my już w domu, jak wszystko poogarniam wtedy usiąde na spokojnie i poopowiadam
chwila relaksu więc edytuje posta by Had zdać Ci relację
W sumie niespecjalnie wiem od czego zacząć?
Od tego że znamy się od 1 klasy Liceum - poznaliśmy się mając po 16 czy tam 17 lat (już nie pamiętam ile mieliśmy gdy LO zaczynaliśmy)? On zawsze był tym cichutkim kogo nikt nie widział i nie wiadomo w ogóle czy istniał. Był takim klasowym brzydalem na którego nikt nigdy nie zwracał uwagi albo ba nawet lubili się wyśmiewać z niego. Ja byłam za to tą zwariowaną nastolatką której wszędzie było pełno a w grupie zawsze byłam uważana za tą PRAWIE liderkę, aczkolwiek nigdy nie lubiłam i nie pochwalałam faktu wyśmiewania się z S. Bo mimo wszystko każdy ma uczucia i tak nie należy. I choć nie zwracałam na niego w tamtym czasie uwagi - bo byłam szczęśliwie zakochana i w szczęśliwym związku który trwał przez całe 3 lata życia Licealnego ... A że byłam zawsze tą wierną nigdy nie zwracałam uwagi na innych facetów. Potem Liceum się skończyło i moje pasmo durnych wyborów, z takiego jednego durnego życiowego błędnego wyboru urodził się mój Kubuś który mimo wszystko nie jest żadnym złem ani złym wyborem a największym szczęściem jakie w życiu mnie spotkało. Straciliśmy z S kontakt na bardzo długo to fakt. Dopiero gdy zaczynął pojawiać się portal FB wtedy się znaleźliśmy, właściwie to on znalazł mnie - i od tamtej właśnie pory był obok. Raz na jakiś czas rozmawialiśmy, od czasu do czasu, raz dłużej raz krócej. Ale nigdy nie postanowiliśmy się spotkać i poznać na nowo z innej strony. Choć wiem że on bardzo tego chciał ale nie był na to gotowy - trema.
Od problemów z poprzednim partnerem (tym jeszcze chyba gorszym życiowym wyborem z którym właściwie już sama nie wiem czemu byłam!?) S był obok mnie. Wspierał, rozmawiał, pocieszał, próbował dawać rady. Po prostu był! I tak każdego dnia, stopniowo do siebie przekonywał. Poszło szybko gdy ja w końcu zdecydowałam się na to aby przekreślić wszystko grubą kreską, bo przyszłości nie ma bo to nie ma sensu bo wprowadzam się w jeszcze gorsze emocjonalne stany. Aż w końcu spakowałam faceta i powiedziałam aby się wynosił. I wtedy S wkroczył z impetem do akcji. Telefony całonocne, rozmowy, smsy - zapewnienia jak bardzo mnie kocha i jak bardzo mnie pragnie od właściwie zawsze. Bo od zawsze mnie kochał, od pierwszego wejrzenia - i kocha z każdym dniem jeszcze bardziej. Bał się od zawsze dać mi to do zrozumienia (choć ja zawsze to wiedziałam, widziałam)... Obydwoje bardzo się zmieniliśmy od czasów Liceum, przeszliśmy obydwoje bardzo wiele. Nie tylko wizualnie (on zmienił się na lepsze!) ale również z charakteru. Właściwie w czasach LO nigdy nie miałam szansy dobrze go poznać bo zawsze był zamknięty w sobie, żyliśmy tak trochę w innych światach - czasem tylko na chwilę nasze światy się spotykały.
Ale gdy nasze światy spotkały się na dobre okazało się że łączy nas bardzo wiele, przede wszystkim patrzymy dokładnie w tym samym kierunku, mamy dokładnie takie same poglądy na wszelkie możliwe sprawy, te błahe jak i te życiowe. To wszystko jest dla mnie tak bardzo nieprawdopdoobne że do tej pory nie mogę wyjść z podziwu. Że dlaczego teraz? Dlaczego dopiero teraz musieliśmy się spotkać? Tyle czasu minęło od zakończenia Liceum, tyle czasu czekaliśmy na siebie ... Ja mam wrażenie że jestem w jakimś śnie z którego boje się obudzić aby to wszystko nie zniknęło. Ogarnia mnie fala dreszczy. Bo on nauczył mnie zupełnie czegoś innego w życiu w tak krótkim czasie, przy nim bardzo się otworzyłam na wiele rzeczy, na sporo różnych rzeczy zmieniłam postrzeganie. To wszystko jest tak nieprawdopodobne że nie wiem czy jest realne. Mam ochotę wykrzyczeć całemu światu jakie szczęście mnie spotkało - choć nigdy nie okazywałam uczuć pod publikę (typu zamieszczanie na FB informacji odnośnie związków czy okazywaniu tam uczuć uważałam za robienie czegoś pod publikę - tak teraz ledwo się powstrzymuje) ....
Oszalałam ze szczęścia.
dziś wróciliśmy z weekendu który spędziliśmy razem we trójkę, ja + S + Kubuś. Moje chłopaki cudownie razem się dogadują, co dla mojego Kuby jest naprawdę niesamowite z wielu różnych powodów, ale nie przy S. Z nim jest zupełnie inaczej, moje
dziecko otworzyło się przy nim, chętnie z nim siedzi i rozmawia (co o zgrozo nie przychodziło nigdy mu łatwo!) .... Cieszyłam się i chłonęłam każdą sekundę naszego pobytu nawet gdy siedzieliśmy i zwyczajnie milczeliśmy - boooże jak dobrze mi się z nim milczy! Jego dotyk jest tak szaleńczo obłędny dla mnie że nie mogę tego wytrzymać. Dziewczyny, NIGDY serio NIGDY czegoś takiego nie czułam. Jestem jak na haju!