Cześć kochane. Moja historia jest dość dziwna ale mam nadzieję że mi coś doradzicie jak powinnam do całej sprawy podejść.
Otóż jestem z moim ukochanym 4 lata. Znamy się prawie na wylot, nie potrzebujemy słów by się zrozumieć, mamy raczej podobny pogląd na niektóre sprawy. Jednak ostatnio coś się wydarzyło w naszym życiu co spowodowało że zaczęliśmy myśleć o wspólnej przyszłości. Stwierdziliśmy że czas mija, a na szczęście nie należy czekać tylko brać je za ogon i nie puszczać! Po bardzo wielu rozmowach ustaliliśmy że po ślubie (nie jesteśmy jeszcze zaręczeni) który planujemy noo właśnie do końca nie wiem dokładnie kiedy zamieszkamy u niego w domu. On mieszka sam z mamą (teściowa naprawdę świetna kobieta!) i mają ogromny dom. Ona wobec tego zajęłaby jego obecny pokój a my byśmy się wprowadzili do jej dwóch pokoi (pierwotnie plan był taki, że mieliśmy zamieszkać u góry bo cały strych jest niezagospodarowany jest plany nam się musiały zmienić). Ona jest wręcz zachwycona tym pomysłem, bardzo chce mieć synową (mój ukochany jest jedynakiem a teściowa wdową). Wiele ostatnio rozmów przeprowadziłam z moim chłopakiem na temat tego jak będzie wyglądało nasze wspólne życie. I tu się kończy część pierwsza...
A oto część druga...
Nie potrafię otwarcie rozmawiać z moją mamą. Jest to dla mnie naprawdę bardzo bliska osoba ale nie umie jej powiedzieć że planujemy ślub i wspólne mieszkanie. Dlatego podeszłam ją troszkę sposobem i powiedziałam że to teściowa sama zagadała że jeśli coś więcej planujemy to ona zrobi taką małą zamianę. Na co moja mama że powinnam najpierw studia skończyć (mam 23 lata), pracę poszukać, a dopiero później wszystko dobrze przemyśleć i podjąć decyzję o ślubie.
I teraz jestem w takiej totalnej kropce...
Bardzo kocham mojego chłopaka, jesteśmy po prostu dla siebie stworzeni. Po ostatnich wydarzeniach tak naprawdę jestem w stanie z ręką na sercu powiedzieć że chciałabym być jego żoną i jestem na to gotowa (mimo młodego wieku..). Jednak czy ja się jakoś na to wszystko za bardzo nie napaliłam? Czy moja mama rzeczywiście nie ma racji w tym że powinnam najpierw się usamodzielnić (czyli podjąć pracę - będę nauczycielem więc studia muszę ukończyć) a dopiero potem myśleć o ślubie? Czy ja nie jestem na to wszystko za młoda? Nikt też nie powiedział że chcemy brać ślub w tym roku.. I też nie do końca wiem na kiedy mam go planować.. czy ja się przypadkiem na ten ślub za bardzo nie napaliłam? sama już nie wiem...
Może niektóre spostrzeżenia które wam opisałam są sprzeczne (dot. mnie jako żony i mojego wieku) ale ja tak naprawdę nie mam z kim o tym pogadać. I też bardzo się boję że jeśli wróciłabym do domu z pierścionkiem zaręczynowym na palcu to.. no mama nie będzie specjalnie z tego powodu zadowolona.. a przecież nie powiem o tym mojemu ukochanemu bo pomyśli że ja tego nie chce. A tak nie jest! ja bardzo chcę z nim być! jestem po raz pierwszy w życiu aż tak pewna tego że chcę wziąć z nim ślub i być na dobre i na złe!
Czy ja chcę być żoną?
-
elzbieta45
- Kobietka Expert
- Posty: 6529
- Rejestracja: ndz paź 21, 2012 6:18 am
Re: Czy ja chcę być żoną?
Małzenstwo nie przeszkadza temu abys ukonczyła studia . I znalazła wymazona prace . Jestescie jak twierdzisz na to juz zdecydowani , wiecie co chcecie . Slub i małzenstwo nie przeszkodzi Ci w realizacji marzen . Znam przykład gdzie kobieta realizuje sie zawodowo mimo ze jest zona i matka i godzi wszystkie obowiazki . Wiec powinnas pokierowac sie czego Ty chcesz .
Moze twoja mama boi sie , ze ciebie straci i dlatego szuka tez mozliwosci zatrzymania ciebie jak najdłuzej w domu
Moze twoja mama boi sie , ze ciebie straci i dlatego szuka tez mozliwosci zatrzymania ciebie jak najdłuzej w domu
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Snappy [Bot] i 1 gość