Taki przykład:
jesteśmy razem miesiąc, przez ten czas widzieliśmy się dosłownie dwa razy,
kiedy proszę to albo zmęczony, albo pracuje, albo nie ma czasu.
Dla innych oczywiście jest, bo przecież przyjaciel przyjechał, trzeba się spotkać, bo ktoś potrzebuje pomocy, trzeba podjechać - pomóc.
Do mnie pisze średnie co 3 dni, tzn. pisał, podejrzewam że z nudów..
Widzieliśmy się w poniedziałek - 2 tygodnie temu, więc napisałam we wtorek, na co on, że jest strasznie zmęczony i koniec wiadomości. W czwartek i w niedzielę napisał..
Kiedy ja się odzywam to ciągle to samo, albo zmęczony, albo zajęty, więc przestałam zabiegać o kontakt.
I co, napisał dopiero w tę środę (tak jak pisałam, co 3 dni paranoja), ale nie odpisałam, więc po godzinie stwierdził, że on do mnie też już nie będzie pisał, ani nic. I koniec.
Czy to nie dziecinne ?
"facet" chyba myśli, że mnie weźmie na jakieś chore wstrzymanie, ale powiedziałam sobie, że jeśli dla niego ważniejsze jest wszystko inne i inni, to niech robi co chce.
A więc, jak długo potraficie nie odzywać się ze swoim partnerem ?