Nienawidzę samej siebie

Miejsce na dyskusje nie związane z pozostałymi tematami.
Awatar użytkownika
mechaniczka92
Miła Kobietka
Posty: 84
Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: mechaniczka92 »

Kayira pisze:Ale ćwiczysz?? Dieta czy jak ??
Pisałam to już. To nie jest tak że wpieprzam na potęgę. Nawet gdybym chciała muszę mieć dietę, bo mam wrzody żołądka. Mój żołądek nie akceptuje ani tłustego, ani kalorycznego, ani niczego takiego.
Jestem więc na diecie mimo woli, aczkolwiek nigdy nie jadłam dużo. Nie rajcuje mnie opychanie się słodyczami, wolę jogurt i włącza mi się niedobór na mięso (które i tak jest przyrządzane tak, by mnie nie bolało).
Czy ćwiczę? Mimo tego, że jestem gruba biegam (choć jestem po operacji i w zasadzie mi nie wolno), skaczę na skakance i ćwiczę codziennie brzuch.
To nie jest tak jak wszyscy myślą :/

Elu, to nie jest takie proste. Przez to ciało wiele wycierpiałam i nie zaakceptuję, ni chu chu...
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Awatar użytkownika
Adix257
Samiec
Posty: 1665
Rejestracja: sob gru 22, 2012 11:42 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: Adix257 »

Ja też pracuje i tylko 4 kg schudłem przez rok i dalej moja waga trzymie się taka sama
Adrian
:P
elzbieta45
Kobietka Expert
Posty: 6529
Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: elzbieta45 »

a niektprzy maja poprostu taka figure
Awatar użytkownika
mechaniczka92
Miła Kobietka
Posty: 84
Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: mechaniczka92 »

Adix257 pisze:Ja też pracuje i tylko 4 kg schudłem przez rok i dalej moja waga trzymie się taka sama
... Ja tak miałam wcześniej. Po tym jak zaczęłam brać lekarstwa, moja waga spadła sama, czyli to nie była moja wina, że tyłam. Teraz mam wrażenie, że to się znowu dzieje i mój koszmar wraca, chociaż ludzie mówią, że nieprawda, że jest mnie coraz mniej.
Do tego stopnia, że mama połamała mi wagę, bo ciągle przez to płakałam...
Ja w lustrze widzę monstrum a ludzie mówią mi, że jest okey. Ale ja tam wiem lepiej...
Nie polubię siebie nigdy. W tym ciele zamknięte jest coś, czego nie mogę uwolnić. Mogłabym być kimś innym, gdyby nie to jak wyglądam. Ludzie mówią "kości ci sterczą", ale ja tego nie widzę... Albo mam jakiś zniekształcony obraz siebie, albo po prostu dopóki celu nie osiągnę, to zdania nie zmienię.
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Awatar użytkownika
Adix257
Samiec
Posty: 1665
Rejestracja: sob gru 22, 2012 11:42 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: Adix257 »

Ja widzę miłą i sympatyczną dziewczynę z męskimi zainteresowaniami i z niską samooceną, a uwierz i że faceci też lubią dziewczyny przy ciałku, bo kochanego ciałka nigdy nie jest za wiele
Adrian
:P
Awatar użytkownika
Hadassa
Moderatorka
Posty: 22168
Rejestracja: czw mar 14, 2013 11:43 am

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: Hadassa »

Szczerze... to ostatni post mnie trochu zaniekopoił...
Przypomniałam sobie siebie, jak chodziłam na solarium...
Dla siebie byłam blada.. i musiałam to poprawić... na prawdę byłam brązowa....
Konsultowałaś się z dietetykiem ?? Jakie masz BMI ??
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Awatar użytkownika
mechaniczka92
Miła Kobietka
Posty: 84
Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: mechaniczka92 »

Kayira pisze:Szczerze... to ostatni post mnie trochu zaniekopoił...
Przypomniałam sobie siebie, jak chodziłam na solarium...
Dla siebie byłam blada.. i musiałam to poprawić... na prawdę byłam brązowa....
Konsultowałaś się z dietetykiem ?? Jakie masz BMI ??
Nie potrzebuję dietetyka xD na cholerę mi dietetyk jak po prostu mam niedoczynność tarczycy? Dietetyk nic nie pomoże. Chudłam na odpowiednich lekach, ludzie mówią, że chudnę dalej ale ja nie widzę tego.
Nie pójdę do dietetyka, bo odżywiam się zdrowo i wszyscy to mówią. Działa na mnie jak płachta na byka kiedy ktoś mówi mi, że może powinnam przejść na dietę... Mówią to ludzie którzy mnie nie znają. Bycie grubym to nie tylko obżarstwo... udowadniam to od 10 lat.
Nie wiem jakie mam bmi bo mama wypie*doliła mi wagę do kosza :/
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Awatar użytkownika
Hadassa
Moderatorka
Posty: 22168
Rejestracja: czw mar 14, 2013 11:43 am

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: Hadassa »

Szczerze.... Jeżeli to ma powiązanie ze zdrowiem, sama sobie z tym nie radzisz...
To będe za konsultacją z lekarzem, może zmiana tabletek, lub coś jeszcze,,,
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Awatar użytkownika
mechaniczka92
Miła Kobietka
Posty: 84
Rejestracja: wt kwie 02, 2013 4:07 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: mechaniczka92 »

Ludzie mówią, że mi psychologa potrzeba a nie lekarza...
Nie wiem kompletnie co z tym zrobić już. Nawet teraz siedzę przy komputerze ze łzami, bo się z mamą pokłóciłam. Wygarnęłam jej, że ona nie widzi problemu a ona uznała, że zaprowadzi mnie do psychiatry bo psycholog już nie pomoże. Mój tata jest tego samego zdania, moje przyjaciółki też, nawet mój "potencjalny" partner uważa, że jestem głupia a nie gruba. Ale ja widzę ten pieprzony obleśny brzuch codziennie i tylko patrzę, czy dalej mam kości na obojczykach i czy nadgarstki wystają jak wystawały... Idę ulicą i patrzę, czy jest okey... w niektórych szybach wyglądam dobrze...
Siadam, poprawiam spodnie, poprawiam bluzkę, byleby brzuch się nie odznaczał.
Chodzę, patrzę tylko czy się nie wylewa...
Leżę... w takiej pozycji, by nie było go widać...
Jestem zdecydowana odkładać kasę na operację plastyczną, bo ja już tego psychicznie nie wytrzymam! Ludzie mówią, że to skóra, bo dużo schudłam...
Ja widzę co innego... Ciągle mam nerwy, ciągle jestem zdenerwowana i zdołowana. Od dwóch miesięcy nawet okres mi się papra zanim się zacznie normalnie. Nie potrafię przestać myśleć o niczym innym tylko o tym, że jestem gruba i mogę być jeszcze bardziej gruba i nikt tego nie rozumie. Nikt z mojego otoczenia nie traktuje poważnie moich obaw... To chyba boli najbardziej... Wstaję rano i mam ochotę potłuc lustro! WSZYSTKIE LUSTRA! Nie pozwalam się dotykać, przytulać, jak ktoś na mnie patrzy, patrzę spode łba albo odwracam wzrok. Jestem obleśna, okropna... Zawsze liczyły się tylko moje koleżanki. Moi rodzice zastanawiają się, dlaczego ja jeszcze nigdy chłopaka nie miałam?! Bo jestem obleśna! Najpierw mnie nie chcieli wcale, teraz chcą mnie tylko na jeden raz... I za każdym razem "on był nieodpowiedni"... naliczyłam 40 chłopców, których chciałam, na 40 razy zwycięstwa = 0 ! To się nazywa mieć pecha do ludzi... Albo po prostu jestem tak obleśna, beznadziejna i badziewna, że nic mi się w życiu nie należy. Te samochody tylko rozkładam i składam. One przynajmniej nie krzywdzą, nie mówią, że jestem gruba "krowa, świnia, beczka, yeti" (itp.) ... Jedyne co mogą mi zrobić, to spaść na mnie jak źle lewarek podłożę, ale niestety zawsze robię to dobrze...Rzygać mi się chce na takie życie. Wstaję rano, nie chce mi się w ogóle podnieść, jak mam się ubierać, to jestem chora. Mam wrażenie, że nic na mnie nie leży jak powinno. Jak mam wyjść na ulicę, to jestem jeszcze bardziej chora... Jak mam wyjść do ludzi... to jestem w panice. Nie chodzę na imprezy, bo nie mam na to kasy, zdrowia ani siły... Ostatnią odchorowywałam 2 dni, choć nie piłam. Po 1.5 butelki piwa jestem ugotowana ... a za godzinę trzeźwa. Nawet pić nie potrafię. Nic mi się nie udaje. Przyjaciółka mnie wystawiła, pozostałe dwie nie chcą mnie słuchać, nikt nie chce mnie słuchać! Facet w którym się zakochałam, któremu ZAUFAŁAM (odważyłam się), zrobił ze mnie śmiecia... i szmatę (to, co zrobiłam dla niego... żałuję tego cały czas od roku z każdym dniem coraz bardziej). Facet którego teraz kocham jest idiotą, jest psychicznie chory, na dodatek ma kobietę dwójkę dzieci... A mimo to kocham go! Bo potrafił powiedzieć mi jakiś komplement... Ale teraz coś mu znowu odpie*doliło i strzelił focha... Ma zmienne nastroje gorzej niż ja, bo mój nastrój od kilku miesięcy utrzymuje się na poziomie zero.
Poszłam na studia. Studiowałam historię (WTF !), bo rodzice chcieli. Rodzice doszli do wniosku, że znowu miałam rację. Ludzie nie z mojej bajki, nie z moimi poglądami... Pokazałam im, że mam swój świat, swoje zabawki. Nie mówiłam nic o sobie, co ich irytowało. Gdy odeszłam z dnia na dzień, zaczęły się plotki... Bo chodzę jak kaczka (jestem po nieudanej artroskopii kolana, w dodatku mam chory kręgosłup) i jestem "gruba i przeżarta" ... akurat wtedy nie bardzo miałam czym się przeżreć bo nie mieliśmy wiele do jedzenia w domu (problemy finansowe). I tak ciągle i ciągle... Jedynie starsi faceci widzą we mnie jakąś urodę. Miałam kolegów, miałam pełno kolegów... Olali mnie! Wszystkim pomogłam, a oni mnie olali.
Ostatni "chłopak" w którym się kochałam z awanturą powiedział mi "chciałem ci pomóc! Ty nie chciałaś!" ... Czy w/g Was pomocą nazywa się wyzywanie rodziców drugiej osoby, chociaż się ich nie zna? Nakaz "sprzedania samochodu" w celu chodzenia na treningi (bo kiedyś powiedziałam że wrócę do boksu, ale zdrowie mi nie pozwala na to ani finanse, sprzedałam samochód i problem i tak wrócił, bo to nie jest tak), mówienia jak żyć, jaki kolor włosów mieć, co robić, a na dodatek przy "dotykaniu" robić krzywdę i uważać, że to mi się podoba... Czy to jest pomoc?
Mam tego wszystkiego dosyć. Tak wiem, co powiecie. Użalam się nad sobą.
Raz nie zawsze. Walczę od kilku lat, walczę i przyzwyczaiłam się do samotności, do tego że będę sama już zawsze, bo nawet nie potrafię nikogo do siebie dopuścić, boję się zaufać, boję się znowu zostać skrzywdzona, oni nie mają dla mnie litości.
Na dodatek walczę z własną psychiką, która albo zniekształca swój obraz, albo widzi się taką, jaką chce się widzieć.
Nie myślałam o tym, gdy miałam zajęcie. Od 3 miesięcy gdy nie chodzę na uczelnię, a wujek nie ma nic do roboty w warsztacie, siedzę w domu i myślę, płaczę, myślę...
Mam lęki! Nigdy niczego się nie bałam a teraz nie mogę zasnąć bez słuchawek w uszach i wielkiej pluszowej owcy przy sobie...
Wiecie? Rok temu byłam energiczną dziewczyną, która gasiła wszystkie głupie opinie, która zawsze znalazła wyjście z sytuacji i która się uśmiechała...
Teraz mój śmiech jest sztuczny, co wiele osób mi często mówi...
Czasem mam wrażenie, że obserwuję siebie z boku. Że jestem stara, wszystko mnie ominęło. Gdy inni się bawili, ja stałam pod ścianą. Nigdy nie zapomnę dwóch imprez mojego życia:
- bal szóstoklasistów w podstawówce, kiedy wszystkie dziewczyny tańczyły, a ja jedyna (JEDYNA) siedziałam pod drabinkami, bo nikt mnie nie poprosił do tańca, podeszła wtedy grupa chłopców i jeden z nich mnie poprosił, wstałam a oni zaśmiali się i odeszli...
- studniówka, ubrana w długą, chabrową suknię z gorsetem wyglądałam jak królowa śniegu, wyobraźcie sobie, że mój tata ubawił się lepiej niż ja, bo był w komitecie studniówkowym... nikt z wielu kolegów nawet nie poprosił mnie do tańca, kiedy ja prosiłam, wykręcali się... całą noc spędziłam sama, oprócz tego, że prowadziłam program studniówkowy...
Nie zapomnę tego do końca życia...
Oh, I could write a milion stories,
Tales of love, and hate, and pain,
And my fears would truly frighten,
Any ordinary man...
Lindsey90
Jestem tu nowa :)
Posty: 7
Rejestracja: sob sie 03, 2013 6:52 pm

Re: Nienawidzę samej siebie

Post autor: Lindsey90 »

A próbowałaś już pójść do psychologa i rozwiązać problem? Sądzę, że dobry psycholog mógłby pomóc rozwiązać Twoje problemy i wskazać Ci wyjście z trudnej sytuacji. Osobiście znam wielu ludzi, którym jest w życiu łatwiej po terapii psychologicznej, ich problemy zniknęły lub są mniejsze.
http://colonpack.pl/
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: ICCrawler - ICjobs, Snappy [Bot] i 1 gość