Przyszła mi na myśl pewna dieta, zasłyszana w programie Miasto Kobiet w TVN Style.
Mianowcie, jemy to co normalnie ale połowie mniej, na przykład: zazwyczaj jemy założmy 10 pierogów- na diecie zjemy 5, zamiast całego schabowego połowe, zamiast 2 kanapek jedną.
Podobno pomaga.
Osobiście, nie jestem zwolenniczką jakichkolwiek diet. Każda dieta się kiedyś skończy, a my prędzej czy poźniej wrócimy do starych nawyków żywieniowych gdyż jesteśmy tylko ludźmi i najdzie nas ochota na to czy tamto... I nie chodzi tutaj tylko o słodycze ale także o dania których nie powinniśmy jeść a bardzo lubimy. Prędzej czy poźniej 98% z nas wróci to starych nawyków żywieniowych. A ta "dieta" nie ogranicza naszych ulubionych dań, czy przyzwyczajeń żywieniowych tylko zmniejsza porcje. Głód jaki pozostaje, z racji zmniejszonych porcji można gasić wodą lub owocami.
Sądzę, że to dobra alternatywa dla osób, które mają- tak jak ja, problem z utrzymaniem diety. A także dla tych których portfel nie jest tak gruby aby wydawać pieniądze na produkty dietetyczne, które dla wielu osób są po prostu za drogie ( mówię, z perspektywy studentki
Co o tym sądzicie??
Pozdrawiam:)
