Jest okropny.Potrafi mnie nazwać kaleką,choć nią nie jestem.
Ogólnie często się kłócimy i to od dawna...
To małżeństwo wygląda tak,jakbyśmy byli ze 30 lat po ślubie,a jesteśmy dopiero ponad 3 miesiące.
Czasami mam coś takiego,że wyganiam go z domu.Mam już go dosyć momentami po prostu.Ostatnio już nawet zaczął się pakować,ale potem ogarnął mnie lęk przed tym,że zostanę sama i wszystko starałam się znów naprawić.Poukładałam mu znów ubrania w szafce i dalej jesteśmy ze sobą(mówił tego dnia,że zrobi wszystko żeby mnie do siebie zniechęcić,ale chyba teraz zmienił zdanie). Z tymi pieniędzmi też jest nie za wesoło,o prawie na nic przy nim nie mam.Chwilowo się trochę poprawił,ale chyba znów będzie po staremu.Znów nie pracuje.Żałuje pieniędzy nawet na potrzebne rzeczy.Ostatnio i poprzednio jak byliśmy na zakupach to normalnie cud,kupił dużo rzeczy...Dał nawet na rachunki,bo mieszkam nie tylko z nim,ale też z moimi rodzicami.Teściowa,aż się zdziwiła,że dał tak sam z siebie.
Proszę doradźcie mi coś.Jestem całkiem sama ze wszystkimi problemami...