Nienawidzę samej siebie
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Nienawidzę samej siebie
Nie wiem, czy to odpowiednia zakładka na taki temat, ale muszę...
Wiecie jak to jest? Wstajecie rano, patrzycie w lustro i nienawidzicie siebie, swojego ciała... Ciała, które zniszczyło Wam życie i psychikę. Ludzie mówią, że mam zniekształcony obraz samej siebie w głowie.
Nikt nie potrafi zrozumieć, że boję się powtórki. Ważyłam 92 kg, przy wzroście 166 cm. Nie jadłam, bo nie chciało mi się. 10 kg w ciągu roku... Tyle potrafiłam przytyć z powietrza. Udowadniałam wszystkim, że grubas może się ruszać (trenowałam 5 razy w tygodniu, nic mi to nie dawało, po treningu 3 godziny grałam w piłkę nożną), że grubas nie znaczy obżartuch (niedoczynność tarczycy to brak apetytu a waga z powietrza). Rozwaliłam żołądek lekami na odchudzanie, które brałam na pusto. Gdy ktoś mi się podobał, tłumiłam to. Gdy się dowiadywał zawsze było "weź spójrz w lustro". W gimnazjum 2 lata podkochiwałam się w koledze. W końcu odważyłam się mu powiedzieć. Cała szkoła (gdzie nie poszłam) wyzywała mnie od "yeti w kasku". Straciłam kolegów. Moje koleżanki miały chłopaków. Ja w końcu uznałam, że nie chcę być przyzwoitką (nikt się mną nie interesuje). Mam teraz problem z okazywaniem uczuć. Nie jestem osobą wylewną. Nigdy nikomu więcej nie powiem co czuję a gdy zaczynam czuć, jest to szaleństwo! Bo mi nie wolno... Przecież mi nie wolno! Ludzie mówią "to nie była odpowiednia osoba"... W takim razie wszyscy byli nieodpowiedni? Chodziłam do szkoły samochodowej. Było mi przykro, kiedy inne dziewczyny (było ich 5 łącznie ze mną), na Dzień Kobiet dostawały kwiaty ja jak zwykle wychodziłam z pustymi rękami. Jakbym nie istniała. Jakbym nie była kobietą... Bo może tak nie wyglądam? Bo nie jestem szczupła... A pragnę być. Boję się tak bardzo utyć, że w nocy płaczę. Nie wytrzymam tego po raz kolejny. Schudłam 22 kg po przepisaniu mi leków na tarczycę. Stało się to w 9 miesięcy a przez 3 lata treningów schudłam tylko 3 kg albo 5 kg. Ludzie mówią mi, że z każdym tygodniem jest mnie coraz mniej. Ja tego nie widzę, widzę że jest odwrotnie. Ciągle kłócę się z mamą. Bo ona nie rozumie moich lęków. Nigdy o tym nie mówiłam, co mnie spotkało. Rodzice zawsze się dziwili i pisali między sobą "ona nie ma chłopaka, nikt się nią nie interesuje"... Dopiero jak wywrzeszczałam jak oni mnie traktowali kiedyś, nim zrobiłam się twardsza dotarło...
Zakochałam się w koledze rok temu, w klasie maturalnej. Mało bym tego wynikiem z tej matury nie przypłaciła. Przez 3 lata go olewałam, bo był chamem. Nagle zaczął siadać ze mną w ławce, nie odstępował na krok. Nie pozwalał mi nawet chodzić po szkole i z kumplami gadać, bo zaraz smsy były. Zakochałam się, bo był dla mnie dobry. Myślałam, że i on coś do mnie. Tak się zachowywał. Takie mówił rzeczy. Wszyscy tak myśleli! Koledzy, nauczyciele. Powiedziałam mu, wiedziałam że jak powiem, to się skończy. Da mi kosza jak zwykle i koniec. A on nie... Zaczął stawiać warunki typu:
- "Może i będziemy razem... ale zapuść paznokcie, kobieta musi mieć paznokcie" (obgryzam notorycznie bo mam nerwicę)
- "Rzuć papierosy, kobieta nie powinna palić" (dziala to na mnie jak płachta na byka jak ktoś mówi, co kobieta powinna a ja lubię zapalić, nie palę nałogowo, bo zdarza się, że i 2 tygodnie nie palę)
- "Ufarbuj włosy, bo ten kolor jest nieodpowiedni"
- "Przestań mówić o samochodach! Najlepiej rzuć to!"
... wszyscy mówili, że zaczęłam się stawać inną osobą. On zburzył mi mój obronny mur, nie potrafię się pozbierać. Uczyłam go do matury, zrobił sobie ze mnie darmową pomoc, bo ja taka jestem. Chciałam żeby wszyscy moi panowie zdali.
Przed egzaminem zawodowym u mnie w domu zostaliśmy sami. Mam chory kręgosłup (lordoza), poprosiłam go, by mi zrobił masaż (to i tak wiele, bo źle reaguję na męski dotyk, bo mam okropne ciało, bo wcześniej podbiegały do mnie dzieciaki, kopały w dupę i cieszyły się jak się trzęsie)... On zrobił go... Po czym pozbawił mnie górnej części ubrań. Poczułam się bezbronna, zupełnie bezbronna aż doprowadził mnie do łez. Nic nie było. Po prostu zaspokoiłam go ręką. On chciał na żywa, bez zabezpieczenia ale nie chciałam. Wykręcał mi piesi uważając, że mi się to podoba. Wcale mi się nie podobało. Po wszystkim mnie zostawił... Kilka tygodni potem padło "to kiedy umawiamy się na seks? chcesz tego? no to nie wiem... ja rodziców z domu nie wyrzucę, może u ciebie? ale w sumie w samochodzie można, ty masz samochód" ... na dworze -15 stopni... "albo chodźmy do lasu" ... "ale powiedz mi kiedy, za tydzień? za dwa? ja będę miał z godzinę wolną" ... na dodatek, jestem dziewicą, on o tym wie ale mimo to: "ostro cię zer*nę, poboli chwilę i przestanie w samochodzie będzie dobrze"... Czuję się jak szmata, że w ogóle pozwoliłam mu się dotknąć, ale kochałam go... a on mnie oszukał... Nie ufam im jeszcze bardziej...
Mimo wszystko wracając... Jestem obleśna, gruba, owłosiona... rozlazła... Mimo tego, że ćwiczę, niektórzy mówią że jak się mnie kopnie to można sobie nogę połamać a plecy mam jak (podobno) 30 letni facet, że lekarz nie mógł mi się przez mięśnie przebić jak znieczulenie na operację robił...
Nie mówiąc o tym... jak wyglądam TAM ... obleśnie, grubo... Czasem mówię do mamy "jak ktoś mi się tam w ogóle przebije? jak znajdzie dziurę?"... ona uważa, że jestem psychiczna. Ale mnie to boli. Nie mogę być normalna... chodzę tylko i poprawiam się w witrynach sklepowych patrząc, jak wygląda moje wielkie dupsko i obleśny brzuch... Mam dosyć tego życia i obawy, że to wszystko znowu wróci a mój organizm znowu będzie wyjałowiony ...
Mam dosyć walki samej ze sobą. Aż dostałam rozdwojenia jaźni. Jedna strona każe kochać, druga pamięta co było i wie, że kolejna porażka mnie zabije. Mam dosyć... Moje serce chyba już więcej nie wytrzyma.
Jestem zamknięta, mało wylewna, boję się dotyku...
Udaję chyba tylko taką twardą, ale bagaż doświadczeń (nie tylko ze sobą) zrobił swoje... Jesteście pierwszymi osobami, którym to wszystko udostępniłam, choć to w wielkim skrócie.
Wiecie jak to jest? Wstajecie rano, patrzycie w lustro i nienawidzicie siebie, swojego ciała... Ciała, które zniszczyło Wam życie i psychikę. Ludzie mówią, że mam zniekształcony obraz samej siebie w głowie.
Nikt nie potrafi zrozumieć, że boję się powtórki. Ważyłam 92 kg, przy wzroście 166 cm. Nie jadłam, bo nie chciało mi się. 10 kg w ciągu roku... Tyle potrafiłam przytyć z powietrza. Udowadniałam wszystkim, że grubas może się ruszać (trenowałam 5 razy w tygodniu, nic mi to nie dawało, po treningu 3 godziny grałam w piłkę nożną), że grubas nie znaczy obżartuch (niedoczynność tarczycy to brak apetytu a waga z powietrza). Rozwaliłam żołądek lekami na odchudzanie, które brałam na pusto. Gdy ktoś mi się podobał, tłumiłam to. Gdy się dowiadywał zawsze było "weź spójrz w lustro". W gimnazjum 2 lata podkochiwałam się w koledze. W końcu odważyłam się mu powiedzieć. Cała szkoła (gdzie nie poszłam) wyzywała mnie od "yeti w kasku". Straciłam kolegów. Moje koleżanki miały chłopaków. Ja w końcu uznałam, że nie chcę być przyzwoitką (nikt się mną nie interesuje). Mam teraz problem z okazywaniem uczuć. Nie jestem osobą wylewną. Nigdy nikomu więcej nie powiem co czuję a gdy zaczynam czuć, jest to szaleństwo! Bo mi nie wolno... Przecież mi nie wolno! Ludzie mówią "to nie była odpowiednia osoba"... W takim razie wszyscy byli nieodpowiedni? Chodziłam do szkoły samochodowej. Było mi przykro, kiedy inne dziewczyny (było ich 5 łącznie ze mną), na Dzień Kobiet dostawały kwiaty ja jak zwykle wychodziłam z pustymi rękami. Jakbym nie istniała. Jakbym nie była kobietą... Bo może tak nie wyglądam? Bo nie jestem szczupła... A pragnę być. Boję się tak bardzo utyć, że w nocy płaczę. Nie wytrzymam tego po raz kolejny. Schudłam 22 kg po przepisaniu mi leków na tarczycę. Stało się to w 9 miesięcy a przez 3 lata treningów schudłam tylko 3 kg albo 5 kg. Ludzie mówią mi, że z każdym tygodniem jest mnie coraz mniej. Ja tego nie widzę, widzę że jest odwrotnie. Ciągle kłócę się z mamą. Bo ona nie rozumie moich lęków. Nigdy o tym nie mówiłam, co mnie spotkało. Rodzice zawsze się dziwili i pisali między sobą "ona nie ma chłopaka, nikt się nią nie interesuje"... Dopiero jak wywrzeszczałam jak oni mnie traktowali kiedyś, nim zrobiłam się twardsza dotarło...
Zakochałam się w koledze rok temu, w klasie maturalnej. Mało bym tego wynikiem z tej matury nie przypłaciła. Przez 3 lata go olewałam, bo był chamem. Nagle zaczął siadać ze mną w ławce, nie odstępował na krok. Nie pozwalał mi nawet chodzić po szkole i z kumplami gadać, bo zaraz smsy były. Zakochałam się, bo był dla mnie dobry. Myślałam, że i on coś do mnie. Tak się zachowywał. Takie mówił rzeczy. Wszyscy tak myśleli! Koledzy, nauczyciele. Powiedziałam mu, wiedziałam że jak powiem, to się skończy. Da mi kosza jak zwykle i koniec. A on nie... Zaczął stawiać warunki typu:
- "Może i będziemy razem... ale zapuść paznokcie, kobieta musi mieć paznokcie" (obgryzam notorycznie bo mam nerwicę)
- "Rzuć papierosy, kobieta nie powinna palić" (dziala to na mnie jak płachta na byka jak ktoś mówi, co kobieta powinna a ja lubię zapalić, nie palę nałogowo, bo zdarza się, że i 2 tygodnie nie palę)
- "Ufarbuj włosy, bo ten kolor jest nieodpowiedni"
- "Przestań mówić o samochodach! Najlepiej rzuć to!"
... wszyscy mówili, że zaczęłam się stawać inną osobą. On zburzył mi mój obronny mur, nie potrafię się pozbierać. Uczyłam go do matury, zrobił sobie ze mnie darmową pomoc, bo ja taka jestem. Chciałam żeby wszyscy moi panowie zdali.
Przed egzaminem zawodowym u mnie w domu zostaliśmy sami. Mam chory kręgosłup (lordoza), poprosiłam go, by mi zrobił masaż (to i tak wiele, bo źle reaguję na męski dotyk, bo mam okropne ciało, bo wcześniej podbiegały do mnie dzieciaki, kopały w dupę i cieszyły się jak się trzęsie)... On zrobił go... Po czym pozbawił mnie górnej części ubrań. Poczułam się bezbronna, zupełnie bezbronna aż doprowadził mnie do łez. Nic nie było. Po prostu zaspokoiłam go ręką. On chciał na żywa, bez zabezpieczenia ale nie chciałam. Wykręcał mi piesi uważając, że mi się to podoba. Wcale mi się nie podobało. Po wszystkim mnie zostawił... Kilka tygodni potem padło "to kiedy umawiamy się na seks? chcesz tego? no to nie wiem... ja rodziców z domu nie wyrzucę, może u ciebie? ale w sumie w samochodzie można, ty masz samochód" ... na dworze -15 stopni... "albo chodźmy do lasu" ... "ale powiedz mi kiedy, za tydzień? za dwa? ja będę miał z godzinę wolną" ... na dodatek, jestem dziewicą, on o tym wie ale mimo to: "ostro cię zer*nę, poboli chwilę i przestanie w samochodzie będzie dobrze"... Czuję się jak szmata, że w ogóle pozwoliłam mu się dotknąć, ale kochałam go... a on mnie oszukał... Nie ufam im jeszcze bardziej...
Mimo wszystko wracając... Jestem obleśna, gruba, owłosiona... rozlazła... Mimo tego, że ćwiczę, niektórzy mówią że jak się mnie kopnie to można sobie nogę połamać a plecy mam jak (podobno) 30 letni facet, że lekarz nie mógł mi się przez mięśnie przebić jak znieczulenie na operację robił...
Nie mówiąc o tym... jak wyglądam TAM ... obleśnie, grubo... Czasem mówię do mamy "jak ktoś mi się tam w ogóle przebije? jak znajdzie dziurę?"... ona uważa, że jestem psychiczna. Ale mnie to boli. Nie mogę być normalna... chodzę tylko i poprawiam się w witrynach sklepowych patrząc, jak wygląda moje wielkie dupsko i obleśny brzuch... Mam dosyć tego życia i obawy, że to wszystko znowu wróci a mój organizm znowu będzie wyjałowiony ...
Mam dosyć walki samej ze sobą. Aż dostałam rozdwojenia jaźni. Jedna strona każe kochać, druga pamięta co było i wie, że kolejna porażka mnie zabije. Mam dosyć... Moje serce chyba już więcej nie wytrzyma.
Jestem zamknięta, mało wylewna, boję się dotyku...
Udaję chyba tylko taką twardą, ale bagaż doświadczeń (nie tylko ze sobą) zrobił swoje... Jesteście pierwszymi osobami, którym to wszystko udostępniłam, choć to w wielkim skrócie.
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Nienawidzę samej siebie
głowa do gory , niewiele to ale bedzie dobrze . Odrobina pozytywnego myslenia i dowartosciowania siebie samej . to nie sylwetka jest atutem kazdej osoby ale to co kazdy ma w sercu jakim jest człowiekiem . Mało kto te własnie wartosci docenia .
Myslałas moze o skozystaniu z terapii psychologicznej
Myslałas moze o skozystaniu z terapii psychologicznej
Re: Nienawidzę samej siebie
Tak jak Ela ci już piała glowa do góry,grunt to pozytywne myślenie . Powiedz mi jak inni mają cię zaakceptować jak ty nie akceptujesz siebie samej,pokochaj siebie i zaakceptuj taką jaka jesteś nie każdy patrzy tylko na wygląd zewnętrzny i nie każdy lubi chude więc wejś się w garść. Wiem ,że łatwo powiedziec ale sama jakiś czas temu sporo przytyłam 40 kg bo zaszlam w ciąże po ciąży faktycznie po porodzie spadło mi odrazu 18 ale o resztę musiałam sama zadbać z tym że ja zaczęłam od wizyty u lekarza który mnie pokierował co mam robić i teraz jest ok jeszcze do końca nie wyglądam tak jak chcę ale mam to gdzieś jak się komuś nie podobam niech nie patrzy. Powiem ci tylko że sporo zależy od twojego nastawienia,ja nigdy nie miałam problemów z chłopakami nawet jak przytyłam i miałam dzieciątka kolega stawał na głowie żebym z nim była ale źle trafił bo ja kocham swojego męża co dowodzi że w uczuciach wcale nie o tuszę chodzi mój mąż mi powtarza że jak mnie brał to była ze mnie jeszcze dziewczynka a teraz jestem kobietą i dopiero teraz mu się naprawdę podobam,gdzie zawsze byłam piękną ,szczupłą ,zgrabną, blądyką
Postaraj się zaakceptować i nie zwracaj uwagi że tu czy tam jest cię za dużo "kochanego ciałko nigdy nie zadużo
" bądź sobą przecież i puszyste kobiety potrafią pięknie wyglądać i nie staraj się mężczyznom na siłe imponować bądź naturalna i nie filozofuj ,wyluzuj wkońcu kogoś poznasz Wierzę w Ciebie Powodzenia
Postaraj się zaakceptować i nie zwracaj uwagi że tu czy tam jest cię za dużo "kochanego ciałko nigdy nie zadużo
-
AnaStazJa
Re: Nienawidzę samej siebie
Dokładnie tak jak dziewczyny piszą głowa do góry i marsz przed siebie, ale tym razem z uśmiechem na ustach 
Wiesz ile zależy od Twojego nastawienia i podejścia do życia? Baaardzo dużo. Wygląd to tylko jakaś tam część całości. Są jeszcze inne rzeczy takie jak charakter, wartości, sposób bycia czy serce. Bądź roześmiana, bądź sobą, ciesz się każdą chwilą.
Jak będziesz tylko się nad sobą użalała to nigdy nie ruszysz z miejsca.
Nie obżerasz się, pracujesz nad sobą więc to ile ważysz nie jest Twoją winą.
Co do tego gościa co Cię tak wykorzystał to gdybym tylko mogła i wiedziała który to to skopałabym mu dupę, tak żeby się nie pozbierał.
Takich to ja nienawidzę całym sercem. Współczuję Ci, że trafiłaś w łapska kogoś takiego. Wierzę, że masz przez to traumę i są to dla Ciebie na pewno bardzo bolesne wspomnienia, dlatego postaraj się o tym zapomnieć. To jest zamknięty rozdział w Twoim życiu. Powinnaś wyciągnąć z niego jakieś lekcje i wnioski i więcej do niego nie wracać, bo to nie ma sensu.
Zacznij myśleć pozytywnie i zaakceptuj samą siebie. Jeśli ty sama spojrzysz na siebie pozytywnym okiem to i inni w taki sposób będą Cię postrzegali.
Chodzi o energię jaką z siebie uwalniasz. Sama na pewno nie raz zauważyłaś, że kiedy się ktoś uśmiecha to inni sami przy takiej osobie chodzą uśmiechnięci, za to kiedy ktoś jest zły czy zdołowany to inni też to odczuwają i też się tacy robią.
Ludzie inaczej na Ciebie spojrzą jeśli zaczniesz czerpać z życia przyjemność i to co najlepsze, a nie stała w miejscu z opuszczoną głową.
Bardzo dobrze, że nam o tym wszystkim napisałaś. To bardzo źle, że trzymałaś to do tej pory w sobie. Nie warto dusić w sobie pewnych rzeczy. Zawsze lepiej jest się wygadać, a my tutaj jesteśmy od tego żeby Cię wysłuchać i coś doradzić
Wiesz ile zależy od Twojego nastawienia i podejścia do życia? Baaardzo dużo. Wygląd to tylko jakaś tam część całości. Są jeszcze inne rzeczy takie jak charakter, wartości, sposób bycia czy serce. Bądź roześmiana, bądź sobą, ciesz się każdą chwilą.
Jak będziesz tylko się nad sobą użalała to nigdy nie ruszysz z miejsca.
Nie obżerasz się, pracujesz nad sobą więc to ile ważysz nie jest Twoją winą.
Co do tego gościa co Cię tak wykorzystał to gdybym tylko mogła i wiedziała który to to skopałabym mu dupę, tak żeby się nie pozbierał.
Takich to ja nienawidzę całym sercem. Współczuję Ci, że trafiłaś w łapska kogoś takiego. Wierzę, że masz przez to traumę i są to dla Ciebie na pewno bardzo bolesne wspomnienia, dlatego postaraj się o tym zapomnieć. To jest zamknięty rozdział w Twoim życiu. Powinnaś wyciągnąć z niego jakieś lekcje i wnioski i więcej do niego nie wracać, bo to nie ma sensu.
Zacznij myśleć pozytywnie i zaakceptuj samą siebie. Jeśli ty sama spojrzysz na siebie pozytywnym okiem to i inni w taki sposób będą Cię postrzegali.
Chodzi o energię jaką z siebie uwalniasz. Sama na pewno nie raz zauważyłaś, że kiedy się ktoś uśmiecha to inni sami przy takiej osobie chodzą uśmiechnięci, za to kiedy ktoś jest zły czy zdołowany to inni też to odczuwają i też się tacy robią.
Ludzie inaczej na Ciebie spojrzą jeśli zaczniesz czerpać z życia przyjemność i to co najlepsze, a nie stała w miejscu z opuszczoną głową.
Bardzo dobrze, że nam o tym wszystkim napisałaś. To bardzo źle, że trzymałaś to do tej pory w sobie. Nie warto dusić w sobie pewnych rzeczy. Zawsze lepiej jest się wygadać, a my tutaj jesteśmy od tego żeby Cię wysłuchać i coś doradzić
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Dzięki dziewczyny. Tu nie chodzi o to, że się nie uśmiecham. Uśmiecham się. Dopiero tutaj na forum wypisałam to, co mi leżało na wątrobie. Właściwie nikt nie wie o mnie nic... Bo się poznać nie daję. Nie chcę zostać wykorzystana. Temu chłopakowi zaufałam, a on wykorzystał wszystko co o mnie wiedział. Nawet to, że rodzice to mój słaby punkt...
Nie potrafię siebie zaakceptować. Moja figura nie jest do niczego podobna, nienawidzę swojego ciała. Rozważam nawet operację plastyczną. Ono zniszczyło mi życie i psychikę.
Poznałam faceta, w którymś wątku pisałam o tym. Ja mam 20 lat, on 35... Pracowałam jeden dzień w sklepie, jak byłam w Belgii. On pojawił się tam zupełnie znikąd i jakoś od razu zaiskrzyło. Jemu nie przeszkadza to, jak wyglądam. Uważa, że jest dobrze. Chce mnie zainicjować seksualnie, ja też tego chcę. Powiedziałam mu "jestem gruba"... odpowiedział "gdzie? a skoro tak uważasz, to ja cię odchudzę" ... Ostrzegłam go, że kiepsko reaguję na dotyk... Zaskoczył mnie słowami "na seks nie można się umówić, to wyjdzie spontanicznie, gdzieś cię zabiorę, pójdziemy gdzieś, zobaczysz sama czy nadejdzie ta chwila" a nie "chodź do samochodu"... słuchałam go z oczami i ustami szeroko otwartymi i nie wiedziałam, czy on mówi to do mnie, czy koło mnie... Jestem chyba naprawdę głupiutka...
Nie potrafię siebie zaakceptować. Moja figura nie jest do niczego podobna, nienawidzę swojego ciała. Rozważam nawet operację plastyczną. Ono zniszczyło mi życie i psychikę.
Poznałam faceta, w którymś wątku pisałam o tym. Ja mam 20 lat, on 35... Pracowałam jeden dzień w sklepie, jak byłam w Belgii. On pojawił się tam zupełnie znikąd i jakoś od razu zaiskrzyło. Jemu nie przeszkadza to, jak wyglądam. Uważa, że jest dobrze. Chce mnie zainicjować seksualnie, ja też tego chcę. Powiedziałam mu "jestem gruba"... odpowiedział "gdzie? a skoro tak uważasz, to ja cię odchudzę" ... Ostrzegłam go, że kiepsko reaguję na dotyk... Zaskoczył mnie słowami "na seks nie można się umówić, to wyjdzie spontanicznie, gdzieś cię zabiorę, pójdziemy gdzieś, zobaczysz sama czy nadejdzie ta chwila" a nie "chodź do samochodu"... słuchałam go z oczami i ustami szeroko otwartymi i nie wiedziałam, czy on mówi to do mnie, czy koło mnie... Jestem chyba naprawdę głupiutka...
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Re: Nienawidzę samej siebie
Natrafiłaś w przeszłości na totalnego dupka, jednak powinnaś wiedzieć, że nie każdy mężczyzna jest taki sam. Przede wszystkim sama musisz uwierzyć, że możesz się komuś podobać. Naprawdę nie wszyscy mężczyźni zwracają uwagę tylko na "modelki". Liczy się także to, co masz w głowie i w sercu. Skoro jemu podoba się ciało, które masz to dlaczego nie spojrzysz na siebie oczyma, którymi patrzy na Ciebie ten obecny? On docenia Ciebie i widzi w Tobie kogoś wartościowego, nie przeszkadza mu Twoje ciało. Poza tym nie traktuje jak rzecz, którą można mieć i wykorzystać. Te jego słowa, które opisałaś bardzo mi się spodobały. Spodobało mi się jego podejście. Powinnaś bardziej uwierzyć w siebie.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Problem w tym, że tamten nie był pierwszym takim dupkiem. Kogo bym nie chciała, na kogo nie zwróciłabym uwagi ten mnie zawsze wyśmiał. Ostatnio zadałam mamie pytanie, dlaczego tak jest? Co ze mną jest nie tak? Jest dobrze, a potem piorun trzaśnie...
Ona nie potrafi mi na to pytanie odpowiedzieć. Sama nie wie dlaczego nikt nie zwraca na mnie uwagi. Ja wiem, że jest tylko jedna kwestia - jestem gruba.
Wiem o co Wam chodzi, powinnam niby się zaakceptować, ale nie potrafię... Może obecny "obiekt" mi w tym pomoże. Ale boję się, że gdy tylko spróbuje mnie dotknąć, ja ucieknę albo zwinę się w kłębek i zacznę wyć.
Ona nie potrafi mi na to pytanie odpowiedzieć. Sama nie wie dlaczego nikt nie zwraca na mnie uwagi. Ja wiem, że jest tylko jedna kwestia - jestem gruba.
Wiem o co Wam chodzi, powinnam niby się zaakceptować, ale nie potrafię... Może obecny "obiekt" mi w tym pomoże. Ale boję się, że gdy tylko spróbuje mnie dotknąć, ja ucieknę albo zwinę się w kłębek i zacznę wyć.
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Re: Nienawidzę samej siebie
No wiesz co, ale mnie nabrałaś na to "jestem gruba" i wmawianiem sobie, że jesteś "brzydka". Właśnie teraz dostrzegłam Twoje zdjęcie i powiem Ci, że inaczej sobie Ciebie wyobrażałam. Poważnie! Chyba sprawię Ci na urodziny nowe lustro... Niczego Ci nie brakuje, są "większe" dziewczyny od Ciebie i mają wspaniałych chłopaków, są kochane i kochane są też ich ciała, mimo że same narzekają na swoją tuszę. Lub też nie narzekają, bo akceptują się takimi jakimi są.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Nabrałam?
Maskowanie się ubraniami dobrze mi wychodzi po prostu
Wiem, że są większe dziewczyny ode mnie i mają facetów i są szczęśliwe, ale nie rozumiem dlaczego w takim razie ja nie mogę... Jakaś wiedźma ze mnie... 
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Re: Nienawidzę samej siebie
Kochana ja też byłam w takim razie wiedźmą, że nic nie wychodziło. A teraz jestem szczęśliwa i myślę, że każdy w końcu trafi na tą odpowiednią osobę. 
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Ze mną jest też taki problem, że ja nie lubię zobowiązań, choć czasem potrzebuję przytulenia, życie mnie nauczyło, że nie warto okazywać słabości a to jest słabe. Nienawidzę być od kogoś zależna, do wszystkiego chcę dojść sama. Nie chcę nigdy mieć męża, który będzie mi mówił, jak mam żyć (bo jestem zdolna albo złapać wała, albo po prostu odejść). Ten ostatni powiedział mi, że ja nigdy do niczego nie dojdę. Chcę mieć swój warsztat. Usłyszałam "uroiłaś sobie, że jako kobieta możesz a nie możesz". Jestem chora na tym punkcie, jak ktoś mi mówi, że czegoś nie mogę, to ja kosztem wszystkiego pokażę, że mogę. Mam wstręt do płci przeciwnej, a jednak potrzebuję kogoś... na dochodne? Na chwilę? Być może... Taka to jestem jakaś dziwna już... Domyślę się, że pomyślicie o mnie, że jestem jakaś szalona 
Jestem inna. Może oni się tego boją? Nie boję się powiedzieć co myślę. Nie proszę o pomoc. Wolę pomagać innym a sama płakać w poduchę. Nie jestem typową kobietą z reklamy, co marzy o pięknym ślubie, gromadce dzieci i domu z ogrodem. Nie potrafię nawet gotować (coś tam zrobię, co by z głodu nie zdechnąć jak sama jestem
). Nie znalazł się jeszcze taki co by to zaakceptował i pewnie nie znajdzie a ja się nie zmienię. Rzadko chodzę na kompromisy.
Jestem inna. Może oni się tego boją? Nie boję się powiedzieć co myślę. Nie proszę o pomoc. Wolę pomagać innym a sama płakać w poduchę. Nie jestem typową kobietą z reklamy, co marzy o pięknym ślubie, gromadce dzieci i domu z ogrodem. Nie potrafię nawet gotować (coś tam zrobię, co by z głodu nie zdechnąć jak sama jestem
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Nienawidzę samej siebie
Wiesz kobieta tez powinna dazyc do swych celow ktore sobie wytycza . Czasy sie zmieniły wiec kobieta w domu to nie niewolnica , chyba , ze sobie na to pozwoli . Normalna osoba czy to kobieta czy mezczyzna nikt nie wyglada jak po stylizacji i z reklamy . Natura jest i ma swoje prawa i nie kazdy ma piekna twarz , czy jest szczupła . Tylko najwazniejsze jest to , ze ja dobrze czuje sie taka jaka jestem .Kobiety puszyste tez potrafia byc piekne .Tylko nietrzeba wpadac w kompleksy .
a co do mechaniki czujesz sie w tym dobrze i to jest najwazniejsze , a nie to , ze ktos tam cos mowi . Rob to dla siebie samej abys TY była szczesliwa . I wiedz , ze znajdzie sie ten jedyny dla ktorego TY zgubisz głowe . Na sile nie szukaj bo wtedy własnie trafiasz tak jak trafiasz . Cenne sa wartosci ktore masz w sobie w srodku .
a co do mechaniki czujesz sie w tym dobrze i to jest najwazniejsze , a nie to , ze ktos tam cos mowi . Rob to dla siebie samej abys TY była szczesliwa . I wiedz , ze znajdzie sie ten jedyny dla ktorego TY zgubisz głowe . Na sile nie szukaj bo wtedy własnie trafiasz tak jak trafiasz . Cenne sa wartosci ktore masz w sobie w srodku .
Re: Nienawidzę samej siebie
Nie jesteś dziwna. Raczej kobieta z charakterem. W dodatku silna, bo słysząc "nie wyjdzie ci", "chyba żartujesz" - ludzie się dołują i zaczynają wierzyć innym, że rzeczywiście skazani są na niepowodzenie i odpuszczają sobie marzenia. Masz swoje cele, masz swoje zasady, marzenia to dobrze. Realizuj je, spełniaj.
A facet... hmm... Z facetami to bywa różnie. Nie każdy taki zły. 
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Nie chcę gubić głowy. Nigdy więcej nie chcę jej już zgubić, bo to się tragicznie dla mnie kończy... Nie przeżyję tego po raz kolejny z rzędu.elzbieta45 pisze:Rob to dla siebie samej abys TY była szczesliwa . I wiedz , ze znajdzie sie ten jedyny dla ktorego TY zgubisz głowe . Na sile nie szukaj bo wtedy własnie trafiasz tak jak trafiasz . Cenne sa wartosci ktore masz w sobie w srodku .
O tak, ale wiecie, upór w pewnych sprawach prowadzi do kłopotów ...
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Nienawidzę samej siebie
wiem jak boli jak pomagasz komus a ktos sie wypnie
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
mnie to bardzo ruszyło, bo nawet dziękuje od nikogo nie usłyszałam a na dodatek wszyscy się wypięli i ani słowa nikt się nie odzywa... co niektórzy maturę dzięki mnie zdali...
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Nienawidzę samej siebie
ja tez niejednokrotnie sie z takim czyms spodkałam . i napewno wiele osob tez . Ale nieprzejmuj sie to swiadczy o nich a nie o TOBIE
-
AnaStazJa
Re: Nienawidzę samej siebie
mechaniczka92, nie Ciebie jedną w życiu wykorzystano. Ze mnie "przyjaciele" zrobili kozła ofiarnego byleby tylko się wybić i pokazać, że są fajni. Z tym, że ja się z tego dna do którego mnie wepchnęli podniosłam. Z tego co czytam trafiłaś na wspaniałego mężczyznę więc zdaj się na niego. Okazywanie czułości i uczuć nie jest słabością. Każdy potrzebuje takich rzeczy i jest to normalne. Zamykanie się na takie doznania nie wyjdzie Ci nigdy na dobre. Odbierasz sobie przyjemność życia kompletnie niepotrzebnie.
Zaakceptuj swoje ciało, zaakceptuj siebie taką jaką jesteś i ciesz się życiem, bo życie masz tylko jedno i powinnaś brać z niego garściami.
Co do marzeń związanych z mechaniką to co za frajer powiedział Ci, że nie możesz, bo jesteś kobietą? Kobiety w wielu typowo męskich (niby) zawodach pokazały, że są od nich o niebo lepsze, więc za takie gadanie powinnaś mu się zwyczajnie roześmiać w twarz i pokazać co potrafisz.
Pokaż pazur dziewczyno, bo go masz
Zaakceptuj swoje ciało, zaakceptuj siebie taką jaką jesteś i ciesz się życiem, bo życie masz tylko jedno i powinnaś brać z niego garściami.
Co do marzeń związanych z mechaniką to co za frajer powiedział Ci, że nie możesz, bo jesteś kobietą? Kobiety w wielu typowo męskich (niby) zawodach pokazały, że są od nich o niebo lepsze, więc za takie gadanie powinnaś mu się zwyczajnie roześmiać w twarz i pokazać co potrafisz.
Pokaż pazur dziewczyno, bo go masz
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
wiem, wiem, bardziej zależy mi na zdaniu moich nauczycielek niż niedojrzałych gówniarzy... moja klasa chyba była pod tym względem najgorsza, bo mechanicy się trzymali razem a my, mechatronicy to tacy że sprzedaliby się za miskę ryżu
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Nienawidzę samej siebie
tak trzymaj dziewczyno
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Moja przyjaciółka chciała mnie wykończyć fizycznie jak byłam u niej przez miesiąc w Belgii. Okłamała mnie i mojego ojca, zrujnowaliśmy nasz budżet bośmy zaufali po tym, jak mój tata stracił pracę w Polsce i jedyne co mu proponowano to praca na 4 zmiany za 1120 złotych miesięcznie. Też mnie to boli, że wiedziała o mnie wszystko i wykorzystała nawet to, że mam nerwicę.AnaStazJa pisze:mechaniczka92, nie Ciebie jedną w życiu wykorzystano. Ze mnie "przyjaciele" zrobili kozła ofiarnego byleby tylko się wybić i pokazać, że są fajni. Z tym, że ja się z tego dna do którego mnie wepchnęli podniosłam. Z tego co czytam trafiłaś na wspaniałego mężczyznę więc zdaj się na niego. Okazywanie czułości i uczuć nie jest słabością. Każdy potrzebuje takich rzeczy i jest to normalne. Zamykanie się na takie doznania nie wyjdzie Ci nigdy na dobre. Odbierasz sobie przyjemność życia kompletnie niepotrzebnie.
Zaakceptuj swoje ciało, zaakceptuj siebie taką jaką jesteś i ciesz się życiem, bo życie masz tylko jedno i powinnaś brać z niego garściami.
Co do marzeń związanych z mechaniką to co za frajer powiedział Ci, że nie możesz, bo jesteś kobietą? Kobiety w wielu typowo męskich (niby) zawodach pokazały, że są od nich o niebo lepsze, więc za takie gadanie powinnaś mu się zwyczajnie roześmiać w twarz i pokazać co potrafisz.
Pokaż pazur dziewczyno, bo go masz
Ten facet nie jest taki wspaniały. Nie wiem dlaczego dla mnie jest dobry... Bo dla nikogo innego nie jest. Na dodatek ma kobietę, z którą łączą go tylko dzieci... A mimo to on woli mnie, bo ona ... no jest mało inteligentna... podobno codziennie są awantury, ona popija co dzień cały czas, a on jest alkoholikiem, tylko że zaszyty, walczy z tym, ale nie może... A ja alkoholu nie piję wcale. On patrzy na mnie jak w obraz, nie pozwala przeklinać, nie chce, by ktokolwiek inny patrzył na mnie, żeby coś mi się stało... Sama nie wiem. Ja się w nim zakochałam, ale nie pokażę mu tego, bo to bez sensu...
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
AnaStazJa
Re: Nienawidzę samej siebie
Ciężka sprawa. Zwłaszcza z tym alkoholem. Chodzi na jakąś terapię?
A co do przyjaciółki, to ona tak na prawdę nigdy nią nie była. Ciągle trafiasz na jakichś dziwnych ludzi i przez to innym nie ufasz. Pamiętaj tylko, że nie wszyscy tacy są.
A co do przyjaciółki, to ona tak na prawdę nigdy nią nie była. Ciągle trafiasz na jakichś dziwnych ludzi i przez to innym nie ufasz. Pamiętaj tylko, że nie wszyscy tacy są.
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Właśnie nie... Po prostu się zaszył, ale to nic mu nie da, bo jego umysł nie myśli normalnie. Boję się o niego, że gdy wszywka mu się skończy, to on się zapije na śmierć. W święta Bożego Narodzenia dzwonił do mnie, że pojechał do rodzinnego domu i pije wódkę z wujkiem. Jego rodzina też mu podejrzewam nie pomaga. Z dziećmi coś nie tak, podejrzewam, że są efektem alkoholowego amoku jego i jej, bo ona za kołnierz też nie wylewa. Nie ma mu kto w tym pomóc... Ja oczywiście bym chciała! Ale to jest ciężki typ faceta...AnaStazJa pisze:Ciężka sprawa. Zwłaszcza z tym alkoholem. Chodzi na jakąś terapię?
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
-
AnaStazJa
Re: Nienawidzę samej siebie
Uparty pewnie. Ale sam to on sobie rady nie da. Jedynie terapia tu coś pomoże, bo sama też go nie przekonasz.
- mechaniczka92
- Miła Kobietka
- Posty: 84
- Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm
Re: Nienawidzę samej siebie
Jak go poznałam (od razu mnie ścięło na jego punkcie) to chwalił się, że nie pije już 8 miesięcy. Bardzo był z tego dumny. Ma świadomość tego, że ma problem. Próbował sam, ale pojechał potem do domu i wpadł w cug... Po Sylwestrze się zaszył, ale wątpię, że mu to coś da. Skończy się i koniec...
Muszę z nim o tym porozmawiać, teraz będę miała okazję. Bo ona mu na pewno nie pomoże.
Muszę z nim o tym porozmawiać, teraz będę miała okazję. Bo ona mu na pewno nie pomoże.
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Snappy [Bot] i 0 gości