Piszę tutaj gdyż chciałabym się poradzić osób z boku na temat sytuacji w jakiej się znalazłam.
Uwikłałam się jakiś czas temu (ponad dwa miesiące) w ciężką dla mnie relację ze znajomym z pracy.
Na początku kiedy zaczynaliśmy się spotykać ustaliliśmy, że nie będzie związku - spotkania głównie na seks.
Odpowiadało mi to nawet, bo widziałam, że ma on cechy takie, które nie pozwalałyby mi stworzyć z nim czegoś stałego. Kontaktowaliśmy się tylko w celach ustalenia daty i miejsca spotkania, w pracy mijaliśmy się jak gdyby nigdy nic.
Jednak z czasem ta relacja zaczęła się zmieniać i nie tylko z mojej strony i w moim odczuciu. Nawet nie wiem kiedy zaczęło mi zależeć... A w zasadzie chyba wiem. Został u mnie pewnej nocy, spaliśmy obok siebie i kiedy obudziłam się blisko niego spojrzałam na tą relację zupełnie inaczej. On także zmienił swoje zachowanie względem mnie, zaczęliśmy częściej się kontaktować, pisać sobie głupie "dobranoc", wiadomości tylko po to, byśmy wiedzieli, że o sobie myślimy. On bardzo zabiegał o kontakt ze mną, zaczęliśmy częściej się spotykać już nie tylko na seks. Jeździliśmy razem na wycieczki, oglądaliśmy wspólnie filmy, robiliśmy zakupy, gotowaliśmy. Zabrał mnie nawet do swojej rodziny. Nawet nie wiem kiedy zaczelo mi na nim zależeć, to stało się tak nagle, wcześniej nawet nie myślałam, że mogłabym się w nim o tak zakochać. Często okazuję mu swoje zaangażowanie. Ostatnio nawet kilka osób z firmy widziało nas razem np w restauracji lub gdy się obejmowaliśmy, on nie zaprzeczał że się spotykamy ale jednocześnie nie chciał się ujawniać w pracy. Ostatnio widzieliśmy się w niedziele, gotowaliśmy wspólnie obiad i spędziliśmy piękne popołudnie i wieczór razem. Zdecydowałam się nawet zrobić z nim coś, czego nigdy nie robiłam i strasznie się tego bałam - zaufałam mu bardzo, okazało się, że moje lęki były bezpodstawne. Byłam pewna po jego zachowaniu (codzienne spotkania, wiadomości, zainteresowanie mną), że może być z tego coś więcej jednak od niedzieli on nie ma ochoty nawet ze mną rozmawiać. Odezwałam się do niego wczoraj, bez odpowiedzi, dziś zaproponowałam spotkanie - on odmówił... Zastanawiam się jak się zachować teraz, czy mam prawo mieć jakieś pretensje, czy czuć się źle? przecież oficjalnie nie jesteśmy parą, żadne słowa o związku nie padły ani z jednej ani z drugiej strony... On deklarował, że nie spotyka się z nikim oprócz mnie i powiedział mi raz, że nie chce abym myślała, że chodzi mu tylko o jedno i że lubi spędzać ze mną czas... Czy miałam podstawy by narobić sobie nadziei na cos wiecej? Ciagle wydaje mi się, że nie mam prawa niczego od niego wymagać a jeśli powiem mu jak się teraz czuję - zwyczajnie olana to swoim zachowaniem zepsuję być może coś co zaczyna się między nami rodzić...
Ktoś ma ochotę się wypowiedzieć lub porozmawiać?