Chciałabym Wam opisać moja historię i proszę o rady-bo nie wiem co mam juz myśleć o moim związku. Mam 25 lat, mój narzeczony 30. Od 6,5 roku jesteśmy razem-nie mamy dzieci, nie mieszkamy razem.
Od około 3 lat jesteśmy zaręczeni ale na tym się skończyło jeśli chodzi o jakiekolwiek życiowe decyzje. Niby jest nam ze sobą dobrze- wszyscy uważają nas za szczęśliwą ,zgraną parę, zawsze pogodni, weseli uśmiechnięci-bez żadnych kłopotów–po prostu sielanka. Ale od pewnego czasu się między nami psuje-ja mam juz dość przyjeżdżania do mnie jak do nastolatki, chciałabym założyć rodzinę, wziąć ślub, wybudować dom. Mój narzeczony też jest tego zdania że juz za długo ze sobą jesteśmy ale na tym gadaniu się kończy. Za każdym razem jak chcę z nim porozmawiać o organizacji ślubu to on się denerwuje i uważa że za bardzo przeżywam wszystko (problem też w tym tkwi że on ma bardzo mała rodzinę, i nie chce żadnego dużego ślubu) ja z kolei mam ogromna rodzinę i marzę o wielkim weselu). Nie chce iść na kompromis-ponieważ to jest moje marzenie żeby wziąć ślub w gronie nie tylko rodziny ale i przyjaciół na których ślubach tez byliśmy. Jest tez jeszcze jeden zasadniczy problem-jego ojciec. Otóż ma on zamożnego ojca i liczy na to że po ślubie dostaniemy od niego na start- i pomoc finansową w budowie domu. Po wigilii jego ojciec składając mi życzenia powiedział-„już czas żebyście się w końcu ożenili ale ślubu nie będzie”… (nie chodzi tu absolutnie o pieniądze tylko o rodzinę z którą jest skłócone a boi się że ja ich zaprosi to będzie się czuł niekomfortowo) jakby to była jego decyzja. Łukasz jest bardzo za swoim ojcem i wkurza mnie to że on robi wszystko tak jak chce jego ojciec-nie bierze pod uwagę mojego zdania. Próbowałam już tysiąc razy rozmawiać-możemy przecież zaprosić więcej osób ode mnie, od niego mniej-ale on absolutnie nie chce o tym słyszeć. Kolejna kwestia-pieniądze. Ja jestem za tym żeby kupić mieszkanie, i po kilku latach zacząć się budować-na spokojnie. On czeka na to aż jego ojciec da mu działkę budowlaną która mu obiecał) i na niej wybudujemy dom. Problem w tym że Łukasz chciałby zacząć się już budować-ale nie potrafi usiąść i porozmawiać z tata żeby załatwiał już przepis czy tam darowiznę. Czy ja za dużo wymagam po 6,5 roku? Czasem sobie myślę sobie ze nie ma na co liczyć , zmieniać kogoś na siłę, albo czekać na to aż ktoś się zmieni, tylko szkoda mi tych pięknych wspaniałych chwil przeżytych razem-JEDNOCZEŚNIE MYŚLĄC O ZAKOŃCZENIU DO NICZEGO NIEPROWADZĄCEGO ZWIĄZKU