Czy mu jeszcze na nas zależy?
Czy mu jeszcze na nas zależy?
Witam
Jesteśmy razem od 11 lat i wstyd się przyznać nigdy nigdzie razem nie byliśmy. Gdy wyciągam męża do kina szkoda mu kasy na bilety, gdy chcę wyjść do muzeum szkoda kasy. Na darmowy spacer też rzadko chodzimy,bo nagle bolą go nogi. Jednak na papierosy kasy nie szkoda, na jego ukochanego pieseczka także pieniążki się znajdują. Nie wymagam od życia wiele, na wszystko pracuję i doceniam to co mam. No właśnie, skoro mam rodzinę, fajne,zdrowe dzieciaki to dlaczego nie mogę nigdzie z tą rodziną wyjść? Zawsze tylko jako samotna matka,czyli wszędzie sama z dziećmi. Myślę,że mężowi na nas już nie zależy,a może nigdy nie zależało,tylko tego nie widziałam. Żadne rozmowy,kłótnie nie pomagają. Zauważyłam,że dla niego najbardziej liczy się jego ojciec,do którego chodzi 5 razy dziennie i pies,dla którego jest tak serdeczny,że aż łzy mi stają w oczach,bo dla mnie i dzieci nigdy taki kochający nie jest. Co będzie dalej z moją rodziną, nie wiem..
Jesteśmy razem od 11 lat i wstyd się przyznać nigdy nigdzie razem nie byliśmy. Gdy wyciągam męża do kina szkoda mu kasy na bilety, gdy chcę wyjść do muzeum szkoda kasy. Na darmowy spacer też rzadko chodzimy,bo nagle bolą go nogi. Jednak na papierosy kasy nie szkoda, na jego ukochanego pieseczka także pieniążki się znajdują. Nie wymagam od życia wiele, na wszystko pracuję i doceniam to co mam. No właśnie, skoro mam rodzinę, fajne,zdrowe dzieciaki to dlaczego nie mogę nigdzie z tą rodziną wyjść? Zawsze tylko jako samotna matka,czyli wszędzie sama z dziećmi. Myślę,że mężowi na nas już nie zależy,a może nigdy nie zależało,tylko tego nie widziałam. Żadne rozmowy,kłótnie nie pomagają. Zauważyłam,że dla niego najbardziej liczy się jego ojciec,do którego chodzi 5 razy dziennie i pies,dla którego jest tak serdeczny,że aż łzy mi stają w oczach,bo dla mnie i dzieci nigdy taki kochający nie jest. Co będzie dalej z moją rodziną, nie wiem..
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Może własnie za mało wymagasz. Ciekawa jestem na co on w takim razie wydaje zarobione pieniądze(oprócz papierosów i psiaka).Przecież po to się zarabia by móc sobie również uprzyjemniać trochę życie od czasu do czasu. Ale piszesz że nigdy nie wychodziliście razem, w czasie narzeczeństwa też nie? To jak wyglądały wasze randki? Kochana,po tylu latach to tylko terapia szokowa może zadziałać. Zacznij się stroić i wychodzić sama(bez dzieci), bądz przy nim zamyślona i uśmiechaj się do swych myśli. Strój się obowiązkowo,nawet do robienia śniadania. A gdy zapyta do skąd idziesz to mów że do kina, innym razem do kawiarni , na spacer.Jak zapyta z kim możesz się zająknąć i dopiero powiedzieć eee...z koleżanką. Chyba że wolisz od razu radykalne cięcie, pakowanie i do widzenia panu.
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
-
paula
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
również myślę że terapia szokowa jest najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Szkoda marnować 11 lat życia wspólnego, jednocześnie rozwalać życia dzieciom. Jednak aby on zrozumiał to musisz mu pokazać że jego obowiązki jako męża i ojca nie kończą się tylko w łóżku lub na przykręceniu śrubki. A wręcz odwrotnie - jeśli nie ma na nic siły, to Ty właśnie poproś np. sąsiada o przybicie gwoździa, idź z koleżankami na ciacho do kawiarni - a dzieci mu zostaw. Bo on po prostu nie widzi swoich innych obowiązków. A dzieci nie chcą tylko matki - dzieciaki potrzebują obojga rodziców. I niestety -nawet jeśli on bardzo kocha swojego ojca, to wątpię by wasze dzieci w przyszłości również tak kochająco się zachowywały w stosunku do Twojego męża. Czemu? Bo nie mają miłości z jego strony.
Miłością nie jest kupowanie drogich zabawek i wypasionych komórek. Miłością do dziecka jest wspólny spacer, pójście do kina, na lody, na rower - to jest to czego dzieci potrzebują, wiem co mówię (z doświadczenia
).
Miłością nie jest kupowanie drogich zabawek i wypasionych komórek. Miłością do dziecka jest wspólny spacer, pójście do kina, na lody, na rower - to jest to czego dzieci potrzebują, wiem co mówię (z doświadczenia
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Paula ma ciekawy pomysł 
nie możesz z nim wychodzić, powychodz sama lub ze znajomymi
nie możesz z nim wychodzić, powychodz sama lub ze znajomymi
.. bo w oczach tkwi siła duszy...
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Dzięki dziewczyny za rady. Myślę,że macie rację. Mąż czuje się pewnie, bo ja mam tyle obowiązków,że moje wyjście gdzieś na tygodniu graniczy z cudem. Jednak idą wakacje i wolnego czasu będę miała dużo więcej.
Dbam o siebie, ponieważ codziennie mam kontakt z ludźmi i nie wyobrażam sobie bym chodziła zaniedbana.
Przed ślubem wychodziliśmy na długie spacery,ale do kina nigdy nie dał się namówić. OK w nosie z tym kinem,ale teraz najchętniej nigdzie by nie wychodził tylko do ojca.
Przykro mi to pisać,ale zauważyłam,że on nie potrzebuje poprawiać relacji ze mną, albo uważa,że nie ma problemu. W domu jest pomocny, ale życie to nie tylko obowiązki, jednak mąż nie chce zrozumieć,że ja też potrzebuje relaksu mimo,że rozmawiałam z nim o tym tysiąc razy. Chyba rzeczywiście zamiast spędzać jedyny wolny dzień w tygodniu z rodziną lub we dwoje, będę chodziła po mieście z koleżankami..
Dbam o siebie, ponieważ codziennie mam kontakt z ludźmi i nie wyobrażam sobie bym chodziła zaniedbana.
Przed ślubem wychodziliśmy na długie spacery,ale do kina nigdy nie dał się namówić. OK w nosie z tym kinem,ale teraz najchętniej nigdzie by nie wychodził tylko do ojca.
Przykro mi to pisać,ale zauważyłam,że on nie potrzebuje poprawiać relacji ze mną, albo uważa,że nie ma problemu. W domu jest pomocny, ale życie to nie tylko obowiązki, jednak mąż nie chce zrozumieć,że ja też potrzebuje relaksu mimo,że rozmawiałam z nim o tym tysiąc razy. Chyba rzeczywiście zamiast spędzać jedyny wolny dzień w tygodniu z rodziną lub we dwoje, będę chodziła po mieście z koleżankami..
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Za bardzo poluzowałaś mu pasa ,pozwoliłaś na to i owo i on teraz uważa ,że ON NIC NIE MUSI przecież ma w domu praczke,sprzataczke,gotowaczke ktora wszystko zrobi ,a on moze calymi dniami po pracy pierdzieć w stołek,przecież naszykujesz jedzenie pod nos ,posprzatasz,sprzatniesz brudne skarpetki pozostawione pod lozkiem. Sama go tego niestety nauczyłaś ,musisz się zawziąć w sobie i pokazać mu, ze oprocz pokojowki i swietnej matki mozesz byc rowniez zadbana piekna seksowna kobieta. wystrój się raz, drugi i wyjdz przy nim z domu i powiedz ze wrocisz o tej i o tej ,mozesz wyjsc sie nawet przejsc do kina sama ,ale jemu dasz do myslenia . Tylko musisz to robic z glowa aby nie posadzil cie ,ze kogos masz na boku.
- briserlecoeur
- Miła Kobietka
- Posty: 66
- Rejestracja: pn cze 11, 2012 5:13 pm
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Justyna28 pisze:Witam
Jesteśmy razem od 11 lat i wstyd się przyznać nigdy nigdzie razem nie byliśmy. Gdy wyciągam męża do kina szkoda mu kasy na bilety, gdy chcę wyjść do muzeum szkoda kasy. Na darmowy spacer też rzadko chodzimy,bo nagle bolą go nogi. Jednak na papierosy kasy nie szkoda, na jego ukochanego pieseczka także pieniążki się znajdują. Nie wymagam od życia wiele, na wszystko pracuję i doceniam to co mam. No właśnie, skoro mam rodzinę, fajne,zdrowe dzieciaki to dlaczego nie mogę nigdzie z tą rodziną wyjść? Zawsze tylko jako samotna matka,czyli wszędzie sama z dziećmi. Myślę,że mężowi na nas już nie zależy,a może nigdy nie zależało,tylko tego nie widziałam. Żadne rozmowy,kłótnie nie pomagają. Zauważyłam,że dla niego najbardziej liczy się jego ojciec,do którego chodzi 5 razy dziennie i pies,dla którego jest tak serdeczny,że aż łzy mi stają w oczach,bo dla mnie i dzieci nigdy taki kochający nie jest. Co będzie dalej z moją rodziną, nie wiem..
Spróbuj z mężem szczerze pogadać, może coś Mu dolega?, nie chce nic Tobie mówić, aby Ciebie nie martwić. A gdyby Jemu na Was nie zależało, już pewnie dawno by od Was odszedł. Po prostu jest czymś zmęczony.Lubi spokojne życie, nie chce też aby Mu zawracano czymkolwiek głowy. Chyba, że te Jego wizyty u swojego ojca, tak na męża wpływają?Sama też zarabiasz, więc nie oglądaj się na to co On mówi, zresztą Tobie też się należy chwila i odpoczynku i jakiś spacer,czy chociażby kino, muzeum. Nie chce iść z Wami, idź sama z dziećmi, może coś do Niego dotrze,jeśli nie będziesz zwracała na Niego uwagi.?
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Dziewczyny zaczęłam wychodzić wszędzie sama z dziećmi i osiągnęłam taki efekt,że mąż ma więcej czasu dla swego ojca, a gdy wychodzę sama, to dzieci zostawia w domu albo zabiera ze sobą do ojca. Gdy trzeba zaprowadzi dzieci do szkoły, przyprowadzi do domu, ale żeby wyjść razem chociaż na lody czy na plac zabaw, mowy nie ma. Mówi mi,że beze mnie by sobie nie poradził, ale moje małżeństwo to nadal tylko obowiązki. Wątpię,żeby się to zmieniło. Nie ma co się oszukiwać, ojciec jest dla niego najważniejszy.
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Swojego teścia darzyłam szacunkiem i nie miałam nic przeciwko niemu dopóki się nie okazało,że dla niego liczy się tylko i wyłącznie syn, który najlepiej żeby spędzał u niego 24 godz.na dobę. Nieważne,że ja potrzebuję męża, a dzieci ojca. Jak to oznajmił teść-ja mam dzieci i mogę siedzieć sama z nimi w domu.
-
paula
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
a nie myślałaś może o tym że podświadomie jesteś zazdrosna o teścia i to właśnie ta sytuacja doprowadza do zauważania jakichś minusów męża?
bo najczęściej teściowe właśnie takie chcą, by ich synuś ciągle u nich siedział "bo ta jego żona ani ugotować ani nic"
i może tak jak większość kobiet, tak Ty jesteś zazdrosna i właśnie tutaj jest ten największy problem?
bo najczęściej teściowe właśnie takie chcą, by ich synuś ciągle u nich siedział "bo ta jego żona ani ugotować ani nic"
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Paula mam takie wrażenie,że chciałabyś ode mnie przeczytać,iż tak jestem zazdrosna o teścia, tak to moja wina,że chcę spędzać czas z mężem...ale nie przeczytasz. Problem tkwi w egoistycznym zachowaniu mojego teścia i zaślepieniu mojego męża w ojca, w wyniku czego nie spędza czasu ani ze mną ani z dziećmi. Nawet,gdy wyjdziemy razem na spacer, teść musi zadzwonić na komórkę, bo nagle ma milion problemów i koniecznie musi porozmawiać z synem.
Rozumiem,że Ty byś taką sytuację tolerowała, zajmowała się wszystkim sama,a w tym czasie Twój mąż mógłby swobodnie siedzieć u ojca.
Ja natomiast taka nie jestem i postawiłam sprawę na ostrzu noża, albo zajmie się mną i dziećmi,albo po naszej rodzinie zostaną wspomnienia. Nie zamierzam być tylko mężatką na papierze, bo nie mam 15 lat i mąż także nie,żeby całymi dniami siedzieć z tatą w domu.
Tym bardziej,że dzieci same widzą,że tata ma czas tylko dla dziadka.
Rozumiem,że Ty byś taką sytuację tolerowała, zajmowała się wszystkim sama,a w tym czasie Twój mąż mógłby swobodnie siedzieć u ojca.
Ja natomiast taka nie jestem i postawiłam sprawę na ostrzu noża, albo zajmie się mną i dziećmi,albo po naszej rodzinie zostaną wspomnienia. Nie zamierzam być tylko mężatką na papierze, bo nie mam 15 lat i mąż także nie,żeby całymi dniami siedzieć z tatą w domu.
Tym bardziej,że dzieci same widzą,że tata ma czas tylko dla dziadka.
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Dziwne że nie zauważa prostego faktu, że sam ma dzieci które również potrzebują spędzać czas z ojcem, tak jak on ze swoim tatą. Dziadek tez na to nie wpadł. No własnie co tu zrobic jak rozmowy nie dają rezultatu. Tak jak by go nic nie obchodziło, jestes to jestes jak Cie nie ma to też bez różnicy w sumie, tak to wygląda.Ile teść ma lat?
Zawsze trzeba podejmować ryzyko.Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie...
-
paula
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
ojj chyba źle się zrozumiałyśmy. W ogóle nie rozumie dlaczego mnie tak atakujesz, przecież ja nic złego nie powiedziałam. Po prostu wiem że wiele kobiet jest zazdrosnych o teściów i czasem wyszukują problemów. Ale skoro uważasz że nie, to ok. Tyle tylko że nie możesz mu zabronić iść do ojca na kawę.Justyna28 pisze:Paula mam takie wrażenie,że chciałabyś ode mnie przeczytać,iż tak jestem zazdrosna o teścia, tak to moja wina,że chcę spędzać czas z mężem...ale nie przeczytasz. Problem tkwi w egoistycznym zachowaniu mojego teścia i zaślepieniu mojego męża w ojca, w wyniku czego nie spędza czasu ani ze mną ani z dziećmi. Nawet,gdy wyjdziemy razem na spacer, teść musi zadzwonić na komórkę, bo nagle ma milion problemów i koniecznie musi porozmawiać z synem.
Rozumiem,że Ty byś taką sytuację tolerowała, zajmowała się wszystkim sama,a w tym czasie Twój mąż mógłby swobodnie siedzieć u ojca.
Ja natomiast taka nie jestem i postawiłam sprawę na ostrzu noża, albo zajmie się mną i dziećmi,albo po naszej rodzinie zostaną wspomnienia. Nie zamierzam być tylko mężatką na papierze, bo nie mam 15 lat i mąż także nie,żeby całymi dniami siedzieć z tatą w domu.
Tym bardziej,że dzieci same widzą,że tata ma czas tylko dla dziadka.
Niestety mam przykre doświadczenie z mojej najbliższej rodziny. Kobieta jest okropnie zazdrosna o swoją teściową, bo jej mąż mamę zawozi w niedzielę do kościoła, jedzie z nią na cmentarz itd. Co prawda ona trochę za późno tą sytuację zauważyła. I właśnie dlatego po prostu nie jest w stanie po 10 latach tego zmienić. Są ciągłe awantury, straszenie rozwodem, zabraniem mu dziecka i co? i to nie działa. Nawet jeśli on chce iść do mamy, to w każdej chwili może jej powiedzieć że jedzie do pracy (ma pracę na zmiany i ona nie jest w stanie go wyliczyć z godzin przepracowanych), a pojedzie do mamusi.
Dlatego wiem że takie straszenie że albo ja albo teść/teściowa, nic dobrego nie przynosi. Co najwyżej jeśli masz dobrego męża to on wam poświęci więcej czasu. Jednak większość facetów (głównie jedynaków) mają wpajane że rodzice są najważniejsi i nawet żona tego nie zmieni...
Ale to już Twoja sprawa co z tym zrobisz/zrobiłaś.
I bardzo Cię proszę, nie atakuj mnie o co że napisałam coś co może do nie do końca jest prawdą, bo nie znam Cię na tyle by Cię oceniać. Grzecznie spytałam a Ty nie wiem dlaczego tak po mnie pojechałaś.
Re: Czy mu jeszcze na nas zależy?
Dziuska,teść ma 57 lat. Jest tak wychowany,że wszystko ma kręcić się wokół niego. Paula faktycznie źle się zrozumiałyśmy,bo ja także poczułam się zaatakowana i obarczona winą. W moim przypadku problem zauważyłam od samego początku,czyli od roku,bo tyle teść mieszka piętro nad nami w bloku. Zgadzam się z tym,że niektórzy są tak wychowani,by całe życie uważali,że to rodzice są najważniejsi. Mój mąż sądzi,że jego ojciec sobie bez niego nie poradzi. Ciekawe,bo jakoś teść dobrze sobie radził przez 10lat mieszkając 300km od nas. Obecnie poprawiło się tyle,że mąż nie spędza całych dni do nocy u ojca,ale od rana już tam biegnie na kawę. Nadal nigdzie nie wychodzimy razem poza zakupami.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: ICCrawler - ICjobs i 1 gość