciuki za Ciebie! Dasz sobie radę.
Amantium irae amoris integratio.
Awatar użytkownika
Jamelia
Moderatorka
Posty: 3270
Rejestracja: ndz sty 06, 2013 2:47 pm

Re: opowiem Wam moja historie...

Post autor: Jamelia »

O kurcze,czulam sie jakbym czytala kryminał... Współczuje Ci tych wspomnien jakie ci zostały, ale najwazniejsze ze sie Twe zycie w jakis sposob zmienilo. Nie rozumiem tylko po co dalej z nim mieszkasz skoro stac Cie na mieszkanie osobno. Rzeczywiście,tak jak napisala kolezanka powyzej,moze mu ktoregos dnia zwyczajnie odbic i co wtedy? Skrzywdzi ciebie albo mała? On jest w nalogu,nie mysli racjonalnie,zeby zdobyc pieniadze nie jeden potrafil zabic wlasne dzieci!
UCIEKAJ OD NIEGO!!!
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
elooelo
Jestem tu nowa :)
Posty: 5
Rejestracja: sob maja 11, 2013 3:56 pm

Re: opowiem Wam moja historie...

Post autor: elooelo »

Ja również trzymam za Ciebie kciuki :) jesteś silna i dasz sobie radę :)
WERCIA
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość