Jestem młodą kobietą. Mam 23 lata. Miesiąc temu obroniłam tytuł licencjata matematyki, za rok wychodzę za mąż. Mam wspaniałego mężczyznę którego kocham ponad życie. Prócz tego mam również mamę, rodzeństwo i całą resztę rodzinki. Do tego wszystkiego wlicza się również "ojciec" - tyran (choć nie wiem czy to jest dobre określenie).
Moje rodzeństwo jest sporo starsze ode mnie. Pamiętam, praktycznie odkąd się urodziłam, że "ojciec" kłócił się o byle co z moją siostrą - a to że nie zrobiła czegoś tak jak on chciał, a to że za dużo prądu używa, a to że często myje włosy i to za dużo wody idzie. Do tego ciągłe kłótnie "jego" z moją mamą. Z bratem w zasadzie też, ale brat jak to brat - po prostu to olewa.
Rok temu mniej więcej w marcu "tata" dostał udar mózgu. "Na szczęście" nie przykuło go do łóżka. Jest w pełni sprawny, mówi (choć dużo słów nie pamięta). Odkąd pamiętam zawsze miał ciężki charakter. Zawsze był niezgodliwy. Do pewnego czasu mnie to w ogóle nie dotyczyło. Byłam jeszcze dzieckiem i w zasadzie było mi to na rękę bo mnie w jakiś tam sposób "bronił" przed awanturami z rodzeństwem albo z mamą o oceny
Tak naprawdę osoba która jest chora uprzykrza życie innym. I tak właśnie jest z nim. Ja nie daję sobie już rady psychicznie. Jestem bardzo słaba. Byle drobnostka doprowadza mnie do łez. Jak mam sobie z tym poradzić? Jak podwyższyć mój stan psychiczny?
Zaznaczam że nie chciałabym iść do psychiatry i szpikować się lekami - to właśnie robi moja siostra bo totalnie nie dawała sobie rady, zwłaszcza po wyjściu za mąż.
"ojca" już nie zmienię, jednak bardzo boję się o mamę. I nie tych awantur itd, tylko tego że on jej coś zrobi albo jej się coś stanie. Ona ma problemy neurologiczne, nie powinna w ogóle mieć jakichkolwiek nerwów - a tu praktycznie dziennie "on" się o coś czepia..
Przepraszam że tak chaotycznie piszę ale jestem bardzo zdenerwowana i muszę to wszystko z siebie wyrzucić, może w jakiś sposób mi ulży....
