A więc co możecie powiedzieć o swoim dzieciństwie?
Dzieciństwo
Dzieciństwo
Trochę tu nudno na forum, więc postanowiłam założyć nowy temat.
Nie zauważyłam, żeby już taki był.
A więc co możecie powiedzieć o swoim dzieciństwie?
Jak je wspominacie?
A więc co możecie powiedzieć o swoim dzieciństwie?
Re: Dzieciństwo
Zdecydowanie beztrosko
dużo się bawiliśmy i mieliśmy mnóstwo zwariowanych pomysłów. Do tego na osiedlu było dużo dzieci i byliśmy bardzo ze sobą zżyci. Mieliśmy specjalne miejsca, nawet w krzewie nad domem wycięliśmy dziurę i urządziliśmy sobie domek:) Było super, nigdy mi się nie nudziło, zawsze było się z kim bawić.. Z mamą jak siedziała na wolnym, bo była nas 5, to lepiłyśmy pierogi- a raczej zabierałyśmy jej ciasto i robiłyśmy z nich rzutki a na drzwiach namalowałyśmy sobie tarczę i celowałyśmy..
No mam masę wspomnień.. Długo by tu opowiadać o wszystkim.. Fajnie jest tak powspominać
No mam masę wspomnień.. Długo by tu opowiadać o wszystkim.. Fajnie jest tak powspominać
Re: Dzieciństwo
Beztrosko do 12-roku życia. Biegało się po podwórku, bawiło z innymi, najlepszą grą były podchody z kredą. Gdyby była możliwość to z chęcią wzięłabym w nich udział nawet teraz.
Wyjazdy z dziadkami na wieś to coś za czym tęsknię i to cholernie. W ogóle czas spędzony na wsi był najlepszy z tamtego okresu i chyba najwięcej mam z niego wspomnień. A do zabawy nie trzeba mi było innych dziecko-f5.html" class="auto-link" rel="dofollow">dzieci, wystarczyły zwierzaki. Szczególnie trzy psy "ciotki" i "wujka", które zwały się: Gabi (owczarek podhalański), Diego (mieszanka kundla z wilkiem) i Kajtek (rudy, mały kundelek).
Dom był prawie na odludziu tylko wielkie pola, sady, strumyk i mega wielki las. Miałam może 7-9 lat i robiłam sobie wędrówki po lesie. Sama z trzema psami przewodnikami. Nie można było się zgubić, bo nie odstępowały mnie na krok i dobrze znały teren. Wystarczyło, że zaszłam za dom i już przybiegały.
Same wyznaczyły koniec trasy, bo gdy chciałam wejść głębiej w las to przystawały i nie szły dalej jakby mówiły "dziecko, nie idziemy tam".
Największy przeprowadzał mnie przez strumyk, trzymałam się ogona i tak sobie wędrowaliśmy. Tak samo było jak wracałam do domu pod górkę. Śmiesznie i w ogóle niesamowicie.
Późniejszego okresu nie chcę pamiętać.
Wyjazdy z dziadkami na wieś to coś za czym tęsknię i to cholernie. W ogóle czas spędzony na wsi był najlepszy z tamtego okresu i chyba najwięcej mam z niego wspomnień. A do zabawy nie trzeba mi było innych dziecko-f5.html" class="auto-link" rel="dofollow">dzieci, wystarczyły zwierzaki. Szczególnie trzy psy "ciotki" i "wujka", które zwały się: Gabi (owczarek podhalański), Diego (mieszanka kundla z wilkiem) i Kajtek (rudy, mały kundelek).
Dom był prawie na odludziu tylko wielkie pola, sady, strumyk i mega wielki las. Miałam może 7-9 lat i robiłam sobie wędrówki po lesie. Sama z trzema psami przewodnikami. Nie można było się zgubić, bo nie odstępowały mnie na krok i dobrze znały teren. Wystarczyło, że zaszłam za dom i już przybiegały.
Same wyznaczyły koniec trasy, bo gdy chciałam wejść głębiej w las to przystawały i nie szły dalej jakby mówiły "dziecko, nie idziemy tam".
Późniejszego okresu nie chcę pamiętać.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Dzieciństwo
Moje dzieciństwo było dosyć ciekawe... Byłam taką małą, nieznośną dziewczynką z blond czupryną na głowie, z charakterem niegrzecznego chłopczyka 
Miałam kilku znajomych na osiedlu, w większości chłopaków... "Szlajałam" się z nimi do 19, bawiliśmy się w ślepca, w pomidora, bieganego, chowanego, "raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy"... Z dziewczynami chodziłam na skakankę i urządzałyśmy zawody, która najdłużej będzie skakała
Pamiętam, jak byłam za psami... Wszystkie psy na osiedlu mnie znały i ich właściciele też.. Wyprowadzałam jednego pieska, który mieszkał bramę dalej ode mnie... Piękny kundelek z czarnym marszczonym pyszczkiem- Pimpek. Ojjj, jak ja go kochałam, a jak bardzo on kochał mnie... Gdy mnie widział, biegł z radością w oczach, skakał i merdał ogonkiem. Wychodziłam z nim na dwór codziennie... Jego właściciele nie byli dobrymi ludźmi, bili go, wypuszczali go na dwór nawet na całą noc... Tak mi go żal było... Wkrótce potem gdy wypuszczali go na dwór, Pimpuś nie wiem jak, ale dostawał się do mojej bramy, wchodził na 5 piętro gdzie mieszkam, siedział na wycieraczce i drapał w drzwi. Czekał aż wyjdę i go przywitam... Bardzo go kochałam.. I tak, upłynęły 4 lata, a ja i Pimpuś to była "nierozłączna para".
Któregoś dnia, gdy zapukałam do drzwi domu gdzie mieszkał Pimpek. Nikt nie otworzył. I tak przez kilka dni. Po Pimpku nie było śladu... W końcu zobaczyłam właściciela Pimpka, okazało się, że przyjechał tylko na chwilę zabrać rzeczy... Dowiedziałam się, że wyprowadzają się na wieś gdzie Pimpek się urodził. Najgorsze było to, że... Pimpek nie żyje, nigdy tego nie zapomnę. Powiedzieli mi, że jechali z nim na wiochę, a Pimpek drapał w szybę i próbował za wszelką cenę wyskoczyć z auta... W końcu wyskoczył i biegł ile miał siły w łapkach, byle pobiec do mnie, pożegnać się, lub zostać ze mną na zawsze...
Niestety wpadł pod ciężarówkę... Obwiniałam się kilka lat za to wszystko i obwiniam nadal,nigdy go nie zapomnę, a najgorsze jest to, że on zginął w tak tragiczny sposób żeby spotkać się ze mną, i "być" ze mną na dobre i złe... a jeszcze gorsze od tego jest to, że się z nim nie pożegnałam, a w ostatnich dniach byłam dla niego złą, i wredną jędzą...

Dobra nie będę Was zanudzać moimi smętami, więc może coś z weselszych okresów mojego dzieciństwa.
Większość czasu spędzałam z moimi starszymi siostrami i ich przyjaciółką.. Spotkało Nas wiele śmiesznych przygód, moja najstarsza siostra jest z natury straszną niezdarą i tak zostało jej do tej pory mimo, że ma męża i dzidziusia. Nadal jest mało rozgarnięta i przytrafiają się jej same porażki.
Byłyśmy kiedyś za moim domem, siostra odprawiała rytuał duchów z jakiejś wielkiej księgi, którą nie mam pojęcia skąd wytrzasnęła
Pamiętam jak patyk który lezał na ziemi, uniósł się. Tego nigdy nie zapomnę i moje siostry też nie
. Nie wiem jak to się stało, to było niesamowite.
Ja, z natury jak to mówiłam byłam okropną chłopaczycą... Pamiętam jak brałam już dosyć stare psie niespodzianki do rąk i rzucałam nimi w siostry i ich przyjaciółkę
Albo pisałam nimi po chodniku, myśląc że to kreda.
Żeby opisać wszystko co się działo w moim życiu gdy byłam dzieckiem i ile śmiesznych rzeczy Nam się przytrafiło, nie zdążyłabym do wieczora, a Wy miałybyście tyle czytania, że by Wam oczka poodpadały
Dlatego tak w skrócie opisałam kilka moich "przygód" i mam nadzieję, że Was nie zanudziłam hihi .
Miałam kilku znajomych na osiedlu, w większości chłopaków... "Szlajałam" się z nimi do 19, bawiliśmy się w ślepca, w pomidora, bieganego, chowanego, "raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy"... Z dziewczynami chodziłam na skakankę i urządzałyśmy zawody, która najdłużej będzie skakała
Pamiętam, jak byłam za psami... Wszystkie psy na osiedlu mnie znały i ich właściciele też.. Wyprowadzałam jednego pieska, który mieszkał bramę dalej ode mnie... Piękny kundelek z czarnym marszczonym pyszczkiem- Pimpek. Ojjj, jak ja go kochałam, a jak bardzo on kochał mnie... Gdy mnie widział, biegł z radością w oczach, skakał i merdał ogonkiem. Wychodziłam z nim na dwór codziennie... Jego właściciele nie byli dobrymi ludźmi, bili go, wypuszczali go na dwór nawet na całą noc... Tak mi go żal było... Wkrótce potem gdy wypuszczali go na dwór, Pimpuś nie wiem jak, ale dostawał się do mojej bramy, wchodził na 5 piętro gdzie mieszkam, siedział na wycieraczce i drapał w drzwi. Czekał aż wyjdę i go przywitam... Bardzo go kochałam.. I tak, upłynęły 4 lata, a ja i Pimpuś to była "nierozłączna para".
Któregoś dnia, gdy zapukałam do drzwi domu gdzie mieszkał Pimpek. Nikt nie otworzył. I tak przez kilka dni. Po Pimpku nie było śladu... W końcu zobaczyłam właściciela Pimpka, okazało się, że przyjechał tylko na chwilę zabrać rzeczy... Dowiedziałam się, że wyprowadzają się na wieś gdzie Pimpek się urodził. Najgorsze było to, że... Pimpek nie żyje, nigdy tego nie zapomnę. Powiedzieli mi, że jechali z nim na wiochę, a Pimpek drapał w szybę i próbował za wszelką cenę wyskoczyć z auta... W końcu wyskoczył i biegł ile miał siły w łapkach, byle pobiec do mnie, pożegnać się, lub zostać ze mną na zawsze...
Niestety wpadł pod ciężarówkę... Obwiniałam się kilka lat za to wszystko i obwiniam nadal,nigdy go nie zapomnę, a najgorsze jest to, że on zginął w tak tragiczny sposób żeby spotkać się ze mną, i "być" ze mną na dobre i złe... a jeszcze gorsze od tego jest to, że się z nim nie pożegnałam, a w ostatnich dniach byłam dla niego złą, i wredną jędzą...
Dobra nie będę Was zanudzać moimi smętami, więc może coś z weselszych okresów mojego dzieciństwa.
Większość czasu spędzałam z moimi starszymi siostrami i ich przyjaciółką.. Spotkało Nas wiele śmiesznych przygód, moja najstarsza siostra jest z natury straszną niezdarą i tak zostało jej do tej pory mimo, że ma męża i dzidziusia. Nadal jest mało rozgarnięta i przytrafiają się jej same porażki.
Byłyśmy kiedyś za moim domem, siostra odprawiała rytuał duchów z jakiejś wielkiej księgi, którą nie mam pojęcia skąd wytrzasnęła
Pamiętam jak patyk który lezał na ziemi, uniósł się. Tego nigdy nie zapomnę i moje siostry też nie
Ja, z natury jak to mówiłam byłam okropną chłopaczycą... Pamiętam jak brałam już dosyć stare psie niespodzianki do rąk i rzucałam nimi w siostry i ich przyjaciółkę
Albo pisałam nimi po chodniku, myśląc że to kreda.
Żeby opisać wszystko co się działo w moim życiu gdy byłam dzieckiem i ile śmiesznych rzeczy Nam się przytrafiło, nie zdążyłabym do wieczora, a Wy miałybyście tyle czytania, że by Wam oczka poodpadały
Dlatego tak w skrócie opisałam kilka moich "przygód" i mam nadzieję, że Was nie zanudziłam hihi .
Re: Dzieciństwo
mnie się przypomniało jak chodziliśmy do kuzyna, bo chowali prosiaki. I my sobie wymyśliliśmy świetną zabawe
wypusczaliśmy te świnie dosiadaliśmy i ujeżdżaliśmy a one nas zwalały prosto w błotko.. jak sobie to przypomnę to normalnie sobie myslę jakie to mieliśmy powalone pomysły 
Re: Dzieciństwo
Haha świniaki.
Przypomniałaś mi Madlen o cielaczku.
Kiedyś na wsi (u innej ciotki) weszłam do takiego dłuugiego budynku (nie pamiętam jak się coś takiego nazywa) i tam ciotka trzymała konie, krowy, kury, kozy, gęsi, świnki i takie tam. I była mała krowa.
Taka w sumie o kilka razy większa niż ja wtedy. Weszłam do jej zagrody i zaczęłam ją głaskać, ta lizała mnie po głowie szorstkim językiem. Ocierała się łbem o moje ręce i czasami za mocno ale co tam, normalnie urocze cudo! Ach te maślane oczy i śliczna, czarna, błyszcząca sierść, małe rogi. Nagle wparowała babcia i zaczęła wrzeszczeć "wyjdź stamtąd!" itp. Nie wiedziałam czemu, bo przecież ta śliczota nic mi nie robiła. Później jak wylazłam to się okazało, że to nie była krowa tylko młody byk... A się ocierał, bo mu rogi wyrastały i prawdopodobnie to wtedy swędzi. Miałam szczęście, że mnie nie poturbował. No, ale jak mógł? Przecież go tuliłam. 
Auć, vaniliiia... Straszna ta pierwsza historia.
Kiedyś na wsi (u innej ciotki) weszłam do takiego dłuugiego budynku (nie pamiętam jak się coś takiego nazywa) i tam ciotka trzymała konie, krowy, kury, kozy, gęsi, świnki i takie tam. I była mała krowa.
Auć, vaniliiia... Straszna ta pierwsza historia.
"Czerwienią róż i w zapachu lilii kołysani - żeglujemy przed siebie. Niby niewidzialni, niby zakochani..."
Re: Dzieciństwo
No widzę, że większość tutaj spędziła w dzieciństwie trochę czasu na wsi.
Ja również często tam bywałam, bo mam tam rodzinę. Ciocia miała tam konie, krowy, świnie, kury i dwa psy. Co do psów, to jeden był bardzo radosny i malutki, no a niestety drugiego mój bezduszny wujek miał przywiązane całe życie do budy i wcale go nie spuszczał, z tego co wiem to rzadko też karmił i czasem bił, dlatego ten pies był agresywny i nikt nie mógł do niego podejść. Strasznie mi było go żal. Po co oni trzymali tego psa, skoro uwiązali go i mieli w dupie... Ale nie ważne i tak niestety już nie żyje. Przynajmniej się już nie męczy. Wujek z resztą kawał chama nie tylko co do psa, to po prostu sadysta
, ale nie chce mi się o nim gadać. Wracając do tematu, to na tej wsi miałam wiele kuzynostwa i z nimi sie bawiłam w przeróżne zabawy. Nawet domek na drzewie sobie zbudowaliśmy. Ogólnie to mieszkam nad morzem i tam najwięcej czasu spędziłam. Lato się spędzało na plaży, lub nad zatoką, a zimę na górkach.
Swoją drogą, z tego co pamiętam, to i tak zawsze wolałam się sama bawić, albo ze zwierzakami jak pewnie większość dziecko-f5.html" class="auto-link" rel="dofollow">dzieci. Najpierw miałam kilka chomików jeden po drugim, potem kotka, ale niestety szybko zdechł, potem królika i na końcu dwa psy tez jeden po drugim. Podsumowując, nie żałuję mojego dzieciństwa, choć często czułam się pokrzywdzona jako najmłodsze dziecko, bo mam jeszcze siostre o 5 lat starszą i brata o 7 lat starszego, który zawsze mi dokuczał :patyk . Zawsze bardzo chciałam z nimi wszędzie chodzić, no ale oni mnie nie chcieli, to zrozumiałe. 
, ale nie chce mi się o nim gadać. Wracając do tematu, to na tej wsi miałam wiele kuzynostwa i z nimi sie bawiłam w przeróżne zabawy. Nawet domek na drzewie sobie zbudowaliśmy. Ogólnie to mieszkam nad morzem i tam najwięcej czasu spędziłam. Lato się spędzało na plaży, lub nad zatoką, a zimę na górkach. Re: Dzieciństwo
Odnośnie tych chomików, znów mi się coś przypomniało
bo moja najstarsza siostra hodowała świnki morskie i one były duże i miały dużo młodych i jak było ładnie to one je wpuszczała do takiej "zagrody" specjalnej czy jak to tam nazwać gdzie one sobie chodziły po trawce.. a mnie ich było strasznie żal bo ich było tak dużo że po prostu wzięłam i je wypuściłam żeby miały więcej miejsca do chodzenia.. No i niestety wszystkie pouciekały, łącznie z tymi młodymi.. ale skąd ja to mogłam wtedy wiedzieć że tak się stanie?? 
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości
