Takatoli dobrze to ujęła.
"Widzicie, nie bardzo miałam skąd czerpać właściwe wzorce... Dlatego
SEX, dla niektórych tak oczywisty, tak normalny... Dla innych staje się pewną barierą... Czymś... czego MUSI SIĘ NAUCZYĆ. Nadrobić zaległości w wiedzy. Jestem dorosła, wiem na czym to polega, wiem o relacjach jakie powinny być pomiędzy zakochanymi, wiem że o seksie należy rozmawiać...
A jednak... mimo, że wiem.... mam blokady... Rozmowa o tym, o czym nie rozmawiałam całą swoją młodość jest dla mnie wielką trudnością."
Mówicie, że wszystko jest takie oczywiste. Bo jaki to problem, aby po prostu porozmawiać z partnerem... Bo przecież na tym polega związek, by mówić o wszystkim, o seksie jak najbardziej. ALE! To się tak wszystkim wydaje, że to jest takie proste. Niby wiem o tym, że gdybym porozmawiała z Nim od serca, to problemy by się skończyły. Ale to gdzieś bardziej w psychice siedzi... Również wychowywałam się w pełnej rodzinie, miałam w szkole lekcje wdżwr, a mimo tego nie miałam skąd czerpać wiedzy na temat
seksu. Dla rodziców był to temat tabu. Jak na filmie pojawiały się sceny łóżkowe, to rodzice robili się czerwoni, mama pod byle pretekstem przełączała kanał, panowała wtedy niezręczna cisza... Ale czy mam ich za to winić, że nie potrafili po prostu o tym porozmawiać, wyjaśnić? Nie, nie winię rodziców za to, że nie umieli mi tego wytłumaczyć... Kiedy pojawił się pierwszy chłopak w moim życiu mama odważyła się na rozmowę ze mną o seksie - tak ku przestrodze. Jednak była ona na zasadzie, co mi wolno, na co powinnam uważać, a najlepiej żebym w ogóle tego nie robiła, bo przecież jak to będzie o mnie świadczyć, że przed ślubem stracę cnotę. Podała suche fakty, suche informacje, w których po prostu brakowało mi czegoś... ale tacy po prostu są moi rodzice, może otwarcie nie umieli o TYCH sprawach rozmawiać, ale jak trzeba było, to zawsze byli obok, starali się... Swój pierwszy raz i tak z nim przeżyłam i potem często to robiliśmy, ale TO ON mi mówił, co mam robić (był doświadczony). Teraz jestem z innym. ON nie ma tyle wiedzy na temat seksu. Wie, jak się za to zabrać, wie na czym to polega, wie co ma robić, ale nie jest w pełni doświadczony. Ja już jakieś tam doświadczenie posiadam, ale mimo tego mam BLOKADĘ. Nie umiem mu powiedzieć, zróbmy tak a tak...
Każdy ma inną osobowość, inny temperament, każdy inaczej podchodzi to pewnych tematów, mamy różne wzorce i różne wartości też są nam wpajane, różnie przyswajamy informacje i czerpiemy wiedzę, jednym z łatwością przychodzi wykorzystywać ją w praktyce, niektórzy nie mają oporów by brać sprawy w swoje ręce, przejmować inicjatywę, pokazywać komuś, co i jak ma zrobić.
INNI mają z tym problemy, jakieś blokady psychiczne, jakieś skrępowanie, wstyd, niepewność... Dla jednych to takie oczywiste, że jak się jest z kimś w związku, to jaki problem pogadać o seksie, o zepsutym samochodzie czy co zrobić na obiad... Ale to, że ktoś tego nie potrafi nie znaczy, że jego związek jest zły, oparty na nieszczerości, że nie ma przyszłości czy coś... Niektórzy potrzebują czasu by się otworzyć przed kimś w 100%. Nieważne ile się jest ze sobą; pół roku czy 2 lata - każdy ma swój czas. Może właśnie teraz jestem na takim etapie, że muszę się odblokować i otwarcie bez skrępowania zacząć rozmawiać z Nim o seksie, bo zawsze były to tylko jakieś skrawki rozmowy o nim. Ktoś, kto nie był w takiej sytuacji tego rzeczywiście może nie rozumieć. Wszystko wydaje się takie proste, gdy patrzymy na coś z boku. Tak, jak już pisałam - dla niektórych rzeczy proste, oczywiste wydają się najtrudniejsze - tak jak rozmowa wydaje się taką błahostką, a jednak są osoby, którym sprawia trudności. Ale nie uważam, żeby to był jakiś wielki problem, który miałby wróżyć klęskę w związku...
Wszystko, co piszecie nie jest dla mnie czymś odkrywczym. Rozmowa o seksie? Jasne! Przecież co to za problem

. Siadam z partenerm i rozmawiam. Walę prosto z mostu, co mi chodzi po głowie i zaraz problem znika
Ale. (na tym zakończę)
Dum spiro, spero...