Sprawa kompletnie pogmatwana...

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
Aleksis1989
Jestem tu nowa :)
Posty: 9
Rejestracja: pn kwie 08, 2013 5:14 pm

Sprawa kompletnie pogmatwana...

Post autor: Aleksis1989 »

Witam wszystkie użytkowniczki! Jestem tu pierwszy raz i postanowiłam podzielić się z Wami moim problemem.
Otóż mam 24 lata, od pół roku mieszkam z moim narzeczonym, który jest moim rówieśnikiem. Ogólnie jesteśmy ze sobą od 7 lat (z kilkoma małymi przerwami, wynikającymi z naszych trudnych charakterów :)). Jednak zanim zdecydowaliśmy się zamieszkać razem, było między nami na prawdę dobrze, jeśli nie rewelacyjnie. Pierwszy miesiąc wspólnego mieszkania też był w miarę względny, jednak potem zaczęły się "schody", dodatkowo bardzo strome... Od dobrych kilku miesięcy mój narzeczony jest kompletnie bierny, apatyczny, wiecznie bez humoru. Wychodzi właściwie tylko do pracy i ewentualnie raz na jakiś czas z kolegami na piwo. Ze mną niestety czasu już kompletnie nie spędza, choć próbuję go na wszystkie możliwe sposoby wyciągnąć z domu - proponuję wszelkiej maści wyjścia, jednak wiecznie słyszę odmowę - ważniejszy jest telewizor i konsola do grania w gry. Właściwie nawet jak siedzimy w domu, to i tak się prawie do siebie nie odzywamy - to ja ciągnę czasem rozmowę, pytam o wiele rzeczy - jednak zawsze kończy się jednosłowną odpowiedzią i w konsekwencji milczeniem. Sam nawet kiedyś mi powiedział, że wystarczająco czasu spędzamy ze sobą w domu i nie musimy już nigdzie wychodzić (dla niego wspólne spędzanie czasu to chyba przebywanie w jednym pomieszczeniu). Zauważyłam również, że ostatnio bardzo często za pomocą portali społecznościowych kontaktuje się z innymi kobietami - nie myślcie jednak, że zaglądałam mu tam gdzie nie trzeba, wyszło to zupełnie przez przypadek. Zaczynam się powoli obawiać. Oprócz tego coraz częściej zaczynam słyszeć epitety w stylu "jesteś głupia", czasami nawet gorsze. Trochę mnie to przytłacza, bo nie dość, że studiuję, pracuję dorywczo i zajmuję się całym domem (on natomiast od czasu wspólnego zamieszkania ani razu nie puścił pralki, czy ugotował obiadu), to nie mogę liczyć na odrobinę wsparcia i możliwości spędzenia miło czasu. Czasami już nie wytrzymuję i wychodzę gdzieś z koleżankami, ale on wtedy próbuje wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, że go zostawiam, że jak ja mogę iść się bawić bez niego... ale skoro on nie chce, to co mam zrobić? Najgorsze jest to, że coraz częściej rzeczywiście mam do siebie pretensje. Nasze zbliżenia natomiast są, wydaje mi się, bardzo mechaniczne... zero emocji i czułości z jego strony, kiedyś tak nie było. Jak się go pytam, czy mnie kocha i chce ze mną być, odpowiada, że tak, ale nie widzę z jego strony żadnej inicjatywy, żeby ratować ten związek... kompletnie nie wiem, co mam zrobić... uwierzcie mi, próbowałam już chyba wszystkiego. Odejść nie chcę, bo również go kocham...
456
Kobietka Expert
Posty: 3949
Rejestracja: wt sty 08, 2013 11:05 am

Re: Sprawa kompletnie pogmatwana...

Post autor: 456 »

Jestem z tego założenia, że gdy pojawiają się problemy, obawy itd. to powinno się o nich rozmawiać z drugą osobą. Jeżeli to nic nie daje ani żadne czyny to chyba czas najwyższy zastanowić się nad tym wszystkim -czy jest sens?
Poza tym portale "randkowe" i inne tego typu "nowe, internetowe znajomości" to już jest poważny sygnał, że coś się w związku rozsypuje -i jak dla mnie na tym zakończyłby się związek.

"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość