Niedawno dowiedziałam się o zdradzie mojego chłopaka, a raczej zdradach.. Otóż sytuacja ma się następująco.
Od jakiegoś czasu widziałam w jego telefonie podejrzane numery, zaczął trzymać telefon przy sobie i kasował sms-y, choć wcześniej tego nie robił. Zapaliła mi się czerwona lampka i korzystając z okazji, że miał tego wieczoru mocny sen, zerknęłam w jego telefon - wiem, wiem nie powinnam, ale nie o to się rozchodzi. Sprawdziłam dwa numery z jego połączeń w googlach, których nie zdążył skasować. W sumie cudów się nie spodziewałam po takim śledztwie, ale jednak coś znalazłam.. Okazało się, że są to numery pań hmm.. lekkich obyczajów, żeby nie wyrażać się wulgarnie.
Powiedziałam mu o tym, na początku sprzedał mi dobrą bajere, a potem przyznał się, obiecał poprawę. Nie przyznał się, jaki jest powód tego wszystkiego. Nie jest to kwestia ilości seksu, być może jakości, choć nieraz pytałam,czy chciałby coś poprawić zmienić i nic. Widzę, że się stara być "lepszy", jednak nie mogę o tym zapomnieć. Czasem wracam na to forum, żeby jeszcze raz przeczytać te opinie i się dołuje, sama nie wiem dlaczego to robię. Samoocena mi mocno spadła, ale nadal go kocham, jesteśmy razem dwa lata.
Nie wiem, czy nie jest to zwykła walka z wiatrakami. Czy warto w tym tkwić? Warto zaufać? Co wy o tym myślicie?
W razie wątpliwości chętnie odpowiem na pytania.