Ło matko ale się rozpisałyście.....
Smużkę teraz kojarzę po imieniu

Na fb miałaś chyba konto takie podwójne, razem z mężem?
Bo ja miałam właśnie jakąś Natalię z forum w znajomych ale jakiś czas temu robiłam "porządki" w znajomych i pousuwałam tych, z którymi nie mam żadnego kontaktu a znam tylko wirtualnie..... Więc sorki, ale Ciebie też usunęłam..... aż wstyd się przyznać.
Ma, a ile Twój Kuba ma lat?
Mój ma 11 i na szczęście też już bierze tabletki, nawet nie pamiętam ile miał lat jak zaczął.
Niedawno przechodził zapalenie ucha, dostał dwa "końskie" antybiotyki. "Końskie" czyli wielkie, przekrawałam mu bo miał problemy z połknięciem. Jeszcze jak tabletka jest powlekana to ok ale te były takie, że do podniebienia się przyklejały.
Co Wy się wszystkie umówiłyście na @ ? Mi się akurat kończy
Halinko, jak pięta?
Gosiu, aż normalnie nie mogę uwierzyć że to Ty
Aga, no widzisz, tacy są faceci, że dla nich zakazany owoc to najbardziej kusi.....
Kasia, Ty meczu nie oglądałaś? W
pracy byłaś? No teraz to na spokojnie obejrzysz powtórkę, też tak bym chciała.....
Coś czuję, że z Portugalią też wygramy

Marcel ma szczęście, bo mecz jest w czwartek a on w piątek wyjeżdża. Bo nie wiem czy mieliby możliwość oglądania na obozie meczu.... czy będą mieli tam dostęp do tv. A co, jak Polska przejdzie dalej i będą grali w półfinale...... A świetnie by się oglądało tak z całą drużyną

Normalnie strefa kibica
Tamirko, a pisałam, że masz wiadomość
U nas wczoraj było strasznie parno, nie było czym oddychać a na godzinę przed meczem taka nawałnica przeszła, że jak się potem okazało, my oglądaliśmy mecz, a w tym czasie strażacy usuwali jej skutki.
Nie miałam pojęcia że aż tak to było, dziś jechaliśmy do kościoła, patrzymy, a tu normalnie wielkie drzewa poprzewracane, powyrywane razem z korzeniami! A ile gałęzi leży wszędzie, ulica cała w piasku.....
Nawet dziś podczas mszy wyła syrena w straży, widzieliśmy jak kilku strażaków wybiegło z kościoła i biegli do remizy, w moment poprzyjeżdżali inni i straż na sygnale wyjechała. Jak się potem okazało, to dalej do usuwania skutków nawałnicy.
A ksiądz dziś ogłaszal, że we wtorek jest pogrzeb tego dzieciątka z pożaru.....
I za tydzień będą zbierać do puszek na leczenie tego 4-latka... Aż mi się płakać chciało.
Co z tego, że dom remontują pełną parą, dziś już okna wstawili..... dzieciątku to życia nie przywróci.
Ten jej mąż jej nie chce znać, nawet nie chciał z wójtową jechać do szpitala do żony....
A jeszcze Wam opiszę 18-tkę.....
sorki, ale mój post będzie dziś trochę dlugaśny, jak ktoś dotrze do końca ten mistrz

Jechaliśmy na 18-tkę, Marcel został sam w domu. Nie chciał jechać, mówił, że co on tam będzie robił jak nikogo w jego wieku nie będzie.
No i został w domu, miał nie wychodzić, nikogo nie wpuszczać. Tylko jedną rzecz miał zrobić: iść pozamykać kury.
Poszedł, a jak już tam był to się okazało, że jakimś cudem ze swojego kojca wyszły nasze dwa kundle. To są takie diabły wcielone, jak się je wypuści to szaleją, skaczą, a Marcel się boi takiego skakania. No i jeden zaczepił go w piętę....
Wtedy Marcel chwycił rower, który akurat tam stał i się nim osłaniając wrócił do domu.
dzwonił do nas ale oczywiście nikt nie słyszał. Jak później zobaczyłam 8 nieodebranych połączeń to zaraz wyszłam zadzwonić.
Jakoś wyczuwałam od niego, że mówi dziwnym głosem, jakby mu się załamywał.
Mówił, że psy wyszły i kur nie zamknął.
Akurat teście też wyszli na dwór no i teściowa mówi do teścia żeby pojechał do domu zamknąć te psy bo ten jeden to by kury zeżarł bo on taki jest.
I teść poszedł do auta a w tym czasie ja dalej rozmawiałam z Marcelem i go tak wypytywałam że coś mi dziwnym głosem mówi a on wtedy się rozpłakał i mówi że pies go ugryzł!
Jak ja wyrwałam do teścia do auta, wróciłam z nim do domu.
Marcel nie był ugryziony, tylko jakoś delikatnie go chwycił w piętę, miał malutką dziurkę i zadrapanie. Tylko tyle że się
dziecko wystraszyło....
I jedno szczęście że tak to się skończyło.
Teść stwierdził że zostanie w domu a ja wzięłam swoje auto i wróciłam na salę.
A powiem Wam, że wcale nie miałam ochoty wracać.....
Mieli tam orkiestrę, a raczej część orkiestry, która grała na naszym weselu 11 lat temu. I oni grali te same piosenki co wtedy!!!!!
Żadne nowości z disco polo, tylko stare starocie. No masakra, dziwili się że nikt nie tańczy ale każdy chciał czegoś normalnego do tańczenia a nie starocie!
Jeszcze mieli tak długie przerwy, że czasami zapominałam, że jesteśmy na imprezie tanecznej.
Ten "główny" facet miał ze sobą swojego syna, który był jako DJ i jak on puścił muzykę "dzisiejszą" to zaraz cały parkiet był pełny. Potem jak znów grała "orkiestra" to znów pusto.... masakra......
I tak byliśmy tam do 1.30, ale chociaż towarzystwo było super
