Chyba coś na temat braku weny wiem. Niestety. Jak to mówią -''jesień''.
Kochana jednak masz konkretny powód do siedzenia w domu i do odpoczywania.
Odnośniej tej pracy, na którą czekam, to Y pracuje w tym samym budynku. Szef tej restauracji powiedział mu, że zadzwoni, ale widocznie nie ma czasu na rozmowę. To nowy ''lokal'' dopiero co zaczyna funkcjonować, także może natłok obowiązków? Nie wiem, kazał czekać. Więc czekam, ale w między czasie staram się o inną. Jeszcze poskładam aplikację do warehous, magazyn (i to by było najlepsze gdyby się trafiło). Nie ma co liczyć na tylko jeden odzew, Święta też idą... Ileż można być bez pracy. Byłam też zaaplikować w biurze pracy i od tamtej pory cisza.
Z Y raz wzloty raz upadki. Mamy czasami spięcia przez mój dół. I przez pracę a raczej jej brak też. Chodzi wyłącznie o to, że jemu wydaje się to być takie proste -najchętniej widziałby mnie w roli kelnerki (bez języka) czy w Coffeshop, KFC, na kasie a ja wolałabym pracę na magazynie, warehouse czy cleaner. Chociażby na start w pralni a potem powoli do przodu, zmiana na coś innego, lepszego. Na spokojnie... I po swojemu. Jemu to nie pasuje, bo według niego powinnam mieć kontakt z klientami, być w pełni obrotowa itd. a ja tego nie chcę... Nie tą drogą chcę iść. Przez to wychodzi takie wymuszanie... Potem mam wyrzuty sumienia, że może faktycznie wybrzydzam, ale dlaczego miałabym nie starać się w tych dziedzinach, których chcę?


