Gdy miałam 16 lat, poszłam do technikum, tam w zasadzie na początku roku spodobał mi się pewien chłopak. Tak sie złożyło, że ja mu tez wpadłam w oko, no i zaczęły sie sms, rozmowy w szkole uśmiechy itp. Niestety nigdy nie spotkaliśmy się poza szkołą. Było miło, ale w grudniu on jakoś przestał się odzywać. Wtedy było mi przykro ale nie myślałam, że to będzie się tak ciągło. 6 lutego zadzwonił. Przepraszał mnie, mowił, że mu zależy. Mieliśmy znów się zacząć spotykać, ale nic z tego nie wyszło. Tak działo się ciągle, rozmawialiśmy spotykalismy się chwilę gdzieś na imprezie i koniec. Pamiętam jak siedziałam na dachu i gadałam z nim przez telefon czasem godzinami. Starałam się zapomnieć o nim i zakochać, ale po roku czasu zdałam sobie sprawę,że nie moge być z żadnym innym chłopakiem, to było strasznie przytłaczające, bo nie byłam przyzwyczajona do samotności, mimo, że wokół mnie było pełno ludzi. Szłam na imprezę i każda kończyła się tak samo- zaryczana wracałam do domu, dzwoniłam do niego, on mnie pocieszał, byłam szczęśliwa a rano zaczynało się szare życie. Minął kolejny rok i myślałam,że nastąpi przełom. W dniu moich 18 urodzin przypadkiem spotkałam go na imprezie. Rozmawialiśmy, bawiliśmy się, w pewnym momencie mnie przytulił, potem... pocałował! Myślałam, że zemdleję
Proszę was o radę, co robić, jak zapomnieć, a może to ja powinnam poprosić go o rozmowe i wyjaśnienie sytuacji, bo albo się spotykamy, albo niech on mi da spokój? To wszystko trwa 3 lata