Moim zdaniem o ile w podstawówkach ok, o tyle w liceum to absurd. Różnica w rozwoju między uczniem przed maturą a studentem pierwszego roku jest żadna, tylko
szkoła robi z ludzi - poprzez system nakazów i zakazów - kaleki. Efekt jest taki, jaki widziałam kiedyś - będąc na 1. roku studiów pojechałam jako opiekunka (organizowało moje byłe szefostwo) na wycieczkę z "młodzieżą" (cudzysłów celowy, bo były tam też osoby w moim wówczas wieku). Uczniowie ostatniej klasy liceum i technikum myśleli, że będę ich oprowadzać, pilnować co piją, jedzą, palą (czyli że będę ich traktować tak, jak traktują ich nauczyciele).
Z drugiej strony - w tym samym czasie pojechałam na inną wycieczkę, gdzie była również nauczycielka - która myślała, że z racji tego, że jestem w wieku jej uczniów (4 technikum, ja 1 rok studiów) będzie mnie pilnować
Taka nadopiekuńczość i kontrola szkodzi ludziom.
Nikt nie zabroni (nie ma zresztą takiego prawa, chyba że zajęcia są "specyficzne", ale to nie na moim kierunku) studentowi korzystania z telefonu komórkowego, tableta, czegokolwiek. Odpisuję na smsy podczas zajęć, na nudnym wykładzie do wyboru na obecność przejrzę facebooka, jeśli muszę, bo mam ważny telefon - wychodzę z sali. Oczywiście wszystko tak, żeby nie przeszkadzać innym (telefon wyciszony, jeśli czekam na rozmowę - siadam z tyłu), nieostentacyjnie, kulturalnie. Opiekun koła naukowego nie miał też problemu, że odebrałam telefon w jego gabinecie (telefon bardzo ważny, a na korytarzu było zbyt głośno).
Nikt nie ma z tym żadnego problemu - to moja sprawa, wiem, czego chcę się uczyć, jakich notatek potrzebuję i jakie będę miała wyniki - czy w ogóle zdam, czy nie. Dodam, że używanie elektroniki nijak nie utrudnia mi studiowania i zdobywania dobrych ocen.
Dlaczego więc upośledzać licealistów w drodze durnego przepisu? Nie uważam, by bardzo się różnili ode mnie na 1. roku. No, poza tym że biedni nie mogą wyciągnąć na lekcji telefonu "pro forma".
BlackWolf, Internet jest dobrym źródłem, ale trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Jeśli się korzysta ze stron z opracowaniami, to na pewno jest złym źródłem. Ale ja mogę znaleźć w Internecie każdą ustawę, liczne artykuły o tematyce stricte naukowej, a nawet podręczniki. Nawet mój promotor pisząc habilitację korzysta z Internetu

A taki licealista ma książkę i to, co pani w szkole podyktowała - i nic więcej - a potem jest wielkie zdziwienie, jak dostaje sylabus na egzamin, który nie pokrywa się w 100 procentach z podręcznikiem, albo coś się po drodze znowelizuje, i robi wielkie oczy, że on nie wiedział.
Szkoła nie uczy samodzielności, niestety. Dopiero studia, ale też zależy jakie - bo jak słyszałam, że u niektórych są odpytki co zajęcia, to nie wiem jaka to samodzielność...
A co do spędzania czasu z rówieśnikami - pójdzie na studia, znajdzie dziewczynę/chłopaka i grupę znajomych i będą kontakty w realu. napić się z nikim nie napije przez komunikator, innych rzeczy też nie porobi
