Od jakiegoś czasu dręczy mnie sprawa pomiędzy mną, a moim chłopakiem. Jesteśmy ze sobą od niedługiego w sumie czasu, ale temat ślubu często się przewija. Sytuacja wygląda w ten sposób: on jest bardzo wierzący, chodzi regularnie do kościoła, modli się, lecz nie jest fanatykiem i jego wiara, to wiara przez duże W; ja natomiast jestem lekkim niedowiarkiem. Przy czym słowo "lekki" w moim przypadku oznacza, że wierzę w Boga, modlę się, lecz nadal mam wątpliwości i czas mi pokazuje, że rozwiążę je na niekorzyść wiary chrześcijańskiej. No i właśnie. Dla niego ślub jest bardzo ważny dlatego z ciekawości przeczytałam sobie tekst przysięgi małżeńskiej i wsłuchałam się w to, co ksiądz mówi w trakcie ślubu. Wiele rzeczy mi się w tym nie podoba. Wiem, że mogłabym przyrzec chłopakowi miłość, wierność, uczciwość, ale nie w myśl przysięgi małżeńskiej. Nie mogę również obiecać, że wychowam nasze dzieci w wierze katolickiej. Czy można na przykład zmodyfikować taką przysięgę? Jak w ogóle w takim przypadku można wziąć ślub? I chyba najbardziej mi chodzi o to, czy związek z taką przepaścią ma rację bytu.
Proszę o jakąś pomoc, o im więcej o tym myślę, tym bardziej nic nie wiem
