Mam problem z dominacją w swoim związku i bardzo prosze o rady, a może tez wypowiedzi jak jest u was w związkach.
Jestesmy razem od dwoch lat, zareczeni , zamierzamy sie pobrac i stworzyć rodzine. D jest obcokrajowcem ze Szwecji.
Oboje jestesmy osobami o silnych osobowościach i dominujących charakterach. Bardzo często trudno nam sie porozumiec i zgodzić, mamy mase sprzeczek i zadne z nas w danej kwestii nie chce ustąpić. Często mam wrażenie, że D próbuje mnie zepchnąć w dół i być górą. Kiedy o tym rozmawiamy (oboje jestesmy świadomi naszego problemu) jest to na zasadzie odbijania piłeczki. To co ja zarzucam jemu, on zarzuca mi. Cięzko nam znaleźć wspólną droge, wyjście i porozumienie na temat calej tej dominacji. Doszliśmy do wniosku, że my mamy prawie identyczne,takie same silne charaktery. Ale jak znaleźć wyjście z tej sytuacji? Nie chcemy sie rozstać, bo się bardzo kochamy.
Podam kila przykładów chęci rządzenia w naszym związku z jego strony :
Gdy rozmawialiśmy o przyszłości, D zapytał czy nie będe miała nic przeciwko jeśli on bedzie chciał kiedyś, jak już bedziemy mieli dzieci jechąc na pare dni z kolega na ryby do innego państwa taka męska wyprawa. Powiedziałam jasne, że nie i po chwili dodałam, że ja też z kolezanką wyjade sobie gdzies dalej do SPA odpocząć. Zauważyłam, że nie spodobało mu się to i on po chwili dodał, że zrobimy tak , że on wyjedzie z kolegą a ja z dziećmi. Odpowiedziałam, że nie ma mowy.
Ostatnio był powrót do rozmowy o jego męskiej wycieczce i chęci jej zrealizowania może już w tym roku. Wysłuchałam jego planów po czym powiedziałam, że w czasie jego wycieczki ja zabiore przyjaciółke i pojade do Włoch (moje wielkie marzenie, zwiedzić muzea i zabytki). Kategorycznie powiedział, że nie. Że Włochy to co innego, niż jego podróż. Można dziewczyny zwariować! Gdy wyraziłam swoje zdanie na temat jego kategorycznego "nie" przeprosił i powiedział, że nie uwaza tego za dobry pomysł, ale jesli bede chciała to pojade. Zobaczymy jak to będzie wyglądało w praktyce bo w najblizszym czasie nigdzie sie nie wybieram.
Sylwestra spędzaliśmy w Warszawie z jego kolegą i moją przyjaciółką. Były napięcia, ponieważ kiedy ja z kolezanka świetnie sie bawiłam, śmiejąc i rozmawiając w restauracji on mnie uciszał ( a naprawde nie krzyczałam!) A uciszał dlatego, ze w jego panstwie ludzie zachowują sie rzeczywiście ciszej i są bardziej powściągliwi. Ale takie zachowania znowu pobudzają mnie do zastanowienia się nad tym.
Generalnie to on chce planować nasze wakacje, miejsce kupna domu, urządzenie domu, wiele roznych rzeczy. Kiedy on mnie pyta o plany, ja mu mowie zaczyna sie czesto dyskusja bo to co ja mowie nie jest tym co on zdąrzyl juz sobie ulozyc w glowie. D wszystko ma zaplanowane z zegarkiem w ręku i cięzko jest dla niego zmienić plany, które już sa. Ja natomiast jestem badziej spontaniczna. Często próbuje mówić mi, że powinnam zmienić to czy tamto w sobie (np powinnam sie nauczyc bardziej rzetelnego planowania, powinnam myslec o innych ludziach kiedy zachowuje sie glosno- tylko, ze to glosno jest generalnie tylko dla niego) ale co do swoich zmian jakoś zapomina wspomnieć. Czasami sprawdza mi telefon kiedy nie widze( przyłapałam go), zawsze przeprosil, ale jednak kontrole musi trzymać...
Generalnie mamy mnóstwo dobrych cech i relacji wzgledem siebie. Potrafimy rozmawiać, mozemy na siebie liczyć i co najważniejsze a tego jestem pewna - kochamy się. Największy problem dla nas to ta walka o ciągłą dominacje.
Czy macie jakieś sensowne rady? Jak znaleźć złoty środek, gdzie są granice, by nie pozwolić wejść sobie na glowe?
Zasmuca mnie ta sytuacja, ponieważ jest to pierwszy mężczyzna, z którym czuje sie mimo wszystko szczęśliwa i chciałabym znaleźć dla nas wyjście.
Pozdrawiam Was serdecznie!