P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
-
nieznajoma
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz lut 24, 2013 3:05 pm
P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Witam wszystkie dziewczyny, które są w podobnej sytuacji a nie wiedzą co z tym zrobić...
Po krótce opiszę wam swoją sytuację...
Mam 27 lat za sobą 4 lata małżeństwa i 2,5 letnią córeczkę, którą kocham nad życie i tutaj pojawia się problem KOCHAM TYLKO JĄ
Mój mąż jest moim pierwszym mężczyzną. Związałam się z nim mając 16 lat. Moja sytuacja rodzinna nie była łatwa, więc przy nim trochę odreagowałam. Jest ode mnie o 7 lat starszy. Wtedy zaczynałam szkołę średnią nie wiedziałam jak do końca może wyglądać życie. Uważałam, że kocham go na zabój. Byłam o niego cholernie zazdrosna. Miałam klapki na oczach, zapomniałam o koleżankach, o wspólnych z nimi wyjściach. Liczył się tylko "ON". Wszystko dla niego. Po 2 latach zamieszkaliśmy razem i tak jest do teraz. Rodzinie oddałam się całkowicie. Starałam się być idealną dla niego kobietą a później żoną. Pranie, sprzątanie, gotowanie miał wszystko co chciał. On pracował, miał czas na hobby od czasu do czasu wyjazdy z kolegami. Po ukończeniu szkoły znalazłam pracę. Najpierw pierwszą, potem drugą. Dorosłość pokazała mi zupełnie co innego. Nie kocham swojego męża. Nie ma on ambicji. Wydaje mi się, że gdy ja nie będę ambitna i nie będę do czegoś dążyła to on nie przyłoży do tego rąk. Mój mąż ma problemy z prawem więc na "wspólną" przyszłość nie mam co liczyć. Wszystko musi być tylko i wyłącznie na mnie. A boję się tego podjąć bo wiem, że jak on straci pracę będzie wszystko na mojej głowie. A od niego mogę tylko i wyłącznie liczyć na słowa typu"skąd mam wziąć"
Kiedy urodziła się nasza córeczka zostałam sama on uciekał z domu koledzy, jazda na motorze, alkohol.. Ja straciłam pracę on również nie pracował. Z tym wszystkim zostałam tak naprawdę sama. Najlepiej chciał abym znalazłam pracę i sobie i jemu. Liczył tylko i wyłacznie na pracę tzw. "na czarno", liczył jak ktoś będziemy mu przynosił pieniądze na tacy. Po dobrze płatnej pracy musiałam cofnąć się o krok. Zdecydowałam się podjąć staż, dzięki niemu zostałam zatrudniona. Mój mąż siedział z dzieckiem w domu do chwili kiedy moja siostra nie zaproponowała mu pracy. Rodzina widziała, że on w tym kierunku nie stara się nic zrobić. Otworzył własną działaność, która w tym miesiącu została zawieszona. Nie ma pomysłu na siebie.
Na początku mojego małżeństwa za nim zaszłam w ciąże poznałam mężczyznę, który pokazał mi jak może czuć się kobieta, która prawdziwe jest kochana, docenia itp. lecz zrezygnowałam z tego szczęścia poneważ uważałam, że wyszłam za mąż nie po to żeby się rozstawać tylko po to żeby kochać i walczyć o szczęście. Wychodząc za mąż zrobiłam to bo myślałam, że będzie lepiej, urodzenie dziecka też się z tym wiązało. Miałam wrażenie, że moje małżeństwo się zmieni, że mój mąż zrozumie, że dla tego małżeństwa jestem w stanie zrobić wszystko. Nie docenił tego, nie strała się nic z tym zrobić. Moje rozmowy z nim, płacz, awantury do nieczego nie zmierzały. Zmiany było na tydzień i później wszystko wracało do normy.
Na początku tego roku postanowiłam powiedzieć mu że go nie kocham, że nie widzę z nim wspólnej przyszłości. Że sama z dzieckiem sobie lepiej poradzę niż z nim. W chwili obecnej nie mieszka, ale "stara się" się to jakoś naprawić. Wydzwania do znajomych, rodziny ale na mnie to nie działa, wręcz przeciwnie. Bez niego jest mi lepiej.
Proszę dziewczyny, które były w podobnej sytuacji, co zrobić, jak żyć, on chce wrócić, to jest jego mieszkanie, a ja nie chce z nim być. Zrobił mi w życiu za dużo przykrości a jego walka od 2 miesięcy niestety nie jest w stanie tego zniwelować!
Po krótce opiszę wam swoją sytuację...
Mam 27 lat za sobą 4 lata małżeństwa i 2,5 letnią córeczkę, którą kocham nad życie i tutaj pojawia się problem KOCHAM TYLKO JĄ
Mój mąż jest moim pierwszym mężczyzną. Związałam się z nim mając 16 lat. Moja sytuacja rodzinna nie była łatwa, więc przy nim trochę odreagowałam. Jest ode mnie o 7 lat starszy. Wtedy zaczynałam szkołę średnią nie wiedziałam jak do końca może wyglądać życie. Uważałam, że kocham go na zabój. Byłam o niego cholernie zazdrosna. Miałam klapki na oczach, zapomniałam o koleżankach, o wspólnych z nimi wyjściach. Liczył się tylko "ON". Wszystko dla niego. Po 2 latach zamieszkaliśmy razem i tak jest do teraz. Rodzinie oddałam się całkowicie. Starałam się być idealną dla niego kobietą a później żoną. Pranie, sprzątanie, gotowanie miał wszystko co chciał. On pracował, miał czas na hobby od czasu do czasu wyjazdy z kolegami. Po ukończeniu szkoły znalazłam pracę. Najpierw pierwszą, potem drugą. Dorosłość pokazała mi zupełnie co innego. Nie kocham swojego męża. Nie ma on ambicji. Wydaje mi się, że gdy ja nie będę ambitna i nie będę do czegoś dążyła to on nie przyłoży do tego rąk. Mój mąż ma problemy z prawem więc na "wspólną" przyszłość nie mam co liczyć. Wszystko musi być tylko i wyłącznie na mnie. A boję się tego podjąć bo wiem, że jak on straci pracę będzie wszystko na mojej głowie. A od niego mogę tylko i wyłącznie liczyć na słowa typu"skąd mam wziąć"
Kiedy urodziła się nasza córeczka zostałam sama on uciekał z domu koledzy, jazda na motorze, alkohol.. Ja straciłam pracę on również nie pracował. Z tym wszystkim zostałam tak naprawdę sama. Najlepiej chciał abym znalazłam pracę i sobie i jemu. Liczył tylko i wyłacznie na pracę tzw. "na czarno", liczył jak ktoś będziemy mu przynosił pieniądze na tacy. Po dobrze płatnej pracy musiałam cofnąć się o krok. Zdecydowałam się podjąć staż, dzięki niemu zostałam zatrudniona. Mój mąż siedział z dzieckiem w domu do chwili kiedy moja siostra nie zaproponowała mu pracy. Rodzina widziała, że on w tym kierunku nie stara się nic zrobić. Otworzył własną działaność, która w tym miesiącu została zawieszona. Nie ma pomysłu na siebie.
Na początku mojego małżeństwa za nim zaszłam w ciąże poznałam mężczyznę, który pokazał mi jak może czuć się kobieta, która prawdziwe jest kochana, docenia itp. lecz zrezygnowałam z tego szczęścia poneważ uważałam, że wyszłam za mąż nie po to żeby się rozstawać tylko po to żeby kochać i walczyć o szczęście. Wychodząc za mąż zrobiłam to bo myślałam, że będzie lepiej, urodzenie dziecka też się z tym wiązało. Miałam wrażenie, że moje małżeństwo się zmieni, że mój mąż zrozumie, że dla tego małżeństwa jestem w stanie zrobić wszystko. Nie docenił tego, nie strała się nic z tym zrobić. Moje rozmowy z nim, płacz, awantury do nieczego nie zmierzały. Zmiany było na tydzień i później wszystko wracało do normy.
Na początku tego roku postanowiłam powiedzieć mu że go nie kocham, że nie widzę z nim wspólnej przyszłości. Że sama z dzieckiem sobie lepiej poradzę niż z nim. W chwili obecnej nie mieszka, ale "stara się" się to jakoś naprawić. Wydzwania do znajomych, rodziny ale na mnie to nie działa, wręcz przeciwnie. Bez niego jest mi lepiej.
Proszę dziewczyny, które były w podobnej sytuacji, co zrobić, jak żyć, on chce wrócić, to jest jego mieszkanie, a ja nie chce z nim być. Zrobił mi w życiu za dużo przykrości a jego walka od 2 miesięcy niestety nie jest w stanie tego zniwelować!
-
kropeczka20
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Kochana skoro nie jesteś z nim szczęśliwa to odejdź od niego, po co masz być z kimś kogo tak naprawdę nie kochasz. Piszesz, że sama dasz sobie radę z córeczka więc żyj swoim życiem i bądź szczęśliwa razem z córeczka
. Nie bądź z kimś kogo nie kochasz bo wtedy będziesz nie szczęśliwa i twoja córeczka również, bo po co ma patrzeć kiedy wy będziecie się kłócić lub na ojca który będzie pijany. Życzę Ci dużo szczęścia i powodzenia
. Dasz sobie radę i będziesz twardą bo masz dla kogo dla swojego malutkiego szczęścia
. Powodzenia kochana .
-
nieznajoma
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz lut 24, 2013 3:05 pm
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Dziewczyny proszę Was o więcej opinii. POMÓŻCIE !!!!!
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Jesli niejestes z nim szczesliwa rozstancie sie . Bo ciezko jest zyc w zwiazku bez miłosci bez uczuc . Warto nieraz zaczac wszystko od nowa od poczatku samej niz meczyc sie . Ja jestem zdania , ze dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi . A sama jak piszesz jestes szczesliwasza gdy jego niema . Wiesz to nie kobieta powinna sie statac aby bylo szczesliwe małzenstwo ale oboje . bo sprzatanie , gotowanie itp to niejest pełnia szczescia
-
oOosylwiaoOo
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Owszem zgadzam się z Eląelzbieta45 pisze:Jesli niejestes z nim szczesliwa rozstancie sie . Bo ciezko jest zyc w zwiazku bez miłosci bez uczuc . Warto nieraz zaczac wszystko od nowa od poczatku samej niz meczyc sie . Ja jestem zdania , ze dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi . A sama jak piszesz jestes szczesliwasza gdy jego niema . Wiesz to nie kobieta powinna sie statac aby bylo szczesliwe małzenstwo ale oboje . bo sprzatanie , gotowanie itp to niejest pełnia szczescia
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Zawsze mówię, że związek to dwie osoby a nie jedna. Jeśli jesteś z nim nieszczęśliwa, czujesz że jesteś na siłach i poradzisz sobie bez niego, ba- nawet lepiej jest Ci być samotną matką niż żyć u jego boku, to odejdź od niego. Jesteś w stanie ułożyć sobie życie. Po swojemu, tak aby Tobie było dobrze. Nie można się męczyć i robić czegoś na siłę tylko dlatego, bo nosi się na palcu obrączkę.
Powodzenia.
Powodzenia.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
- CynamonkaZrodzynkiem
- Extra Kobietka
- Posty: 270
- Rejestracja: czw lis 22, 2012 1:20 pm
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Myślę, że i Ty przestałaś go kochać. Wygląda na to, że od jakiegoś czasu po prostu wyparowało z Ciebie to uczucie. Cały czas to Ty walczyłaś o szczęście i tylko Ty a sama twierdzisz, że po 2 miesiącach jego starania nie wykreślisz tych ostatnich lat kiedy tego nie robił. Dasz sobie radę sama, jesteś silna. Dużo szczęścia dla Ciebie i Twojej córeczki 
Amantium irae amoris integratio.
-
nieznajoma
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz lut 24, 2013 3:05 pm
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Dziękuję za Wasze opinie. To co piszecie, to czuję a jednak jest we mnie coś dziwnego, jakiś lęk ale sama nie wiem przed czym.
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
hej nieznajoma moze daz kontakt gg i porozmawiamy...doradze Ci cos wespre...sama mam 2 letniego synka:) mamy dzieciaczki w podobnym wieku czekam na odzew pozdrawiam
-
nieznajoma
- Jestem tu nowa :)
- Posty: 4
- Rejestracja: ndz lut 24, 2013 3:05 pm
Re: P O M O C Y !!! I CO DALEJ...
Ankara25 - 44356928 czekam
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość