Kiedy kończy sie zycie?

Co zrobić w trudnych chwilach? Jak stworzyć udany związek? Co denerwuje nas w mężczyznach? Czy kobiety są z Wenus a faceci z Marsa? Na te i inne pytania możemy porozmawiać właśnie w tym dziale.
ODPOWIEDZ
Armigor
Gadatliwa Kobietka
Posty: 834
Rejestracja: ndz wrz 23, 2012 9:51 pm

Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: Armigor »

Kiedy kończy się życie? Niektórzy ludzie twierdza iż życie zaczyna się w momencie poczęcia a kończy wdniu śmierci.A kiedy tak naprawdę umieramy? Życie kończy się w dniu w którym umiera miłość .Tylko czym jest miłość ? Jest tyle pytań bez odpowiedzi a ludzie myślą ze są mądrzejsi ,wiecej osiągną goniac za fałszywym szczęściem piękne domy,auta zapominają tylko po co żyją. Kiedyś wydawało mi się ze nie warto umierać jak nie zaznalo się prawdziwej miłości , a co teraz mogę powiedzieć?
Miłość pojęcie bez instrukcji obsługi. Czy wierzyć komuś ze nigdy cię nie skrzywdzi i zależy mu na twoim szczęściu? Niestety nauczylam sie ze bajki są dla dziecko-f5.html" class="auto-link" rel="dofollow">dzieci a na happy end nie warto liczyć .
Jako nastolatka wiodlam szalone życie w domu niezaznalam ciepla rodzinnego tylko ciągła "bitwa szczurów " firma bankiety życie ponad stan ,a gdzie miejsce dla dzieci? Niestety brak. Smieszylo mnie jak mama chwalila sie koleżankom jak to ona super daje radę w roli zapracowanej matki. Zawsze stałam gdzieś na boku i sie zastanawiałam o co chodzi w tym teatrze.
W końcu przestałam sie uczyć myślałam ze wtedy zwrócą na mnie uwagę oczywiście przeliczylam się. Postanoilam wziasc sie za siebie i starać sie żyć tak aby w przyszłości nikt nie mógł mi zarzucić ze zmarnowalam swój czas.
Wraz ze szkola średnia zaczęły sie pierwsze "miłości " , pierwsze pocałunki w szkole szło mi ok ,więc mogłam robić to na co miałam zywnie ochotę nikt mnie nie kontrolował brat by starszy wiec wyszedł już z domu. Każde z nas wiodło osobne życie. Nie wiem czy ktoś wie co znaczy wieść życie razem a jednak osobno. W wieku 16 lat mój organizm zaszwankowal, otarlam sie o smierć - tak bardzo pragnelam wtedy żyć i na moje nie szczęście było to moje jedyne marzenie jakie sie spełniło ,przeżyłam . Wtedy dopiero poznałam ludzi koleżanka podawała sie za moja przyjaciółkę wcześniej za bardzo jej nie znałam ,przyjaciółka mnie zostawiła bo nie byłam ta sama osoba co przed choroba najzwyczajniej w świecie nie pamietalam wszystkiego co sie działo przed choroba nie miałam ochoty na ciagle wyjazdy. Nowe koleżanki teraz już wiem , ze wykorzystywały mnie do podrywania chłopaków ,wiem głupio to brzmi ale chłopcy ciagli do mnie jak do magnesu . Więc jak gdzie sie pojawialam zaraz robiło sie tłoczno były w niebo wzięte jak patrzyłam jak dają sie traktować zastanawiałam sie czy są pozbawione godności . Na odczepnego zgodziłem sie spotykać z jednym z kolegów teraz już wiem ze to był nie samowity błąd strasznie go skrzywdzilam był w stanie zrobić dla mnie wszystko żebym tylko z nim była kochał mnie ponad wszystko , rzucilam go dla jego własnego brata zakochalam sie oczywiście bez wzajemności albo ja niepotrafilam przez wyrzuty sumienia poukładać sobie z nim życia. Zerwalam z nim. Po przez nowych przyjaciół i zainteresowania poznałam mojego obecnego męża. Myślałam ze Bóg wysłuchał moich modlitw i dał mi kogoś dla kogo warto żyć. Sielanka nie trwała jednak długo. Już przed ślubem zastanawiałam sie czy dobrze robię wychodząc za niego. Mąż przekonywał mnie ze nasze problemy są spowodowane problemami finansowymi.
Pojawił sie syn byłam bardzo szczęśliwa do pierwszej doby jak syn był dwu krotnie reanimowany przez ok pól roku trwało żeby z synem było wszystko dobrze udało sie. Mieliśmy szanse stanąć na nogi zaszlam w kolejna ciążę w ok dwudziestego tygodnia poronilam mąż był wściekły kompletnie nie pasował mu ten termin na jakieś problemy bo silnik w aucie mu zaszwankowal a to było tylko dziecko pamietam do dnia dzisiejszego każdy jeden szczegół wyciagany po kolei mojego synka był taki malutki. Modlilam sie zeby Bóg zabrał mi te widoki przed oczu i dał mi szanse na szczęście . Wiem pewnie już wtedy powinnam była sie zdecydować na rozstanie zabrać dziecko i poukładać sobie zycie osobno ale jak to mówią miłość jest ślepą.
Mój synek skończył półtora roku w naszym małżeństwie zaistniała harmonia. Zaczęliśmy rozmawiać spacerować jakoś szło grunt ze do przodu moja euforia nie trwała jednak długo za pól roku przylapalam męża na gorącym uczynku z inna kobieta. Błagał klekal przepraszał a ja głupia dałam mu kolejna szansę. Zmieniliśmy miejsce zamieszkania wcale tego nie chciałam ale nie miałam wyboru. Jednak powoli nasze małżeństwo zaczęło przypominać związek brata z siostra przestaliśmy praktycznie współżyc.
Oczywiście podejrzewalam ze obrał już kolejny cel nawet wiedziałam kogo,czasami zastanawiam sie ze znoszac to wszystko zachowuje sie jak masochistka. I tak minęło kolejne cztery lata. Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci. Dlaczego ? nie wiem. W końcu udało mi sie zaszlam w kolejna ciążę , polowe ciąży spędziła, w szpitalu ale udało sie traumatyczny poród i jest drugi synek i tu poraz pierwszy mąż naprawdę mi pomógł przy porodzie dał z siebie wszystko czego nie moglam powiedziec przy pierwszym dziecku jak mnie wyzywal ze mam sie zageszczac bo jest zmeczony.Tylko gdzie podziały sie uczucia? Tym razem to on wymagał ode mnie zrozumienia ,uczucia , sexu ale ja miałam dziecko on mnie nie obchodził .
Namówił mnie do stosunku i tu wpadka byłam w szoku miedzy dziećmi 8 lat różnicy a tu kolejna ciąża. Najprawdopodobniej dostałam depresji około porodowej. Odrazu chciałam usunąć ciążę sama nie wiedziałam co sie ze mną dzieje kochalam malenstwo które miałam w domu a nie nawidzilam tego w brzuchu. Czułam sie podle samo sie na świat nie pchalo ,tyle lat czekałam na dziecko a teraz nie potrafię sie odnaleźć w tej sytuacji. W domu napięta sytuacja ciagle awantury wiedziałam ze jak urodze ze będę musiała sobie poradzić sama z dwujka niemowląt mąż mi wmawial ze pózniej sobie nie poradzę jak usune lekarz kazał mi podjąć szybko decyzje stan mojego zdrowia pozwalał na legalna aborcje. Postanowiłam ze urodze a co będzie dalej nie wiem. Gdzieś sie pogubilam plakalam po nocach tak bardzo chciałam pokochac to dzieciatko co nosilam pod sercem ale z dnia na dzień było tylko gorzej ósmy miesiąc myślałam ze sobie coś zrobię . Męża nigdy nie było -praca , kladlam sie z moim malenstwem obok siebie i próbowałam zrozumieć co sie ze mną dzieje. Miałam dużo czasu na przemyślenia i zrozumiałam ze dużo winy było w tym ze nie potrafiłam już kochać czułam sie opuszczona całkiem sama z dziećmi nie miałam na kogo liczyć. Urodziłam po porodzie zakochalam sie w dziecku. Koleżanki pomagały mi w domu przy maluszkach męża jak zwykle przy mnie nie było a jak był kto spał . Klucilismy sie bo chciałam żeby był nie tylko mężem na papierku ale i osoba w której znajdę oparcie. Minął kolejny rok a ja tak jak myślałam jestem nadal sama tyle ze z dziećmi. Poprosiłam męża o podjęcie decyzji w sprawie antykoncepcji nie stety i teraz usłyszałam ku..a nie widzisz ze szukam części do samochodu?
Owszem widziałam ale chciałam żeby choć chwile poświęcił mi.
Wyjechaliśmy na weekend z dziećmi. Po całym dniu jak już dzieci poszły spać nie mielismy zadnych obowiazkow bylismy w hotelu polozylismy sie w łóżku mąż oznajmił mi ze wykońu ma czas pograć na telefonie . Nie wiem gdzie podziałów sie nasze uczucie z przed lat? Czy warto wierzyć jeszcze w miłość ? Czy moje zycie ma jeszcze sens? Gdzie podziała sie moja godność ? Bo ja nawet niewiem kogo widzę jak patrzę w lustro ? Gdzie mój optymizm ? Gdzie zgubilam sens życia ? Wiem trochę sie rozpisalam ale ale strescilam ok 15 lat z zycia
Awatar użytkownika
mamajulci
Fajna Kobietka
Posty: 152
Rejestracja: czw lut 23, 2012 8:52 pm

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: mamajulci »

Wszystko zalezy od punktu siedzenia:) Jeśli Twojemu męzowi zalezy na Tobie i waszej rodzinie a nie okazuje tego, spróbuj namówic go na terapie partnerską. W waszym mieście na pewno znajduja sie takie poradnie. Męzczyzne ciezko do takiego kroku zachecic bo dla nich najczesciej nic złego sie nie dzieje. Jesli partner chce spróbowac walczyc to znaczy ze Cie kocha i mu zalezy, jesli nie to watpie zeby ten zwiazek przetrwal. Ja doskonalez rozumiem ze rozejsc sie nie jest łtwo po latach bycia razem i posiadajac juz trojke cudownych dzieci. Wiele przeszłac partner raz przy tobie był czasem nie. Jednak mzłżenstwo to zwiazek na dobre i na złe, jak w kazdym sa wzloty i upadki. Jednak podczas upadku dwoje ludzi musi sobie pomóc wstac i pojsc dlaej. Nie ma innego wyjscia
Armigor
Gadatliwa Kobietka
Posty: 834
Rejestracja: ndz wrz 23, 2012 9:51 pm

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: Armigor »

Postanowiłam wczoraj wieczorem szczerze porozmawiać z mężem powiedziałam mu wszystko co mnie boli i jak ja to widzę Jak wszystko przemyślał był w szoku ze tak mnie skrzywdził stwierdził ze nigdy w ten sposób na to nie patrzył a ja nie mam w zwyczaju sie zalic Zapytałam czy poszedł by ze mną na terapie małżeńska zgodził sie bez zawachania po czym dodał ze ze mną może lecieć nawet na księżyc jeżeli to mnie uszczesliwi Niestety terapia w w tej chwili jest dla nas nieosiagalna Starał sie tłumaczyć ze chciał żeby nigdy nam na nic nie brakowało i zapewnić wysoki poziom życia dlatego tyle pracuje niestety wczasy,wycieczki,perfumy to wszystko kosztuje :fallinlove Mam nadzieje ze dotrzyma słowa i będzie już miedzy nami spowrotem ok :kiss1 Po rozmowie po części go rozumiem napewno nie w kwesti zdrady ale to było dawno i w sumie do niczego poważnego nie doszło A nad tym ze chce żeby poświęcał mi wiecej czasu obiecał popracować
Awatar użytkownika
mamajulci
Fajna Kobietka
Posty: 152
Rejestracja: czw lut 23, 2012 8:52 pm

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: mamajulci »

Bardzo się cieszę że podjełas z nim temat. Często mężczyźni póki im czego nie powiesz wprost to nawet nie wiedzą że coś się złego dzieje. Wiem z własnego doświadczenia. Mój mąż mi zawsze powtarza że jak mam problem mam mu o tym mówić wprost bon jest facetem i nie jest w stanie się sam domyślic czegokolwiek:) Teraz już wie co cię boli i może sytuacja ulegnie zmianie. Terapia faktycznie może kosztowac bo najlepiej chodzic do poradni prywatnie gdzie jest czas na szczerą rozmowę. Ale problemy można wyeliminować walcząc o to razem . Powodzenia.
ona-3-slask
Fajna Kobietka
Posty: 106
Rejestracja: pn wrz 10, 2012 10:31 am

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: ona-3-slask »

ciekawy temat:)
ale poczytam cały innym razem

ale ja tez zadaje sobie takie pytania
Armigor
Gadatliwa Kobietka
Posty: 834
Rejestracja: ndz wrz 23, 2012 9:51 pm

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: Armigor »

W moim przypadku nie chodzi o koszty tylko brak poradni Jednak jeżeli znowu nie będę mogła dogadać sie z mężem poszukam w większym mieście Naprawdę zależy mi na naszym związku ale nie za wszelka cenę Wiem ze było by mi bardzo cieżko sie z nim rozstać choćby na wzglad na dzieci mimo to jaki czasami jest dla mnie jest wspaniałym ojcem Jednak chciała bym muc powiedzieć z czystym sumieniem ze go nadal kocham
Awatar użytkownika
mamajulci
Fajna Kobietka
Posty: 152
Rejestracja: czw lut 23, 2012 8:52 pm

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: mamajulci »

To nie musi byc tak zwana poradnia małżeńska, dobry psychoterapeuta często jest znacznie lepszy niż pan/pani od wychowania w rodzinie:)
małgosia1988

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: małgosia1988 »

poruszyła mnie Twoja historia jakbym książkę czytała aż się ucieszyłam z zakończenia:))
życzę aby Wam się udało:)
Armigor
Gadatliwa Kobietka
Posty: 834
Rejestracja: ndz wrz 23, 2012 9:51 pm

Re: Kiedy kończy sie zycie?

Post autor: Armigor »

"małaczarna66"poruszyła mnie Twoja historia jakbym książkę czytała aż się ucieszyłam z zakończenia:))
życzę aby Wam się udało:)


Prawda historia mojego życia bywa bardzo przewrotna,jak dla mnie nawet za bardzo .
Trudno. Nic na to nie poradzę ,zycie toczy sie dalej. Jedno co mogę dodać to po wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego co leżało mi latami na sercu czuje ulgę ze nie noszę tego ciężaru zamkniętego w sobie. Moze to dziwne jednak mi ten post pomógł.
Dziękuje za życzenia :usta
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość