miłosne wątpliwości

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
paula

miłosne wątpliwości

Post autor: paula »

Jak większość z was wie - jestem z moim chłopakiem od 4 lat. Jesteśmy szczęśliwym związkiem. Mamy plany ślubne. Co prawda nie jesteśmy jeszcze zaręczeni, jednak ma to nastąpić w tym roku. Ale..
Wiadomo jak w każdym związku są wzloty i upadki, niedawno przeżyliśmy wspólnie śmierć jego ojca. Byłam przy nim ciągle, może niekoniecznie przesiadywałam u niego w domu ale byłam pod telefonem, pisaliśmy ciągle smsy. Jak tylko się widywaliśmy to wspierałam go jak tylko mogłam. Chciałam mu pomóc, wydaje mi się że pomogłam. Wiele spraw których nawet sama nie do końca zrozumiałam - to starałam mu się tłumaczyć. Na początku lutego powiedział że już jest ok, że już jest w stanie normalnie funkcjonować, że może już o tacie rozmawiać bez emocji (czyli bez płaczu). Bardzo się wtedy ucieszyłam, byłam z niego wręcz dumna że dał sobie radę z tym wszystkim bo tydzień przedtem napisał że ma wszystkiego dość, że nie umie tak żyć.
Niedawno spotkał się z kolegami (i opisanej w którymś tam z postów - koleżanką). Zaprosił ich do siebie. I w nocy dostałam wiadomość że tego mu było trzeba, że potrzebował się tak wygadać przed kumplami. Że oni mimo patrzenia z boku na całą tą sytuację to zachowali się naprawdę z klasą. Że jest mu dopiero teraz lżej po rozmowie z nimi.
W zasadzie nie powinnam mieć jakiś pretensji do niego, raczej powinnam się cieszyć że on wyszedł wreszcie na "prostą" z tej całej okropnej sytuacji. Ale.. tak naprawdę mam wrażenie że jego kumple pomogli mu bardziej niż ja, że moja pomoc tak naprawdę nic dla niego nie znaczyła. Gdy mu o tym powiedziałam to stwierdził ze ja zrobiłam dla niego nieporównywalnie więcej. I że powinnam go zrozumieć bo czasem trzeba się wygadać komuś innemu niż tylko swojej połówce.
Zgadzam się z nim. Tylko wiecie co? brakuje mi takiego zwykłego słowa "dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłaś!" naprawdę... kilka zwykłych słów a naprawdę poczułabym się o wiele lepiej niż się teraz czuję. może się czepiam sama nie wiem czego, może szukam dziury w całym, ale wiem że ja bym właśnie tak postąpiła, że gdybym się już uspokoiła i on zrobiłby tyle dla mnie co ja dla niego to zaprosiłabym go do siebie na kawę i po ludzku podziękowała...

mam też wrażenie że on niejednokrotnie chce mojej pomocy (słownej), jakiegoś pocieszenia, rozbawienia itd. A gdy ja mam jakieś problemy, noo może powinnam powiedzieć - zmartwienia czy to na uczelni, czy zdrowotne, czy chociażby w domu, to on tak nie do końca jest mi w stanie pomóc. On wtedy odpowiada "nie wiem co powiedzieć" albo "będzie dobrze!". Ok, fajnie tylko że ja czasem potrzebuję się wygadać, potrzebuję sie wypłakać. A on tekstem "nie wiem co powiedzieć/nie wiem co powinienem zrobić" po prostu wszystko psuje..

dodam że naprawdę bardzo go kocham, jestem w nim szaleńczo zakochana! ale tak bardzo boli mnie to że on traktuje mnie (w moim odczuciu) jak osobę której nie wszystko można powiedzieć.

przepraszam że tak się rozpisałam..
Awatar użytkownika
drzemag
Fajna Kobietka
Posty: 133
Rejestracja: czw lut 14, 2013 5:42 pm

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: drzemag »

Generalnie faceci są inni niż my i inaczej okazują uczucia. Jestem pewna, że gdyby była taka potrzeba to oddałby Ci nerkę ale nie potrafi pocieszyć gdy wylewasz łzy. Mam to samo w domu. Mój pan udaje, że nie widzi jak się ostentacyjnie zamykam w łazience i płaczę. A jak za długo siedzę to przychodzi i pyta czy może skorzystać z toalety :shock: I tak już jest na tym świecie. Wolę się pożalić przyjaciółce bo wiem, że mnie lepiej zrozumie i pocieszy niż moja druga połówka. Nie przejmuj się tak. Ty się zamartwiasz a dla niego to normalka. Na pewno nawet nie zdaje sobie sprawy, że takie zachowanie Cię rani.
paula

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: paula »

tzn to jest tak że ja nie mogę powiedzieć że on mnie olewa całkowicie. Bo tak nie jest. Gdy mam problem to on stara mi się pomóc. Ale ja czasem prócz słowa "Kochanie będzie dobrze!" potrzebuje takiej mobilizacji, czasem takiego kopniaka by iść do przodu. Oczywiście nie miałam na tyle poważnych problemów że rzeczywiście poznałabym jego oddania, chociaż wiem że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji. Tylko to tak cholernie boli gdy ja naprawdę wypruwam z siebie wszystko co tylko mogę, staram się jak głupia by mu jakoś ulżyć i jedyne co słyszę: "oni to są kumple pierwsza klasa, trzeba mi było takiej rozmowy, ty mi pomogłaś nieporównywalnie bardziej". On jest naprawdę osobą dla mnie najbliższą i chcę wiązać z nim przyszłość, tylko czy ona ma właśnie tak wyglądać że jak mam problem to on mi pomoże, ale jak już nie wie co powiedzieć to wyjdzie na piwo z kolegami? ach...
Irina
Miła Kobietka
Posty: 74
Rejestracja: wt lut 12, 2013 12:24 pm

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: Irina »

Wiesz rzeczywiście faceci są nieco inni od nas, często bywa tak, że najlepszym wsparciem dla faceta jest drugi facet, bo kobieta nie ma "jaj" i nie zrozumie faceta tak jak drugi facet i to samo w drugą stronę, oni najwidoczniej czasami nie widzą problemu tam gdzie my go widzimy i są bezradni jeśli chodzi o wsparcie. Dlatego chyba najlepiej wyżalić się przyjaciółce, bo mózg faceta inaczej jest skonstruowany niż nasz.
paula

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: paula »

ale nie zawsze to wyżalenie się coś pomoże. Bo w mojej sytuacji jest to tylko wylanie słów drugiej osobie. Nie wiem już sama czy nie za dużo od niego oczekuje?
nie wiem również co on swoim kumplom o mnie mówi. Nie wiem czy mnie zachwala czy wręcz odwrotnie - obgaduje negatywnie. Nie wiem czy w ogóle cokolwiek na mój temat mówi - i chyba nawet bym tego nie chciała wiedzieć ;)
jednak nie zmienia to faktu że jest mi po prostu przykro że jego zdaniem ja zrobiłam dużo ale to kumple bardziej go wsparli słownie przy piwku... a może tylko ja to tak odbieram? acccchhhh...
Awatar użytkownika
drzemag
Fajna Kobietka
Posty: 133
Rejestracja: czw lut 14, 2013 5:42 pm

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: drzemag »

To nie do końca tak wygląda. We wspólnym życiu dzieli się wszystkie lub prawie wszystkie troski i problemy i wspólnie je rozwiązuje. Przynajmniej tak to widzę wśród znajomych małżeństw i par. Ale są sprawy które faceci poruszają przy piwku w swoim gronie i nic nam do tego. Nasze babskie humory: bo napięcie przedmiesiączkowe, bo hormony buzują, bo koleżanka się krzywo spojrzała do nich nie przemawiają i ich nie rozumieją. Żyjąc razem trzeba rozgraniczyć sprawy wspólne i swoje własne. Spotykać się wspólnie a czasem wyskoczyć gdzieś osobno tak dla zdrowotności w związku.
paula

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: paula »

ja to rozumie. Tylko mam czasem wrażenie że ja mu się "spowiadam" ze wszystkiego a on stara się ograniczać informacje o nim. Ja mówię jak minął mi dzień, co robiłam, jak na uczelni, co kupiłam w sklepie, a co się stało że noo kurde nie wiem - nabiłam siniaka. Mówię mu o wszystkim i jakoś nie jest to dla mnie jakiś wielki problem pouskarżać się trochę przed swoim facetem. A gdy się z nim spotykam po całym tygodniu i pytam co u niego to mówi że spoko. A potem okazuje się że np. za 2 dni ma rozmowę kwalifikacyjną - no i kurcze całkiem przypadkiem o takiej małej drobnostce mi zapomniał powiedzieć...
czy ja się już teraz czepiam? boję się że właśnie kiedyś też tak będę chciała ingerować w jego życie a jak widzę popadam w tym wszystkim już powoli w paranoje. Może to dlatego że ja jestem nauczona mu się wygadać i wyżalic. Nigdy nie mogłam tego zrobić przed rodzicami a on jest pierwszą taką osobą z którą jest mi najłatwiej pogadać.
paula

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: paula »

Irina pisze:Wiesz rzeczywiście faceci są nieco inni od nas, często bywa tak, że najlepszym wsparciem dla faceta jest drugi facet, bo kobieta nie ma "jaj" i nie zrozumie faceta tak jak drugi facet i to samo w drugą stronę, oni najwidoczniej czasami nie widzą problemu tam gdzie my go widzimy i są bezradni jeśli chodzi o wsparcie. Dlatego chyba najlepiej wyżalić się przyjaciółce, bo mózg faceta inaczej jest skonstruowany niż nasz.
może ja od niego za dużo wymagam? :(
Irina
Miła Kobietka
Posty: 74
Rejestracja: wt lut 12, 2013 12:24 pm

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: Irina »

Od facetów należy wymagać i wiesz co wydaje mi się, że "za duże" wymagania to są wtedy jeśli kobieta chce gwiazdki z nieba.
Cóż nie jestem zbytnio doświadczona, bo chodzę z chłopakiem niecałe 2 lata...
Myślę jednak, że skoro Twój facet jest taki wspaniały i kochany, planujecie razem przyszłość to powinnaś oczywiście porozmawiać z nim o wszystkim czego od niego oczekujesz. Z tego co zauważyłam to rozmową można naprawdę zdziałać wiele, tylko pod warunkiem, że on jest w dobrym humorze i na spokojnie,delikatnie powiesz mu czego brakuje Ci w waszej relacji, abyś w pełni czuła się przy nim szczęśliwa.
Bo tak sobie myślę, że przecież jeśli macie być małżeństwem, to jednak lepiej jeśli pewne zachowania będą dla Twojego mężczyzny bardziej jasne przed niż po ślubie, z tego co mi się wydaje, to przed faceci są bardziej skłonni na pewne poświęcenia, rozmowy, ugody itp., a po ślubie to słyszy się że faceci są już pewni, zdobyli kobietę i nie muszą się już tak starać, a chęć kobiety do rozmowy to dla faceta zrzędzenie.
Irina
Miła Kobietka
Posty: 74
Rejestracja: wt lut 12, 2013 12:24 pm

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: Irina »

Odnośnie tego, że nie opowiada Ci o tym co się u niego dzieje, to chyba kwestia charakteru faceta, no chyba że kiedyś mówił więcej, no to rzeczywiście byłoby nie halo.
paula

Re: miłosne wątpliwości

Post autor: paula »

ja już sama nie wiem czy chcę tego ślubu. Bardzo go kocham, jestem z nim szczęśliwa. Ale boli mnie że czasem traktuje mnie jak piąte koło u wozu. A może tylko ja to tak odczuwam?
rozmawiamy bardzo często o różnych sprawach, niestety naszym największym problemem jest to że gadamy o tym w smsach. Jakoś na żywo nam to średnio wychodzi. Bardzo często chcę z nim o czymś pogadać jak się spotykamy ale potem hm.. brakuje mi odwagi? boję się jego reakcji?
rozmowę o ślubie początkowo (rok temu) on sam zaczął przy herbatce "no muszę tą górę wyremontować, w końcu kiedyś będziemy musieli się ochajtać". Fajnie, bardzo to było miłe. Później na wakacjach rozmawialiśmy trochę o tym. A ostatnio w smsach. Gdy ja chciałam coś na drugi dzień powiedzieć typu "podobają mi się te zaproszenia.." to on stwierdził "spokojnie, mamy czas, nie musimy się tym już teraz przejmować". Wiem że on jest osobą która większość rzeczy robi na ostatnią chwilę. Przyzwyczaiłam się już ;) ale jedyną rozmową na żywo o naszym ślubie to był wybór świadków (mamy już wstępnie ustalone kto nimi będzie) i tydzień temu oglądaliśmy (przez przypadek) obrączki na allegro.
chciałabym zacząć normalnie z nim otwarcie, nie przez smsy, rozmawiać bo przecież za 1,5 roku nie będziemy pisać do siebie smsów :D
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość