Ale od początku..
Gdy zmarł jego ojciec to starałam się go jak najbardziej wspierać, być przy nim, wysłuchiwać, rozmawiać. Po prostu zrobiłam 200% tego co powinnam. Chciałam pomóc a nie było innego wyjścia jak tylko go wpierać. Gdy on ma jakikolwiek problem to go wysłuchuję, staram się jakieś rozwiązanie znaleźć, wytłumaczyć mu w spokoju że coś robi dobrze lub źle. Może wręcz jestem dla niego taką "matką-Polką".
Jakiś czas temu zmarł mój tata. Oczywiście pomógł mi, mogę powiedzieć że nawet bardziej niż ja jemu. Ale gdy po śmierci taty zaczęło to wszystko do mnie powoli dochodzić to potrzebowałam rozmowy. Potrzebowałam wyżalenia się, wyrzucenia ze mnie wszystkiego co gdzieś tam we mnie siedzi. Początkowo było ok. Niestety po jakichś takich moich 2-3 dniach ochrzanił mnie że za bardzo się rozczulam, że jestem jak małe dziecko, że mam się wziąć w garść! a tak naprawdę było to dopiero miesiąc po śmierci. Oznajmiłam mu że jeśli tak ma się zachowywać to lepiej w ogóle już mu nic nie powiem. On mnie przeprosił i było ok. Taka sielanka trwała sobie miesiąc po czym dzisiaj napisałam do niego jakąś błahostkę, takie coś nieznaczącego. Na co on odpisał mi że nie ma czasu na takie głupoty, że jeśli nie mam co robić to mam poczytać przyjaciółkę a nie zawracać mu głowę gdy jest w pracy (oczywiście wszystko to było powiedziane dużo dobitniej!). Do tego wczoraj chciałam z nim ot tak sobie pogadać o remoncie w naszym przyszłym domu i.. usłyszałam że on jest zmęczony i w sumie nie ma siły na rozmowy.
Dlaczego tak jest? Dlaczego on się tak zachowuje?
Bardzo was proszę, pomóżcie mi jakoś..
dodam że już niejednokrotnie rozmawiałam z nim o tym że nie poświęca mi jakoś specjalnie dużo czasu, że czuję się wręcz odtrącona. Co ja mam zrobić? czy kolejna rozmowa coś da?
Mam wrażenie że on jeszcze kiedyś starał się wszystko załagodzić, że chciał się pogodzić i nawet były momenty kiedy to on mnie pierwszy przepraszał. A teraz nie.. nie wiem co się z nim dzieje i jestem w kropce..
za troszkę ponad rok mamy ślub a ja nie wiem czy chcę być tak traktowana, nie wiem czy jestem w stanie wytrzymać takie jego zachowanie.. A może to ja bym chciała być w centrum zainteresowania i sobie tylko wmawiam że on jest taki a to wszystko moja wina?