Szukam pomocy przy opanowaniu lęku przed samochodem
Szukam pomocy przy opanowaniu lęku przed samochodem
Czuję się totalnie zablokowana na samą mysl o prowadzeniu auta. Szukam kogoś, kto naprawdę rozumie takie przypadki – nie chodzi mi o zwykłą naukę jazdy, tylko o kogoś, kto potrafi dać takie prawdziwe, psychiczne wsparcie. Może znacie kogoś takiego w Warszawie albo kto dziala online?
Re: Szukam pomocy przy opanowaniu lęku przed samochodem
To że kiedyś Ci nie wyszło z jazdą, nie oznacza, że nie masz próbować. Ale jak to już leży od strony psychicznej, to masz namiar na Sonię https://kierujzsonia.pl, bo ona doskonale rozumie, jak to jest się bać. Wie jak stworzyć przestrzeń bez presji, nacisku i nerwów, a to wiele zmienia.
Re: Szukam pomocy przy opanowaniu lęku przed samochodem
Twoje słowa brzmią bardzo znajomo… Moja córka miała dokładnie ten sam problem. Sam dźwięk słowa „samochód” wywoływał u niej lęk i spięcie całego ciała. Miała prawo jazdy od 2 lat, ale po jednym nieprzyjemnym incydencie na drodze kompletnie się zablokowała. Nie była w stanie wsiąść za kierownicę, a każda próba kończyła się płaczem i poczuciem porażki.
Nie szukałyśmy od razu specjalistów. Zaczęłyśmy od rozmów. Po prostu dużo rozmawiałyśmy o jej lęku – bez presji, bez oczekiwań. Zrobiłyśmy sobie rytuał: najpierw wspólne kawy na parkingu, potem krótki spacer wokół auta, aż w końcu siadła za kierownicą – na wyłączonym silniku. Zaczęła sobie wszystko przypominać po swojemu, we własnym tempie. Potem jazdy po pustych ulicach w niedzielne poranki, zawsze ze mną obok. Każdy, nawet najmniejszy krok do przodu, traktowałyśmy jak sukces.
Dziś jeździ sama, spokojnie, pewnie. Potrzebowała po prostu poczuć, że nikt jej nie ocenia i że może się bać – i to jest w porządku. Wiem, że to trudne, ale naprawdę można z tego wyjść. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!
Nie szukałyśmy od razu specjalistów. Zaczęłyśmy od rozmów. Po prostu dużo rozmawiałyśmy o jej lęku – bez presji, bez oczekiwań. Zrobiłyśmy sobie rytuał: najpierw wspólne kawy na parkingu, potem krótki spacer wokół auta, aż w końcu siadła za kierownicą – na wyłączonym silniku. Zaczęła sobie wszystko przypominać po swojemu, we własnym tempie. Potem jazdy po pustych ulicach w niedzielne poranki, zawsze ze mną obok. Każdy, nawet najmniejszy krok do przodu, traktowałyśmy jak sukces.
Dziś jeździ sama, spokojnie, pewnie. Potrzebowała po prostu poczuć, że nikt jej nie ocenia i że może się bać – i to jest w porządku. Wiem, że to trudne, ale naprawdę można z tego wyjść. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość