Więc od 3 miesięcy spotykam się z pewnym gościem, jestem młoda on trochę 10 lat starszy. Dziecko, była żona i te sprawy. Na początku widywaliśmy się jak znajomi, ale od początku coś iskrzyło. Pod koniec lutego przyszłam na chwilę i... zostałam 3 dni. Od tego czasu widujemy się średnio co drugi dzień jak od niego wrócę (mieszka sam). Obydwoje jesteśmy uzależnieni od pewnych środków, tak jak i wszyscy nasi znajomi. Wygląda na pierwszy rzut oka prawie normalnie, gdyby nie to, że nie dzwonimy do siebie, nie piszemy sms jeśli nie jest to konieczne i ogólnie żyjemy w "wolnych chwilach" swoim życiem. Wszyscy o nas wiedzą, nie ukrywamy tego, ale często słyszę pytania "Czy wy jesteście razem" i sama nie umiem sobie na to odpowiedzieć. Nie rozmawialiśmy nigdy na temat NAS, tego, że tak powiem CZYM JESTEŚMY ani co będzie dalej... Nie zdradzamy siebie, ale nie mówimy sobie gdzie idziemy, z kim i na ile. Ja wychodzę na imprezę z kolegami, a on np. melanżuje gdzieś? z kimś? i mówimy to sobie dopiero jak się widzimy - coś typu rozmowa kolegów o tym co się działo poprzedniego dnia. Zero pretensji, czasem jakiś podtekst od któreś ze stron i inny temat... Tydzień temu zabronił mi się widywać z moim kolegą i kazał wybierać, że albo on albo (jak to nazwał) nie chce mnie znać. Nie wchodzi u nas w gre tylko seks. Razem śpimy, jemy, imprezujemy, siedzimy ze znajomymi, pomagamy sobie i martwimy się o siebie - jak normalny związek. Ale gdy idę do domu to czuję się jak w innym wymiarze. Prawie jakby go nie było. Na początku miałam to gdzieś, ale teraz cały czas MYŚLE i się martwie, zastanawiam, łapie doła. Nie wiem nawet w którym momencie poczułam coś większego... Cały czas boję się, że pewnego dnia po prostu zniknie... Tym bardziej, że w gre wchodzi amfetamina
Związek czy... co??? ;(
Związek czy... co??? ;(
Hej, pierwszy raz tu jestem i trochę nie wiem od czego zacząć heh...
Więc od 3 miesięcy spotykam się z pewnym gościem, jestem młoda on trochę 10 lat starszy. Dziecko, była żona i te sprawy. Na początku widywaliśmy się jak znajomi, ale od początku coś iskrzyło. Pod koniec lutego przyszłam na chwilę i... zostałam 3 dni. Od tego czasu widujemy się średnio co drugi dzień jak od niego wrócę (mieszka sam). Obydwoje jesteśmy uzależnieni od pewnych środków, tak jak i wszyscy nasi znajomi. Wygląda na pierwszy rzut oka prawie normalnie, gdyby nie to, że nie dzwonimy do siebie, nie piszemy sms jeśli nie jest to konieczne i ogólnie żyjemy w "wolnych chwilach" swoim życiem. Wszyscy o nas wiedzą, nie ukrywamy tego, ale często słyszę pytania "Czy wy jesteście razem" i sama nie umiem sobie na to odpowiedzieć. Nie rozmawialiśmy nigdy na temat NAS, tego, że tak powiem CZYM JESTEŚMY ani co będzie dalej... Nie zdradzamy siebie, ale nie mówimy sobie gdzie idziemy, z kim i na ile. Ja wychodzę na imprezę z kolegami, a on np. melanżuje gdzieś? z kimś? i mówimy to sobie dopiero jak się widzimy - coś typu rozmowa kolegów o tym co się działo poprzedniego dnia. Zero pretensji, czasem jakiś podtekst od któreś ze stron i inny temat... Tydzień temu zabronił mi się widywać z moim kolegą i kazał wybierać, że albo on albo (jak to nazwał) nie chce mnie znać. Nie wchodzi u nas w gre tylko seks. Razem śpimy, jemy, imprezujemy, siedzimy ze znajomymi, pomagamy sobie i martwimy się o siebie - jak normalny związek. Ale gdy idę do domu to czuję się jak w innym wymiarze. Prawie jakby go nie było. Na początku miałam to gdzieś, ale teraz cały czas MYŚLE i się martwie, zastanawiam, łapie doła. Nie wiem nawet w którym momencie poczułam coś większego... Cały czas boję się, że pewnego dnia po prostu zniknie... Tym bardziej, że w gre wchodzi amfetamina
Widzę różnice w tym jak do siebie podchodzimy z biegiem czasu. Widać uczucie? chemie? coś... Trudno się rozstać i mi i jemu. Jest pierwszą osobą przy której nie wstydze się dosłownie niczego, była tylko jedna kłótnia (o ile tak to było można nazwać kiedy kazał wybierać między nim a tym kolegą), przy nim czuje się szczęśliwa... Ale... Boję się, że go zamkną, że się wykończy, skończy to tak nagle jak się zaczęło... Wróciłam od niego rano i wieczorem miałam wpaść znów a w telefonie echo... Często tak się dzieję
Albo "interesy"
albo za dużo używek... Próbowałam to skończyć, ale nie potrafię. On też... Bo rodzina robiła awantury, a co ważniejsze policja zainteresowała się mną... Wydaje mi się, że jemu też już nie pasuje to co teraz, ale boi się? wygodnie mu?... Może to przez różnice wieku? Eh... Nie mam pojęcia jak to rozwiązać bo normalny związek jest teraz raczej nierealny, a nam nie wystarcza to jak jest teraz i żadne z nas tego nie skończy... Przynajmniej on coś w tym rodzaju powiedział... Bardzo proszę o jakąś rade, bo nie umiem już sobie poradzić 
Więc od 3 miesięcy spotykam się z pewnym gościem, jestem młoda on trochę 10 lat starszy. Dziecko, była żona i te sprawy. Na początku widywaliśmy się jak znajomi, ale od początku coś iskrzyło. Pod koniec lutego przyszłam na chwilę i... zostałam 3 dni. Od tego czasu widujemy się średnio co drugi dzień jak od niego wrócę (mieszka sam). Obydwoje jesteśmy uzależnieni od pewnych środków, tak jak i wszyscy nasi znajomi. Wygląda na pierwszy rzut oka prawie normalnie, gdyby nie to, że nie dzwonimy do siebie, nie piszemy sms jeśli nie jest to konieczne i ogólnie żyjemy w "wolnych chwilach" swoim życiem. Wszyscy o nas wiedzą, nie ukrywamy tego, ale często słyszę pytania "Czy wy jesteście razem" i sama nie umiem sobie na to odpowiedzieć. Nie rozmawialiśmy nigdy na temat NAS, tego, że tak powiem CZYM JESTEŚMY ani co będzie dalej... Nie zdradzamy siebie, ale nie mówimy sobie gdzie idziemy, z kim i na ile. Ja wychodzę na imprezę z kolegami, a on np. melanżuje gdzieś? z kimś? i mówimy to sobie dopiero jak się widzimy - coś typu rozmowa kolegów o tym co się działo poprzedniego dnia. Zero pretensji, czasem jakiś podtekst od któreś ze stron i inny temat... Tydzień temu zabronił mi się widywać z moim kolegą i kazał wybierać, że albo on albo (jak to nazwał) nie chce mnie znać. Nie wchodzi u nas w gre tylko seks. Razem śpimy, jemy, imprezujemy, siedzimy ze znajomymi, pomagamy sobie i martwimy się o siebie - jak normalny związek. Ale gdy idę do domu to czuję się jak w innym wymiarze. Prawie jakby go nie było. Na początku miałam to gdzieś, ale teraz cały czas MYŚLE i się martwie, zastanawiam, łapie doła. Nie wiem nawet w którym momencie poczułam coś większego... Cały czas boję się, że pewnego dnia po prostu zniknie... Tym bardziej, że w gre wchodzi amfetamina
Re: Związek czy... co??? ;(
Przede wszystkim nie wiesz jak on to widzi...jak widzi Was... I tu Cie rozumiem że jest to mega dylemat, tym bardziej po prochach, człowiek sobie wkręca różne rzeczy, dołuje się bardziej niż powinien... Znajdz taki moment kiedy nie będzie ani na locie ani na zejściu, tylko w parodniowej "trzeźwości" i po prostu pogadaj. Zapytaj. Myślę że nic innego jak tylko rozmowa może wyjaśnic sytuację, okreslenie swoich oczekiwań, że tel sms od czasu do czasu. On powie jak on to widzi, wtedy dopiero coś zdecydujecie. Bo w tej chwili to chyba ani Ty ani również on nie wie na jakiej zasadzie to się trzyma.
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Re: Związek czy... co??? ;(
Mysle, ze ktos kto patrzy na te niejasne i dwuznaczne relacje miedzy wami z
pewnoscia nie zauwazy w tym nic ze zwiazku.
Ja bym to okreslila jak luzny bez zadnych zobowiazan dosc wygodny uklad.
Jesli w jakis sposob czujesz, ze moze miedzy wami naprawde wytworzyc sie silna wiez
uczuciowa , ale nie ta pod wplywem srodkow odurzajacych , to nic nie stoi na
przeszkodzie by razem z partnerem zastanowic sie czy to jest w ogole mozliwe.
Bo jesli tak , to musisz miec swiadomosc pewnych ograniczen i zobowiazan ,ktore jakby z definicji narzuci wam zwiazek.
Szczera rozmowa bez towarzystwa chemii moze wiele rozjasnic i powiedziec, czy ten
wasz troche niejasny uklad jest zwiazkiem ,czy tylko chwilowym kaprysem was obojga.

pewnoscia nie zauwazy w tym nic ze zwiazku.
Ja bym to okreslila jak luzny bez zadnych zobowiazan dosc wygodny uklad.
Jesli w jakis sposob czujesz, ze moze miedzy wami naprawde wytworzyc sie silna wiez
uczuciowa , ale nie ta pod wplywem srodkow odurzajacych , to nic nie stoi na
przeszkodzie by razem z partnerem zastanowic sie czy to jest w ogole mozliwe.
Bo jesli tak , to musisz miec swiadomosc pewnych ograniczen i zobowiazan ,ktore jakby z definicji narzuci wam zwiazek.
Szczera rozmowa bez towarzystwa chemii moze wiele rozjasnic i powiedziec, czy ten
wasz troche niejasny uklad jest zwiazkiem ,czy tylko chwilowym kaprysem was obojga.
-
Magda_Lenka
- Miła Kobietka
- Posty: 40
- Rejestracja: pn cze 02, 2014 11:55 am
Re: Związek czy... co??? ;(
Ja uwazam ze powinnas to zakonczyc, chociaz wiem ze to trudne...sama mialam wiele "zwiazkow" melanzowych i wiem jak to jest. nie raz bylo tak ze to ja angazowalam sie bardziej niz ta druga strona i bardzo zle na tym wychodzilam... robilam z siebie kretynke narzucajac sie kolesiom ktorzy zaczeli mi sie podobac przez to ze podczas melanzu cos tam zaiskrzylo. mi rowniez czesto towarzyszyly narkotyki i alkohol na imprezach,ktory wydawal sie niezbedny do dobrej bani.tak naprawde to nic dobrego z tego nie bedzie bo jak saama juz wspomnialas zainteresowala sie Toba policja.Moim zdaniem nie warto kontynuowac tej znajomosci, ale wiem ze latwo jest tak mowic. Napewno nie bedzie Ci lekko przestac sie z nim spotykac, ale mysle ze powinnas tak zrobic 
Re: Związek czy... co??? ;(
Dzięki za rady, naprawdę było mi potrzebne spojrzenie kogoś zewnątrz na tą sprawę... Ale to nie jest "związek melanżowy" jak to Magda_Lenko nazwałaś ;/ Na trzeźwo też ze sobą przebywamy... Hmmm. Nie wiem już co robić, bo jak na złość on wszedł w tą faze, że interesuje się bardziej niż zawsze... Jakby czytał w moich myślach
Nagle dzwoni, pisze i się tłumaczy... EH, ja to zawsze mam pecha w życiu. Postanowiłam, że najpierw porozmawiam, a jeżeli nic się nie zmieni spróbuję to zakończyć. Tylko najgorsze jest to, że próbuję zakończyć ten układ od lutego i nic z tego nie wychodzi 
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość