związek bez związku
związek bez związku
Witam dziewczyny!
Jestem tu pierwszy raz, nigdy nie miałam potrzeby aby wygadać się na forum z moich "babskich" problemów ale teraz stanęłam w martwym punkcie i nie wiem co dalej....
Od ponad dwóch lat jestem związana z mężczyzną we wrześniu tego roku mamy wziąć ślub. Mieszkamy razem i wychowujemy mojego 4 letniego synka, którego mój narzeczony pokochał jak swojego i tak się nim opiekuje. Synek myśli, że to jest jego tata. Biologicznego ojca w ogóle nie zna, bo zostawił nas gdy byłam w 3 m-cu ciąży. Między mną a M. jest 13 lat różnicy, on jest po rozwodzie, ma 13 letnią córkę, która powoli zaczyna sprawiać problemy wychowawcze, co też jest powodem naszych kłótni....
Ogólnie to kłócimy się ciągle i o wszystko, o to, że nie posprzątałam, o to, że obiad nie smaczny, o to, że dłużej w pracy muszę zostać albo że jadę na wykłady. Rozumiem M. on po rozwodzie mieszkał z matką, obiad miał ugotowany, w domu posprzątane, wnuczką się zajęła, teraz gdy mieszkamy sami wszystko spadło na mnie. M. uważa, że jako kobieta powinnam wszystko zrobić: ugotować, posprzątać, iść do pracy, nauczyć się na studia, zająć dzieckiem i jeszcze super wyglądać a w nocy być namiętną kochanką - tylko, że ja nie mam tyle siły w sobie, żeby to pogodzić....
Kocham go i chcę, żeby nasza rodzina była szczęśliwa ale jest to trudne do ogarnięcia. Mam 25 lat a on ma 38 i do cholery powinien się zachowywać jak dorosły facet a nie jak dzieciak. Jak się wkurzę i go porządnie opierniczę to się obraża i wychodzi albo pakuje i kończy wszystko. Oczywiście ja go muszę przeprosić, przyznać się do błędu i zmienić...
Od dłuższego czasu zastanawiam się czy naprawdę jestem taka beznadziejna (M. mówi, że nie jestem jedyną kobietą, która jest matką, pracuje i dba o dom - jest takich kobiet tysiące i są w tym doskonałe) a ja nie potrafię tego ogarnąć....
Często zastanawiam się czy nasz związek ma rację bytu, mam takie wrażenie jakby to był związek bez związku, za chwilę ślub, a ja nie wiem co dalej.......
Pomóżcie!!!!!!1
Jestem tu pierwszy raz, nigdy nie miałam potrzeby aby wygadać się na forum z moich "babskich" problemów ale teraz stanęłam w martwym punkcie i nie wiem co dalej....
Od ponad dwóch lat jestem związana z mężczyzną we wrześniu tego roku mamy wziąć ślub. Mieszkamy razem i wychowujemy mojego 4 letniego synka, którego mój narzeczony pokochał jak swojego i tak się nim opiekuje. Synek myśli, że to jest jego tata. Biologicznego ojca w ogóle nie zna, bo zostawił nas gdy byłam w 3 m-cu ciąży. Między mną a M. jest 13 lat różnicy, on jest po rozwodzie, ma 13 letnią córkę, która powoli zaczyna sprawiać problemy wychowawcze, co też jest powodem naszych kłótni....
Ogólnie to kłócimy się ciągle i o wszystko, o to, że nie posprzątałam, o to, że obiad nie smaczny, o to, że dłużej w pracy muszę zostać albo że jadę na wykłady. Rozumiem M. on po rozwodzie mieszkał z matką, obiad miał ugotowany, w domu posprzątane, wnuczką się zajęła, teraz gdy mieszkamy sami wszystko spadło na mnie. M. uważa, że jako kobieta powinnam wszystko zrobić: ugotować, posprzątać, iść do pracy, nauczyć się na studia, zająć dzieckiem i jeszcze super wyglądać a w nocy być namiętną kochanką - tylko, że ja nie mam tyle siły w sobie, żeby to pogodzić....
Kocham go i chcę, żeby nasza rodzina była szczęśliwa ale jest to trudne do ogarnięcia. Mam 25 lat a on ma 38 i do cholery powinien się zachowywać jak dorosły facet a nie jak dzieciak. Jak się wkurzę i go porządnie opierniczę to się obraża i wychodzi albo pakuje i kończy wszystko. Oczywiście ja go muszę przeprosić, przyznać się do błędu i zmienić...
Od dłuższego czasu zastanawiam się czy naprawdę jestem taka beznadziejna (M. mówi, że nie jestem jedyną kobietą, która jest matką, pracuje i dba o dom - jest takich kobiet tysiące i są w tym doskonałe) a ja nie potrafię tego ogarnąć....
Często zastanawiam się czy nasz związek ma rację bytu, mam takie wrażenie jakby to był związek bez związku, za chwilę ślub, a ja nie wiem co dalej.......
Pomóżcie!!!!!!1
Re: związek bez związku
Witaj ;)To niech ci pokaże że się da ogarnąć, dziecko,prace, dom.Szkole moze sobie odpuscic bo i tak nie da rady. A co to w ogole ma byc,on jakie ma obowiazki po pracy ? Jaki problem widzi w tym zeby samemu cos ugotowac. Niech sie obraza i idzie do mamusi. Widzisz tak to jest jak mamusia staremu bykowi obiadki pod nos podtyka wrrr ;/
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
Re: związek bez związku
Dokładnie... wybacz,ale wiele związków teraz... gdzie oboje pracują, to oboje dbają o dom...
Bez przesady, nie jesteś niewolnicą by wszystko dla niego robić...
Albo, niech Cię utrzyma ze swojej wypłaty, a wtedy będziesz mogła siedzieć w domu i robić to wszystko i jeszcze mieć czas dla siebie
Bez przesady, nie jesteś niewolnicą by wszystko dla niego robić...
Albo, niech Cię utrzyma ze swojej wypłaty, a wtedy będziesz mogła siedzieć w domu i robić to wszystko i jeszcze mieć czas dla siebie
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
-
stokrotka290
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 20
- Rejestracja: śr maja 15, 2013 7:44 pm
Re: związek bez związku
nie wcale tak być nie musi.moim zdaniem powinnaś się postawić, z własnego doświadczenia wiem że to nie jest łatwe.ale ja sama przyzwyczaiłam mojego męża do tego że w domu nie robi nic i teraz tego bardzo żałuje a jak się stawiam to są kłótnie, ciche dni, jego wymówki że wcale nie muszę sprzątać itp. że jemu to nie jest potrzebne. nie daj się.trzymam kciuki!
Re: związek bez związku
Chyba za dużo naoglądał się filmów. Nie da się usługiwać facetowi, dbać o dom, zajmować się dziećmi, iść do pracy, jeszcze studia a nocą być idealną kochanką. Kobieta nie jest robotem, który się nie męczy. On też powinien pomagać w domu. Nie chce myć naczyń to niech wyrzuci śmieci. Nie chce robić obiadu, to niech robi kolację albo śniadanie. A dzieci macie oboje więc on też powinien się nimi zająć. Nie może być wszystko na Twojej głowie, bo się wykończysz. Jest facetem czy rozpieszczonym dzieciakiem, któremu wszystko trzeba podkładać pod nos, bo sam niczego nie zrobi i w niczym nie pomoże? Postaw mu warunki, podzielcie obowiązki, bo zaharujesz się...
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: związek bez związku
W zeszłą niedziele się postawiłam, powiedziałam mu, że w tą sobotę wychodzę z koleżanką (jego i tak nie ma, bo piątek i sobota będzie w pracy od rana do 3 w nocy). I co wyszło? Wielka awantura, że jestem niedojrzała, że nie myślę o domu, o nim, o dziecku, że za dwa tygodnie mam egzamin na studiach a mi tylko imprezy w głowie. Mówię do niego, że przecież od trzech lat nigdzie ale to nigdzie nie wyszłam, że w końcu bym chciała a w nocy synek śpi (babcia go będzie doglądać) a egzamin i tak zdam - nie ma innej opcji, że potrzebuje tego wyjścia, żeby się zresetować. Reakcja była jedna - pakuje się i kończy to wszystko, jak zwykle zresztą.....Coś we mnie pękło nie zatrzymałam go, powiedziałam mu, ze źle robi...sam wrócił ale nie oczywiście jest nieugięty....rozmawialiśmy, powiedziałam mu co mi przeszkadza, jak się z tym czuję, on wyraził swoje zdanie....I co dalej? Dalej nic się nie zmieniło, muszę przyjąć jego warunki, bo inaczej koniec.....wszystko byłoby proste ale synek bardzo go kocha. Wczoraj wchodzi do pokoju i mówi: "mama, tata nie kłóćcie się, bo ja się z wami pokłócę. Rodzice się trzeba kochać i dzieci też trzeba kochać"
I co mam zrobić? Zabrać dziecku ojca, bo mi coś nie pasuje? Najgorsze jest to, że to co we mnie pękło sprawiło, że mam totalny olew, nawet jego przytulenie mnie doprowadza do szału.....
BŁAGAM POMÓŻCIE!!!!!!!!!!!
I co mam zrobić? Zabrać dziecku ojca, bo mi coś nie pasuje? Najgorsze jest to, że to co we mnie pękło sprawiło, że mam totalny olew, nawet jego przytulenie mnie doprowadza do szału.....
BŁAGAM POMÓŻCIE!!!!!!!!!!!
Re: związek bez związku
Ale wg mnie i tak powinnaś wyjść... i nie może być tak, ze dziecko będzie kartą przetargową...
Myślisz, że na dziecku się to nie odbija.. z resztą miałaś przykład, jak on to odbiera...
Myślisz, że na dziecku się to nie odbija.. z resztą miałaś przykład, jak on to odbiera...
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Re: związek bez związku
Moim zdaniem to wam potrzeba a raczej mu takiego pożądnego kopa w tyłek bo jak nie zobaczy co stracil to sie nie ogarnie. Zrób tak chociaż nie mowie ze to będzie najlepsze rozwiązanie gdy sie poklocicie to ty weź spakuj sie czy powiesz ze ty he wyprowadźisz bo gdy ON tak robiwie ze go zatrzymasz albo mu ulegniesz owinąl sobie ciebie wokół palca . postaw ma swoje i sie nie odzywaj do niego jeśli po jakimś czasie będzie sam dążył do zgody to macie szanse ma przyszłość a jeśli nie będzie sie odzywać oleje to wszystko to po ślubie i tak sie rozstacie . . . .
Kochać to nie trzymać za rękę, lecz puścić ją by druga osoba nauczyła się chodzić w miłości.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość