Witam, to moj pierwszy post wiec sie przedstawie. Nazywam sie Damian i jestem 22 letnim studentem, moj problem, a raczej nasz wyglada nastepujaco; jakies pol roku temu poznalem pewna osobe, wiedzialem o niej niewiele ale po prostu jej usposobienie przyciagalo moja uwage, troskliwa, pomocna, ciepla... po prostu taki aniolek

wszystko ok ale dlaczego ta sytuacja byla dosc specyficzna, juz wyjasniam. Poznalem ja poprzez gre internetowa, byla inna niz reszta, nie obchodzila ja gra sama w sobie tylko ludzie, kontakt z nimi i z czasem co raz bardziej sie nia interesowalem, zaczelismy pisac ze soba, jak sie potem okazalo miala dosc ciezka sytuacje, spory bagaz doswiadczen (negatywnych), potrzebowala jakiegos wsparcia. Jej historia wyglada nastepujaco, kilka lat temu miala raka piersi, starcila znajomych, chlopaka, wszyscy sie od niej odwrocili, zostala sama ze soba. Jej facet nie dosc ze zwial to zrobil to w taki sposob ze dodatkowo umyslnie ja ranil slowami, trafial w najczulsze punkty, cierpiala strasznie fizycznie i psychicznie, probowala nawet popelnic samobojstwo... przeszla chemioterapie, rozne zabiegi ale udalo sie jej wyzdrowiec i oto wraca do zycia po kilku latach przerwy, musi wszystko poukladac, zaczac od nowa zyc. Wolny czas spedzala grajac, gdzie sie poznalismy, jak mowilem zaczelismy ze soba pisac, co raz wiecej, bylismy co raz blizej, w koncu zaczelismy ze soba rozmawiac na skype, godzina, dwie... po pewnym czasie spedzalismy tak ze soba cale dnie, doslownie czulem cos wyjatkowego do tej kobiety. Namawialem ja do spotkania, powiedziala ze nie jest jeszcze gotowa, ze ma na ciele rozne przebarwienia i blizny, ze ja odrzuce, coz powiedzialem ze mozemy z tym zaczekac, nie bylo to dla mnie latwe ale wiedzialem ze warto, pokochalismy sie, nie porafilismy wytrzymac kilku godzin bez smsa czy rozmowy, teraz jak o tym mysle, ale to glupie przeciez nawet jej nie widzialem, mimo to czulem do niej cos, a jakby sie zastanowic to liczy sie wlasnie osobowosc, a nie wyglad - on kiedys przeminie. Taki bliski kontakt mielismy od okolo 4 miesiecy, zdarzaly sie klotnie oczywiscie ale wynikaly one zwykle z jednego powodu, ona jest bardzo wrazliwa, a dodatkowo przez to co przeszla jest bardziej nieufna, nie raz zranilem ja niechcaco, na przyklad bylem czyms zajety, nie zauwazylem smsa od niej odpisalem po kilku h i wtedy ona mowila ze ja zlewam... cholerka mysle o niej caly czas doslowienie caly czas ! Ale sie rozpisalem, lepiej pojde do sedna sprawy. Jakis czas temu skarzyla sie na bol w piersi, ze czuje guzki pod skora strasznie sie martwila, ze to moze byc nawrot, chcialem byc przy niej mimo wszystko, pocieszac ja ale przez skype to jest inaczej wszystko... nie potrafilem jej pocieszyc jakos albo sprawic zeby czula ze jestem przy niej jakos mimo ze rowniej bylem tym bardzo przejety i martwilem sie, klocilismy sie... w koncu przyszedl czas wizyty u lekarza, okazalo sie na szczescie ze to naturalna reakcja organizmu, ze wszystko w porzadku - odetchnelismy z ulga. Przez jakis czas bylo w porzadku, w koncu kolejny ciezki okres, spowodowany rodzina ale nie bede juz opisywal, poklocilismy sie, mimo ze sie staralem wyszlo jak zwykle, powiedziala ze musi odpoczac od tego wszystkiego, mielismy tydzien przerwy, tesknilem, myslalem o niej kazdego dnia... w koncu dostalem wiadomosc:
Długo myślałam o tym wszystkim.Niestety to koniec Damian.Nie chcę tego ciągnąc dalej,wiem że Ci zalezy ale jesteśmy na innym etapie życia i to się nie uda

.Chyba rzeczywiście nie jestem gotowa na związek a nie chcę Cię zwodzić,oszukiwać czy ranić.Przepraszam Cię za wszystko,jesteś bliską mi osobą ale to się nie uda.Przepraszam...

Doslownie szok, nie spodziewalem sie tego... rozmawialismy jakas chwilke powiedzialem jej co o tym sadze, ze gdybysmy sie zaczeli spotykac nasze problemy by zniknely - jestem tego absolutnie pewny, a nawet jak juz to warto sprobowac, zalezy nam na sobie przeciez. A jeszcze jedno co do "innych etapach zycia" ja studiuje, ona jest juz po i pracuje, kuzwa przeciez w kazdej chwili moge przeniesc sie na zaoczne i byc na "tym samym etapie", moglbym z nia zamieszkac (mamy do siebie z 90km chyba), nie widze tu problemu, powiedzialem jej o tym wszystkim. Jej odpowiedz:
Rozmawiać też nie chcę bo nie jest to dla mnie łatwe-długo naprawdę o tym wszystkim myślałam i nie chcę rozmawiać bo być może bym się ugieła a to droga do nikąd..Wybacz.
Nie chce rozmawiac bo by sie ugiela... eh ta kobieca logika... po to sie rozmawia zeby poznac to co mysli druga osoba, a jezeli by sie "ugiela" to beda ku temu powody... Potem jednak troche porozmawialismy (popisalismy wlasciwie) jej kolejnym obawem jest to ze chce kogos na stale, zalozyc rodzine i nie jest pewna tego czego ja chce. Szczerze ja tez mam dosc zwiazkow na kilka miesiecy, rok, chce kogos na stale i ona wydaje mi sie kims dla mnie, powiedzialem jej to wszystko, jej odpowiedz:
nie wiem Damian,nie chce juz
musze uciekać bo rano
praca 
I po prostu zwiala... to bylo wczoraj, wylaczyla telefon, nie mam zadnego z nia kontaktu, czekam az wroci z
pracy liczac ze ze mna pogada, czuje ze tak na prawde sie boi zaryzykowac, swoja decyzje oparla na domyslach, powiedzialem jej co moge dla niej zrobic, co czuje... Jak sadzicie co powinienem zrobic? Nie moge czekac i patrzec co sie stanie, ze znowu przyjdzie jej do glowy jakis absurdalny pomysl ktory sobie wbije do glowki i bedzie sie go trzymala nie pytajac mnie o zdanie... Moze to zabrzmi jakbym byl swirem ale wiem gdzie pracuje, mysle nad tym zeby pojechac tam, zlapac ja i liczyc ze porozmawia ze mna, jezeli poswieci mi chwilke, porozmawiamy i powie w twarz, ze nie mamy szans, odejde i dam jej spokoj ale kuzwa nie mozna tego zakonczyc w taki sposob jak teraz, ona cos sobie wymysla i pisze mi o tym... zeby chociaz telefon czy cos, na prawde znaczy dla mnie zbyt wiele zebym sie poddal tak latwo. Teraz prosze was o rady, co o tym wszystkim myslicie?
PS. Przepraszam za dlugi temat i dziekuje jezeli ktos przeczyta calosc to jest dla mnie na prawde wazne.