Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
-
paula
Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Z moim chłopakiem jesteśmy razem od 4 lat. Czasem bywało dość ostro, zwłaszcza na początku gdy się "docieraliśmy". Później też co prawda były kłótnie ale już nie takie jak początkowo. Następnie przyszedł czas totalnego spokoju, rozkwitu naszej miłości, szczęścia, radości. Trwało to dość długo (ale wiadomo, jakieś tam kłótnie, dość rzadko, się zdarzały). 1.01 zmarł jego ojciec, oboje to bardzo przeżyliśmy. Ja wspierałam go jak tylko umiałam od pierwszych chwil, nie była to dla mnie łatwa sytuacja a jednak postanowiłam sobie że choćbym miała stanąć na głowie to mu pomogę chociaż moją obecnością! Jakoś na początku lutego napisał mi że już naprawdę jest ok, że potrzebował tego całego miesiąca by w końcu wziąć się w garść. Wtedy też, na początku lutego, zaplanowaliśmy nasz ślub, wybraliśmy wstępną datę, poopowiadaliśmy sobie wzajemnie o naszych planach związanych ze ślubem i weselem, jak to widzimy itd. Było po prostu jak w bajce (mimo sytuacji z początku stycznia). Może pomyślicie że to nie był czas rozmyśleń o ślubie. Ale gdy teść umarł to kazałam mojemu facetowi pomyśleć o nowym celu, by wreszcie wiedział do czego dąży. I to właśnie jest ten cel - nasz ślub za 1,5 roku!
I w zasadzie o co ja się czepiam? jest nam bardzo dobrze, nie kłócimy się, zbliżyliśmy się do siebie mimo tej strasznej sytuacji.. tylko mam takie wrażenie że odkąd poczułam że już jest dobrze z jego stanem psychicznym to ciągle się o coś czepiam. Zawsze w piątki spędzaliśmy miło czas, teraz też tak jest. Ale niestety do pewnego momentu. Mam takie wrażenie że w pewnej chwili zaczynam się wszystkiego czepiać. A to że idzie na piwo, a to że urlopu nie dostanie tak jak chciałam, a to że czegoś tam nie zrobił.. I to nie wynika jakoś z mojego nastawienia. Jest fajnie, miło, leżymy sobie, a nagle ot tak sobie pytam go o coś, otrzymuję inną odpowiedź niż oczekiwałam i już mam wrażenie że jestem na niego obrażona! czemu tak robię? nie mam pojęcia.. kocham go! bardzo! jestem w stanie zrobić dla niego po prostu wszystko! jest moim największym szczęściem które w życiu spotkałam! wiem że to właśnie z nim chcę spędzić resztę mojego życia! a poprzez takie zachowanie wiem że go odpycham od siebie! on niby udaje że jest ok, że niby nie przeszkadza mu to, ale to widać że już np. mnie nie przytuli jakoś czule, już mnie nie pocałuje ot tak.. nie wiem co się ze mną stało. Nigdy się tak DURNOWATO nie zachowywałam! zawsze byłam normalną kobietą która zna potrzeby swojego faceta. A teraz? zaczynam poprzez to nienawidzić samej siebie! i nie wiem dlaczego, ale podświadomie czuję że przeze mnie ten związek się rozleci.. Nie chcę mu o tym mówić bo wiem że on dość negatywnie reaguje na takie rozmowy (czyli nt. naszego rozstania). Wiem że zaraz zacząłby sobie wmawiać że chcę go zostawić i szukam pretekstu. Ale tak nie jest! Ja nie wyobrażam sobie życia bez niego! a jednocześnie nie potrafię się przemóc by wreszcie przestać się tak zachowywać!!!
jestem po prostu beznadziejna..
I w zasadzie o co ja się czepiam? jest nam bardzo dobrze, nie kłócimy się, zbliżyliśmy się do siebie mimo tej strasznej sytuacji.. tylko mam takie wrażenie że odkąd poczułam że już jest dobrze z jego stanem psychicznym to ciągle się o coś czepiam. Zawsze w piątki spędzaliśmy miło czas, teraz też tak jest. Ale niestety do pewnego momentu. Mam takie wrażenie że w pewnej chwili zaczynam się wszystkiego czepiać. A to że idzie na piwo, a to że urlopu nie dostanie tak jak chciałam, a to że czegoś tam nie zrobił.. I to nie wynika jakoś z mojego nastawienia. Jest fajnie, miło, leżymy sobie, a nagle ot tak sobie pytam go o coś, otrzymuję inną odpowiedź niż oczekiwałam i już mam wrażenie że jestem na niego obrażona! czemu tak robię? nie mam pojęcia.. kocham go! bardzo! jestem w stanie zrobić dla niego po prostu wszystko! jest moim największym szczęściem które w życiu spotkałam! wiem że to właśnie z nim chcę spędzić resztę mojego życia! a poprzez takie zachowanie wiem że go odpycham od siebie! on niby udaje że jest ok, że niby nie przeszkadza mu to, ale to widać że już np. mnie nie przytuli jakoś czule, już mnie nie pocałuje ot tak.. nie wiem co się ze mną stało. Nigdy się tak DURNOWATO nie zachowywałam! zawsze byłam normalną kobietą która zna potrzeby swojego faceta. A teraz? zaczynam poprzez to nienawidzić samej siebie! i nie wiem dlaczego, ale podświadomie czuję że przeze mnie ten związek się rozleci.. Nie chcę mu o tym mówić bo wiem że on dość negatywnie reaguje na takie rozmowy (czyli nt. naszego rozstania). Wiem że zaraz zacząłby sobie wmawiać że chcę go zostawić i szukam pretekstu. Ale tak nie jest! Ja nie wyobrażam sobie życia bez niego! a jednocześnie nie potrafię się przemóc by wreszcie przestać się tak zachowywać!!!
jestem po prostu beznadziejna..
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Może to ustalenie daty ślubu tak wpłynęło na Ciebie. Podświadomie czujesz, że jakiś etap narzeczeństwa się zakończył. A wchodzisz w fazę przyszłej żony i już nie będzie tak jak dawniej. A może po prostu się zmieniasz. Człowiek nie jest taki sam przez całe życie. Wraz z nabieraniem doświadczeń charakter się kształtuje. A może to przejściowe. Ja mam czasem jakiegoś focha i z premedytacją psuję humor małżonowi, czepiam się byle czego, na jego pytania nie odpowiadam i jak już mi ulży to chce mi się śmiać. 
-
paula
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
nie jesteśmy jeszcze narzeczeństwem. Tylko że gdybym czuła że wczuwam się w rolę żony to bym się cały czas inaczej zachowywała prawda? a to jest tak:
spotykamy się, jest super, gadamy, śmiejemy się, jest naprawdę idealnie! Ale gdy zbliża się moment że muszę wracać do domu to czekam jakby na jedno jego słowo i już mam jakiegoś focha. Udaję że jest ok, ale jestem smutna, już mnie zaczyna drażnić to co przed godziną mnie śmieszyło, już sama czuję że jestem nerwowa. Tak jest chyba 3 tydzień z kolei.
Gdy się w ciągu tyg nie widujemy to jest ok, pogadamy przez telefon, posmsujemy itd. A w te piątki, soboty i niedziele jestem wstępnie pozytywnie nastawiona bo się cieszę że go zobaczę, że znów będziemy razem itd. Ale nie wiem co się dzieje tuż przed pojechaniem do domu. On to na pewno odczuwa tylko co ja mam mu powiedzieć? "wiesz Kochanie, no taka jakaś jestem zawsze nerwowa gdy się musimy rozstać"?...
spotykamy się, jest super, gadamy, śmiejemy się, jest naprawdę idealnie! Ale gdy zbliża się moment że muszę wracać do domu to czekam jakby na jedno jego słowo i już mam jakiegoś focha. Udaję że jest ok, ale jestem smutna, już mnie zaczyna drażnić to co przed godziną mnie śmieszyło, już sama czuję że jestem nerwowa. Tak jest chyba 3 tydzień z kolei.
Gdy się w ciągu tyg nie widujemy to jest ok, pogadamy przez telefon, posmsujemy itd. A w te piątki, soboty i niedziele jestem wstępnie pozytywnie nastawiona bo się cieszę że go zobaczę, że znów będziemy razem itd. Ale nie wiem co się dzieje tuż przed pojechaniem do domu. On to na pewno odczuwa tylko co ja mam mu powiedzieć? "wiesz Kochanie, no taka jakaś jestem zawsze nerwowa gdy się musimy rozstać"?...
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Oj no założę się, że ta przyczyna Twojego podenerwowania tkwi w tym, że za mało macie czasu podczas spotkania, wkurza Cię to, że mimo iż wie,że Ty byś chciała dłużej spędzić z nim czasu, mimo wszystko jedzie do kumpla.
A może udałoby się wam wypracować kompromis, że co drugie spotkanie będzie jeździł do kumpla, a co drugie zostanie u Ciebie tak długo, aż będziecie mieli dość...?
Jak ja ze swoim nie mogłam dogadać się, dosłownie mega drobnostka powodowała,że się wkurzałam, oboje to zauważyliśmy, ja wiedziałam, że to jest dlatego, że nie zachował się tak jak oczekiwałam, on chyba niekoniecznie.
A może udałoby się wam wypracować kompromis, że co drugie spotkanie będzie jeździł do kumpla, a co drugie zostanie u Ciebie tak długo, aż będziecie mieli dość...?
Jak ja ze swoim nie mogłam dogadać się, dosłownie mega drobnostka powodowała,że się wkurzałam, oboje to zauważyliśmy, ja wiedziałam, że to jest dlatego, że nie zachował się tak jak oczekiwałam, on chyba niekoniecznie.
-
paula
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
tyle tylko że dzisiaj on nie szedł do kumpla (bo jutro musi wyjątkowo do pracy iść). A ja i tak się czepiałam. Ostatnio o tym już gadaliśmy i stwierdził że mogę czuć wyliczenie tego czasu chociaż tak nie jest. Ja mu naprawdę nie bronię spotykać sie z kumplami. Ale to moje dzisiejsze zachowanie mnie aż sama zdziwiło.. bo naprawdę NIC takiego się nie wydarzyło...
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
A pomijając ten temat kumpla, to czy nie jest tak, że podświadomie starasz się ukarać go za wcześniejsze jego jakieś zachowanie? W sferze świadomej może być ok, ale podświadomie czasami robimy coś, czego nie chcemy zrobić, jednak to jest wynik tego, że wewnętrznie oczekujemy, że nasz partner będzie zachowywał się tak jak oczekujemy, a że tak się nie dzieje, to podświadomość się buntuje i próbuje w jakiś sposób działać nie do końca przez nas kontrolowany.
I dlatego późnej zastanawiamy się dlaczego zachowałam się w taki sposób mimo, że naprawdę tego nie chciałam?
Myślę, że skoro się kochacie, to przetrwacie wszystko co będzie trzeba;) w końcu ludzie jak się kochają to nie tylko na dobre ale i na złe;)
I dlatego późnej zastanawiamy się dlaczego zachowałam się w taki sposób mimo, że naprawdę tego nie chciałam?
Myślę, że skoro się kochacie, to przetrwacie wszystko co będzie trzeba;) w końcu ludzie jak się kochają to nie tylko na dobre ale i na złe;)
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Masz rację rozmowy typu, że nasz związek dąży do rozpadu, bardzo źle działa na facetów, mój mi zawsze wypomina, że gdybyśmy robili tak jak mówiłam, to już dawno byśmy ze sobą nie byli.
Nie wiem co CI więcej powiedzieć, może po prostu postaraj się "złapać" w momencie jak się na niego denerwujesz, zatrzymać się, uspokoić i pomyśleć co w danej chwili myślę i czuję, że złoszczę się bezpodstawnie?
Może musisz sobie po prostu krok po kroku przeanalizować swoje zachowanie i zadać sobie pytanie dlaczego? i skąd się to bierze? bo przecież musi istnieć jakieś wytłumaczalne źródło Twego zachowania...no nie?
Nie wiem co CI więcej powiedzieć, może po prostu postaraj się "złapać" w momencie jak się na niego denerwujesz, zatrzymać się, uspokoić i pomyśleć co w danej chwili myślę i czuję, że złoszczę się bezpodstawnie?
Może musisz sobie po prostu krok po kroku przeanalizować swoje zachowanie i zadać sobie pytanie dlaczego? i skąd się to bierze? bo przecież musi istnieć jakieś wytłumaczalne źródło Twego zachowania...no nie?
-
paula
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
sama nie wiem dlaczego tak się zachowałam. Poprzednio twierdziłam że to przez jakiś stres przedmiesiączkowy, tyle tylko że okres mi się już skończył więc co? stres pomiesiączkowy?
bez przesady.. bo jak będę ciągle się usprawiedliwiała to będzie tylko gorzej.
Może dlatego tak się zachowałam bo usłyszałam coś z czym się nie zgadzam? bo naprawdę było cudownie! miły wieczór mimo że był w pracy 10 godzin i był wykończony to miał siłę ze mną spędzić czas i się wygłupiać. A ja po całym wolnym dniu spieprzyłam ten wieczór... czuję się taka beznadziejna.. czuję że wszystko niszczę.. ale jak napisałam - boję się mu o tym powiedzieć bo (jak poprzedniczka powiedziała) faceci niestety źle reagują na tego typu rozmowy... jestem w totalnej kropce...
Może dlatego tak się zachowałam bo usłyszałam coś z czym się nie zgadzam? bo naprawdę było cudownie! miły wieczór mimo że był w pracy 10 godzin i był wykończony to miał siłę ze mną spędzić czas i się wygłupiać. A ja po całym wolnym dniu spieprzyłam ten wieczór... czuję się taka beznadziejna.. czuję że wszystko niszczę.. ale jak napisałam - boję się mu o tym powiedzieć bo (jak poprzedniczka powiedziała) faceci niestety źle reagują na tego typu rozmowy... jestem w totalnej kropce...
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Paula uwierz mi nie jesteś odosobnionym przypadkiem,jakbym czytała o sobie.Zachowuje się identycznie albo i gorzej.Ja też siebie często niecierpie . do tego mam wyrzuty sumienia bo robie różne akcje zupełnie bez powodu .( może niektóre kobiety tak mają.Boje się że z czasem mój facet poprostu straci cierpliwość .Póki co trwa przy mnie .) Jeśli Nas kochają to przetrwają z Nami i te Nasze humorki głowa do góry.Staraj się ograniczyć takie akcje,napewno doceni te zmiane .) Ja robiłam zawsze ogromną afere z wyjść na piwo mego faceta ostatnio powsztrzymałam się od komentowania i powiem Ci byłam dumna z siebie .) polecam zmiane choć wiem że to nie łatwe pozdrawiam.
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Nie do końca rozumiem. Skoro wiesz, że robisz coś źle to dlaczego to robisz?
Bloguję:
http://szczyptapieprzu.blogspot.com/
http://szczyptapieprzu.blogspot.com/
-
paula
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
nie robię afery z wyjścia na piwo. Naprawdę! co prawda jak usłyszę że wrócił o 2 w nocy to swoje usłyszy jednak mówię to bardziej w żartach niż na serio, póki co nie jesteśmy małżeństwem bym musiała mu prawić morały 
dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego że ja chyba się nastawiam że ok. 19 w piątki, soboty (w niedziele raczej nie) będę w takim złym humorze. To jest aż komiczne dla mnie. Ale nie potrafię nad tym zapanować. Naprawdę nigdy tak nie było! zawsze uważałam że po mile spędzonym wieczorze - będę miała jeszcze lepszy humor niż przed nim. I tak było. A teraz gdy wracam do domu w piątki i soboty to jestem taka nabuzowana jakby nie wiem co się wydarzyło!
wydaje mi się że naprawdę psychicznie się tak nastawiam i potem z tego wychodzi taka niemiła sytuacja..
on jest cierpliwy, udaje że tego nie widzi choć czuję że go to wkurza i kiedyś po prostu wybuchnie. Później mu się tłumaczę jak wrócę do domu że przepraszam, że nie wiem co się dzieje itd. On twierdzi że nic się nie stało. Nic się nie stało.. do czasu... a wiem że on każdy ma tylko jedne nerwy które kiedyś po prostu puszczą...
nie wiem czy nie powinnam iść do psychologa. Za dużo się ostatnio w moim życiu wydarzyło.. a naprawdę boję się że jemu to wybije i po prostu mnie zostawi..
już nie takie przypadki wielkiej miłości znam i nagle, ot tak, po kilku latach para się rozchodzi z błahego powodu - ja tego nie chcę bo wiem że jesteśmy bardzo szczęśliwi ze sobą!
dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego że ja chyba się nastawiam że ok. 19 w piątki, soboty (w niedziele raczej nie) będę w takim złym humorze. To jest aż komiczne dla mnie. Ale nie potrafię nad tym zapanować. Naprawdę nigdy tak nie było! zawsze uważałam że po mile spędzonym wieczorze - będę miała jeszcze lepszy humor niż przed nim. I tak było. A teraz gdy wracam do domu w piątki i soboty to jestem taka nabuzowana jakby nie wiem co się wydarzyło!
wydaje mi się że naprawdę psychicznie się tak nastawiam i potem z tego wychodzi taka niemiła sytuacja..
on jest cierpliwy, udaje że tego nie widzi choć czuję że go to wkurza i kiedyś po prostu wybuchnie. Później mu się tłumaczę jak wrócę do domu że przepraszam, że nie wiem co się dzieje itd. On twierdzi że nic się nie stało. Nic się nie stało.. do czasu... a wiem że on każdy ma tylko jedne nerwy które kiedyś po prostu puszczą...
nie wiem czy nie powinnam iść do psychologa. Za dużo się ostatnio w moim życiu wydarzyło.. a naprawdę boję się że jemu to wybije i po prostu mnie zostawi..
już nie takie przypadki wielkiej miłości znam i nagle, ot tak, po kilku latach para się rozchodzi z błahego powodu - ja tego nie chcę bo wiem że jesteśmy bardzo szczęśliwi ze sobą!
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Jeśli czujesz, że nie radzisz sobie sama ze sobą, ze swoimi emocjami to zastanów się poważnie nad wizytą u specjalisty.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
-
paula
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
już ostatnio na ten temat myślałam. To nie jest tak że kompletnie sobie nie radzę z emocjami. Raczej potrafię się powstrzymać od nagłych wybuchów gniewu. Ale mimo wszystko te sytuacje cotygodniowe mnie już samą męczą...Blackfox pisze:Jeśli czujesz, że nie radzisz sobie sama ze sobą, ze swoimi emocjami to zastanów się poważnie nad wizytą u specjalisty.
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Rozumiem Cię. Mimo wszystko jeśli sama nie potrafisz sobie z tym poradzić -bo w końcu w czymś tkwi problem, to takie wizyty mogą pomóc. Nie zaszkodzi spróbować.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
Jeśli wobec siebie używasz słowa "nienawidzę" to psycholog konieczny.
-
paula
Re: Nienawidzę samej siebie! pomocy...!
jestem sama z siebie dzisiaj dumna!
spotkaliśmy się, co prawda na początku specjalnie humoru nie miałam, ale potem się rozkręciłam i wreszcie... nie zachowywałam się tak jak przez ostatnie tygodnie! i chyba już wiem w czym tkwił problem - w długości naszych spotkań. Ja chyba po prostu podświadomie wiedziałam że on ma dla mnie 3 godzinki a potem leci do kumpli. Dzisiaj kolega zadzwonił o 19 a on powiedział że wyjdą na piwko ale teraz jest u mnie i da mu znać jak wróci do domu. Naprawdę gdzieś tam podświadomie mnie to ucieszyło że nie umówił się na np. 21 przy mnie. Tylko jakoś ten temat ominął. CHYBA w końcu znalazłam sedno mojego problemu
spotkaliśmy się, co prawda na początku specjalnie humoru nie miałam, ale potem się rozkręciłam i wreszcie... nie zachowywałam się tak jak przez ostatnie tygodnie! i chyba już wiem w czym tkwił problem - w długości naszych spotkań. Ja chyba po prostu podświadomie wiedziałam że on ma dla mnie 3 godzinki a potem leci do kumpli. Dzisiaj kolega zadzwonił o 19 a on powiedział że wyjdą na piwko ale teraz jest u mnie i da mu znać jak wróci do domu. Naprawdę gdzieś tam podświadomie mnie to ucieszyło że nie umówił się na np. 21 przy mnie. Tylko jakoś ten temat ominął. CHYBA w końcu znalazłam sedno mojego problemu
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość