Witam wszystkich po dość długiej przerwie.
Vanilka życzę Ci kochana szybkiego znalezienia dobrej
pracy a Twojemu A powrotu do zdrowia.
Ponuraku jak koteczki? Dogadują się?
Grudzień jak grudzień. Święta idą pełną parą i wydatki też. Nie tylko związane z prezentami i Świętami. U mnie wydatki wiążą się z kolejną przeprowadzką i lekami. Na szczęście jeszcze kilka dni i będę na swoim, bo jak na razie jesteśmy w gościach. Nie jest to komfortowe zwłaszcza, gdy ktoś rozstawia kamery po salonie jakbyśmy mięli im ukraść figurki Buddy albo zabawki dla
dzieci. I marzy mi się
gotowanie... Zwykłe, treściwe jedzenie a nie gorące kubki i tureckie kebaby.

Zwykłe ziemniaki tłuczone i jajko sadzone aaahhh...!! Nie ma miejsca na gotowanie, wszystko zawalone ich rzeczami. Trzeba przemęczyć tych kilka dni. A potem wrócimy do normy. I zamierzam zabrać się za intensywny trening.
Y chce zakupić nowy rower. Ukradli mu 2tyg temu przy Tesco. I po rowerze ani widu ani słychu.
Byłam w Szpitalu. Sporo krwi pobrali, plus cztery bolesne kłucia. Y dzielnie znosił te widoki choć widziałam, że jeszcze trochę a odpłynie na krześle

. Pielęgniarka stwierdziła, że jestem pierwszą osobą w jej życiu zawodowym, która bacznie przygląda się temu co robi i na widok igieł itd. nie mdleje. Nie były to przyjemne widoki, fakt.
Zrobili wszystkie możliwe badania -ekg, x-ray prześwietlenie płuc, badania krwi. Wozili mnie na łóżku od sali do sali. W ręce miałam wenflon gotowy do kolejnych badań. Spędziłam tam ponad 5 godzin. Przeszłam inhalację. Z 30minut siedziałam w masce i wdychałam. Rozszerzali mi drogi oddechowe, ponieważ były skurczone do tego stopnia, że miałam poważne problemy z oddychaniem - jak się okazało nie żadne powikłania z oskrzelami, nie żadne zapalenie płuc a astma. Dostałam leki, sterydy i inhalator. Do papierosów nawet nie myślę wrócić.
I to tyle co w grudniu...

Ściskam was wszystkie i wszystkich mocno. Tęskniłam.
