Ciagle mi zal tego ze
dziecko ma sie wychowywac bez ojca. On cos sie tam stara ale dla mnie to kandydat ze normalnie bym na niego nie zwrocila uwagi i jeszcze ta jego rodzona, ja nie znosze jego a on mojej, nie ma zadnego punktu zaczepienia, chociaz ja jestem taka ze mi szkoda zeby dziecko nie mialo kontaktu zeby nie wiem jacy oni byli. On probowal kiedys popelnic samobostwo, do tej pory nie wiem dlaczego i jak matka jego raz zobaczyla ze sie klocimy i on trzasnal drzwami to zaczela mnie wyzywac ze go drecze psychicznie i co ze mnie za matka ze dziecko placze ze ona mi odbierze prawa rodzicielskie i zadzwoni do mojej szkoly powiedziec ze jestem nienormalna.
3 miesiace pozniej po weselu mojego brata poklocilismy sie tak ze doszlo do bojki on byl piojany ja nie bo przeciez karmie, rozwalil mi laptopa, szparpalismy sie nad lozeczkiem dziecka, ja mu zdrapalam cala twarz. Wrocil do Krk zrobil obdukcje i jak ja dojechalam do krakowa z dzieckiem i moimi rodzicami to odbyla sie rozmowa. Wlamal sie na mojego facebooka i wydrukowal rozne wiadomosci, ze nie chce z nim byc itd. wydrukowal tez wiadomosci sprzed 2 lat gdy sie nie znalismy i zdania wyrwane z kontekstu pokazal moim rodzicom, ze niby bralam kokaine ( oczywiscie bzdura) zaczal mowic ze on jest swietnie przygotowany do odebrania mi dziecka ma adwokata, zadzwoni do szkoly wysle te wiadomosci na fb i mnie zwolnia i jeszce wiele rzeczy mowil a ja siedzialam i plakalam, nie potrafilam nawet nic powiedzielc, bo co mozna powiedziec.....
A moi rodzice za kim byli? zgadnijcie?
Mowili, tak tak wiemy jaka jest nasza corka itd. Staneli po jego stronie!!!!teraz jak to p[isze to mi sie plakac chce:(
I po tym wszystkim ja wciaz nie moge dopuscic mysli do siebie ze dziecko bedzie sie wychowywac bez ojca, ze sobie sama nie poradze, nie potrafie byc sama, mecze sie okropnie jestem mega wrazliwa osoba, ( jak widze zebraka na ulicy to mi sie lza kreci) czasami zaluje ze nie mam znieczulicy bo byla gowno mnie rozczula. Ojciec powiedzial mi tyle przykrych slow ze sie w pale nie miesci, nawet nie bede pisac. Nienawidze go, ale mieszka w stanach ma duzo kasy, kupil mi mieszkanie....wysyla duzo rzeczy dla dziecka, wozki nosiedelka, bo tamci dziadkowie kompletnie nic, nie chce od nicha kasy ani prezentow, tylko zwyklych odwiedzic, ale tez nie....
Poprostu przerasta mnie to wszytsko, wpakowalam sie w takie bagno i ciagkle czuje pietno ze jestem gorsza bo kolezanki i kuzynki maja jak w niebie, wspanialych ojcow i mieszkaja z rodzicami i w ogole a ja nie mam nic, moje dziecko jest biedne i skrzywdzone i to moja wiina, zawsze bylo wszytko moja wina, i ja to przyjmuje na klate
A w ogole nic mi to nie da ze to pisze tutaj
Przepraszam