Piszę, bo sama nie wiem jak sobie poradzić z moim problemem. Chodzi o to, że ja i mój chłopak mieszkamy w odległości 30 km od siebie. Niby nie koniec świata, a jednak czuję, że się od siebie oddalamy. On ma 23 lata, ja 19. W maju zdaję maturę i nie mam teraz czasu na spotykanie się z nim. Widzę, że bardzo mu zależy i wszystko by zrobił, żeby do mnie przyjechać, chociaż na kilka minut, a ja jak tylko wrócę ze szkoły, siadam do książek, robię przerwę na kolację, uczę się do północy (on wcześniej zasypia) i się kładę spać... Przybija mnie to tym bardziej, że widzę, że go odpycham. Mam coraz większy problem, żeby się wyrwać. On niby rozumie, moja mama, kiedy się widywaliśmy bardzo często, też mnie prosiła, żebym się skupiła na maturze, a teraz z kolei pyta, jak z Nim, czy jesteśmy dalej razem itp. Bardzo dużo obowiązków sobie wzięłam, bo niestety dopiero we wrześniu zdecydowałam zmienić o 180 stopni moje plany i teraz jestem na etapie końcowym nadrabiania 3 lat z biologii i chemii, jak widać, trudne przedmioty i poprzeczka postawiona wysoko.
Przeczekać to? Matury już niedaleko, później wakacje, idę do pracy, ale on też pracuje, więc i tak byśmy nie spędzali razem czasu od 9 rano do 9 wieczorem, tylko po południu. Nie wybiegam planami w przyszłość, nie wiem, czy się dostanę na studia tam gdzie chcę, ale jeśli tak, to odległość będzie jeszcze większa, z 30 do 330km... Martwię się, że on będzie miał mi za złe, że nasz kontakt opiera się na rozmowach telefonicznych, skype, facebooku i sms...
Może któraś z Was już była w takiej sytuacji? Co byście doradziły?
Proszę o pomoc
Buziaki