Hej ! Mam 22 lata, z moim chlopakiem jestem juz od prawie roku...Szalalam za nim jak glupia, skrecalam sie kiedy on nie pisal, nie dzwonil, tak bardzo zalezalo mi na tym zeby sie we mnie zakkochal tak jak ja w nim... Na wakacjach bylismy razem za granica 2-siace, razem mieszkalismy..bylo cudownie, dogadywalismy sie bez problemu. teraz niestety on wyjechal na studia a ja zostalam w domu gdyz koncze szkole i robie mature bo jej nie zdalam 2 lata temu i wyjechalam za granice(wtedy jeszcze nie bylismy razem)..widzimy sie srednio co 3 tygodnie ale ja nie mgoe bez niego wytrzymac..dzis mija miesiac i 2 tyg odkad sie ostatni raz widzielismy, a to najdluzszy okres "nie widzenia sie" odkad jestesmy razem...i ja sobie z tym zupelnie nie radze.. poza tym moj chlopak zachowuje sie ostatnio tak, jakby za mna nie tesknil... Wczoraj np. zadzwonil, czy nie chcilabym wpasc na mecz, ktory odbedzie sie w piatek. spedzilibysmy ze soba 5 dni a potem wrocilibysmy razem do domu ..zgodzilam sie ale ja myslalam tylko o tym ze bede z nim nie zalezalo mi glownie na meczu..Dzis okazalo sie ze mecz sie jednak nie odbedzie.. z czego on od razu powiedzial ze jak nie ma meczu to nie mam po co pryjezdac...poczulam sie glupio bo pozniej mowilam mu ze chialabym mimo to przyjechac..na co on : ze nie chce mnie narazac na koszty podrozy i ze to duzo zamoty i lepiej nie.. tak jakby chcial mnie splawic.. On mieszka z kolega w mieszkaniu 2-pokojowym na stancji , oni zajmuja pietro na gorze a na dole wlasciciele, bylam u niego ostatnio na sylwestra kiedy jego wspollokator wyjechal do siebie a od tamtej pory jestem ciagle w domu...co prawda umawialismy sie ze ja bede w domu uczyc sie do matury, nie pojde do pracy tylko skupie sie na nauce, zeby moc pozniej do niego dolaczyc i pujsc na studia ale on uzgadnial tez z wlascicielem i pytal czy nie bedzie problemu gdybym raz na jakis czas przyjezdzala... i powiedzial ze nie ma sprawy.a zaprasza mnie do siebie rzadko...W swoim rodzinnym miescie on mieszka z babcia ktora go wychowywala go od malego, ja mieszkam 8km od niego, czesto sie widzimy ale te to ja zawsze przyjezdam do niego.. siedze do pozna a potem jade do domu, gdyz niechce u niego spac bo kiedys jego babci nie spodobalo sie to ze u niego spalam...slyszalam jak mowi:"jak to tak, przed slubem, w jednym lozku itd, ona nie ma wstydu...""
Nie wiem juz czy to ja jestem za bardzo nachalna ale nic takiego nie robie, kocham go i zawsze mowie mu prawde, pisze czule, staram sie by chociaz przez ta odleglosc wiedzial ze mi na nim zalezy i ze go kocham a gdy ja oczekuje tego samego od niego zeby powiedzial mi ze mnie kocha to on sie smieje i mowi ze juz szukam powodu do klotni...Wczoraj tak sie przez to poklocilismy ze sie do siebie nie odzywamy i postanowilam ze ja sie pierwsza do niego nie odezwe tak jak robie to zawsze... tylko czy dobrze zrobie.................

