Mój ostatni chłopak mnie zranił, zerwał z dnia na dzień, nie podał sensownego powodu, ostatnio sie dowiedziałam, że ma inną dziewczynę, z którą (mało tego) pisał, gdy jeszcze byliśmy razem, sam mi pokazywał sms od niej, ale twierdził, że to tylko koleżanka. Jest 2 lata młodsza ode mnie, a 6 lat młodsza od niego. Oczywiście cieszę się, że mnie nie oszuka drugi raz i że to skończyło się teraz, a nie np. na poważniejszym etapie związku. Wykazałam się wyrozumiałością, dałam odejść, choć wtedy to była dla mnie decyzja bez żadnego pokrycia, takie sobie "odchodzę". Pisałam nawet na babskichsprawach długiego posta z tą sprawą związanego. To już przeszłość.
Od niedawna spotykam się z kimś innym i choć ta osoba się stara, daje mi poczucie, że jestem cenna, ważna i nie ma nikogo innego,ja nie potrafię zaufać, snuję domysły, podejrzenia, że znów zostanę na lodzie, że pisze ze mną i z innymi na raz... To znajomość, która narodziła się w internecie, jednak okazało się, że mieszkamy na tym samym osiedlu w mieście, które ma ponad 800tys mieszkańców. Na pewno był to zbieg okoliczności, wcześniej się nie widywaliśmy, a poza okresem studiów dzieli nas 500 km. Mimo tego jesteśmy w stałym kontakcie, dzwonimy do siebie, rozmawiamy, niedługo jedziemy razem do naszego studenckiego miasta, żeby znów się spotkać. Trudno mi uwierzyć w jego dobre intencje pomimo dowodów (np. odmawiał spotkania innym osobom, w tym koleżankom, bo był ze mną; zostawiał otwartego na oścież facebooka, idąc do wc; podał kod blokady laptopa, telefonu) starań (potrafił mi przynieść do mieszkania obrane i umyte jabłko, żebym zjadła coś zdrowego), spotkań, spacerów, wydanych pieniędzy-ktoś powie, że kasa to nie wyznacznik starań, owszem, ale w momencie gdy przez miesiąc, ja nie mogę prawie za nic zapłacić, ani nawet kupić wina, czy czegoś do jedzenia, to staje się również wyznacznikiem.
Jak się z tym uporać? Jak zaufać? Może miałyście podobne sytuacje?