Nigdy więcej!

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
HarleyQuinn
Jestem tu nowa :)
Posty: 19
Rejestracja: pt cze 26, 2015 3:37 pm

Nigdy więcej!

Post autor: HarleyQuinn »

Cześć i czołem, kobietki!

Postanowiłam, że podzielę się z Wami moją historią, ponieważ potrzebuję rady, wsparcia - czegokolwiek.

Obecnie mam osiemnaście lat (dokładniej - za 18 dni). Zawsze miałam problem z samą sobą, byłam typem dziecka, którego wszędzie jest pełno, ale jednak i tak stawiane jest na ostatnim miejscu - typowa sytuacja, np. wybieranie jako ostatnią na w-f :( Bardzo mnie dobijało, kiedy wszystkie koleżanki potrafiły mieć przyjaciółki, wychodzić razem, a ja siedziałam sama w domu i pocieszenia szukałam w internecie (bardzo popularnym portalem było wtedy poszkole.pl). Przeżyłam kilka krótkotrwałych miłostek, które tylko jeszcze bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że niepotrzebnie się urodziłam.
W wieku szesnastu lat zakochałam się. Byłam po przejściach (ostatni obiekt westchnień sprawił mi wiele bólu) i tak się złożyło, że zaczęłam pisać z kolegą z klasy. Wcześniej jakoś za sobą nie przepadaliśmy, dokuczaliśmy sobie. Napisałam do niego, czy ściągnie mi grę. I tak się zaczęło - wielogodzinne rozmowy na skype i facebooku, pierwsze randki i te niezwykłe emocje! Czułam się naprawdę szczęśliwa, bo wreszcie miałam kogoś, kto zwrócił na mnie uwagę, kto lubił mnie taką, jaką jestem - a nawet i coś więcej. Po miesiącu zaczęliśmy być razem. Na początku sielanka - starał się, kupował mi kwiaty, zabierał do restauracji, po prostu pokazywał, że bardzo mu na mnie zależy i że to coś więcej, niż zwykła znajomość na miesiąc, czy dwa. Po pół roku poszłam z nim do łóżka. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że to naprawdę miłość i będziemy ze sobą do końca życia. Snuliśmy szczeniackie plany o oświadczynach, wspólnym mieszkaniu, ślubie... nawet mieliśmy już imiona dla dzieci!
Minął rok i coś zaczęło się psuć. Więcej kłótni, niedomówień. Zaczął mnie okłamywać w błahych sprawach, "po to bym się nie denerwowała". Parę razy bywały chwile, kiedy chciał mnie zostawić. Zawsze jednak się godziliśmy. Zaczęliśmy chodzić na siłownię i myślę, że to był gwóźdź do trumny, bo on kompletnie się w tym zatracił. Bywały momenty, kiedy spóźniał się sporo, bo musiał iść na siłownię. Ja pokochałam go jako nieśmiałego chłopaka, który miał problem z akceptacją siebie. Wiecie - przy kości, włosy a'la młody Justin Bieber, chodził cały czas w bluzach, bo wstydził się swojego ciała. I ja - dziewczyna z depresją, nie potrafiąca znaleźć swojego miejsca, w dodatku z problemami rodzinnymi. Los nas ze sobą związał. Oboje obiecaliśmy sobie pomóc i tak na początku było. Był moim oparciem, moją motywacją. O wszystkim sobie mówiliśmy. I nagle nastał czas, kiedy on ruszył do przodu, a ja zostałam w tyle. Już nie było dwójki nieśmiałych dzieciaków, którzy za siebie oddaliby życie, a mięśniak z zarostem i długimi włosami, który ma wokół siebie mnóstwo kumpli oraz jego zakompleksiona, nieśmiała, zamknięta na niego dziewczyna.
Pisałam o sytuacji, która miała miejsce niedawno - stwierdził, że potrzebuje przerwy. Dałam mu ją. Po miesiącu przyszedł, porozmawialiśmy i zaczęliśmy od nowa. Było dobrze.
Pojechał do matki na święta (zaznaczę, że jego mama niekoniecznie za mną przepada, jest zdania, że N. powinien korzystać z życia, bawić się, a nie babrać w związki), pisaliśmy normalnie (jak wysłałam mu zdjęcie, jak sobie powiesiłam lampki w pokoju to napisał, że za rok będziemy tak dekorować nasze mieszkanko), a od piątku zeszłego tygodnia przestał się odzywać. Były pojedyncze sms'y w stylu "wrócę w sobotę", "nie przyjadę, bo coś tam" itd. Ale nie odpisywał mi, nie odbierał telefonów. Nawet nie raczył wyświetlić na fb, co do niego pisałam. W sobotę wrócił, ale nie odezwał się. Pousuwał natomiast wszystkie nasze zdjęcia z facebooka, moje komentarze do jego zdjęć, jego do moich, pozmieniał opisy, poodznaczał się z moich zdjęć, mnie poodznaczał z jego. Zupełnie, jakbym nie istniała. Związek ukrył tak, że tylko ja i on go widzieliśmy. W tym czasie zaczął dodawać jakieś randomowe laski z całej Polski na fb, lajkować im zdjęcia i komentować (zaznaczę, że kiedy byliśmy razem i chciałam, by skomentował mi jakieś zdjęcie, robił wielką aferę, że "żyję facebookiem"). I nadal się nie odzywał! Unikał spotkania jak ognia. We wtorek w tym tygodniu usunął nasz związek z fb. W sylwestra poprosiłam, by przyjechał i mi to wyjaśnił (mieliśmy spędzić ten dzień razem), ale znów się wymigał, że "nie ma ochoty przyjechać, nieważne gdzie jest, spotkamy się i porozmawiamy po nowym roku". I wiecie, co zrobił? Zerwał ze mną przez sms'a. Po prawie dwóch latach (w lutym były by równe dwa) napisał mi "jak tak się dopytujesz, o co chodzi, to ci powiem, że z nami koniec, a jak się spotkamy po nowym roku to ci jeszcze raz to powiem i wyjaśnię dlaczego". Czy wy to rozumiecie? W dodatku założył sobie drugie konto na fb, gdzie ustawił na profilowe, jak wypina mięśnie - żadnego swojego znajomego nie zaprosił z tamtego konta, nie można nawet go zaprosić, bo ma tak poblokowane, że nic nie widać, żadnych informacji itd. Po prostu żałosne... Miał dwa lata dziewczynę na miejscu, która go całym sercem kochała, a on tak się zachował. Tyle razy mu wybaczałam, zawsze byłam dla niego. Jak np. potrzebował książki od matematyki, bo szedł na korepetycje to potrafiłam do niego specjalnie przyjechać, żeby mu tę książkę pożyczyć. Przez te dwa lata totalnie się na niego zamknęłam - nigdzie nie wychodziłam bez niego, nie miałam żadnych swoich znajomych. Byłam wiecznie uwieszona na telefonie i facebooku, czekając, aż się odezwie. Nie potrafił panować nad swoimi emocjami - gdy się pokłóciliśmy, zrzucał na mnie całą winę, wyzywał mnie (szmato, idiotko, pojebana, suko, psychiczna itd.), kiedy już miałam dość i np. popchnęłam go albo dałam mu w twarz potrafił mi oddać dwa razy mocniej. Raz mnie tak mocno uderzył, że aż upadłam do tyłu (na szczęście na łóżko). Ale miłość wszystko wybaczy :( Nigdy mnie pierwszy nie przeprosił, zawsze to ja musiałam powiedzieć "przepraszam, że cię zdenerwowałam" to wtedy też przyznawał się do winy.
Jest mi naprawdę przykro, bo mimo wszystko się do niego przywiązałam, mam mnóstwo dobrych wspomnień z nim związanych. Gdziekolwiek teraz nie pójdę, wszędzie go widzę. Najgorzej jest w nocy - nie mogę spać, ciągle mi się śni. Schudłam 5 kg przez tydzień przez te nerwy. Ja jestem osobą, która dużo bierze do siebie, przeżywa, zastanawia się, co zrobiła nie tak, czy to czasem nie moja wina itd. Nie potrafię zapomnieć, non stop o nim myślę. W dodatku jestem z nim w klasie, siedzimy w jednej ławce, razem na przerwach, razem na tę siłownię, co weekend przyjeżdżał. Zdaję sobie sprawę, że taka relacja była niezdrowa. Nie powinno się zamykać w klatce uczuć. Teraz nie wiem, co zrobić, bo on nadal nie podał powodu, dla którego się rozstaliśmy... jutro zaczyna się znowu szkoła i boję się, że jak go zobaczę to się rozpłaczę albo coś. Nie wiem, doradźcie mi coś, bo już sama nie wiem, co myśleć o tym wszystkim.
Postanowiłam sobie, że wezmę się za siebie, nie będę już go maltretować smsami, nie będę go niego pisała na facebooku, bo skoro on nie potrafi po dwóch latach odpisać to po co mu się narzucać? Zacznę o siebie bardziej dbać, będę regularnie ćwiczyć, kupię sobie jakieś nowe ciuszki, będę się delikatnie malować... pokażę mu po prostu, co stracił. A jeśli za tydzień, dwa mu się odwidzi i będzie chciał powrotu (bo pewnie tak się zachowa, w końcu jestem jego pierwszą dziewczyną i byliśmy przecież prawie dwa lata razem)... no cóż. Tutaj pojawia się problem. Czy dać mu szansę, by odbudował moje zaufanie, pokazał, że się zmienił i że warto, czy olać gościa? Jeju, to taka pokręcona sprawa... w tym momencie nie mam do niego za grosz szacunku, przez to jak się zachowuje, wręcz mnie to śmieszy, jak on teraz postępuje (te dziewczyny na fb, dodatkowe konto, usuwanie zdjęć, brak odzewu), ale no mimo wszystko nie potrafię się odkochać w dwa czy trzy dni... Błagam, pomóżcie mi, nie wiem, co robić. Jak sobie poradzić? Jak o nim nie myśleć? Boję się najbardziej tej szkoły, bo jak te dwa tygodnie się nie widzieliśmy to jakoś tak mi łatwiej było, a teraz jak mam znowu go widywać codziennie to będzie masakra... nie przepiszę się nigdzie indziej, bo nie jestem tchórzem, poza tym zależy mi na tej szkole.

Proszę Was o pomoc...
Geniusz oznacza nieskończoną zdolność pokonywania trudności.
Awatar użytkownika
Jamelia
Moderatorka
Posty: 3270
Rejestracja: ndz sty 06, 2013 2:47 pm

Re: Nigdy więcej!

Post autor: Jamelia »

Masakryczny typek. Słuchaj ja rozumiem że wiele Was łączyło, byliscie jakby z innej bajki, oboje z problemami z którymi on sobie poradził a Ty nie..
Na moje oko chłopak chce odżyć i udowodnic sobie i innym że jest super i takie tam bzdety. Może schudł , może przypakował ale co z tego skoro w głowie totalne siano??
Wiem że nie jest Tobie łatwo, takie chwile zawsze są ciężkie ale uwierz mi.
Taki człowiek porazka nie jest Ci do niczego potrzebny (przepraszam że mu ubliżam ale on tak się zachowuje niestety)
Plan masz dobry, weź się za siebie teraz Ty i zacznij żyć, dla siebie.
Powodzenia ;)
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Awatar użytkownika
Mala_Mi
Miła Kobietka
Posty: 37
Rejestracja: ndz lut 21, 2016 4:25 pm

Re: Nigdy więcej!

Post autor: Mala_Mi »

Każda trudna sytuacje Cię wzmocni, zobaczysz ...
Czas leczy rany.
Awatar użytkownika
kokoszanel
Super Gaduła
Posty: 1182
Rejestracja: czw sty 14, 2016 8:12 am

Re: Nigdy więcej!

Post autor: kokoszanel »

Widać że jego wypadku apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Ok zakochałaś się, pierwsze wzniesienie, emocje, uczucia. Odchorujesz to, to jest pewne bez wątpienia, ale wiesz co ... wzmocni Cię to.
Spokojnie, choć łatwo się mówi - dasz radę, przetrwasz trudny czas.
Po prostu staraj się żyć dla siebie, to jest moja rada!
"Może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł,
ale najważniejsze żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć"

~ Coco Chanel
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Snappy [Bot] i 1 gość