Kiedyś pisałam już o tym co działo się w moim związku. Mój partner nie miał nigdy czasu dla mnie, wolał kolegów, imprezy z nimi niż spotkania ze mną. Często mnie okłamywał, a gdy tylko coś powiedziałam zawsze słyszałam że się czepiam, że gdyby mnie nie kochał to już dawno by mnie zostawił....Któregoś dnia nie wytrzymałam i powiedziałam, że to koniec. Minął już miesiąc, widzieliśmy się jeszcze kilka razy, słyszałam od niego deklaracje że chce wszystko naprawić że będzie się starał. Od dwóch tygodni cisza, zero kontaktu z nim...Pisałam do niego dzwoniłam ale nic, brak odpowiedzi z jego strony. Nie radzę sobie z tą sytuacją, codziennie żałuję tego że powiedziałam słowa KONIEC, może jakby nie to, to jakoś by się wszystko ułożyło...ale z drugiej strony przecież jakby mnie kochał to by coś zrobił. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, czy mam coś jeszcze robić?? Ja go kocham, wiem o tym, nie mogę o nim zapomnieć, wszystko mi go przypomina. Może to głupie bo nie raz mnie zranił ale ja wiem że był i jest dla mnie najważniejszy. Pamiętam jak było na początku naszego związku, że potrafił być czuły, nigdy o mnie nie zapomniał wiedziałam że naprawdę mnie kocha... Cały czas się łudzę że to wszystko mogło by wrócić. Mówią że o miłość warto walczyć, tylko jak?? Poradźcie coś Kochane bo ja już zaczynam wariować, nie radzę sobie z tym
Koniec związku...zrozpaczona
Koniec związku...zrozpaczona
Witam;)
Kiedyś pisałam już o tym co działo się w moim związku. Mój partner nie miał nigdy czasu dla mnie, wolał kolegów, imprezy z nimi niż spotkania ze mną. Często mnie okłamywał, a gdy tylko coś powiedziałam zawsze słyszałam że się czepiam, że gdyby mnie nie kochał to już dawno by mnie zostawił....Któregoś dnia nie wytrzymałam i powiedziałam, że to koniec. Minął już miesiąc, widzieliśmy się jeszcze kilka razy, słyszałam od niego deklaracje że chce wszystko naprawić że będzie się starał. Od dwóch tygodni cisza, zero kontaktu z nim...Pisałam do niego dzwoniłam ale nic, brak odpowiedzi z jego strony. Nie radzę sobie z tą sytuacją, codziennie żałuję tego że powiedziałam słowa KONIEC, może jakby nie to, to jakoś by się wszystko ułożyło...ale z drugiej strony przecież jakby mnie kochał to by coś zrobił. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, czy mam coś jeszcze robić?? Ja go kocham, wiem o tym, nie mogę o nim zapomnieć, wszystko mi go przypomina. Może to głupie bo nie raz mnie zranił ale ja wiem że był i jest dla mnie najważniejszy. Pamiętam jak było na początku naszego związku, że potrafił być czuły, nigdy o mnie nie zapomniał wiedziałam że naprawdę mnie kocha... Cały czas się łudzę że to wszystko mogło by wrócić. Mówią że o miłość warto walczyć, tylko jak?? Poradźcie coś Kochane bo ja już zaczynam wariować, nie radzę sobie z tym
Kiedyś pisałam już o tym co działo się w moim związku. Mój partner nie miał nigdy czasu dla mnie, wolał kolegów, imprezy z nimi niż spotkania ze mną. Często mnie okłamywał, a gdy tylko coś powiedziałam zawsze słyszałam że się czepiam, że gdyby mnie nie kochał to już dawno by mnie zostawił....Któregoś dnia nie wytrzymałam i powiedziałam, że to koniec. Minął już miesiąc, widzieliśmy się jeszcze kilka razy, słyszałam od niego deklaracje że chce wszystko naprawić że będzie się starał. Od dwóch tygodni cisza, zero kontaktu z nim...Pisałam do niego dzwoniłam ale nic, brak odpowiedzi z jego strony. Nie radzę sobie z tą sytuacją, codziennie żałuję tego że powiedziałam słowa KONIEC, może jakby nie to, to jakoś by się wszystko ułożyło...ale z drugiej strony przecież jakby mnie kochał to by coś zrobił. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, czy mam coś jeszcze robić?? Ja go kocham, wiem o tym, nie mogę o nim zapomnieć, wszystko mi go przypomina. Może to głupie bo nie raz mnie zranił ale ja wiem że był i jest dla mnie najważniejszy. Pamiętam jak było na początku naszego związku, że potrafił być czuły, nigdy o mnie nie zapomniał wiedziałam że naprawdę mnie kocha... Cały czas się łudzę że to wszystko mogło by wrócić. Mówią że o miłość warto walczyć, tylko jak?? Poradźcie coś Kochane bo ja już zaczynam wariować, nie radzę sobie z tym
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Ja rozumiem, że w związku trochę wolności jest wskazane. Czas żeby spotkać się ze swoimi przyjaciółmi, nie tylko z drugą połówką. Ale to, że on zawsze wolał kolegów i chodzenie z nimi na imprezy a dla Ciebie czasu nie miał już wtedy źle wróżyło temu związkowi. Niestety faceci często zapominają, że o kobietę trzeba zabiegać również wtedy gdy jest się razem. To również działa w drugą stronę. Kobieta też musi się starać. Z tego co piszesz to chciałaś z nim spędzać czas, próbowałaś walczyć o ten związek więc nie można powiedzieć, że Ci nie zależało. Piszesz, że nie masz z nim kontaktu, nie oddzwania i nie odpisuje. A wiesz jak to się mówi, że jeśli facetowi zależy to choćby się waliło i paliło to zawsze znajdzie sposób by się skontaktować z dziewczyną.
Też nie podoba mi się jego zachowanie. Bo po rozstaniu twierdził, że chce się o Ciebie starać a teraz milczy. Najlepszym rozwiązaniem będzie się wstrzymać od jakiegokolwiek ruchu z Twojej strony. Może niech zobaczy jak to jest gdy Ciebie obok nie ma, jak się nie odzywasz. Może zrozumie, że mu Ciebie brakuje. A jeśli nie, to trudno. Będzie następny, a na takiego szkoda łez. Wiem, że nie jest Ci teraz łatwo ale głowa do góry
Też nie podoba mi się jego zachowanie. Bo po rozstaniu twierdził, że chce się o Ciebie starać a teraz milczy. Najlepszym rozwiązaniem będzie się wstrzymać od jakiegokolwiek ruchu z Twojej strony. Może niech zobaczy jak to jest gdy Ciebie obok nie ma, jak się nie odzywasz. Może zrozumie, że mu Ciebie brakuje. A jeśli nie, to trudno. Będzie następny, a na takiego szkoda łez. Wiem, że nie jest Ci teraz łatwo ale głowa do góry
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Ja doskonale wiem że każdy chce się spotkać ze znajomymi ja też nie raz tego potrzebowałam, tylko właśnie trzeba też umieć to wszystko oddzielić... a on nie raz mnie okłamywała że do mnie nie przyjedzie bo zmęczony a ja naiwna we wszystko wierzyłam, a tak naprawdę okazywało się że jeździł po imprezach ze znajomymi. Później słyszałam że się czepiam że to przecież nic takiego i że on mi niczego nie zabrania. Kiedyś mi powiedział że jeśli ja z nim zerwę to oznacza że go nie kocham...może to dlatego się nie odzywa. Cały czas myślę co zrobiłam źle, może za bardzo naprawdę się czepiałam, ale z drugiej strony nie umiałam nie reagować na te jego kłamstwa. Zawsze to ja pierwsza się do niego odzywałam nawet po rozstaniu ah... Cały czas mam nadzieję że właśnie jednak coś zrozumie... chociaż patrząc z perspektywy czasu to raczej mało realne 
- kusicielka
- Extra Kobietka
- Posty: 306
- Rejestracja: pn mar 11, 2013 5:05 pm
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem. Masz teraz szanse dla sibie - ty masz być szczęśliwa, zadbaj o to, by to nie było zalezna od jakiegoś typka... Jak siefajny trafi to super, ale nic na siłę... 
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Nie ma co rozpaczac, tego kwiatu jest pół światu
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Dziewczyny mają racje daj sobie z nim spokój .Co to za facet który ma Cię gdzies. Jakby Cie kochał to by nie dopuscil do takiej sytuacji.Wiadomo ze nie mozesz mu zabronic spotykac sie zkolegami a on nie moze Tobie zabronic spotykania sie z kolezankami.
Nic nie poradzisz ze wybrał wolnosc.
A ty poprostu musisz się wziasc w garsc i nie płakac nad rozlanym mlekiem bo juz nic nie zmienisz.Teraz musisz czekac na jego krok .Jesli przemysli i sie odezwie i zdecyduje na powazna rozmowe z toba to moze byc jakas szansa , ale jesi nie układaj sobie zycie po swojemu i nie trac na niego czasu bo nie warto.
Jeszcze bedziesz szczesliwa zobaczysz
I pamietaj nie zadreczaj sie bo to nie twoja wina
Głowa do góry ...zajmij sie czyms pożytecznym a nie bedziesz wtedy tak myslala. Nie ma co gdybac i wracac w przeszłosc. Trzeba myslec w przyszłosc. Powodzenia.
Napisz jak sie sprawa rozwiązała.
Nic nie poradzisz ze wybrał wolnosc.
A ty poprostu musisz się wziasc w garsc i nie płakac nad rozlanym mlekiem bo juz nic nie zmienisz.Teraz musisz czekac na jego krok .Jesli przemysli i sie odezwie i zdecyduje na powazna rozmowe z toba to moze byc jakas szansa , ale jesi nie układaj sobie zycie po swojemu i nie trac na niego czasu bo nie warto.
Jeszcze bedziesz szczesliwa zobaczysz
Napisz jak sie sprawa rozwiązała.
POKONAM TRUDY, MOZOŁY CZY BĘDZIE GORZEJ CZY LEPIEJ
UŚWIĘCĘ SŁOWEM ANIOŁY, ONE POMOGĄ MI WZLECIEĆ...
UŚWIĘCĘ SŁOWEM ANIOŁY, ONE POMOGĄ MI WZLECIEĆ...
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Wiem muszę się wziąć za siebie bo na odbudowę związku to raczej nie mam co liczyć...Macie rację jeśli by mu zależało to już by się dawno odezwał. Ciężko strasznie się z tym pogodzić w końcu to były prawie dwa lata. Ale cóż...
Re: Koniec związku...zrozpaczona
To byly dwa lata jakiegos doswiadczenia mała
nie zalamuj sie .
POKONAM TRUDY, MOZOŁY CZY BĘDZIE GORZEJ CZY LEPIEJ
UŚWIĘCĘ SŁOWEM ANIOŁY, ONE POMOGĄ MI WZLECIEĆ...
UŚWIĘCĘ SŁOWEM ANIOŁY, ONE POMOGĄ MI WZLECIEĆ...
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Mysle, ze takie doswiadczenia zawsze sa bolesne i naprawde zostawiaja slady .
Ale i one za jakis czas zblakna i Twoj smutek i rozpacz napewno bedziesz inaczej odbierala za jakis czas.
Bo nie da sie ukryc , ze uplyw czasu jest zawsze naszym przyjacielem w takich uczuciowych ranach.
Pomaga po prostu nam przetrwac trudne chwile.
Jedno jest pewne , ze koniec zwiazku choc rodzi rozpacz to nie jest na szczescie koncem swiata.
Przynajmniej zamyka niefortunny okres w Twoim zyciu , a daje szanse i nadzieje na poznanie kogos kto bedzie
Twoim spelnieniem i radoscia w zyciu.
Nie zaluj czegos co nie dawalo szczescia, a tak bylo w Twoim zwiazku.
Uszka do gory , sloneczko zaswieci dla Ciebie napewno.
Ale i one za jakis czas zblakna i Twoj smutek i rozpacz napewno bedziesz inaczej odbierala za jakis czas.
Bo nie da sie ukryc , ze uplyw czasu jest zawsze naszym przyjacielem w takich uczuciowych ranach.
Pomaga po prostu nam przetrwac trudne chwile.
Jedno jest pewne , ze koniec zwiazku choc rodzi rozpacz to nie jest na szczescie koncem swiata.
Przynajmniej zamyka niefortunny okres w Twoim zyciu , a daje szanse i nadzieje na poznanie kogos kto bedzie
Twoim spelnieniem i radoscia w zyciu.
Nie zaluj czegos co nie dawalo szczescia, a tak bylo w Twoim zwiazku.
Uszka do gory , sloneczko zaswieci dla Ciebie napewno.
Re: Koniec związku...zrozpaczona
Nie ma co żałować. Nie dziwne że nie umiesz sobie z tym poradzić, mineło prezecież niewiele czasu. To normalne, ale jeśli on tak Cie tak traktował jak piszesz to nie przejmuj się. Na pewno czeka na Ciebie gdzieś facet godny twojej uwagi, który będzie zawsze się starał i Cię kochał

http://mojekepno.blogspot.com/
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość