To moja wina?

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
Enola
Jestem tu nowa :)
Posty: 6
Rejestracja: pn paź 19, 2015 8:05 pm

To moja wina?

Post autor: Enola »

Ponownie....
Myślałam tak długo że rozbolała mnie głowa... Nie wiem co robić, a raczej wiem, ale nie wiem jak się do tego zabrać.. Może od początku...
Nie wiem jak długo się znamy, nie wiem od jakiego czasu jesteśmy oficjalnie razem, ale od roku wspólnie mieszkamy, niby było ok ale ostatnio (jakieś cztery m-ce) się posypało.. Problem chyba jest we mnie bo zaczęłam dostrzegać rzeczy na które wcześniej przymykałam oko.. Ale po kolei... Mój facet nie potrafi odmówić sobie alkoholu, nie zna umiaru i pije tak długo aż padnie, jak wychodzimy gdzieś razem to zawsze wiem że będę musiała prowadzić go do domu, w domu co najmniej czteropak przed snem, ale najgorsze są jego zmiany popołudniowe bo wtedy wiem że o własnych siłach do domu nie wejdzie, pada w korytarzu i leży tak długo aż go podniosę, a rano zero skruchy, ja płaczę proszę krzyczę grożę że odejdę ale bez odzewu... Nie pamiętam kiedy ostatnio wyszliśmy razem, kiedy byliśmy w kinie, kiedy spotkaliśmy się ze znajomymi... oczywiście jego znajomymi bo moi są nie do zaakceptowania.. Na początku wspólnego mieszkania było wspaniale a teraz to ja ogarniam chatę, wynoszę śmieci, piorę, zmywam, sprzątam po nim, może zbyt wiele wymagam, ale naprawdę jest mi ciężko, pracuję na cały etat, awansowałam na kierownika mam więcej zajęć i potrzebuję jego pomocy, ale kiedy o nią proszę słyszę tylko :"Ty robisz to lepiej" albo "Ale jest czysto", a wiatr hula brud po korytarzu.... Jednak najbardziej bolesne jest to że kiedy wypije wśród swoich znajomych opowiada jakim jestem zerem, nie potrafię gotować, jestem leniwa, nie umiem się ubrać, jestem nieporadna, mimo że to ja utrzymuję dom, opłacam rachunki i spłacam kredyt za auto, którym i tak tylko ja jeżdżę bo on nawet nie ma prawka, nie pytam na co wydaje swoją wypłatę, nie oceniam jego znajomych nie czepiam się o każde głupstwo... A może powinnam? Może to moja wina? Powinnam była skończyć to szybciej ale nie potrafię, nie umiem mu powiedzieć, że stał mi się obojętny bo zamiast upragnionej namiętności dostałam mokrą szmatą w twarz, i wciąż słyszę to:"Kocham Cię", może to nienormalne ale dla mnie to słowo straciło sens, jest puste.. Najgorsze jest to że nie potrafię mu tego otwarcie powiedzieć, nie umiem go zranić, bo wiem że go zranię, i tak popadam w błędne koło, wbijam sobie nóż w stopę aby on spał spokojnie... Myślałam, że znajdę wsparcie w rodzinie, ale niestety wciąż słyszę to samo, że on jest taki wspaniały bo się ze mną związał, że mam 30 lat i muszę myśleć o dzieciach, starości, ale jaka starość mnie czeka? Czy szczęście nie jest najważniejsze? A może to przełknąć jak gorzką pigułkę i starać się przyzwyczaić? Jak z nim rozmawiać skoro on słyszy tylko to co chce słyszeć? Nie obchodzą go moje łzy i prośby.. Ale wiecie co, teraz czuję wstyd, że otwarcie mówię o jego wadach, że opowiadam o tym ludziom, może faktycznie problem mam ja, może zbyt wiele chcę, może na tym polega życie a ja po prostu tego nie rozumiem..
"Pisząc to usłyszałam dźwięk otwieranego piwa... Mój "Idealny" wrócił do domu...
smutna100
Jestem tu nowa :)
Posty: 17
Rejestracja: pn lip 20, 2015 3:38 pm

Re: To moja wina?

Post autor: smutna100 »

Witaj. Po przeczytaniu Twojej historii mogę jasno stwierdzić że żyjesz z nieodpowiednim mężczyzna u boku. Dziewczyno marnujesz sobie życie z nim. chcesz być całe życie kura domową?kimś kto nie będzie nigdy doceniony?wiesz co to by było kiedyś?wcale bym się nie zdziwiła nawet jeśli by podniósł kiedyś na Ciebie rękę. zadbaj. o swoje dobro bo on już pokazał co dla niego w życiu się liczy. uciekaj od niego bo ten facet spieprzy Ci życie.
zuzanieduza
Jestem tu nowa :)
Posty: 22
Rejestracja: pt lip 24, 2015 8:48 pm

Re: To moja wina?

Post autor: zuzanieduza »

Uciekaj najszybciej jak możesz,póki nie ma dzieci-naprawdę nic Cię nie trzyma! Nie możesz swojego szczęścia odkładać na bok,żeby Twoj Pan ,,Idealny" był szczęśliwy. Nie znam całej waszej historii,ale prawdopodobnie jesteś w toksycznym związku. Poczytaj o tym. Sama przez taki związek przeszłam. Byłam mega nieszczęśliwa z moim ex partnerem! Byliśmy przez okło 3,5roku. Nasz związek opierał się na szantażach i manipulacji. Za każdym razem mówił mi o tym jaka jestem beznadziejna i właśnie nawet przy znajomych potrafił źle o mnie mówić. I podobnie jak u Ciebie:przy jego znajomych bo moi byli beznadziejni i ,,to nie jego klimaty". Męczyłam się przez cały związek i nie miałam odwagi odejść ponieważ myślałam,że bez niego będę nikim i bałam się też że on się zabije (bo tak mówił). W końcu powiedziałam:DOŚĆ! I od tego momentu jestem NAJSZCZĘŚLIWSZA! Naprawdę,czuję že żyję a nie egzystuję! Tobie też radzę uciekać,póki nie macie dzieci! On żyje jak chce,pije a Tobą się nie interesuje i jeszcze wszystko jest na Twojej głowie. Na tym nie polega związek. Mój Tata pije i nieraz były awantury jak byłam mała i wiem,że nigdy nie chcę takiego związku jaki mieli moi rodzice. Moja mama jest wspaniała! I chcę być taką mamą dla moich dzieci. Ale przez tate dużo przeszła i wiem,że u Ciebie by było podobnie! Uciekaj! Mam nadzieję,że podejmiesz dobre decyzje dla Ciebie i że wszystko się ułoży!
Enola
Jestem tu nowa :)
Posty: 6
Rejestracja: pn paź 19, 2015 8:05 pm

Re: To moja wina?

Post autor: Enola »

Nie wiem jak to mozliwe ale dalej coś mnie przy nim trzyma, coś nie pozwala mi odejść. Nie wiem nawet jak zacząć tą rozmowę, jak do tego podejść. Wielka pani kierownik a nie umie ze swoim facetem rozmawiać :(
Awatar użytkownika
malinka 61
Kobietka Expert
Posty: 4233
Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:25 pm

Re: To moja wina?

Post autor: malinka 61 »

Dziewczyno , ocknij się , to jest chory człowiek , alkoholik , złamiesz sobie życie , uciekaj od niego puki czas , kiedy jeszcze nie macie dzieci , on musiał by przejść odwyk , leczenie , a nie zawsze to się udaje , bo alkohol nim rządzi , to są u was początki a co będzie później???? przemyśl to bo jeszcze jest czas , lepiej być samą niż z takim człowiekiem , po co ci taki człowiek który już teraz ciebie nie szanuje , jego kochanka to jest wódka . :evil:
Przy po­dej­mo­waniu de­cyz­ji, nie zważaj na in­nych, kieruj się głosem ser­ca i włas­nym instynktem...

Obrazek
Uśka
Jestem tu nowa :)
Posty: 12
Rejestracja: pn wrz 28, 2015 11:27 am

Re: To moja wina?

Post autor: Uśka »

Wiesz co Cię przy nim trzyma? Strach przed samotnością i ta presja ze strony otoczenia - że wiek, że rodzina, że dzieci...
Pierwsze znam z autopsji, drugie to już wkręciłam sobie sama (więc w sumie też znam)
To najgorsze co może być, bo wbrew wszelkich faktom ciągle tłumaczysz, usprawiedliwiasz, przymykasz oko, odwracasz wzrok.
Komu robisz krzywdę? Tylko sobie bo okłamujesz samą siebie...
Awatar użytkownika
kartka
Extra Kobietka
Posty: 288
Rejestracja: wt cze 02, 2015 6:07 pm

Re: To moja wina?

Post autor: kartka »

Enola pisze:Nie wiem jak to mozliwe ale dalej coś mnie przy nim trzyma, coś nie pozwala mi odejść. Nie wiem nawet jak zacząć tą rozmowę, jak do tego podejść. Wielka pani kierownik a nie umie ze swoim facetem rozmawiać :(
Wiesz, co Cię przy nim trzyma? Współuzależnienie. Alkoholicy są doskonałymi manipulantami i ciągną na dno wszystkich ze swojego najbliższego otoczenia, a w tym wypadku Ciebie (ponieważ razem mieszkacie i przebywacie ze sobą w każdej wolnej chwili). Twoje zachowanie, poczucie winy, skrajne emocje (od krzyku do płaczu, chęć odejścia ale trwanie w tym dalej), to wszystko składa się w objawy klasycznego współuzależnienia.

Zapamiętaj sobie kilka rzeczy:
NIGDY nie wierz alkoholikowi. W żadne obietnice, bicie się w pierś, jego lamenty, błagania itp.
Alkoholik NIGDY nie wyjdzie z nałogu. Może pójść na terapię, zaprzestać picia na tydzień, miesiąc, 10 lat. Ale to jest choroba NIEULECZALNA, co oznacza tyle, że ciągle będzie wysokie ryzyko ponownego picia. A Ty będziesz przez cały ten czas bać się o jego chwile słabości.
I chyba najważniejsze: alkoholik ZAWSZE będzie szukał usprawiedliwienia dla swojego picia, czyli po prostu zrzucał winę na innych. Jeśli w ogóle przyzna się do choroby (na 99% tego nie zrobi, a jeśli zrobi, będzie to kłamstwem; patrz wyżej), to powie, że pije np. przez Ciebie. Albo przez kogokolwiek innego, kto rzekomo źle go traktuje itd. ZAWSZE znajdzie się jakiś powód. Wzbudzi tym poczucie winy i tym samym osoba z jego najbliższego otoczenia będzie niszczyć się psychicznie. A on będzie miał, według swojego spaczonego toku myślenia, "czyste sumienie" (i pił dalej). Tak to działa.
Na podobnej zasadzie działa karanie i wybaczanie. Jeśli pogrozisz odejściem, on zacznie albo Cię błagać i obiecywać poprawę (co będzie kłamstwem) albo zaatakuje i zacznie Cię obwiniać (o cokolwiek wymyślonego na potrzeby danej chwili). Ty skruszejesz, odpuścisz mu a on to odbierze jako rozgrzeszenie i wolną drogę do picia.

Weź się w garść, przeanalizuj całą sytuację na spokojnie. Moje rady są takie:
- absolutnie NIE OBWINIAJ SIĘ. Twoje myśli, niska samoocena, poczucie winy itp. wynikają tylko i wyłącznie z jego manipulacji. Musisz zrozumieć, że nim kieruje alkohol i te manipulacje służą tylko temu, żebyś Ty się zadręczała i na moment się od niego "odczepiła".
- jak najszybciej od niego ODEJDŹ! Wyprowadź się, albo wystaw jego rzeczy za drzwi i zmień zamki. Odetnij się od niego, nie słuchaj jego lamentów i przeprosin (bądź wyzwisk i oskarżeń). Bądź konsekwentna. Pomyśl o sobie, jesteś młoda, masz całe życie przed sobą, możesz poznać jeszcze niezliczoną ilość wartościowych facetów, którzy dadzą Ci oparcie.
- jego choroba jest NIEULECZALNA, nic ani nikt (oprócz niego samego) nie spowoduje, że przestanie pić i Cię szanować. Możesz go szantażować, grozić, płakać, drzeć się na niego - TO NIC NIE DA. Jeśli on sam nie sięgnie dna i się nie ocknie, to Ty ani NIKT inny mu nie pomoże, czy Ci się to podoba czy nie. To jest bardzo poważna przewlekła choroba, dużo ludzi błędnie myśli, że alkohol można odstawić tak jak np. fajki. Nie, nie można. I wbij sobie to do głowy!
- żeby to lepiej zrozumieć, poszukaj fachowych książek. Na rynku jest ich naprawdę sporo, bo i problem jest coraz poważniejszy i powszechniejszy. Alkoholizm jest owiany wieloma stereotypami a dotyka coraz szerszej liczby ludzi, w przeróżnym wieku i klasie społecznej. Spójrz chociażby na "Koniec współuzależnienia" M.Beattie, który w prosty "łopatologiczny" sposób obrazuje problem. Całe mnóstwo artykułów na ten temat jest również w internecie.
- pomyśl nad terapią w ośrodkach zajmujących się alkoholizmem i współuzależnieniem; pamiętaj, że jedno z drugim się wiąże, ZAWSZE. Jeśli jest alkoholik, to jest też grupa współuzależnionych psychicznie od niego osób. To nie jest żaden wstyd, te ośrodki po to są tworzone.

Nie daj się ciągnąć na dno, bo to JEGO życie, jego choroba i to ON powinien ponosić za siebie odpowiedzialność, nie Ty! Od alkoholików trzeba odchodzić, trzeba się od nich odciąć i nie wracać, niezależnie od tego, czy to Twój chłopak, mąż, członek rodziny. To może dla Ciebie i innych osób zabrzmi brutalnie, ale niestety w tym układzie trzeba myśleć o sobie i ratować siebie, swoje zdrowie psychiczne i szanse na normalne szczęśliwe życie. A on? Poczytaj trochę o tym, jaki % alkoholików względnie poradził sobie z problemem.

Jeśli chcesz, napisz na priv do mnie.
Enola
Jestem tu nowa :)
Posty: 6
Rejestracja: pn paź 19, 2015 8:05 pm

Re: To moja wina?

Post autor: Enola »

Próbowałam rozmawiać, nawet nie zdążyłam zacząć a mam wyrzuty sumienia. Czuję się parszywie, choć wiem że nie powinnam, wiem to. Zaczęłam tą rozmowę, próbowałam jakoś to pokierować a on zabrał mi kosz z praniem mówiąc, że je rozwiesi mimo że ja uważam że jest beznadziejny. Nic takiego nie powiedziałam, zawsze tak jest, zawsze coś dopowiada, wymyśla. I czuję się winna. Wiem że teraz on cierpi, że myśli, ale przecież nie powinnam, bo w końcu jego nie interesuje to co ja czuję kiedy podnoszę go z podłogi... Dzisiaj pomógł mi posprzątać mieszkanie, przez moment pomyślałam że może jeszcze da się to jakoś naprawić, ale po co? Przecież i tak to co było między nami zginęło śmiercią naturalną. Ja faktycznie się boję tego, że zostanę sama i co powie mama... Na tym polega mój problem
Awatar użytkownika
BlackWolf
Moderatorka
Posty: 2891
Rejestracja: pt mar 13, 2015 8:52 pm

Re: To moja wina?

Post autor: BlackWolf »

Nigdy nie patrz na to co powiedzą inni, bo nie oni Twoje życie przeżyją za Ciebie.
Może zabrzmi to brutalnie, ale skoro Twoja mama tak bardzo chce żebyś z kimś była to niech sama z nim będzie. Z człowiekiem, który jest przede wszystkim świetnym manipulatorem, jest alkoholikiem i który unieszczęśliwia Cię i nie docenia. I niech sama ma z kimś takim dziecko.
Oczywiście nie napisałam tego aby obrazić kogokolwiek Ci bliskiego, jednak takich argumentów mogłabyś użyć otwierając jej na to wszystko oczy.
Dla niej powinno liczyć się Twoje szczęście a tego Ci ten facet nie dostarcza.
Masz 30 lat i życie na 30-tce wcale się nie kończy. Poza tym nie ma czegoś jak samotność. Skoro potrafiłaś związać się z kimś to dlaczego nie miałabyś związać się drugi raz? Tylko tym razem z właściwą osobą, z facetem, który będzie Cię doceniać i przy którym będziesz szczęśliwa.
Nie szukam bajek w życiu moim.
Bajki są okrutne...

Obrazek
Enola
Jestem tu nowa :)
Posty: 6
Rejestracja: pn paź 19, 2015 8:05 pm

Re: To moja wina?

Post autor: Enola »

Wicie co mnie najbardziej przeraża? Większość jak ja szuka rady, pocieszenia, pomocy właśnie tutaj, na portalu wśród obcych ludzi..A gdzie nasi bliscy? Boimy się powiedzieć, spytać, ale czasem nie mamy komu się tak zwyczajnie pożalić.. Co się stało z tym światem że szukamy oparcia w kimś kogo nie znamy, kogo prawdopodobnie nigdy nie spotkamy, albo być może miniemy bez słowa czy spojrzenia na ulicy nie wiedząc, że to akurat ta osoba, która otworzyła nam oczy... Bynajmniej...
Powiedziałam mojemu facetowi że nie chcę takiej przyszłości, bez przyszłości i chyba nie zrozumiał o co mi chodzi, powiedział żebyśmy nie podejmowali decyzji pochopnie, czyli to że ja chcę odejść to też wspólna decyzja????!!!!!!! Od wczoraj zachowuje się jakby nic się nie stało, on chyba nie dopuszcza do siebie myśli, że ja nie chcę z nim być. I dotarło do mnie że on nie myśli:) jestem genialna:)
Bynajmniej, chciałabym bardzo podziękować wszystkim którzy odpowiedzieli na moje ciche wołanie, czuję się silna. Może to śmiesznie zabrzmi ale naprawdę mi pomogłyście, wiem teraz że człowiek nie jest sam nigdy, bo w dzisiejszych czasach pomocną dłoń można znaleźć wszędzie, nawet setki kilometrów stąd. Wiem, że to co dzieje się w moim życiu to nie jest jakaś wyimaginowana fikcja, ale rzeczywistość, że t nie moja wina.
Od dzisiaj mam zamiar iść z podniesioną głowa, i jasno wyznaczać swoje cele, za co także dziękuję, i powiem to samo, co sobie dzisiaj przed lustrem, wszystkim którzy tak jak ja byli na zakręcie: "Głowa do góry, cycki do przodu i jedziesz dalej maleńka" ]:-)
Awatar użytkownika
BlackWolf
Moderatorka
Posty: 2891
Rejestracja: pt mar 13, 2015 8:52 pm

Re: To moja wina?

Post autor: BlackWolf »

Wicie co mnie najbardziej przeraża? Większość jak ja szuka rady, pocieszenia, pomocy właśnie tutaj, na portalu wśród obcych ludzi..A gdzie nasi bliscy? Boimy się powiedzieć, spytać, ale czasem nie mamy komu się tak zwyczajnie pożalić.. Co się stało z tym światem że szukamy oparcia w kimś kogo nie znamy, kogo prawdopodobnie nigdy nie spotkamy, albo być może miniemy bez słowa czy spojrzenia na ulicy nie wiedząc, że to akurat ta osoba, która otworzyła nam oczy...
Bardzo podoba mi się Twoje spostrzeżenie.
Od dzisiaj mam zamiar iść z podniesioną głowa, i jasno wyznaczać swoje cele, za co także dziękuję, i powiem to samo, co sobie dzisiaj przed lustrem, wszystkim którzy tak jak ja byli na zakręcie: "Głowa do góry, cycki do przodu i jedziesz dalej maleńka" ]:-)
Otóż to. Obrazek
Nie szukam bajek w życiu moim.
Bajki są okrutne...

Obrazek
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Snappy [Bot] i 1 gość